Battlestar Galactica szybko stała się w środowisku fanów SF hitem zarówno w Polsce, jak i za oceanem. Chwała TVP, że wyemitowała pilota (niewiarygownie paszatkowanego) i pierwszych 13 odcinków, dzięki czemu miałem szansę zainteresować się tym serialem i obejrzeć wszystkie 3 dotychczas wyemitowane serie. Czy serial jest dobry? I tak i nie. In plus daję oryginalny pomysł, rozwijaną z odcinka na odcinek niebanalną fabułę, psychologiczną głębię, dobrze zarysowane postacie, poruszone (troszkę pokracznie i nieporadnie) kwestie filozoficzne.
Najważniejszym pytaniem jakie stawia przez nami BSG (i jak dla mnie największym stanowiącym o wartości serialu) jest pytanie filozoficzne: czy człowiek w pełni syntetyczny, stworzony sztucznie, a pomimo tego w pełni człowieczy, do tego stopnia, że posiada wszystkie tkanki, jest podatna na te same choroby, może samodzielnie myśleć czy nawet rozmnażać się, nadal jest człowiekiem? Nie, nie będę teraz wnikał w szczegółowe dywagacje na ten temat. Każdy wyrobi sobie swoją opinię na ten temat po obejrzeniu serialu. Mnie denerwowało jednak niesamowicie kiedy większość bohaterów uparcie nazywała “ludzkie” modele Cylonów tosterami, blaszakami bądź innymi pokrewnymi epitetami. O ile można spierać sie na temat ludzkości cylonów, to jednak tego typu nazwy winne być zarezerwowane dla prawdziwych blaszanych modeli Cylonów (bo takie też są).
Zanim przejdę do wad, napiszę tylko, że nie wszystkie wady serialu przemawiają na jego niekorzyść, wręcz przeciwnie. Niektóre stanowią o jego sile. Za serialem przemawia m.in.:
- Brak gigantycznego budżetu przeznaczonego na spektakularne efekty specjalne ku uciesze młodszej części widowni. Dzięki temu widownia jest starsza, dojrzalsza, i pod taką widownię tworzone są wątki.
- Brak instensywnej promocji w mediach (takiej jak ma np. Lost czy Prison Break), co sprawia, że nie ma milionów fanek napalonych na tyłek Lee Adamy. I bardzo dobrze. Dobrze jeśli oglądalność serialu wynika z jego obiektywnych walorów, a nie tego, że kolejne miliony głupawych siks zostają zmanipulowane przez media.
- Brak znanych aktorów. Przynajmniej nikt nie stroi foch, nie walczy o wielomilionowe gaże, nie grozi odejściem z serialu ani nie przyćmiewa swoim blaskiem innych. Można skupić się na serialu i jego treści i to ma być jego największą siłą, a nie to, ze gra w nim kolejna plastikowa gwiazdka.
Wad serialu jest mnóstwo. Największą jest brak jakiejś naukowej refleksji. Pomijam takie bzdury jak dźwięk w próżni, bo to ogólnoserialowy (czy nawet ogólnofilmowy) standard. Pomimo tego, że ludzkość w serialu jest wysoko rozwinięta, to jednak przestarzała jednostka kosmiczna, jaką jest BSG wraz z całą obecną na niej technologią może budzić uśmiech politowania nawet w naszej współczesnej cywilizacji. Medycyna mniej więcej na obecnym poziomie, brak jest znanych z innych tego typu seriali teleportów, replikatorów, a nawet jakichkolwiek komunikatorów (!) i dziesiątek innych gadżetów. Kosmiczne myśliwce bojowe swoją konstrukcją i technologią ustępują nawet dzisiejszym myśliwcom ziemskim. Bohaterowie używają przestarzałych nawet jak na dzisiejsze standardy dyktafonów czy innych sprzętów codziennego użytku. Jedynym wyjaśnieniem tego faktu może być to, że oddając hołd serialowi z lat 70-tych scenarzyści tak mocno się zapędzili, że napisali scenariusze w taki sposób, w jaki zostałyby one napisane w latach 70tych. Jako serial wg standardów z lat 70tych BSG jak najbardziej pasuje. Wszak wtedy wizja przyszłości była zupełnie inna od obecnej.
