Myślokracja, czyli from łeb to web

158. Jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. 26 wrzesień 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: Uncategorized — HaeS @ 6:51 pm

Trudno mi pisać tego posta. Być może dlatego, że jest to jeden z moich ostatnich postów na haes.wordpress.com. Pewne wydarzenia z mojego życia zmusiły mnie do przemyśleń na temat sensu prowadzenia bloga i upubliczniania swoich poglądów i zapatrywań. Koniec końców, rozważając wszystkie “za” i “przeciw” postanowiłem swoją przygodę z blogiem zakończyć. Może nie tak od razu, bo mam kilka pozostawionych otwartych spraw, kilka ciekawych pomysłów i kilka rzeczy, które wciąż jeszcze czekają na ostateczne poprawki i zamieszczenie na stronie. W szczególności chodzi o posty na temat “Archiwum X”.

Nie jest to decyzja podjęta pod wpływem emocji, ale raczej suchego wyrachowania i rozsądnego kalkulowania. Przykra to w sumie sprawa i nie chcę o tym pisać publicznie. Nie muszę w sumie przerywać bloga w takim momencie jak ten. Nie muszę go przerywać w ogóle. Stwierdziłem jednak, że tak będzie najlepiej i zniknięcie mojej osoby z listy autorów ze wszystkich możliwych opcji jest najlepsze. Strasznie żal mi się rozstawać ze sporą gromadką bloggerów, z którą nawiązałem dobry kontakt, którzy regularnie do mnie wracali, czytali mnie i komentowali – a w komentarzach albo chwalili (a serce rosło!), albo też i konstruktywnie ganili.

Blog ma wielu wiernych czytelników i szkoda byłoby ich zawieść. Pamiętam w jakim stylu zrobił to legendarny już Gniot/Mierzwiak (który po prostu bez słowa komentarza skasował blog) i do dzisiaj czuję jeszcze niesmak po tym zdarzeniu. Nie chcę tak robić. Nie tylko archiwa pozostają dla potomności, ale nawet i sam blog będzie kontynuowany (!). Poza kilkoma wpisami, które zamieszczę przed moim definitywnym odejściem, możecie (mam nadzieję) liczyć na nowe posty Artura. Oprócz tego dogadałem się też z dwójką osób piszących. Jedna z osób, dopisana do listy autorów dość dawno temu (chociaż jeszcze na niej nie widoczna), co prawda do dzisiaj nie daje znaku życia i być może nie napisze nic nigdy. Szkoda, bo to zaprawdę zacna osoba, która blog by wyniosła na intelektualne wyzyny, o których ja mogę tylko śnić, ale to jej wybór. Druga z osób to mój bliski znajomy, podobny w zapatrywaniach i poglądach, który aż pali się do stworzenia kontynuacji tego bloga. Co prawda chce on pozostać zupełnie anonimowy, ale myślę, że ci którzy znają mnie z reala na hasło “Frycjusz” (bo tak ów osobnik będzie się podpisywał) zareaguje uśmiechem zdumienia, ale też i z ulgą, bo dzięki temu, że to właśnie on będzie kontynuował moje dzieło, niewiele się na blogu zmieni. Dla tych, którzy mnie (ani go) nie znają – napiszę tylko tyle, że ja polecam lekturę jego postów równie mocno, jak John Locke z “Lostów” polecałby lekturę postów Jeremiego Benthama. I już wszystko jasne.

Mam zatem nie tylko nadzieję, ale wręcz pewność że wystarczy mu wytrwałości i zapału i będzie się udzielał równie mocno i zapamiętale jak ja. Mało kto dostaje w spadku gotowego, w miarę popularnego bloga i mam nadzieję, że kolega tego nie schrzani. Ponoć już dzisiaj ma zacząć pisać swój pierwszy post (aż rwie się do tego!). Z wami więc się żegnam, chociaż – jako gość – będę tu nieśmiale bywał. Z czasem jednak moje zdjęcie zniknie z listy autorów, zniknie pewnie nawet konto z WordPressa, ale blog… blog będzie trwał dalej.

Pozdrawiam wszystkich!