Myślokracja, czyli from łeb to web

155. “Zaprzyj się siebie, weź swój krzyż i idź za mną”… Czy ci się podoba, czy nie. 5 wrzesień 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: Kościół, Polityka — HaeS @ 8:10 am

Krzyż w polskim sejmie, zawieszony potajemnie październikową nocą w 1997 roku do dziś boli wielu Polaków. Nie chodzi tutaj bynajmniej (jak niektórzy sugerują) o dwie deski przybite pod kątem prostym, które same w sobie nie mają znaczenia. Krzyż to symbol chrześcijański, ale TEN krzyż to symbol o wiele głębszy. Symbol mówiący “My jesteśmy katolikami, przestrzegamy reguł tego Kościoła i ty jesteś katolikiem, więc przestrzegaj reguł tego Kościoła”. Symbol delikatnie uświadamiający, kto tu rządzi i wskazujący na to, że w polityce polskiej są równi i są równiejsi, których nie tylko nie należy tykać, wsadzać do więzienia za pedofilię i antysemityzm, nakładać normalnych podatków i kazać płacić składki za ZUS, ale należy też od czasu ich wysłuchać, przytaknąć i zmienić swoje zapatrywania na pewne tematy.

Polski kler jest w sytuacji wręcz wymarzonej i trudno dziwić się, że rękami i nogami broni się przed jakimikolwiek zmianami mającymi na celu zrobienie z księży normalnych obywateli, mających prawa i obowiązki jak każdy inny. Dziwi za to co innego – okupacja watykańska Polski to jeszcze ciut za mało, zatem prymas Glemp wpadł na genialny pomysł, aby także reszcie Europejczyków uświadomić, że także oni są jak nie katolikami, to chociaż chrześcijanami.

Matka Boska jest miłościwie nam panującą królową Polski, jej syn – królem. Póki co taki stan rzeczy trwa jedynie w głowach księży, tudzież co bardziej otumanionych owieczek. Ale to mało. Oj, mało. Matka Boska ma teraz szansę rozszerzyć swoje panowanie na całą Unię Europejską i stać się jej co prawda nie królową, ale patronką. To jeszcze zniosę, bo taki stan rzeczy niewiele zmieni – Matka Boska będzie może i patronką UE, ale jedynie w głowach księży i wspomnianych już owieczek, a normalni obywatele przejdą nad tym do porządku dziennego i może nawet o tym fakcie wiedzieć nie będą. Za to pomysł, aby na potwierdzenie tego faktu w Parlamencie Europejskim stanęła figura (nie wiem jakiej wielkości) rzeczonej patronki to już jest gruba przesada, mniej wiecej taka jak krzyż w polskim sejmie, tyle tylko że trzeba patrzeć skalowo – różnorodność kulturowa UE jest dużo wieksza niż samej Polski, zatem obywateli urażonych tym faktem będzie dużo więcej.

Oczywiście w Europie to nie przejdzie. Wystarczy spojrzeć na postępującą laicyzację Francji, perspektywę przyjęcia niechrześcijańskiej Turcji do UE oraz fakt, że spora część państw Europejskich to po pierwsze państwa ewangelickie bądź anglikańskie (gdzie kult Matki Boskiej i świętych w ogóle jest w zaniku bądź żaden), po drugie zaś – stosujące w praktyce ideę rozdziału Kościoła od państwa, no i po trzecie – posiadające większość protestancką tylko z definicji, bo w takiej Szwecji czy Holandii ilość chrześcijan praktykujących czy w jakikolwiek sposób żyjących tą wiarą jest żałosna.

Tak więc o to, że na środku sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego nie stanie wielgachna figura żydowskiej kobiety zasłaniająca mównicę, obok unijnej flagi nie będą wisiały dwie kilkumetrowej długości skrzyżowane deski, że nie postawią w Europarlamencie w pierwszym rzędzie wielkiej ławy, a w niej dwunastu biskupów, którzy mogą w każdej chwili krzyknąć “veto!”, a posiedzenia nie będą zaczynały się od dziesiątki różańca jestem spokojny. Benedykt XVI może oczywiście ogłosić Matkę Boską patronką Europy, Unii Europejskiej czy czego tylko chce. Jego prawo. A poważna instytucja, jaką jest parlament UE po prostu sobie ten fakt zignoruje. Bo Unia Europejska to, szczęśliwie, nie tylko Polska.

