Myślokracja, czyli from łeb to web

159. Okupacja rozpoczęta! 26 wrzesień 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: O blogu — frycjusz @ 7:30 pm

Witam wszystkich!

Przyszło mi jakoś chwilowo współpracować z Hubertem (a w dalszej perspektywie go definitywnie zastąpić). Robię to, bo mnie o to prosił. Robię to, bo lubię to robić. Robię to, bo chcę. I obiecuję, że dołożę wszelkich starań, aby blog nie zmienił się zbytno.

Jednak jako dobry okupant bloga, musiałem co nieco dostosować, aby wszystko było na moją modłę. Wbiłem swoją flagę, zmieniłem nazwę okupowanego bloga i kilka innych szczególików. Dużo nie zmieniam. W szczególności szata graficzna oraz domena pozostają te same (chociaż to się może zmienić).

Nie bede pisal kim jestem, skad jestem, ile mam lat, gdzie pracuję i innych takich. Najwazniejsze jest to, ze z Hubertem jestesmy ideologicznie kompatybilni i treściowo blog niewiele się zmieni. Kto zatem czytał to i mu się podobało – może czytać dalej, komu się nie podobało, i tak pewnie nie będzie czytał.

Jutro będzie premiera pierwszego wpisu, tymczasem pozdrawiam!

 

145. Przerwa w blogowaniu 6 sierpień 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 10:20 am

Informuję, że w związku z moim 3-tygodniowym wyjazdem najprawdopodobniej do 25 sierpnia nie będzie żadnych aktualizacji.

Pozdrawiam czytelników, HaeS

 

142. Znowu rekord! 30 lipiec 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 1:51 pm

Ogłaszam wszem i wobec po raz kolejny, z dumą ogromną i radością, iż wczoraj, tj. 29 lipca, został dokonany rekord wejść na bloga – tym razem aż 266 wejść jednego dnia (poprzedni rekord, z 29 stycznia, czyli  - co ciekawe – równo pol roku, wynosił 260). Powód był prozaiczny: google + “Jak wygrać w lotka”. Tak wielka ilość wejść nie wynika zatem z jakiegoś wielkiego wzrostu zainteresowania słowem pisanym mojego autorstwa, ale raczej z checi zysku. No, ale rekord jest rekordem i trzeba go uwzględnić:

 

136. HaeS BloG – roczne podsumowanie nr 1 14 lipiec 2008 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 5:17 am

Nie, nie – nie pomyliliście się. To jest HaeS BloG. Cały czas ten sam, tylko w nowej skórce. Przyczyna tej metamorfozy jest oczywista – świętujemy!

Minął cały rok słoneczny (dodatkowo nieco dłuższy bo 366 dniowy) od momentu, kiedy pojawił się pierwszy wpis na blogu. Wpis – można sobie zajrzeć , dotyczący płyty Apocalyptiki. I tak to się zaczęło. Blog z założenia miał być wzorowany po części na blogu Mierzwiaka (znanego też jako Gniot), którym byłem wprost zafascynowany swojego czasu, a po niespodziewanym jego zamknięciu w sierpniu 2008 – miał być duchowym kontynuatorem i ideowym następcą tego świetnego serwisu. Kto odwiedzał Mierzwiaka, wie z pewnością jak ambitne i trudne było postawniowne przede mną to zadanie. Szybko okazało się, że wcale tak łatwo nie będzie. Nikłe zainteresowanie blogiem ze strony czytelników (kilka/kilkanaście odwiedzin dziennie) i praktycznie zero komentarzy przez pierwszych kilka tygodni zupełnie zniechęcało. W dodatku pierwszy komentarz, jaki kiedykolwiek otrzymałem, był to komentarz do wpisu nr7 od nieznanego czytelnika o jakże wymownej treści “dziecko neostrady”. Usunąłem go (w sumie teraz żaluję, bo było nie było – historyczny pierwszy komentarz). Niemniej jednak, początki były trudne. Szybko zdałem sobie sprawę, że sprawienie, aby blog był popularny i naprawdę często odwiedzany czy komentowany jest zadaniem trudnym i karkołomnym (do dzisiaj nie udało mi się nawet w 1/4 osiągnąć zamierzonego pułapu). Ale nie zniechęciło mnie to. Z czasem (dość szybko) przestałem bawić się w Mierzwiaka i zacząłem dorabiać się własnego stylu prowadzenia bloga.

