Myślokracja, czyli from łeb to web

161. O komentarzach meczowych słów kilka 3 październik 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: Sport, TV — frycjusz @ 8:27 pm

Po ciekawym i emocjonującym meczu Lech-Austria Wiedeń obejrzanym wczoraj w TV (Lech awansował po bramce zdobytej w ostatniej minucie) zajrzałem odruchowo na fora, aby sprawdzić jak cieszą się ludzie i jak reagują. Oczywiście się cieszą, ewentualnie zazdroszczą (a im bliżej stolicy mieszkają, tym bardziej zazdroszczą), wskazują na stronniczość sędziego i kilka aspektów, ale także zwracają uwagę na to, że nie TV dopuściła Szpakowskiego do komentowania tego meczu i – ku mojemu zdziwieniu – odebrano to na plus (!). Nie jest ulubiony komentator ludzi znających się na futbolu, wielu narzeka na jego charakterystyczną manierę, zbyt emocjonalne podejście, błędy merytoryczne i brak poprawności językowej. Wszystko to, co Szpakowskiemu się zarzuca, ja uważam za zaletę.

Nie wyznaję się zbytnio na tych komentatorach, obecnie na topie są bodajże Borek i Iwański. Są to świetni fachowcy, czujący grę, wiedzący o co chodzi, nie dający się zagiąć nawet na najdrobniejszych szczegółach, mających w głowie miliony statystyk, imponujący wiedzą i umiejętnością czytania gry. Świetnie. Ale nie mają tego, co posiada Szpakowski, a przede wszytkim – Tomasz Zimoch. Cóż to jest?

Dla mnie komentator nie musi tłumaczyć mi kto w jakim klubie grał dziesięć lat temu, walić fachowymi terminami, zachwycać się jak to ktoś do kogoś zagrał w tempo albo tym, jak finezyjne było wykonanie pupłapki ofsajdowej. Nie musi zawsze bezbłędnie ocenić (bez powtórki) czy był spalony bądź faul (chociaż to mi zazwyczaj imponuje, bo ja często nawet po powtórce tego nie widzę). Komentator jest osobą budującą klimat, jest częścią sportowego widowiska, człowiekiem który podsyca emocje i sprawia, że ci siedzący z piwkiem w ręku i kotem jako podnóżkiem, zatopieni w ciepłym fotelu czują się jakby byli na stadionie, równie żywiołowo krzyczą i równie żywiołowo się podniecają tym, co się dzieje na boisku kilkaset kilometrów dalej. W tej konkurencji wspomniany Borek czy Iwanow odpadają w przedbiegach. Są nudni, a ich monotonnego ględzenia słucha się ich ze znudzeniem, które nawet po zdobyciu bramki nie znika, bo ci panowie nawet się cieszyć nie umieją. Co innego komentator, który pod wpływem żywych, silnych emocji zapomina się, gubi, zaczyna gadać troszkę od rzeczy, wali dziwnymi porównaniami, popełnia drobne błędy merytoryczne itd. Widzimy wtedy w nim autentycznego człowieka, zagorzałego kibica i wielkiego fana futbolu (czy ogólniej – sportu), który umie się ponieść silnej emocji, bo wie, że radość czy też smutek są częścią sportowej rywalizacji,

Jeszcze gorsi są komentatorzy “z łapanki”. Bardzo często bowiem do fachowego komentatora (czy to charyzmatycznego Szpaka, czy też bezbarwnego Borka) dorzuca się jakiegoś piłkarza. Efekt zazwyczaj jest marny, bo podczas kiedy pierwszy z komentatorów buduje klimat i powie coś ciekawego (albo chociaż stara się jak umie), to drugi tylko smędzi i nudzi, zniechęcając zupełnie do oglądania meczu.

Na koniec – próbka Zimocha. Większość z nas to nagranie zna zapewne znakomicie, ale ja dzisiaj po raz pierwszy widziałem je w wersji wizja + fonia.

 

148. Lekkoatletyka, a telewizja 19 sierpień 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Sport, TV — HaeS @ 12:53 pm

Lekkoatletyka nazywana czasem jest krolowa sportu. Pomimo calej mojej sympatii dla futbolu (ktory na pewno jest najpopularniejszym w naszym kregu kulturowym sportem) i ogolnie sportow zespolowych, rzec musze, ze slusznie – bo kazdy moze ja uprawiac, bo charakteryzuje sie prostota i – co za tym idzie – logicznoscia zasad, a wynik zawodnika praktycznie zawsze zalezy wylacznie od jego formy, predyspozycji i wlozonego talentu, a nie tak jak w sportach polegajacych na bezposrednim wspolzawodnictwie, na wielu innych czynnikach. No, ale tego typu sportow tego typu jest duzo wiecej, jak chocby plywanie.