 

137. A my się z Kaczyńskiego śmiejemy… 17 lipiec 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Polityka, społeczeństwo — HaeS @ 12:08 pm

Kto jest najważniejszą osobą na świecie? Królowa Brytyjska.. eee, od końca II Wojny Światowej (i tym samym ery kolonializmu) już chyba nie. Papież? Autorytet tego zaczął stopniowo upadać Lutra, może Husa, a może i jeszcze wcześniej i dzisiaj jest bardziej przewodnikiem duchowym (i to tylko dla wierzących) aniżeli człowiekiem mającym cokolwiek do powiedzenia we współczesnej polityce. Więc kto? Prezydent Rosji? Sekretarz generalny ONZ? Eeee, chyba nie. Otóż, pomimo wyraźnego regresu w stosunku do dawnej potęgi, wciąż jeszcze człowiekiem, z którym trzeba się liczyć, którego trzeba się bać, trzeba szanować, ale też i warto współpracować jest prezydent USA. Mocarstwo zza oceanu chyli się stopniowo ku upadkowi, chociaż wcale nie jest powiedziane, że to przesądzone… Sprawowanie władzy nad tym państwem jest wciąż jeszcze najbardziej nobilitującym dla sprawującego go i rzec można, że kto rządzi USA, ma w garści cały świat.

Dlatego też dziw bierze człowieka, jak małą dawkę erucycji posiadją ci, którzy ten urząd obejmują. George Bush do demonów intelektu nie należał, co powszechnie wiadomo. Krąży legedna, że podczas wizyty prezydenta Brazylii w USA, kiedy obaj panowie omawiali sprawy gospodarcze, Bush spojrzał na mapę i z niekłamanym podziwem (ale i zaskoczeniem) rzekł: “Wow, Brazylia jest duża!”. To zresztą nie jedyna wpadka tego prezydenta. Teraz czeka go godny następca. W kolejce do prezydenckiego stołka czeka bowiem niejaki Joh McCain. Jeśli jeszcze o nim nic nie wiecie, to napiszę tylko trzy rzeczy: McCain uczy się obsługi komputera i wysyłania e-maili, McCain myśli, że prezydentem Niemiec jest Putin, McCain jest zaniepokojony sytuacją w Czechosłowacji. Myślę, że to wystarczy, aby wyrobić sobie opinię o tym panu. Mnie w każdym razie wystarczy, aby kibicować Barackowi Obamie w nadzei, że losy było nie było całego świata ponownie znalazły się w rękach kompletnego ignoranta. Nie zapominajmy jednak o jednej rzeczy – to naród amerykański wybiera. Ten sam naród, który cztery lata temu wolał ponownie wybrać Busha zamiast o niebo inteligentniejszego Johna Kerry.

Ale tak to już jest. USA to naród paradoksów. Kraj, w którym urzędniczka przy wypełnianiu formularza kłóci się z petentem, że nie ma takiego kraju jak Poland, jest tylko Holland. Kraj, w którym dzieciaki w szkole liczą zadania typu 4+6*3 na kalkulatorze. Kraj, w którym po ukończeniu szkoły średniej poziom wiedzy jest mniej więcej taki, jak u nas po zakończeniu pierwszej klasy gimnazjum NIe ma się co dziwić, że świetną pożywkę znaleźli w tej ciemnej masie prorocy religijni, sekty i inni wciskacze ciemnoty. Ale jednocześnie właśnie USA posiada najlepsze uniwersytety na świecie takie jak Harvard czy Yale. Najwitniejsi naukowcy i wynalazcy albo są/byli Amerykanami, albo też do Ameryki wyjechali wiedząc, że tam będą mieli pieniądze i środki techniczne na przeprowadzenie badań (jak Einstein, Tesla czy nasz Wolszczan). Wystarczy spojrzeć na listę noblistów, aby spostrzec jak wielu jest wśród nich rodaków tak wyśmiewanych Britney Spears i Paris Hilton.