Nie będę się czepiał, że mówią po angielsku pomimo tego, że żaden z bohaterów nie widział jeszcze na oczy Ziemi na której anglojęzyczne ludy żyją, bo tak być musi – serial jest amerykański, dla amerykanców i nie ma sensu cudować z wymyślaniem nowego języka. Ale to, że mają angielskie, włoskie, hiszpańskie czy nawet polskie (Figurski) imiona i nazwiska zakrawa na kpinę. W ogóle cała kultura Dwunastu Kolonii jest przesiąknięta kulturą euroamerykańską. Bohaterowie emocjonują się walkami bokserskimi, pseudonimy niektórych bohaterów wzięte są z milologii greckiej (jak np. Athena czy Apollo), nazwy Dwunastu Kolonii to nieco przerobione nazwy dwunastu ziemskich znaków zodiaku (Caprica od Capricornusa, Aerlon od Ariusa, Sagitarian od Sagitariusa itd). Nieźle jak na społeczeństwo, które z ziemianami od tysięcy lat nic wspólnego nie ma. Jak jeszcze dorzucę obrzydliwie amerykański patos, chwałę dla wolności słowa i demokracji, a nawet procedury prawne (!), dostaniemy wyjątkowo niesmaczny mix. A może tak ma być? Byc może poszczególne odcinki, wątki, sceny są alegoriami do aktualnych losów ludzkości?
Dalej: niekonsekwencja. I to okrutna. Rzucę dwa przykłady. Pierwszy dotyczy Baltara i jego “wykrywacza Cylonów”. Pomijając drobny szczegół odnośnie tego, że Baltar przebadał (skutecznie) Boomer w kilka minut, a w następnym odcinku dowiadujemy się, że takie badanie trwa 11 godzin, przyczepić się można do samej idei wykrywacza. Wciska nam się cały czas, że ludzie niczym nie różnią się od cylonów, poza jakimiś drobnymi szczegółami na poziomie komórkowymi, a jednocześnie od czasu do czasu widujemy świecące na czerwono kręgosłupy cylonów. No to jak w końcu jest? Czy nie wystarczyłoby dokładnie przyjrzeć się kręgosłupom, aby łatwo i szybko zidentyfikować cylona? Czy pomimo skomplikowanych badań nikt na to nie wpadł? Drugi przykład to sposób, w jaki poprowadzono postać Boomer. Na początku jest OK: dziewczyna nie wie, że jest cylonem, aż któregoś dnia odzywa się w niej cyloński zew i strzela do Adamy. Potem też jest dobrze: zastrzelona na BSG odradza się na cylońskim statku i wciąż nie może uwierzyć i pogodzić się z tym, że jest cylonem. Walczy z cylonami, próbuje wśród nich wywołać duchową rewolucję. Ale to, co zrobiono dalej, woła o pomstę do nieba. Najpierw czynnie uczestniczy w okupacji Nowej Capriki, potem zaś staje się jednym z cylonów, niczym się od nich nie różniąc. What the fuck?
No i na koniec hicior wszechczasów: Strabuck uruchamia cylońskiego raptora. Zatyka dziurę w statku kawałkiem szmaty i wyrusza w podróż poprzez próżnię. No cóż, fantastyka rządzi się swoimi prawami.
Troszkę poznęcałem się na BSG, ale niech was to nie przeraża. Pomimo tego wszystkiego ogląda się naprawdę przyjemnie, aczkolwiek polecam wyłącznie hadrcorowym fanom SF, szukającym czegoś innego niż wartka akcja, szalone pościgi, strzelaniny i efektowne wybuchy.