Lekkoatletyka to sport polegajacy na pokonywaniu samego siebie, ciaglym udoskonalaniu swojej techniki, biciu kolejnych rekordow, udowadnianiu wszystkim ze ja moge skoczyc wyzej, pobiec szybciej, rzucic dalej. Ludzie uprawiacy ten sport budza we mnie pewien podziw i zasluguja na uznanie, szczegolnie jezeli cos wielkiego w nim osiagneli.

Czy jednak lekkoatletyka zasluguje na ten caly mir, jakim otaczana jest przez telewizyjnych komentatorow? Smiem watpic. O ile wspomniane juz przekraczanie wlasnych mozliwosci i osiaganie coraz lepszych wynikow daje na pewno nieludzka satysfakcje sportowcowi czy trenerowi to jednak nam, kibicom, niewiele tu jest do emocjonowania. Szczegolnie, ze sporty to sa malo widowiskowe.

Juz nie podziw, ale ogromne zdziwienie wzbudza we mnie wypelniony po brzegi gigantyczny stadion olimpijski w Pekinie, gdzie dziesiatki tysiecy ludzi dobrowolnie zdecydowalo sie nie tylko przyjsc na stadion i przesiedziec te pare godzin patrzac na nie wiadomo co, ale nawet i za to zaplacic. Co wiecej, najdrozze (i najszybciej sie rozchodzace) sa te miejsca, na stadionie, skad mozna podziwiac ponoc koronna dyscypline olimpijska (ponoc esencje olimpiady), a mianowicie bieg na 100m. Nie wiem ile gotowi sa ludzie zaplacic za to, zeby przez 10 sekund patrzec na to, jak osmiu sportowcow (ciezkich do odroznienia) biegnie przed siebie, ale ja sam bym nie dal zlamanego centa. Tym bardziej ze na ogol niemoliwe jest ocenienie “na oko” kto wygral.

Skok w dal? Nie bardzo rozumiem jak widz z odleglosci kiludziesieciu metrow, nawet wyposazony w lornetke, widzi czy zawodnik skoczyl az 8,70 czy tylko 8,60. Wszystkie skoki wygladaja niestety tam samo. Rzut mlotem? Kula? Dyskiem? Oszczepem? To samo.

Dwa sporty z tego gatunku tylko ciesza sie moim umiarkowanym zainteresowaniem: skok wzwyz i skok o tyczce. Szczegolnie ta druga konkurencja jest ciekawa, bo dzieki wysokim skokom i obecnosci dodatkowego akcesorium w postaci dlugiego draga jest bardziej widowiskowa. I wczoraj wlasnie chcialem obejrzec w TV rywalizacje pan w tej konkurencji.

Ale jak to ogladac? Chcialby czlowiek sobie obejrzec jak kolejne (uroczne na ogol) panie przeskakuja kolejne pulapy, podchodza do danej wysokosci kilka razy, stopnowo odpadaja, az w koncu pozostaje tylko kilka najlepszych, a poprzeczka caly czas idzie w gore. Formula swoja przypomina troszke to jakies turnieje sredniowieczne czy cos takiego. Dla czleka, ktory ceni bardziej obserwacje przebiegu turnieju i tym sie emocjonuje, a nie technika jednej czy drugiej zawodniczki, jest to widowisko moze nie rewelacyjne, ale ciekawe.

Rzecz w tym ze tego nie idzie tak obejrzec. Relacja w TV wyglada mniej wiecej tak: dwie panie skacza o tyczce, nastepnie jakis tam bieg przez plotki (5 minut prezentacji zawodnikow + 2 minuty biegu), potem dwoch panow skacze w dal, ktos w miedzyczasie rzuca jakims kawalkiem zelastwa (tez pokaza kilku zawodnikow) , nastepnie rozpoczyna sie bieg na 3000 m, ktorego oczywiscie w calosci nie pokaza, bo musza znowu pokazac kolejne dwie panie skaczace o tyczce. A tu juz sie co nieco pozmienialo, poprzeczna jest juz troszke wyzej, kilku zawodniczek juz nie ma… Trudno sledzic rywalizacje i wiedziec co sie dzieje. A szkoda, ze wybrano (nie tylko na tych zawodach, ale praktycznie na kazdych lekkoatletycznych) tak durny sposob prezentacji, totalnie zniechecajacy do ogladania lekkiej atletyki w TV.