Wytłumaczenie tego paradosku jest proste. Kto nie chce się uczyć – nie uczy się i pozostaje na poziomie intektualnym jamochłona. Kto jednak ma bystry umyśł i chęć jego twóczego wykorzystania – ma wszystko, czego zapragnie, aby swoje możliwości wykorzystać. Jaka to odmiana w stosunku do polskiego systemu, w którym umysły tępe są na siłę szlifowane, zaś ludzie mający coś w głowie nie mogą z różnych powodów (głównie materialnych, ale niejednokrotnie także mentalnych czy społecznych) rozwijać swojego talentu. Wygląda to tak, jakby system edukacyjny przy każdym z nas wytworzył sznurek który pilnuje, aby mniej rozgarnięci nie spadli na intelektualne dno, a ci inteligentni z kolei nie poszybowali zbyt wysoko. U Amerykanów sznurka nie ma. I to jest cała tajemnica

 

85. Kosovo je Srbija!!! 27 luty 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: Polityka, refleksje — HaeS @ 5:45 pm

Dość rzadko (a ostatnio w ogole nie) wypowiadam sie na tematy polityczne; polityka miedzynarodowa stanowi dla mnie totalna abstrakcje, zas kiedy Donaldo objal urzad prezesa rady ministrow, stracilem momentalnie zainteresowanie polityka, bo po cyrku jaki zaoferowal nam Kaczynski z przystawkami, powrocilismy z hukiem na stare smiecie – bo Tusk pod wzgledem intencji politycznych (nie mylic z opcjami politycznymi) nie rozni sie niczym od Suchockiej, Pawlaka, Cimoszewicza, Oleksego, Krzaklewskiego (wiem, premierem był Buzek, ale czy aby na pewno?) czy Millera. Czyli grupka kolesi na stołkach nic nie robi, a jeżeli coś robi to po to, aby jakoś wspomóc swoich kasiastych kolegów.  Nuuuuuuudy. I mnie to zupelnie nie interesuje. Juz lepiej sie czytalo (pisalo) o grupce nieudolnych ideowcow z poprzedniej koalicji. Ci przynajmniej mieli jaka WIZJE.

Ale akurat jest dosc zywy temat, ktory moge poruszyc. Co prawda nie jest zupelnie nowy, ale jednak caly czas jeszcze swiezy. Chcialbym dodac cos od siebie, uciekajac od sloganów gloszonych przez roznych ludzi, unikajac tego, aby powtorzenia juz wypowiedzianych opinii staly sie glowna czescia mojej wypowiedzi i wreszcie rzucic nowe spojrzenie na te sprawe. Spojrzenie, ktore jest zupelnie pomijane w mediach. A moze nikt na to nie wpadl? Nie, chyba az tak ginialny to nie jestem.

Za kazdym razem kiedy w Europie malenkie panstewko (no, Serbia az tak malenka nie jest, ale patrzac tylko w skali Europejskiej) dzieli sie na jeszcze mniejsze panstewka, zawsze wychodzi ze mnie okrzyk zdumienia. Kosowo odziela sie od Serbii. Jakies tam ruchy niepodleglosciowe sa w Bosni, tez nie bedacej jakims gigantem. Od malenkiej Mołdawii chce sie uniezaleznic jeszcze bardziej malenkie Naddniestrze. Pragnienie bycia niezależnym u kolejnych narodzików staje się coraz silniejsze, z drugiej jednak strony – państw w Europie jest już tak dużo, a nasz kontynent ma największy stosunek długości granic państw do powierzchni kontynentu, najmniejszą średnią wielkośc państwa i najmniejszą średnią ludność państwa. Ale państewka dzielą się i dzielą dzielić pewnie się będą, osłabiając swoją pozycję. Bo kto w międzynarodowej polityce liczy się z małymi państwekami?