Z czasem jednak pojawił się pierwszy stały czytelnik – R-Chee, który zmobilizował mnie do większego zaangażowania się w serwis i być może nawet uratował blog, który zmierzał w listopadzie do samounicestwienia, porzucenia i zapomnienia w mrokach sieci. Na szczęście tak się nie stało. W okresie kiedy już mi się nie chciało po jednej z rozmów z R-Cheem, rzuciłem się do pracy, napisałem kilka postów, potem kilka następnych i jeszcze następnych i wszystko ruszyło do przodu. Bardzo ostro. Potem było już tylko lepiej, szczególnie kiedy R-Chee zaczął sam udzielać się na blogu, pisząc posty w nieco innym stylu niż mój, ale o podobnej tematyce, zawsze fenomenalnie dopracowane i dopieszczone (ja sam czasem wrzucam posty z literówkami, błędami gramatycznymi czy zdaniami urwanymi w połowie, co potem muszę poprawiać – R-Cheemu nigdy się to nie zdarzyło). Luty 2008, czyli początek naszej współpracy był najlepszym miesiącem w historii bloga – najwięcej było odwiedzin, najwięcej komentarzy i najwięcej postów. Potem, niestety, coś pękło i skończyło się na dziesięciu postach. R-Chee pisze już dużo rzadziej (a szkoda), ale i tak na wysokim poziomie. Poza tym nadmienić muszę, że jego post o “Band of Brothers” (jeden z najlepszych w historii bloga) był początkiem pewnej rewolucji – od tego momentu staram się pisać staranniej, posty są dłuższe i na ogół z jakimiś zdjęciami. Po prostu R-Chee pokazał w ten sposób jak powinno pisać się posty. Jego wkład w rozwój bloga jest nieoceniony i za to w tym miejscu chciałbym mu serdecznie podziękować.

Zresztą, ja jestem cały czas otwarty na współpracę. Jeżeli ktoś ma coś mądrego do powiedzenia, pisze ładnie i ciekawie na tematy które już na blogu się pojawiały, a nie chce mu się prowadzić własnego bloga – zapraszam do pisania. Oferuję blog, który może nie jest gigantem, ale ma już pewną ilość czytelników i swoją pozycję na blogowym “rynku”, więc na pewno w próżnię pisać nie będziecie. Łamy są jak najbardziej otwarte, a różnorodność autorów (a tym samym stylów i poglądów) może blogowi wyjść tylko na plus – co krótki, chociaż bardzo owocny okres wzmożonej aktywności R-Cheego pokazał dobitnie.

Blog, z perspektywy tego roku, jest przedsięwzięciem udanym. Być może najbardziej udaną rzeczą, którą samodzielnie stworzylem przez całe moje życie. Pomysł, aby wrzucać swoje przemyślenia i refleksje na blog był strzałem w dziesiątkę. Cieszę się, że przez rok mialem przyjemność prowadzić tego bloga i na pewno będę ciągnął tę zabawę dalej. Martwi mnie troszkę mało ilość komentarzy. Chociaż nie jest to zmartwienie takie, jakie miałem na samym początku, kiedy cieszyłem się jak głupi z każdego wpisu, do którego pojawił się chociaż jeden komentarz. Dzisiaj jest już pod tym względem dużo lepiej, ale nadal cieszy mnie i z ogromnym zainteresowaniem czytam każdą notkę pozostawioną przez czytelnika, niejednokrotnie dając odpowiedź. Komentarze to taka spirala, napędzająca popularność bloga. W momencie, kiedy pod jakimś postem tworzy się dyskusja, liczba wejść wyraźnie rośnie, bo każdy chce zobaczyć czy na jego odpowiedź jest już riposta i jak rozwija się dyskusja. Dyskuje takie niejednokrotnie są o wiele ciekawsze aniżeli treść samego posta.

Blog ma, jak się okazuje, całkiem spore grono stałych czytelników, którzy regulanie go nie tylko odwiedzają, ale także i komentują – rzeczowo i konstruktywnie, co jest dla mnie szczególnie cenne. Dziękuję zatem (kolejność dośc przypadkowa i przepraszam, jeżeli kogoś pominąłem): R-Cheemu, Maciejowi Rynarzewskiemu, Frustratowi, Q, Vertokowi, Dru’, Paweuu, Mellowi, SpecShadowowi, Finarfinowi (poprzednio podpisującemu się jako :) ), Lunetariusowi, BG, Surionowi, Elenoir, Lolkowi, Florchakhovi, Mr_Evilowi, brt12, a także Renii, która na blogu była krótko, ale spowodowała ogromne zamieszanie, sporo emocji i mocno nakręcała dyskusję. Wbrew sugestiom co poniektórym oświadczam, że Renia była prawdziwa. W każdym razie ani ja, ani R-Chee nie stworzyliśmy tej postaci, aby sprowokować dyskusję i podgrzać atmosferę. Chociaż z drugiej strony – być może ktoś z zewnątrz sobie jaja robił. Bo mi samemu istnienie takiej osoby wydaje się być wysoce nieprawdopodobne.

Do dzisiaj niestety nie wiem jak wielu mam czytelników. Póki co bowiem mam tylko dwa źródła tej wiedzy: mogę liczyć wejścia na blogu bądź stałych komentatorów. Liczenie wejść na blogu jest metodą wysoce nieefektywną, bo są ludzie, którzy wchodzą tu kilka razy dziennie albo też trafiają przypadkowo (np. z wyszukiwarki), zatem dane są znacząco zawyżone. Z drugiej strony – ci, którzy komentują to z pewnością nie wszyscy czytelnicy i przekonany jestem, że zdarzają się tacy, którzy bardziej czytają aniżeli komentują (co więcej – jestem tego pewien, bo znam takich osobiście). Ale ta niewiedza o liczbie czytelników to chyba bolączka każdego blogera.