Tak wiec pomimo szczerych checi, nadal pozostane jednym z tych ktorzy jezeli cokolwiek na igrzyskach beda sledzic, to tylko (z piwkiem w reku i reka w przyporku niczym Al Bundy) rywalizacje siatkarzy czy pilkarzy recznych (o ile w niemieckiej TV pokaza jakis polski mecz). Bo przynajmniej wiem, ze nikt mi w polowie meczu nie przelaczy wizji na bieg na 100 metrow, zawody lucznicze ani kajakarstwo. I jescze nachodzi taka refleksja: moze te pelne stadiony jednak maja sens?

 

126. Microprose Soccer 26 czerwiec 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Gry, Sport, rozrywka — HaeS @ 10:42 am

Euro 2008, niezależnie od tego czy ktoś się sportem interesuje czy też komuś to zwisa, dopadło każdego. Bo każdy widział biało-czerwone flagi wywieszona na balkonach wszystkich domów i mieszkań w okolicy (flagi oczywiście już znikły…), każdy słyszał w tramwaju, pracy, szkole czy publicznym sraczu niekończące się debaty na temat szans poszczególnych zespołów, każdy każdy słyszał wieczorem podchmielonych młodzieńców ubranych w biało-czerwone barwy wracających z pubu no i wreszcie każdy się tym chociaż odrobinkę interesuje, nawet jeśli jest to zainteresowanie na zasadzie “kiedy wreszcie to się skończy, bo mam tego dosyć”. Ja sam ze sportów interesuję się jedynie piłkną nożną i to w raczej umiarkowanym stopniu (w każdym razie nie umiem wymienić ani jednego gracza Barcelony czy Milanu), a zainteresowanie innymi dyscyplinami sportowymi odzyskuję co najwyżej w momencie kiedy na jakimś forum internetowym natrafię na ciekawe i prawdopodobne (wg obstawiających) typy tenisa, baseballu czy jeszcze dziwniejszego sportu – ryzykuję wtedy swoje 2 złote (rzadko kiedy więcej) i trzymam kciuki za jakiegoś Federera czy New York Yankees, nawet nie mając pojęcia o moim faworycie ani o turnieju, który akurat się odbywa.

No, ale duży turniej piłkarski to duży turniej piłkarski. Śledzę na bieżąco, oglądam co ważniejsze mecze (w TV albo w miejscowym pubie), emocjonując się nie tyle celnymi podaniami, misternie zaplanowaną taktyką czy efektownymi dryblingami(chociaż czasem faktycznie jest co podziwiać), co dramaturgią. Takie mecze jak Turcja-Czechy, Turcja-Chorwacja czy ostatni Turcja-Niemcy ogląda się doprawdy przyjemnie, kiedy w końcówce pada kilka bramek, a grające drużyny (wraz z milionami swoich kibiców) przechodzą od etapu euforii po tragedię narodową. Nawet nieszczęsny mecz Polska-Austria wpisuje się w mój kanon pięknych, dramatycznych meczy, aczkolwiek z uwagi na to, że nasza reprezentacja jest akurat tą pokrzywdzoną, patrzę na to wszystko nieco inaczej. Tak czy owak cały piłkarski klimat udziela się i mnie. Od 1998 (czyli od kiedy mam komputer) nie mogę sobie raz na dwa lata, w czasie wielkiej imprezy, odmówić jednej przyjemności: gry w Microprose Soccer. Tak, tak – dobrze przeczytaliście. Nie żadna FIFA ani inna tego typu giera. Jak dla mnie w świecie gier piłkarskich liczą się tylko dwa tytuły: Microprose Soccer i Sensible Soccer. Prostota zasad, łatwość gry, kilka uproszczeń w stosunku do boiskowego oryginału i kilka innych szczegółów sprawia, że właśnie te gry zasługują IMO na szczególną uwagę. Sensible Soccer niestety u mnie na kompie nie działa – za to Microprose Soccer z emulatorem C64 śmiga aż miło.

Gra ta uważana jest (słusznie) za najlepszą grę piłkarską na komputery 8-bitowe. Widziałem sporo “kopanek” na C64 i żadna nigdy nie wciągnęłą mnie tak jak Microprose Soccer. Byłbym ostrożny z nazywaniem gry “symulatorem gry w piłkę nożną”, gdyż w gruncie rzeczy jest to prosta jak cholera zręcznościówka. Nie mamy takich bajerków, jak sędzia rozdający kartki, składy zawodników czy chociażby rzuty karne (o twarzach zawodników i komentowaniu przez znanych fachowców nie wspominam). Pomimo to – jest to jedna z najbardziej złożonych, skomplikowanych i zaawansowanych gier na C64. Ilość sposobów rozgrywek, a także opcji konfirugracji (jak na tamte czasy) przyprawiała o ból głowy, a niejedna nowa gra zapewne ma mniej tych opcji. Tak więc można zagrać sobie “challenge” w którym mamy pokonać kilkunaście następujących po sobie coraz trudniejszych rywali, tryb meczu towarzyskiego, możliwość stworzenia ligi w której można grać nawet 16 graczy (tak!) no i wreszcie główną część gry – tournament, czyli symulację mistrzostw świata wg zasad z lat 1986-1994 (24 drużyny, 6 grup, 1/8 finału, ćwierćfinał itd). My oczywiście możemy zagrać dowolnie wybraną reprezentacją (ja sam oczywiście zawsze gram Polakami), a grać może nawet 16 graczy.