Swoją drogą, poczekajmy na ucywilizowanie się Afryki. Kiedy prawa mniejszości narodowych i językowych, świadomość narodowa oraz ogólny poziom spaprania i staczania się sfer politycznych i dyplomatycznych zrówna się z Europą, dopiero zacznie się szał. Tysiące plemion, każde mające własną historię, własny język i własne wierzenia zacznie nagle dostrzegać swoją jedność narodową i będzie chciało własnego państwa. No, ale tu już nie za mojej kadencji takie rzeczy.

Ktoś rzeknie – co ja pierdolę, wszak naród kosowski ma prawo do samostanowienia! Może i ma, podobnie jak każdy naród prawo do samostanowienia, ale… zaraz zaraz, jaki naród kosowski? Tożto najprawdziwsi w świecie Albańczycy, którzy rozpanoszyli się na rdzennie serbskich ziemiach jak u siebie! Tak swoją drogą drogą, nie popieram czystek etnicznych, ale Serbowie dobrze wiedzieli co robią w 1998, rozpoczynając taką właśnie akcję zakończoną NATOwskimi nalotami.

To, co teraz napisze, zabrzmi strasznie niepatriotycznie, ale myslę, że obywatele nowego tworu nie będą tak naprawdę wolni. Wolność nie jest wolnością, kiedy człowiek jest nie człowiekiem, ale częścią, obywatelem państwa. Dopoki wladze nad nim maja ludzie, ustalajacy prawa, powolujacy sie na historie panstwa, bioracy od niego podatki. Czlowiek wolny to czlowiek, ktory jest od pastwa niezalezny. Nie podoba sie Albanczykom, ze rzadza nimi Serbowie? OK, zrozumiale. Ale mysle, ze to wlasnie dlatego, ze Serbowie tam RZADZA, rządząc gopodarką, Serbowie ustalają tamtejsze prawa, Serbowie to, Serbowie tamto… I nie chodzi mi o Serbów jako o naród, ale o kilkunastu Serbów w rządzie i troszkę więcej w parlamencie.

Mam nadzieje, ze z czasem panstwa Europy zaczna powoli dawac swoim obywatelom coraz wiecej swobody. Powszechna prywatyzacja wszystkiego, co sie da. Ograniczenie systemu prawnego do niezbednego minimum. Zniesienie wiekszosci podatkow – niech obywatele sami placa za wszystko, nie potrzebuja do tego panstwa. W momencie, w ktorym system prawno-gospodarczy w calej Europie ustabilizuje sie wlasnie w taki sposob, przestanie bolec Albanczykow, ze rzadza nimi Serbowie. Każdy człowiek rządził będzie sobą. Moze wtedy staniemy sie jedna wielka europejska rodzina. Nie przez podboj, nie przez narzucanie (jak to bywalo w przeszlosci), nie przez ujednolicanie norm prawnych (jak to robi Unia), ale przez rezycnacje z narzucania komukolwiek norm. Bo bunt i chec uwolnienia sie od pantwa powstaje na ogol wlasnie wtedy, kiedy panstwo za duzo od nas chce. Najlepszym przykladem sa trzy zabory polskie. O ile w pruskim i rosyjskim co rusz wybuchalo jakies powstanie, to w austriackim byl wzgledny spokoj. Bo tam ludziom pozwolono byc soba i dzieki temu mieli wzgledny spokoj ani powodow aby sie buntowac(oczywiscie, jak na tamte czasy). Gdyby ludzie byli wolni, mogący mówić własnym językiem, wyznający religię jaką chcą, nieograniczeni ze wszystkich stron prawem o stopniu skomplikowania zbliżonemu do pisma chińskiego, mogący po prostu swobodnie żyć i cieszyć się życiem, nikt nie chcialby sie wyrwac, bo i po co? Tak naprawde niewazne przeciez w jakim kraju zyje – wazne, aby byly przestrzegane moje prawa jako jednostki.

Współczuję braciom Serbom wszak stracili swoja macierz, swoje Gniezno, Poznan, Giecz i Lednice i mam jedynie nadzieję, że sytuacja taka nie będzie wygodnym precedensem dla kolejnych grup ludzi żądających powstawania mini-państewek, bo mapa Europy zacznie przypominać zbiór setek kropeczek, z których każda reprezentuje jakieś państwo. Tylko czekac na jakieś ruchy niepodległościowe w Liechtensteinie i Andorze.

