Myślokracja, czyli from łeb to web

141. Fajnie mieć pamiątkę… 26 lipiec 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Z życia, rozrywka — HaeS @ 8:08 pm

Kiedy urodzi się dziecko, rodzice zachowują na pamiątkę czasem kalendarz bądź inną rzecz związaną z datą urodzenia. Moja mama akurat zachomikowała “Trybunę Ludu” z 20/21 lutego 1982. Pominąwszy informacje o nowym rządzie Finlandii i 36. rocznicy powstania ORMO, relację z posiedzenia Komisji Ideologicznej KC PZPR (WTF? o co chodzi), kilka nekrologów w których nazwisko zmarłego poprzedza się literkami tow., oraz omówienie stanu przygotowań Stali Mielec do rundy wiosennej, skupiłem się na stronie z zagadkami i łamigłówkami (takie moje małe zboczenie). Nie wiem czy autor zagadek, niejaki Zdzisław Nowak, przypuszczał kiedykolwiek, że ponad 26 lat po ich opublikowaniu ktoś jeszcze będzie nad tym siedział, a tym bardziej puszczał to w ogólnoświatowej sieci komputerowej (nie… na to na pewno nie wpadł!), niemniej jednak – macie. Zagadka sprzed 26 lat. Średnio trudna, rzeczone 20 trójkątów znalazłem w minutę, kolejne 8 – po ok. 5 minutach i wydaje mi się (chociaż nie jestem pewien), że więcej już nie ma. Może ktoś rozgryzie i znajdzie wiecej. Enjoy! Do wygrania – Bony PKO (nie wiadomo niestety o jakim nominale)

BTW, fajnie wiedzieć że w momencie moich urodzin w telewizji (na jedynym działającym kanale) leciał “Teleranek”., w radiu zaś – Radiowy Magazyn Wojskowy (PR1) i Transmisja mszy rzymsko-katolickiej w Kościele Św. Krzyża w Warszawie (PR2)., a na specjalnym radiowym kanale Stereo audycja pt. “Soliści, liderzy, Orkiestra”.

Tak więc drodzy państwo, jeżeli zdarzy pojawi się kiedyś u was w domu mały, wrzeszczący człowieczek, podobny troszke do was badz - nie daj Boze - do listonosza czy sasiada - wezcie schowajcie gdzies do piwnicy aktualna “Wyborcza”, “Rzeczpospolita” czy “Dziennik” (od biedy moze byc “Fakt”), bo po latach taki wlasnie czlowiek moze miec z tej kazdy kupe frajdy, a moze i kupe smiechu, kiedy uswiadomi sobie jak mocno roznił sie swiat jego rodzicow od jego swiata.

 

128. Moja nowa zabawka 29 czerwiec 2008 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Matematyka, rozrywka — HaeS @ 6:56 pm

Doczekałem się nowej zabawki. W zasadzie to dwóch od razu. Kupiłem bowiem sobie dwie kostki Rubika. Oryginalne, firmowe, żadne chińskie podróby. Jedna – to taka klasyczna 3×3x3. Z podstawką i napisem “RUBIK”. Chodzą takie po 45 zł na Allegro. Jest cudowna, chodzi miękko i przyjemnie, układa się o niebo lepiej od chińszczyzny. Zdecydowałem się na ten zakup po tym, jak moja ostatnia kostka, kupiona na bazarze za 4,50, dosłownie rozsypała mi się w rękach tego samego dnia popołudniu (!). Owszem, zdarzało mi się że kostki się rozlatywały, ale było to powiedzmy po kilku tygodniach intensywnego mieszania. Tym razem jednak wkurzyłem się nie na żarty. Wszedłem na allegro, kupiłem właśnie taką full-wypas oryginalną kostkę, przy okazji jednak zakupiłem inny model – kostkę 2×2x2. I o niej teraz na napiszę.