Poziom trudności poszczególnych rywali jest dość realistyczny – o ile taki Oman czy Kanadę pokonuje się bez problemu, to Brazylia czy Argentyna to prawdziwi giganci, praktycznie nie do pokonania (mi się w każdym razie nigdy nie udało). Zróżnicowany jest też styl poszczególnych drużyn – Brazylijczycy są szybcy i nie do okiwania, Włosi mają obronę nie do przejścia itd. NIe wiem dlaczego (być może ma to jakieś uzasadnienie historyczne), nowozelandzki bramkarz radzi sobie dużo lepiej niż jego koledzy z innych reprezentacji. Druzyny “z gornej połki” wyraźnie lepiej grają w fazie pucharowej niż w grupowej, gdzie można im urwać punk czy dwa. Tak czy owak – dopasowanie poziomu trudności i stylu gry poszczególnych drużyn udało się autorom. Duży plus też za sporą konfigurowalność – możemy m.in. włączyć/wyłączyć deszcz (doprawdy, denerwujący), ustawić różne poziomy podkręcenia piłki, zmienić dlugość meczu (domyślnie – 2×60 sekund) czy też włączyć/wyłączyć powtórki (które jak na C64 są prawdziwym ewenementem, niespotykanym chyba nigdzie indziej).

Gra wciąz wciąga. Gra się jedne mistrzostwa, potem drugie, trzecie i czwarte… Udało mi się Polaków doprowadzić do półfinału (chociaż nie było to trudne zadanie – w 1/8 finału traifłem na Walię, w 1/4 na Irlandię), prawie zawsze wyszedłem z grupy. Nie udało niestety się (znowu!) pokonać Argentyny ani Brazylii, chociaż obu reprezentacjom strzeliłem pierwszego gola w życiu. Pokonałem też Francję 3:0, byłem też blisko remisu z Holandią. Poprawiam się. Kto wie, może za dwa lata, podczas World Cup’2010 zdobędę w końcu upragnione mistrzostwo świata. Bo na to, że prawdziwi polscy kopacze nie ma za bardzo co liczyć.

 

44. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest! 20 listopad 2007 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Sport — HaeS @ 5:30 pm

Z analizami koniec – wiemy już wszystko. Polacy w finałach ME 2008, Polacy w finałach ME 2012. Awans pierwszy wywalczony własnymi siłami, głową Leo, rękami Boruca i nogami Smolarka. Awans drugi – zsynchronizowanym wysiłkiem polskich i ukraińskich działaczy.

Cały czas pytam siebie – co my byśmy bez tego Smolarka zrobili? Uratował nam tyłek w meczach z Portugalią, z Kazachstanem, z Belgią… Duma narodowa, szczęście nasze i nadzieja na lepszą przyszłość. Wyobrażam sobie Smolarka w 2012 na ME w Polsce – dojrzałego piłkarza blisko schyłka kariery, dla którego właśnie te mistrzostwa będą okazją do efektownego pożegnania z reprezentacją. Ale do tego czasu jeszcze będą ME w Krajach Alpejskich i MŚ w RPA. Może on jeszcze wiele, wiele dla reprezentacji zrobić. ME w 2012 mogą być też ostatnią imprezą w karierze dla Leo, który też już swoje lata ma i już teraz mógłby odejść na emeryturę – no, ale mam nadzieję, że do tej imprezy dotrwa z naszymi piłkarzami.

Wynik meczu z Serbią nie jest zbyt istotny. Wciąż w pamięci mam mecz z Białorusią z 2001 – po sobotnim wielkim meczu na Stadionie Śląskim w Chorzowie i wygranej 3:0 nasi piłkarze, szczęśliwi po awansie, troszkę sobie pobalowali i skończyło się wynikiem 1:4. Bez niczego wybaczyłbym naszym chłopcom podobny wynik z Serbią – zasłużyli na odrobinkę szaleństwa bez konsekwencji.