 

39. Cisza wyborcza 20 październik 2007 (sobota)

Zaszufladkowany do: Polityka, refleksje — HaeS @ 6:25 am

Trwa od północy. I nawet nie umiem wyrazić słów na określenie tego, jak bardzo mi się podoba. TV co prawda nie oglądam, nie jestem zatem w pełni docenić wspaniłości ciszy wyborczej, ale i tak czuję przyjemną odmianę. Włączam radio – nie słyszę żadnej agitacji, żadnego wywiadu z Komorowskim, Dornem czy innym Olejniczakiem. Nikt nic nie mówi o polityce. Włączam dowolny portal internetowy – jest co prawda jakaś afera ze słynnymi taśmami Rydzyka, ale poza tym – ŚWIĘTY SPOKÓJ! Nie wierzę. Jak ręką odjął. Normalnie spokój, przyjemna stagnacja, wyciszenie i błogostan.

Podczas takiej ciszy wyborczej można teraz nareszcie spokojnie oczyścić swój umysł ze skutków uporczywej agitacji i w spokoju przemyśleć jeszcze raz na kogo oddać swój cenny głos. Rzetelnie, samodzielnie zdecydować w jakim kierunku winna iść Polska.

Aż się chce, aby taką ciszę wprowadzić nie na dzień, ale na dwa tygodnie przed wyborami. Wyniki na pewno bardziej odzwierciedlałyby rzeczywiste preferencje Polaków oparte na ich refleksji, zaś osoby idące na wybory pod wpływem jakichś sztucznie rozbudzanych przez sztaby wyborcze emocji miałyby czas aby ochłonąć i albo na wybory nie iść, albo też zagłosować z rozmysłem. Mam nadzieję, że ktoś na ten pomysł wpadnie!

 

35. Nowa twarz LPR 16 wrzesień 2007 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Polityka — HaeS @ 1:11 pm

Od pewnego czasu śledzę działania polityczne Janusza Korwina-Mikkego. Wizerunek tego pana ten jawiącego się jako szanowny elegant z nieodłączną muchą nie do końca wyczerpuje cała głebię psychologiczną tej postaci. Poczytajcie sobie jego blog , przeszukajcie przepastne archiwa YouTube bądź wpiszcie jego nazwisko w google a znajdziecie wiele fascynujących faktów na temat tej postaci. Swoisty fan-club JKM znajduje się też na moim ulubionym forum www.gamelog.pl, gdzie mniej więcecj co druga osoba mniej lub bardziej utożsamia się z poglądami JKM. Nie tylko zresztą tam – we wszystkich sondażach internetowych jego partia UPR uzyskuje dużo wyższy wynik niż w sondażach tradycyjnych, a w niektórych nawet wyraźnie wygrywa. Być może wynika to z tego, że przekrojowo w internecie więcej jest osób młodych, dobrze usytuowanych i wykształconych, a taki elektorat najchętniej zgadza się z poglądami UPR.

Osobowość barwna , dodatkowo kontrowersyjna. Jego poglądy na niektóre sprawy (zlikwidować przymus ubezpieczeń, także społecznych, przywrócić karę śmierci, prywatyzować szkoły i szpitale) tak bardzo odstają od całokształtu polskiej polityki, że przyrównując pozostałe partie do UPR trzeba wrzucić wszystkie je do jednego worka, bo nawet najbardziej dramatyczne różnice poglądów w polskim sejmie wydają się być niewiele znaczącymi szczególikami przy rewolucyjnych wymysłach Janusza Korwina-Mikkego. Mikke ma też oryginalne poglądy na nie do końca związane z gospodarką sprawy – np. jako jedyny polityk ma całkowicie gdzieś politczną poprawność i otwarcie twierdzi, że kobiety nie powinny pracować zawodowo. Czyni to jednak z tak wielką ogładą i urokiem osobistym, że nawet panie nie zrażają się jego poglądami.