Erno Rubik, węgierski wynalazca, poczatkowo chciał właśnie takie kostki wypuścić na rynek. Z powodów czystko technicznych na rynek wyszła jednak kostka 3×3x3, dużo trudniejsza do ułożenia, ale też i dużo łatwiejsza w zaprojektowaniu. Kto kiedykolwiek rozebrał kostkę, wie mniej więcej jak ona działa. Kostka 2×2x2 jest zbudowana na innej zasadzie (szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jakiej… ale na pewno dużo bardziej skomplikowanej), jest zatem widocznie trudniejsza w produkcji. To jedna z moich teorii na temat tego, dlaczego kostki 2×2x2 nie są zbyt popularne. Drugie z moich przypuszczeń opiera się na tym, że że w odróżnieniu od klasycznej “dużej” kostki, ta została opatentowana i dlatego właśnie nie ma ich na ruskich bazarach ani w sklepach “wszystko za 4,50″. Można tylko kupić oryginalną kostkę za 27 zł. Wydają się być łatwiejsze do ułożenia od klasycznej “rubikówki”, ale to tylko pozory. Owszem, łatwiej jest ją ułożyć, co wcale nie oznacza, że człek nie mający nigdy w życiu kostki w rękach da radę to zrobić. Co to to nie. Można się zamotać niesamowicie i nigdy przenigdy bez odpowiedniego przygotowania z tego wyjść się nie da. Pod tym względem zatem od klasycznej kostki nie różni się zbytnio. Nie różni się też i pod innym względem: algorytmy układania “małej” i “dużej” kostki są bardzo, bardzo podobne. Tyle tylko, że układając kostkę 2×2x2 pozbywamy się wszystkich problemów związanych z układaniem kantów (przypomnienie: kanty to takie elementy, które posiadają dwie kolorowe ścianki, w odróżnieniu od narożników i środków), zatem trwa to nieco krócej. Dodatkowo, niespodziewanie, pojawiają się problemy, które na “normalnej” kostce nie pojawiają się. NIemniej jednak – kto umie ułożyć dużą kostkę, poradzi sobie z małą i ja układam ją w ok. 40 sekund (dużą – ok. 2 min. 15 sek. co wynikiem imponującym na pewno nie jest, ale i tak wystarczy, aby każdy kto to widzi pierwszy raz w życiu, wytrzeszczał gały i pytał z podziwem “jak ty to robisz?”… nie ma niczego przyjemniejszego dla połechtania próżności).

Ale kostka, czy to mała, czy to duża, posiada dla osoby posiadającej zboczenie matematyczne, wartość milion razy większą niż sama przyjemność z jej ułożenia. Poszczególne jej klocki bowiem cały czas się przemieszczają… właściwie nie powinienem tak pisać. Napiozę ładniej. Przy każdym obrocie kostki następują permutacje. Kilkukrotny obrót kostki to złożenie kilku permutacji. Olbrzymią satysfakcję daja kartka papieru, kilka hipotetycznych ruchów, 2-3 minuty obliczeń, a następnie sprawdzenie tego, czy wynik zgadza się z przewidywaniami. Można w ten sposó opracowywać nowe ruchy i przekształcenia na kostce, nawet jej nie ruszając. Swojego czasu byłem tym tak zafascynowany, że chciałem pisać magisterkę, ale ze względu na to, że polska literatura liczy aż jedną pozycję, zmuszony byłem darować sobie. Ale i tak od czasu do czasu bawię się w składanie permutacji i opracowywanie nowych ruchów. Tak, dla rozruszania szarych komórek, zamiast sudoku czy krzyżówy. A kostka 2×2x2 jest do tego lepsza od 3×3x3, bo mniej tu niespodzianek i łatwiej wszystko wyliczyć.