Jeszcze jedna uwaga odnośnie ME2008 – prognozowany podział na koszyki jest dość kuriozalny. Koszyki 2,3 i 4 są dość wyrównane, ale koszyk 1 – śmiech na sali. Gospodarze (Austria i Szwajcaria), do tego aktualny mistrz (Grecja) i na dokładkę Chorwacja – dość silna reprezentacja, ale wolałbym spotkać się z Chorwacją niż, powiedzmy z Francją, Włochami czy Anglią. Tak słabego 1. koszyka dawno nie widziałem i unikałbym jak tylko się da dostania się do niego – no bo tacy Chorwaci (o ile utrzymają się w 1. koszyku) na pewno nie zagrają ani z Grecją, ani z Austrią, ani ze Szwajcarią. A właśnie to są właśnie trzy najmniej groźnie brzmiący rywale na tej imprezie.

 

43. Analiza sytuacji w grupie A po 7 meczach październikowych. 4 listopad 2007 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Sport — HaeS @ 7:18 am

Analiza spozniona, ale za to pisana na chlodno, w samym srodku przerwy miedzy meczami z Kazachstanem i Belgia, kiedy opadly juz emocje po pierwszym i nie narosly przed drugim spotkaniem i dzieki temu nie pisana pod wplywem emocji, ale chlodnej kalkulacji.

Można rzec oficjalnie: w grupie liczą się już tylko cztery drużyny – Polska, Portugalia, Serbia i Finlandia. Pozostałe drużyny, które jeszcze przed ostatnimi dwiema kolejkami mogły łudzić się teoretycznymi szansami, teraz łudzić się nie muszą – teraz już wiedzą, że następny awans (o ile będzie) to będzie awans na MŚ w RPA lub na ME w Polsce i Ukrainie. Krótko mówiąc: straciły jakiekolwiek szanse, realne bądź gdybalne na awans.

Do awansu brakują nam trzy punkty – jeśli tyle zdobędziemy, będziemy mieli ich 27 i wtedy ani Serbowie, ani Finowie nie będą w stanie nas przegonić. Już na tej podstawie możemy wyłonić 5 scenariuszy, które na na 100% zapewnią nam awans:

1a) Wygrana z Belgią, wygrana z Serbią

1b) Wygrana z Belgią, remis z Serbią

1c) Wygrana z Belgią, przegrana z Serbią

2a) Remis z Beglia, przegrana z Serbią

3a) Przegrana z Belgią, wygrana z Serbią.

Do tych 5 scenariuszy dorzucam jeszcze jeden, już wcale nie tak oczywisty:

2b) Remis z Beglią, remis z Serbią

Będziemy mieli 26 punktów – Serbia już nas na pewno nie dogoni. Pozostają jeszcze Portugalczycy i Finowie. Najprawdopodobniej taki układ da nam awas bez większych kombinacji, może jednak zdarzyć się pewien szczególny układ: Portugalia wygrywa z Armenią, Finlandia z Azerbejdżanem, a na koniec w pojedynku Finów z Portugalczykami obronną ręką wychodzą ci pierwsi. Wtedy wszystkie trzy drużyny mają 26 punktów i decyduje tzw. mała tabela. W powyżej przestawionym ukłądzie, 1 miejsce w takiej tabeli mają Finowie, drugie Polacy, Portualczycy odchodzą z kwitkiem. Zatem tak czy owak przy dwóch remisach jesteśmy na Euro.

Wystarczy zatem w 2 meczach z dość silnymi, ale przecież nie koszmarnymi rywalami, zdobyć 2 punkty – powinno się udać, ale wcale nie musi… Na szczęśćie, jesteśmy na 1. miejscu w grupie i nie musimy liczyć tylko na siebie, ale także mieć nadzieję na potknięcia rywali. Rozważmy kolejne scenariusze:

2c) Remis z Belgią, przegrana z Serbią

Prawie najgorszy scenariusz. Liczyć możemy tylko na ambicję drużyn z dolnej części tabeli. Serbia nie może wygrać z Kazachstanem, bo nas przegoni. Portugalia będzie przed nami, jeśli wygra Armenią lub z Finlandią. Finlandia aby nas przegonić musi wygrac i z Azerbejdżanem i Portugalią. Fatalnie? Nie aż tak. Jedna drużyna może nas przegonić. Jeśli przegonią nas dwie albo trzy – leżymy na całej linii. Cały czas pozostaje więc nadzieja.

