Krzyż w polskim sejmie, zawieszony potajemnie październikową nocą w 1997 roku do dziś boli wielu Polaków. Nie chodzi tutaj bynajmniej (jak niektórzy sugerują) o dwie deski przybite pod kątem prostym, które same w sobie nie mają znaczenia. Krzyż to symbol chrześcijański, ale TEN krzyż to symbol o wiele głębszy. Symbol mówiący “My jesteśmy katolikami, przestrzegamy reguł tego Kościoła i ty jesteś katolikiem, więc przestrzegaj reguł tego Kościoła”. Symbol delikatnie uświadamiający, kto tu rządzi i wskazujący na to, że w polityce polskiej są równi i są równiejsi, których nie tylko nie należy tykać, wsadzać do więzienia za pedofilię i antysemityzm, nakładać normalnych podatków i kazać płacić składki za ZUS, ale należy też od czasu ich wysłuchać, przytaknąć i zmienić swoje zapatrywania na pewne tematy.
Polski kler jest w sytuacji wręcz wymarzonej i trudno dziwić się, że rękami i nogami broni się przed jakimikolwiek zmianami mającymi na celu zrobienie z księży normalnych obywateli, mających prawa i obowiązki jak każdy inny. Dziwi za to co innego – okupacja watykańska Polski to jeszcze ciut za mało, zatem prymas Glemp wpadł na genialny pomysł, aby także reszcie Europejczyków uświadomić, że także oni są jak nie katolikami, to chociaż chrześcijanami.
Matka Boska jest miłościwie nam panującą królową Polski, jej syn – królem. Póki co taki stan rzeczy trwa jedynie w głowach księży, tudzież co bardziej otumanionych owieczek. Ale to mało. Oj, mało. Matka Boska ma teraz szansę rozszerzyć swoje panowanie na całą Unię Europejską i stać się jej co prawda nie królową, ale patronką. To jeszcze zniosę, bo taki stan rzeczy niewiele zmieni – Matka Boska będzie może i patronką UE, ale jedynie w głowach księży i wspomnianych już owieczek, a normalni obywatele przejdą nad tym do porządku dziennego i może nawet o tym fakcie wiedzieć nie będą. Za to pomysł, aby na potwierdzenie tego faktu w Parlamencie Europejskim stanęła figura (nie wiem jakiej wielkości) rzeczonej patronki to już jest gruba przesada, mniej wiecej taka jak krzyż w polskim sejmie, tyle tylko że trzeba patrzeć skalowo – różnorodność kulturowa UE jest dużo wieksza niż samej Polski, zatem obywateli urażonych tym faktem będzie dużo więcej.
Oczywiście w Europie to nie przejdzie. Wystarczy spojrzeć na postępującą laicyzację Francji, perspektywę przyjęcia niechrześcijańskiej Turcji do UE oraz fakt, że spora część państw Europejskich to po pierwsze państwa ewangelickie bądź anglikańskie (gdzie kult Matki Boskiej i świętych w ogóle jest w zaniku bądź żaden), po drugie zaś – stosujące w praktyce ideę rozdziału Kościoła od państwa, no i po trzecie – posiadające większość protestancką tylko z definicji, bo w takiej Szwecji czy Holandii ilość chrześcijan praktykujących czy w jakikolwiek sposób żyjących tą wiarą jest żałosna.
Tak więc o to, że na środku sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego nie stanie wielgachna figura żydowskiej kobiety zasłaniająca mównicę, obok unijnej flagi nie będą wisiały dwie kilkumetrowej długości skrzyżowane deski, że nie postawią w Europarlamencie w pierwszym rzędzie wielkiej ławy, a w niej dwunastu biskupów, którzy mogą w każdej chwili krzyknąć “veto!”, a posiedzenia nie będą zaczynały się od dziesiątki różańca jestem spokojny. Benedykt XVI może oczywiście ogłosić Matkę Boską patronką Europy, Unii Europejskiej czy czego tylko chce. Jego prawo. A poważna instytucja, jaką jest parlament UE po prostu sobie ten fakt zignoruje. Bo Unia Europejska to, szczęśliwie, nie tylko Polska.