Podam moze przyklad. Jeżeli obrócimy górną ściankę kostki 2×2x2 w lewo (za każdym razem, kiedy piszę “w lewo” mam na myśli “zgodnie z ruchem wskazówek zegara”), a potem prawą ściankę też w lewo i tak na 15 razy na przemian, to dojdziemy do stanu wyjściowego. Ale jeżeli obrócimy górną ściankę w lewo, a prawą ściankę – w prawo, to wystarczy zrobić to tylko 9 razy, aby kostka wróciła do stanu wyjściowego. Troszkę obliczeń, rysunków, szacunków, teorii aż w końcu zrozumiałem dlaczego tak jest. Człek się czuje prawie jak naukowiec dokonujący ważnego odkrycia. Najpierw tworzy się teorię, potem sprawdza czy zgadza się z przewidywaniami. Jeśli nie – modyfikuje się teorię i działa się dalej. Aż w końcu przewidywania zgadzają się z wynikami. I tak co rusz dokonuję nowego odkrycia. I to jest właśnie bezcenne. Nawet jeśli to odkrycie tak naprawdę nikogo nie obchodzi.

 

126. Microprose Soccer 26 czerwiec 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Gry, Sport, rozrywka — HaeS @ 10:42 am

Euro 2008, niezależnie od tego czy ktoś się sportem interesuje czy też komuś to zwisa, dopadło każdego. Bo każdy widział biało-czerwone flagi wywieszona na balkonach wszystkich domów i mieszkań w okolicy (flagi oczywiście już znikły…), każdy słyszał w tramwaju, pracy, szkole czy publicznym sraczu niekończące się debaty na temat szans poszczególnych zespołów, każdy każdy słyszał wieczorem podchmielonych młodzieńców ubranych w biało-czerwone barwy wracających z pubu no i wreszcie każdy się tym chociaż odrobinkę interesuje, nawet jeśli jest to zainteresowanie na zasadzie “kiedy wreszcie to się skończy, bo mam tego dosyć”. Ja sam ze sportów interesuję się jedynie piłkną nożną i to w raczej umiarkowanym stopniu (w każdym razie nie umiem wymienić ani jednego gracza Barcelony czy Milanu), a zainteresowanie innymi dyscyplinami sportowymi odzyskuję co najwyżej w momencie kiedy na jakimś forum internetowym natrafię na ciekawe i prawdopodobne (wg obstawiających) typy tenisa, baseballu czy jeszcze dziwniejszego sportu – ryzykuję wtedy swoje 2 złote (rzadko kiedy więcej) i trzymam kciuki za jakiegoś Federera czy New York Yankees, nawet nie mając pojęcia o moim faworycie ani o turnieju, który akurat się odbywa.

No, ale duży turniej piłkarski to duży turniej piłkarski. Śledzę na bieżąco, oglądam co ważniejsze mecze (w TV albo w miejscowym pubie), emocjonując się nie tyle celnymi podaniami, misternie zaplanowaną taktyką czy efektownymi dryblingami(chociaż czasem faktycznie jest co podziwiać), co dramaturgią. Takie mecze jak Turcja-Czechy, Turcja-Chorwacja czy ostatni Turcja-Niemcy ogląda się doprawdy przyjemnie, kiedy w końcówce pada kilka bramek, a grające drużyny (wraz z milionami swoich kibiców) przechodzą od etapu euforii po tragedię narodową. Nawet nieszczęsny mecz Polska-Austria wpisuje się w mój kanon pięknych, dramatycznych meczy, aczkolwiek z uwagi na to, że nasza reprezentacja jest akurat tą pokrzywdzoną, patrzę na to wszystko nieco inaczej. Tak czy owak cały piłkarski klimat udziela się i mnie. Od 1998 (czyli od kiedy mam komputer) nie mogę sobie raz na dwa lata, w czasie wielkiej imprezy, odmówić jednej przyjemności: gry w Microprose Soccer. Tak, tak – dobrze przeczytaliście. Nie żadna FIFA ani inna tego typu giera. Jak dla mnie w świecie gier piłkarskich liczą się tylko dwa tytuły: Microprose Soccer i Sensible Soccer. Prostota zasad, łatwość gry, kilka uproszczeń w stosunku do boiskowego oryginału i kilka innych szczegółów sprawia, że właśnie te gry zasługują IMO na szczególną uwagę. Sensible Soccer niestety u mnie na kompie nie działa – za to Microprose Soccer z emulatorem C64 śmiga aż miło.