3b) Przegrana z Belgią, remis z Serbią

Jednym zgrabnym remisem wyeliminowaliśmy Serbię i na placu boju pozostaje jedynie Finlandia i Portugalia. Portugalczykom aby nas przegonić wystarczy wygrana z Armenią bądź Finlandią, ale Finowie stoją przed bardzo trudnym zadaniem – musieliby pokonać i Azerbejdżan i Portugualię (na wyjeździe!). Zatem w scenariuszu 3b) do awansu potrzebujemy tego, aby Finlandia nie wygrała z Portugalią – co jest całkiem prawdopodobne. Lepiej jednak na to nie liczyć – wciąż w pamięci mam koszmarny mecz Szwecja-Łotwa z eliminacji Euro 2004, kiedy skazana na pożarcie Łotwa pokonała Szwedów, eliminując tym samym Polaków z walki o Euro. Krąży plota, że ci odpuścili sobie mecz po to tylko, aby zrobić na złość Polakom – a nuż Portugalczycy będą chcieli się zemścić za 4 stracone z nami punkty?

3c) Przegrana z Belgią, przegrana z Serbią

Scenariusz absolutnie nie napawający optymizmem, bardzo podobny do 2c). Portugalczykom brakuje dwóch punktów, które mogą zdobyć z Armenią lub Finlandią, Serbom – tylko jednego (mają z nami korzystniejszy bilans!) – jesli Kazachstan ich nie pokona, będzie kiepściuchno. W najgorszej sytuacji jak zwykle Finowie – oni muszą wygrać z Azerbejdżanem i nie przegrać z Portugalią. Tak czy owak, szanse na awans przy tym scenariuszu są minimalne.

I to na tyle. Mam nadzieję, że pisanie kolejnej analizy będzie rzeczą absolutnie zbędną, bo awans będzie pewny, ale jakby co – możecie na mnie liczyć.

 

33. Analiza sytuacji w grupie A po remisie z Finlandią. 14 wrzesień 2007 (piątek)

Zaszufladkowany do: Sport — HaeS @ 2:50 pm

Wszystkie trzy spotkania w naszej grupie zakończyły się remisami, jedno (Armenii z Azerbejdżanem) nie odbyło się. Status quo grupy został zachowany. Oto tabela:

1. Polska 21 punktów, 11 meczy
2. Finlandia 19 punktów, 11 meczy
3. Portugalia 17 punktów, 10 meczy
4. Serbia 16 punktów, 10 meczy
5. Belgia 11 punktów, 10 meczy
6. Armenia 8 punktów, 8 meczy
7. Kazachstan 7 punktów, 10 meczy
8. Azerbejdżan 5 punktów, 8 meczy

Lista meczów do rozegania:

13.09.2007
Polska-Kazachstan
Armenia-Serbia
Belgia-Finlandia
Azerbejdżan-Portugalia

17.10.2007
Kazachstan-Portugalia
Azerbejdżan-Serbia
Belgia-Armenia

17.11.2007
Polska-Belgia
Serbia-Kazachstan
Finlandia-Azerbejdżan
Portugalia-Armenia

21.11.2007
Serbia-Polska
Portugalia-Finlandia
Armenia-Kazachstan
Azerbejdżan-Belgia

Analiza:
Aby ułatwić analizę, ponownie dopisuję drużynom Serbii i Portugalii po trzy punkty a’konto spotkań z outsiderami. Wciąż mamy mocną, równą czołówkę, oto ona:

1. Polska 21 punktów
2 Portugalia 20 punktów
3. Finlandia 19 punktów
4. Serbia 19 punktów

Jak grają Polacy: Kazachstan (D), Belgia (D), Serbia (W)
Jak grają Finowie: Belgia (W), Azerbejdżan (D), Portugalia (W)
Jak grają Portugalczycy: Azerbejdżan (W), Kazachstan (W), Armenia (D), Finlandia (D)
Jak grają Serbowie: Armenia (W), Azerbejdżan (W), Kazachstan (D), Polska (D)

Widać, jak bardzo wyrównana jest to czołówka i jak ciężko jest wskazać faworyta szczególnie, że w najbliższej kolejce każda z drużyn gra z drużyną z drugiej, “gorszej” czwórki – może być tak, że każda ekipa zgarnie po trzy punkty i tabela będzie równie płaska, jak widać powyżej. A meczy do rozegrania coraz mniej i mniej. Rozkład gier wygląda dla nas dość korzystnie – tylko trzy mecze, w tym dwa najbliższe u siebie. Ale jedno potknięcie może nas kosztować awans, bo zaraz za naszymi plecami czyhają żądni awansu Serbowie czy Finowie, którzy mają do nas tylko 2 punkty straty.