Pomimo tego wszystkiego od lat jednak jakoś nie może przebić się do czołówki polskiej polityki. Sam wini za to sondaże (sugerując niejednokrotnie, że nie do końca są one rzetelne) i efekt strachu przed utratą głosu. Ludzie widzą, że w sondażach UPR ma 2-3% głosów i nie przebije się – po co więc na nich głosować? A szkoda. Dopuścić się do bezpośredniej władzy takich ultraliberałów bym się bał, ale jako istotny głos w sejmie na pewno taka partia jak UPR by się przydała.

Tym razem zdesperowany już JKM chwycił się chyba ostateczności – zawiązując sojusz z Ligą Polskich Rodzin i Prawicą Rzeczypospolitej liczy, że tym razem uda mu się dostać do sejmu. Czyżby? O ile rozważałem oddanie głosu na UPR, ta decyzja ostatecznie mnie od tego pomysłu odwiodła. Jak tu oddać głos na Korwina mając świadomość, że ten głos może wspomóc partię Giertycha (już pal licho Jurka, bo to uczciwy, sumienny i porządny chłop, chociaz troszkę ultrakatolicki)? No powiedzcie mi – jak?

 

31. Alien vs Predator, czyli Koń Wszechpolski vs Bulterier Kaczyńskich 12 wrzesień 2007 (środa)

Zaszufladkowany do: Polityka — HaeS @ 5:20 am

Nie jestem, nie byłem i pewnie nigdy nie będę w fan-clubie imć Romana Giertycha, co nie oznacza, że zupełnie neguję potrzebę istnienia takiej postaci na polskiej scenie politycznej. Jest postacią ciekawą, ubarwniającą naszą scenę polityczną i wnoszącą do rzeczonej sceny wiele humoru i ożywienia. Tacy ludzie jak właśnie Miller, Giertych, Lepper, Marcinkiewicz, Rokita, Wałęsa czy Korwin-Mikke jak najbardziej potrzebni są na polskiej scenie politycznej o ile pozostają oni (a przynajmniej większość z nich) gdzieś a obrzeżach polskiej Polityki, bez realnego wpływu na losy państwa.

Na potwierdzenie tych słów rzucam filmik. Trwa aż 9 minut, ale naprawdę warto go obejrzeć. Co się w nim dzieje? Giertych prowadzi z sejmowej mównicy monolog adresowany w posła Kurskiego. Ośmiesza go totalnie, zawstydza i robi z niego durnia i kłamcę. Warto posłuchać, zobaczyć żywą reakcję sejmu no i minę Kurskiego. Jazda totalna!

Uwielbiam takie filmiki – pokazujące, że obrady sejmu nie zawsze są nudne i statyczne, wręcz przeciwnie – dzieje się w nich wiele, tylko trzeba wyłowić perełki w ogromie nudy.Deklaruję się od czasu do czasu coś takiego właśnie rzucić.

 

26. Koryto zostaje to samo, świnie się zmieniają. 8 wrzesień 2007 (sobota)

Zaszufladkowany do: Polityka — HaeS @ 8:30 am

Że się sejm rozwiązał, każdy interesujący się chociaż odrobinę sytuacją polityczna w Kraju już wie. W kwestii tego, czy to dobrze czy źle, opinie są raczej jednoznaczne i tylko maniakalni fani partii Giertycha i Leppera kręcą nosami, bo wszystko wskazuje na to, że ta dwójka traci z każdym dniem jakiekolwiek szanse, że kiedykolwiek pojawią się jeszcze w sejmowych ławach.

Zawsze mówię wszystkim, że Giertych dziesięciokroć bardziej zasługuje na szacunek od Leppera. Giertych ma swoją ideę, swój program i go konsekwentnie realizuje. Że nie umie – inny problem. Że ja się w większości kwestii z nim nie zgadzam – też inny problem. Ale chociaż ma jakąś ideę, wizję, myśl przewodnią. Lepper na jego tle wygląda zupełnie inaczej. W moich oczach jaki się jako prymitywny warchoł, znakomicie wygładzony przez specjalistów od PR, którego jedynym celem jest dorwanie się do koryta i eksploatowanie go granic możliwości. Zawarł by sojusz z każdym byle tylko mieć swój udział we władzy, a swój ogólnikowy program przypasowałby w zależności od potrzeb do programu dowolnego ewentualnego koalicjanta, od Polskiej Partii Komunistycznej aż do Unii Polityki Realnej.