Gra ta uważana jest (słusznie) za najlepszą grę piłkarską na komputery 8-bitowe. Widziałem sporo “kopanek” na C64 i żadna nigdy nie wciągnęłą mnie tak jak Microprose Soccer. Byłbym ostrożny z nazywaniem gry “symulatorem gry w piłkę nożną”, gdyż w gruncie rzeczy jest to prosta jak cholera zręcznościówka. Nie mamy takich bajerków, jak sędzia rozdający kartki, składy zawodników czy chociażby rzuty karne (o twarzach zawodników i komentowaniu przez znanych fachowców nie wspominam). Pomimo to – jest to jedna z najbardziej złożonych, skomplikowanych i zaawansowanych gier na C64. Ilość sposobów rozgrywek, a także opcji konfirugracji (jak na tamte czasy) przyprawiała o ból głowy, a niejedna nowa gra zapewne ma mniej tych opcji. Tak więc można zagrać sobie “challenge” w którym mamy pokonać kilkunaście następujących po sobie coraz trudniejszych rywali, tryb meczu towarzyskiego, możliwość stworzenia ligi w której można grać nawet 16 graczy (tak!) no i wreszcie główną część gry – tournament, czyli symulację mistrzostw świata wg zasad z lat 1986-1994 (24 drużyny, 6 grup, 1/8 finału, ćwierćfinał itd). My oczywiście możemy zagrać dowolnie wybraną reprezentacją (ja sam oczywiście zawsze gram Polakami), a grać może nawet 16 graczy.

Poziom trudności poszczególnych rywali jest dość realistyczny – o ile taki Oman czy Kanadę pokonuje się bez problemu, to Brazylia czy Argentyna to prawdziwi giganci, praktycznie nie do pokonania (mi się w każdym razie nigdy nie udało). Zróżnicowany jest też styl poszczególnych drużyn – Brazylijczycy są szybcy i nie do okiwania, Włosi mają obronę nie do przejścia itd. NIe wiem dlaczego (być może ma to jakieś uzasadnienie historyczne), nowozelandzki bramkarz radzi sobie dużo lepiej niż jego koledzy z innych reprezentacji. Druzyny “z gornej połki” wyraźnie lepiej grają w fazie pucharowej niż w grupowej, gdzie można im urwać punk czy dwa. Tak czy owak – dopasowanie poziomu trudności i stylu gry poszczególnych drużyn udało się autorom. Duży plus też za sporą konfigurowalność – możemy m.in. włączyć/wyłączyć deszcz (doprawdy, denerwujący), ustawić różne poziomy podkręcenia piłki, zmienić dlugość meczu (domyślnie – 2×60 sekund) czy też włączyć/wyłączyć powtórki (które jak na C64 są prawdziwym ewenementem, niespotykanym chyba nigdzie indziej).

Gra wciąz wciąga. Gra się jedne mistrzostwa, potem drugie, trzecie i czwarte… Udało mi się Polaków doprowadzić do półfinału (chociaż nie było to trudne zadanie – w 1/8 finału traifłem na Walię, w 1/4 na Irlandię), prawie zawsze wyszedłem z grupy. Nie udało niestety się (znowu!) pokonać Argentyny ani Brazylii, chociaż obu reprezentacjom strzeliłem pierwszego gola w życiu. Pokonałem też Francję 3:0, byłem też blisko remisu z Holandią. Poprawiam się. Kto wie, może za dwa lata, podczas World Cup’2010 zdobędę w końcu upragnione mistrzostwo świata. Bo na to, że prawdziwi polscy kopacze nie ma za bardzo co liczyć.