Scenariusz 1: Wygrywamy z Kazachstanem
Nie ma co się czarować – nikt nawet nie dopuszcza innego scenariusza. 3 punkty u siebie z Kazachstanem to obywatelski obowiązek reprezentantów i każdy inny wynik będzie uważany za niewykorzystaną szansę. Jeśli wygramy, w najgorszym wypadku status quo grupy zostanie zachowane. Jeśli jednak przy naszej wygranej któryś z rywali potknie się o Belgię, Azerbejdżan bądź Armenię, odskakujemy takiej drużynie odpowiednio:
- 3 punkty przerwagi mamy nad Portugalią jeśli ta zremisuje
- 4 punkty przewagi nad Portugalią w przypadku jej porażki, nad Serbią lub Finlandią w przypadku remisów
- 5 punktów przewagi przy porażce Serbii bądź Finlandii.

Scenariusze 2&3: Tracimy punkty z Kazachstanem
Scenariusz mało prawdopodobny, ale jeśli tak się zdarzy – leżymy na całej linii. Mamy 21 lub 22 punkty. Portugalia wygrywa i ma 23 punkty. Serbia wygrywa, ma punktów 22. Finlnadia wygrywa i też 22. Może zdarzyć się co prawda, że potknie się któryś z rywali, ale niewiele nam to pomaga – awans wciąż jest poważnie zagrożony. Całe szczęście, że w ostatniej kolejce my gramy z Serbami (więc możemy ich wyprzedzić), a Portugalia z Finlandią (więc ktoś potraci punkty). No, ale po co się stresować? Z Kazachstanem wygramy. Musimy!

Warto zauważyć jeszcze, że w następnej kolejce jesteśmy w najbardziej korzystnej sytuacji – gramy u siebie z rywalem bardzo mało wymagającym. Wszystkie pozostałe drużyny grają na wyjeździe, dodatkowo Finlandia zmierzy się z niewygodną Belgią, zaś Serbia – z mało gościnną Armenią. Jedynie w meczu Portugalii z Azerbejdżanem można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że to podopieczni Scolarriego wyjdą z tego zwycięsko.`

Czekamy z utęsknieniem na nastepną kolejkę licząć, że awans będzie nieco bliżej. Kolejna analiza po meczach z 17.10. My będziemy kolejkę do przodu, nasi rywale – o dwie. Nie trzeba będize dopisywać nikomu punktów, zaś sytuacja będzie już duzo bardziej klarowna. W końcu dwie kolejki przed koncem wiele moze sie juz wyjasnic. Albo i nie. Byc moze zdarzy sie tak, ze do samego konca 4 druzyny beda walczyly o awans i dopiero ostatnia,

jakze emocjonujaca kolejka ostatecznie wszystko wyjasni.

 

28. Analiza sytuacji w grupie A po remisie z Portugalią. 9 wrzesień 2007 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Sport — HaeS @ 12:08 pm

Wieszczenie, że Polacy po remisie z drużyną Portugalii (gratulacje, chłopaki!) są już jedną nogą w Euro2008 jest mocno przesadzone. Polską reprezentację czeka jeszcze duuuuuuuużo wytężonej pracy, chociaz przy odrobinie szczęścia możemy awansować do Euro. Wygląda na to, że brakuje nam obecnie dokładnie 11 punktów, czyli jeśli nie chcemy liczyć na niczyje potknięcie, musimy wszystko do końca wygrać. Ale to nie do końca prawda. Drużyny z czołówki grają ze sobą, co oznacza, że potracą nieco punktów i nie trzeba wygrać wszystkiego, aby awansować. Dużo wyjaśni następna kolejka, w której zagramy z Finlandią, zaś Portugalia z Serbią. Ale po kolei:

Dane do analizy:

1. Polska 20 punktów, 10 meczy
2. Finlandia 18 punktów, 10 meczy
3. Portugalia 16 punktów, 9 meczy
4. Serbia 15 punktów, 9 meczy
5. Belgia 10 punktów, 9 meczy
6. Armenia 8 punktów, 8 meczy
7. Kazachstan 6 punktów, 9 meczy
8. Azerbejdżan 5 punktów, 8 meczy

12.09.2007:
Finlandia-Polska
Kazachstan-Belgia
Portugalia-Serbia
Armenia-Azerbejdżan

13.09.2007
Polska-Kazachstan
Armenia-Serbia
Belgia-Finlandia
Azerbejdżan-Portugalia

17.10.2007
Kazachstan-Portugalia
Azerbejdżan-Serbia
Belgia-Armenia

17.11.2007
Polska-Belgia
Serbia-Kazachstan
Finlandia-Azerbejdżan
Portugalia-Armenia

21.11.2007
Serbia-Polska
Portugalia-Finlandia
Armenia-Kazachstan
Azerbejdżan-Belgia

Analiza:
Azerowie, Belgowie, Ormianie oraz Kazachowie już się nie liczą. Każda z tych drużyn ma jeszcze teoretycznie szansę zdobyć pierwsze lub drugie miejsce w grupie, ale jest niemal pewne, że rozgrywka odbędzie się między drużynami Polski, Finlandii, Portugalii i Serbii. Aby ułatwić analizę dopisuję Serbom i Porgualczykom po 3 punkty a’konto meczów z Kazachstanem bądź Azerbejdżanem (bardzo prawdopodobne, że przynajmniej jeden z tych meczów wygrają) – po to, aby wszystkie drużyny miały po tyle samo rozegranych meczy (szalenie ułatwia to ogląd sytuacji). Czołówka tabeli wygląda następująco:

1. Polska 20 punktów
2 Portugalia 19 punktów
3. Finlandia 18 punktów
4. Serbia 18 punktów

Jak grają Polacy: Finlandia (W), Kazachstan (D), Belgia (D), Serbia (W)
Jak grają Finowie: Polska (D), Belgia (W), Azerbejdżan (D), Portugalia (W)
Jak grają Portugalczycy: Serbia (D), Azerbejdżan (W), Kazachstan (W), Armenia (D), Finlandia (D)
Jak grają Serbowie: Portugalia (W), Armenia (W), Azerbejdżan (W), Kazachstan (D), Polska (D)

Pierwsze dwa mecze to mecze Polski z Finlandią oraz Serbii z Portugalią.

Scenariusz 1: Polska wygrywa z Finlandią.
Mamy 23 punkty, uciekamy Finom o 5 punktów. Mało prawdopodobne, aby zdołali to odrobić w trzech meczach.
1a: Tymczasem Serbia pokonuje Portugalię – Mamy 4 punkty przewagi nad Portugalią i 2 nad Serbią.
1b: Serbia remisuje z Portugalią – Serbia za nami o 4 punkty, Portugalia o 3
1c: Portugalia wygrywa – Mamy tylko 1 punkt przewagi nad Portugalią, za to aż 5 nad Serbią i to jest właśnie najkorzystniejszy rezultat.

Do rozegrania jeszcze trzy mecze. W scenariuszu 1a brakuje i 1b do awansu potrzebujemy pięciu punktów, w 1c – ledwie czterech. Można je zdobyć np. wygrywając z Kazachstanem, Belgią bądź Serbią lub liczyć na porażki rywali. Wystaczy, że my wygramy mecz z Kazachstanem, Finlandia przegra jeden dowolny mecz (np. z Portugalią), zaś Serbowie (w scenariuszu 1b i 1c) lub Portugalczycy (1a) przegrają jeden dowolny mecz i jesteśmy w Euro

Scenariusz 2: Polska-Finlandia 0:0 (albo 1:1, 2:2, 3:3 lub 13:13)
Tu już nie jest różowo. Finowie są za nami nadal ledwie punkty do tyłu.
2a: Serbia pokonuje Portugalię – Serbowie nas przeganiają o punkt, Portugalczycy nadal są punkt za nami
2b: Serbia remisuje z Portugalia – Status quo czołówki zostaje zachowany, mamy tę samą pozycję do ataku, a jeden mecz do rozegrania mniej
2c: Portugalia wygrywa – Mamy do niej dwa punkty straty i dwa punkty przewagi nad Serbią

Wszystkie powyższe ewentualności komplikują nieco naszą sytuację, ale nie aż tak bardzo. Nadal mamy 2. miejsce w grupie (W scenariuszu 2b nawet pierwsze) i wszystko zależy od nas, od nas i tylko od nas.

Scenariusz 3: Polska przegrywa z Finlandią
I na to trzeba być przygotowanym. Finowie mają już nad nami punkt przewagi i jest niewesoło.
2a: Wygrana Serbii sprawia, że i Serbowie nas przeganiają o punkt, a Portugalia jest tylko punkt za nami
2b: Remis w meczu Serbów i Portugalczyków sprawia, że Portugalia ma tyle punktów, co i my, a Serbia traci do nas tylko punkt
2c: Kombinacja przegrana Polski + wygrana Portugalii to najgorszy scenariusz. Jednak nawet dwa punkty za Portugalczykami, punkt za Finami i dwa punkty przed Serbami nie stawia nas jeszcze w jakiejś super-fatalnej sytuacji, szczególnie, że Portugalia gra z Finladią w ostatniej kolejce, zatem na pewno ktoś potraci punkty. A to wciaz oznacza, ze wszystko zależy od nas!

Po meczach Finlandia-Polska i Portugalia-Serbia pozwolę sobie zrobić kolejną taką analizę. Im bliżej końca, tym klarowniejsza sytuacja. Mam nadzieję, że będziemy już rozpatrywać sytuację po scenariuszu (1c).