Jak dla mnie największym błędem politycznym PiSu była właśnie “koalicja wstydu”. Za czasów wczesnych rządów PiS, w epoce paktu stabilizacyjnego, mieliśmy kryzys władzy i wielu było przekonanych, że wybory będą już teraz, zaraz, za chwilę. Tak się jednak nie stało, Jarosław Kaczyńśki ustami swojego brata Lecha stwierdził, że jeszcze nie czas na wybory. Z jednej strony szkoda straconego ponad 1,5 roku, z drugiej – i tak, jak za chwilę wykażę, niewiele by to zmieniło.

Załóżmy, że wybory teraz wygra PO. Zajmie ok. 40% miejsc w parlamencie, srebrny medal przypadnie PiSowi, brązowy LiDowi, a szanse na dostanie się do parlamentu ma jeszcze PSL, Samoobrona i – raczej iluzoryczne – LPR czy UPR. Tak naprawdę jednak PiS, LPR i Samoobrona mogą dostać dużo więcej głosów niż wskazują na to sondaże – to skutek dość częstego zjawiska kiedy ankietowani wstydzą się przyznać do swoich preferencji politycznych, szczególnie w epoce powszechnej nagonki prasowej na w/w partie.

Platforma stanie w dokładnie takim samym impasie jak dwa lata temu PiS i gorszym od tego, w jakim sześć lat temu stanął SLD. Sama rządzić nie może, a koalicji nie ma z kim założyć. No bo z kim? Z PiSem skłócona, z populistami z LPR/Samoobroną nikt rzadzić nie chce, SLD to komuniści, a PSL czy UPR nawet jeśli dostaną się do sejmu, to z tak małą ilością posłów, że mogą stanowić do najwyżej języczek u wagi, a nie uzupełnienie do większości. No i Platforma leży na całej linii. Co zrobić? Albo wiązać się z “faszystami” z PiS, albo z “komunistami” z LiD, na co dumny, praworządny i nieskazitelny jak dziewica orleańska Tusk pewnie nie pozwoli, rządzić mniejszościowo albo rozpisać nowe wybory, które dadzą podobny rozkład sił. Co zrobić?

Pierwsze, co trzeba zmienić, to zmienić ordynację. Nie może być tak, że partia dostająca się do władzy tej władzy nie ma. Nie może być tak, że rządzi dwóch, każdy chce czego innego i nie mogą się dogadać. Nie może być tak, że zamiast koncentrować się na gospodarce, premier zastanawia się jak rozwiązać daną sprawę, tak aby imć pan przewodniczący partii koalicyjnej się nie wkurzył. Nie może być tak, że pół programu informacyjnego w TV dwójka panów kłóci się który ma rację zamiast konstruktywnie rządzić. Jak dla mnie najlepsze rozwiązanie to takie, w którym zwycięzca wyborów dostaje większość głosów w parlamencie. Czy to będzie PO, LiD czy nawet PiS – to już jest mniej ważne (chociaż w tej trójce są propozycje mniej i bardziej mile przeze mnie widziane). Byle mógł tylko spokojnie rządzić. Wyborcy i tak go z tego rozliczą.

System większościowy, jednomandatowe okręgi wyborcze – to rozwiązanie łatwe do zaakceptowania, przejrzyste (bo ludzie wiedzą dokładnie na kogo głosują i mogą go z tego rozliczać), szybkie, przyjemne i skuteczne. Większość miejsc zgarnie jedna partia – no i dobrze. Koncentracja władzy, którą wielu tak demonizuje, to tak naprawdę olbrzymi skarb.

21 paździenika wybory, już rusza teraz kampania wyborcza i wojna na sondaże. Nie zmieniają się jednak zasady gry. Polska nadal nie wie w jakim kierunku zmierza, będzie dryfować między chęciami jednej partii, a możliwościami akceptacji u drugiej. A kto nie wie w jakim kierunku zmierza, nigdzie nigdy nie dotrze.