 

84. Witamy na HaeS :D 25 luty 2008 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: rozrywka, społeczeństwo — R-Chee @ 1:11 am

Zajrzałem dziś do statystyk bloga. Niby nic ciekawego, ale…
Sprawdziłem chyba po raz pierwszy co ludzie wpisują w googlach i innych przeglądarkach, by w końcu dostać się przypadkiem tu, na HaeSa. No i się naśmiałem nieźle.
Przypomniałem sobie wtedy, jak to pewien bloger wyszukiwał takich tekstów w sieci. Ów blogerem był Mierzwiak znany także jako GNIOT. Nie muszę dodawać, że byliśmy z Hubertem swego czasu jego wielkimi fanami (Mierzwiak wróć!!!). Okazuje się, że nie trzeba daleko szukać, bo takie zabawne tekściki można znaleźć pod samym nosem.
Zebrałem więc najciekawsze frazy wpisywane z wyszukiwarek i wzbogaciłem je o własne komentarze, jak to robił swego czasu GNIOT. Jeśli się wam spodoba i Hubert nie będzie narzekał, to można to co jakiś czas powtórzyć. A teraz miłej zabawy:

Wszystkie teksty zostały spisane w oryginale i pochodzą z ostatniego tygodnia. W żaden sposób nie ingerowałem w ich treść.

recenzja z serialu na wspolnej
- LITOŚCI!

człowiek z opisanymi drganiami
- Dryg Dryg Dryg…

penis konia
- Tego to u nas nie znajdziecie. Chyba, że HaeS coś przede mną ukrywa :D

aforyzmy uszkodzenie mózgu
- Nie słyszałem, że potrafią być aż tak niebezpieczne.

litery do 4 serii lost
- L O S T

magicy zdradzają muszki magiczne
- Muszki zdradzane? Z kim? Z krawatami?

nic na marsie nie ma
Jak to nie? Skały, piach, a nawet atmosfera.

o dupie
- Mamy gdzieś o tym? Muszę przejrzeć bloga.

najlepszym kaznodzieja jest zelazny pret
- Niby nic śmiesznego, ale po co ktoś to wpisywał w google?

niea dzwieku przy uruchamianiu systemu
- Houston, mamy problem.

czy można na kompie ogladac tvp2
- Pewnie tak. Ale pytanie po co? Mało ci telewizji publicznej w telewizorze?

ile odcinków 3 sezonu prison break jets
- Pewen jets ich z odcinków 13.

projekt monstre angielska nazwa
- Monstre? To chyba po hiszpańsku…

leon xiii słyszał szatana
- A Kaczyński widział układ.

jaki znak zodiaku ma edyta herbuś
- Sprawdź na Naszej Klasie.

najgłupsze
- Hmmm. Może i nie jesteśmy jakimiś guru intelektualnymi, ale chyba nasze teksty nie zasłużyły sobie na takie miano.

Hubert. Co złego to nie ja. Nie musisz rzucać we mnie rzodkiewkami.

 

59. Życzenia Noworoczne 1 styczeń 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Z życia, rozrywka, społeczeństwo — HaeS @ 7:56 pm

Z okazji Nowego Roku wszystkiego NAJ (no, moze poza najgorszym) zyczy wam HaeS. Jako “prezent” noworoczny rzucam ruską piosenkę noworoczną. Co prawda stare to jak świat, ale może ktoś jezscze nie widzial. Piosenka moze i smieszna, teledysk fatalny, a chlopaki wygladaja jak pedałki, ale mimo wszystko wpada w ucho i jest tak niesamowicie sympatyczne, ze po prostu nie mogłem sie powstrzymac. Enjoy!

