Po ciekawym i emocjonującym meczu Lech-Austria Wiedeń obejrzanym wczoraj w TV (Lech awansował po bramce zdobytej w ostatniej minucie) zajrzałem odruchowo na fora, aby sprawdzić jak cieszą się ludzie i jak reagują. Oczywiście się cieszą, ewentualnie zazdroszczą (a im bliżej stolicy mieszkają, tym bardziej zazdroszczą), wskazują na stronniczość sędziego i kilka aspektów, ale także zwracają uwagę na to, że nie TV dopuściła Szpakowskiego do komentowania tego meczu i – ku mojemu zdziwieniu – odebrano to na plus (!). Nie jest ulubiony komentator ludzi znających się na futbolu, wielu narzeka na jego charakterystyczną manierę, zbyt emocjonalne podejście, błędy merytoryczne i brak poprawności językowej. Wszystko to, co Szpakowskiemu się zarzuca, ja uważam za zaletę.
Nie wyznaję się zbytnio na tych komentatorach, obecnie na topie są bodajże Borek i Iwański. Są to świetni fachowcy, czujący grę, wiedzący o co chodzi, nie dający się zagiąć nawet na najdrobniejszych szczegółach, mających w głowie miliony statystyk, imponujący wiedzą i umiejętnością czytania gry. Świetnie. Ale nie mają tego, co posiada Szpakowski, a przede wszytkim – Tomasz Zimoch. Cóż to jest?
Dla mnie komentator nie musi tłumaczyć mi kto w jakim klubie grał dziesięć lat temu, walić fachowymi terminami, zachwycać się jak to ktoś do kogoś zagrał w tempo albo tym, jak finezyjne było wykonanie pupłapki ofsajdowej. Nie musi zawsze bezbłędnie ocenić (bez powtórki) czy był spalony bądź faul (chociaż to mi zazwyczaj imponuje, bo ja często nawet po powtórce tego nie widzę). Komentator jest osobą budującą klimat, jest częścią sportowego widowiska, człowiekiem który podsyca emocje i sprawia, że ci siedzący z piwkiem w ręku i kotem jako podnóżkiem, zatopieni w ciepłym fotelu czują się jakby byli na stadionie, równie żywiołowo krzyczą i równie żywiołowo się podniecają tym, co się dzieje na boisku kilkaset kilometrów dalej. W tej konkurencji wspomniany Borek czy Iwanow odpadają w przedbiegach. Są nudni, a ich monotonnego ględzenia słucha się ich ze znudzeniem, które nawet po zdobyciu bramki nie znika, bo ci panowie nawet się cieszyć nie umieją. Co innego komentator, który pod wpływem żywych, silnych emocji zapomina się, gubi, zaczyna gadać troszkę od rzeczy, wali dziwnymi porównaniami, popełnia drobne błędy merytoryczne itd. Widzimy wtedy w nim autentycznego człowieka, zagorzałego kibica i wielkiego fana futbolu (czy ogólniej – sportu), który umie się ponieść silnej emocji, bo wie, że radość czy też smutek są częścią sportowej rywalizacji,
Jeszcze gorsi są komentatorzy “z łapanki”. Bardzo często bowiem do fachowego komentatora (czy to charyzmatycznego Szpaka, czy też bezbarwnego Borka) dorzuca się jakiegoś piłkarza. Efekt zazwyczaj jest marny, bo podczas kiedy pierwszy z komentatorów buduje klimat i powie coś ciekawego (albo chociaż stara się jak umie), to drugi tylko smędzi i nudzi, zniechęcając zupełnie do oglądania meczu.
Na koniec – próbka Zimocha. Większość z nas to nagranie zna zapewne znakomicie, ale ja dzisiaj po raz pierwszy widziałem je w wersji wizja + fonia.