 

21. Rejestracja blogów 31 sierpień 2007 (piątek)

Zaszufladkowany do: Internet, Polityka — HaeS @ 5:49 pm

Krótko i na na temat: Wobec publikacji straszących koniecznością rejestracji wszystkich publikacji papierowych i internetowych, a więc stron www i blogów, informuję uprzejmie, iż wali mnie to, bloga tego nie rejestrowałem, nie rejestruję i rejestrować nie będę. Amen.

 

6. Giertych i Lepper w jednym stali domu 18 lipiec 2007 (środa)

Zaszufladkowany do: Polityka — HaeS @ 3:06 pm

Zazwyczaj dystansuję się od polityki. Przyznaję się bez bicia: nie znam się zbytnio na tym. Śledzę z grubsza na bieżąco to, co się dzieje, ale ilość afer i przewijających się przez nie nazwisk dawno mnie przytłoczyła i cała moja wiedza ogranicza się do tego, że taka a taka sprawa BYŁA.

Tutaj mamy jednak do czynienia z wydarzeniem, którego pominąć nie sposób. Andrzeja Leppera i Romana Giertycha znamy wszyscy. Pierwszy zaczynał swoją karierę od wyrzucania gnoju i jazdy ciągnikiem, od czasu do czasu blokując drogi i wysypując zboże. W tym samym czasie Giertych, opromieniony chwałą swoich rozlicznych przodków, zapewne kończył studia, wkraczając w dorosłe życie pod opieką taty, sławnego obecnie na całą Europę profesora dendrologii, znanego raczej z innych rzeczy niż z osiągnięć w swojej dziedzinie nauki.

Z czasem jednak obaj panowie odnaleźli swoją drogę na szczyt. Liga Polskich Rodzin i Samoobrona dostały się do sejmu, a nawet zawiązały z PiSem koalicję. Andrzej Lepper mógł nareszczie pokazać na co go stać i z dumą patrzeć, jak wykształceni przez niego rolnicy robią blokady na drogach. “Dobrze ich nauczyłem!” – powtarzał sobie w duchu, zapominając jednak o tym, przeciwko komu i dlaczego robione są blokady. Jeszcze więcej powodów do dumy ma Giertych. Dzięki otrzymaniu teki MEN, otrzymał klucz do przyszłosci narodu. Moze urabiac przyszle pokolenia wedle wlasnej woli, robic z nimi co mu sie zywnie podoba, manipulowac mlodymi umyslami poprzez dobor bardziej patriotycznych lektur no i walczyc z ogolnoswiatowym trendem bezpodstawnie propagujacym bezpodstawna bzdure, jaka jest teoria ewolucji.

I kiedy wydawalo sie, ze obaj panowie osiagneli juz pelnie szczescia, zagrozenie przyszlo od najmniej spodziewanej strony: sojuszniczy PiS zaczal odbierac im wyborcow, tworzyc za ich plecami spiski i robic wszystko, aby tylko ich zniszczyc. Dwie partie, dwaj liderzy, dwie zupelnie rozne ideologie – lacza sie w jedna, duza partie.

Pomysl, oczywiscie, chory i poroniony. Partie roznia sie od siebie w niemal wszystkim i jedyne, co je laczy, to chec pozostania na stolkach. Gdzie tu bowiem eurosceptycznosc LPR do wielkiej ochoty rolnikow w SO na unijne doplaty. Jak się ma mania Giertycha na punkcie obrony zycia poczetego do Leppera, któremu takie rzeczy zwyczajnie wiszą? Pytan takich jest duzo wiecej. LPR i SO to zupełnie różna bajka i nie widzę ich razem. Czas Giertycha i Leppera nieodwołalnie mija. Głosujący na LPR widzą skrajność poglądów tej partii i odwracają się do niej plecami w kierunku np. PiS. Elektorat Samoobrony zaczyna powracać do swoich PSLowskich korzeni albo zaczyna widzieć nowego dobrego wujka w postaci Jarosława Kaczyńskiego. Wydaje się zatem, że LiS to ostatni krzyk rozpaczy idących na dno dwóch panów. Oby jak najszybciej.