 

16. Ludwing Koenemann – SUDOLOG IQ 9 sierpień 2007 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Książki, rozrywka — HaeS @ 3:39 pm

Sudoku, pomimo tego, że rozwiązałem ich kilka, wypracowawszy uprzednio samodzielnie kilka metod rozwiązywania i pomysłów usprawniających, uważam za rozrywkę nudną, pustą i bezwartościową. Nierozwijającą i nudzącą po iluś tam próbach. Po rozgryzieniu sposobu i udowodnieniu samemu sobie, że jest to wyzwanie, któremu umiem podołać, swoją przygodę z sudoku zakończyłem definitywnie. Rozwiążesz jedno sudoku – umiesz rozwiązać wszystkie. Dziwi mnie zatem popularność tej zabawy, ale nie jest to ani jedyna, ani nawet najbardziej szokująca dziwaczna rzecz z tych spotykanych na co dzień, akceptuję zatem tę rozrywkę u innych, patrząc z pobłażaniem nad ich wysiłkami przy rozwiązaniu czterdziestego piątego dzisiaj sudoku.

Szukam jednak cały czas jakichś nowości, coby swoją biedną mózgownicę zaprzęgnąć do pracy. Rózne odmiany, mutacje i gry pokrewne sudoku (jak np. kakuro) też są dobre na krótką metę, dopóki nie stwierdzi się, że rozwiązanie kolejnego zadania to tylko kwestia czasu, a nie twórczej pomysłowości. Wydawało się, że nic nigdy nie zastąpi starych dobrych krzyżówek panoramicznych dopóki…

…dopóki “Gazeta Wyborcza” nie wypuściła czegoś o nazwie Sudolog IQ. Nie wnikając szczegółowo w zasady, wytłumaczę jedynie, że dostajemy zupełnie pusty (!) kwadrat 9×9 (lub nieco mniejszy bądź większy), który wypełniamy samodzielnie. Jak? No cóż, dostajemy zestaw 18 pytań z różnych dziedzin wiedzy, w których mamy uporządkować jakieś dane, przypasować je do siebie itd. Wynikiem tego uporządkowania/przypasowania są pewne liczby, które wpisujemy w sudoku.

Sudoku można wypełnić na dwa sposoby: albo odpowiadając na wszystkie pytania (nierealne), albo też jedynie na ich część, a niewypełnione pola wypełnić zgodnie z zasadami sudoku. Oczywiście, im więcej wiedzy posiadamy, tym łatwiej jest sudoku rozgryźć. Odpowiadająć jedynie częściowo i to na kilka pytań, może okazać się, że mamy za mało liczb, aby rozwiązać sudoku. I leżymy.

Dobry pomysł (a może nawet i GENIALNY!), autor jednak za bardzo się wysilił i pytania dał – jak dla mnie, odhumanizowanego ścisłowca – zdecydowanie za trudne. Już pal licho pytania o dokładne (co do dnia) daty bitew II wojny światowej, jednostki monetarne w krajach kaukaskich czy postacie z mało znanych utworów pozytywistycznych pisarzy – takich rzeczy mam prawo nie wiedzieć, ale część moich znajomych na pewno by sobie z tym poradziła. Ale że w co drugim sudologu jest pytanie “dopasuj tytuły obrazów do nazwisk malarzy” czy “dopasuj do francuskich (zawsze francuskich, nigdy włoskich, niemieckich czy madagarskarkich) części ciała/owoców/czegokolwiek innego nazwy polskie” to już zdecydowana przesada. Większość sudologów udało mi się z mniejszym lub większym trudem rozwiązać, uważam jednak, że poprzeczka zostala postawiona za wysoko jak dla przeciętnego czy nawet nieco-ponad-przeciętnego człeka.

Nie wiem czy jeszcze jest to w sprzedaży, ale jak ktoś lubi trudną, inteligentną i dającą w kości ciemieniowe, potyliczne i inne takie rozrywkę, to polecam. Przygotujcie się jedynie na pytania o długość ogonów u poszczególnych ssaków, parki narodowe w Europie i włoskie rodzaje makaronów. No i oczywiście malarzy niderlandzkich. Bo tego typu pytania mnie sprawiały największy kłopot.