Prowadzenie bloga to nie tylko fajna zabawa i okazja do pokazania siebie całemu światu, ale także – wejście do pewnej eksluzywnej grupy internatuów, którzy tym się różnią od tłuszczy nauczonej wyłącznie oglądania filmów na youtube i ściągania pornoli, że mają coś ciekawego do powiedzenia. WordPress to chyba najlepszy serwis blogowy nie tylko ze względu na darmowość, brak reklam i całkiem przyjemny interfejs, ale też ze względu na poziom i kulturę blogowania. Rozpoczynając swój serwis, miałem chyba tylko jeden link na blogrollu. Dzisiaj jest ich dużo więcej. Każdy jest dla mnie w jakiś sposób cenny, każdy odwiedzam od czasu do czasu (niektóre zdecydowanie za rzadko, przyznaję), czytam, zostawiam komentarze jeżeli jest to technicznie możliwe – rss-uję. Cieszy mnie bycie częścią być może niezbyt licznej, ale za to wielkiej duchem i umysłem grupki wordpressowców, którzy swoimi postami mnie bawią, ale też inspirują. Wielkie dzięki!

Nie byłbym sobą, gdybym nie podał kilku liczb. Niniejszy spis jest 136. wpisem na blogu, średnio na miesiąc wypada zatem 11,33 posta – nie jest źle. Z tego 126 wpisów jest mojego autorstwa, 10 – autorstwa R-Cheego. Komentarzy (póki co) pojawiło się 424, wypada 3,14 (fajna, matematyczna liczba) na posta. Też jest fajnie. Co ciekawe, komentarzy spamowych (dotyczących reklamy Viagry i powiększania penisa), cierpliwie wyłapywanych przez Akismet, było 441. Blog zanotował 41 801 odsłon (stan na 14.07.2008, godz. 7:11), średnio zatem 114 dziennie. Najlepszym miesiącem był luty 2008 – 5976 odsłon (213 dziennie), najgorszym – lipiec 2007, kiedy przez 18 dni odwiedzin było 226 (13 dziennie). Obecnie utrzymuje się dość stała dobowa liczba 130-140 odwiedzin, jednak od szczytowego lutego cały czas utrzymuje się tendencja spadkowa i zdaje się, że dopiero w tym miesiącu (o ile utrzyma się ilość odwiedzin) zostanie ona zatrzymana.

Ostatnio spotkałem się z krytyką nt interfejsu. Dwie osoby (jedna na blogu, druga na gg) narzekały na zbyt dużą ilość postów na głównej stronie i na inne niedogodności. Dziwi mnie to. Powiem tak: interfejs bloga został przeze mnie głęboko przemyślany. Skroiłem go podług własnych potrzeb i upodobań, mając w pamięci wszystkie te rzeczy, które denerwują mnie u innych blogerów i starając się im zapobiec. 100 wpisów na jednej stronie to standard, który sam bym widział chętnie na wszystkcih innych blogach. W ten sposób bowiem zapoznawanie się z archiwami jest łatwe, proste i przyjemne – wystarczy tylko przewinąć w dół. Posty pokazywane są w całości, a nie w kawałku, który trzeba sobie wyklikać, aby czytać dalej – to też świadoma taktyka, mająca na celu ułatwienie życia czytelnikowi. Dla mnie jest to nawet upierdliwe, bo utrudnia obserwację które posty cieszą się popularnością, ale dobro czytelnika jest najważniejsze. Żeby napisać komentarz, nie trzeba się rejestrować, logować ani nawet czekać na moderację. Dla potrzeb nawigacji są kategorie po prawej stronie (seriale, kościół, filmy, z życia, książki itd), dobrane tak, aby nie były zbyt ogólnikowe i aby każdy mógł na dany temat natychmiast otrzymać listę postów. Wprowadziłem też i wyszukiwarkę wewnątrzblogową, a nawet indeks seriali – nawigacja jest zatem IMO idealna. A jednak są tacy, co narzekają. Dlatego też pozwoliłem sobie na kilka zmian w interfejsie. Dużo się nie zmienia i bardziej są to modyfikacje kosmetyczne aniżeli funkcjonalne, ale jednak coś tam się zmieniło. W szczególności ilość postów na stronie głównej została zredukowana do 30, co robię naprawdę z ciężkim sercem. Vox populi, vox dei.

No cóż, jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia/zalecenia albo chce napisać coś miłego (ojej, bo się zaraz zarumienię), może napisać w komentarzu. Poza tym, to świetna okazja dla co poniektórych, aby rozpocząć karierę komentatora. Blog na pewno będzie kontynuowany, zaś tematyka i stylistyka utrzymane będą w dotychczasowej formie, ewoluując jednak wraz ze zmianą moich zainteresowań. Już teraz mogę np. zapowiedzieć, że będzie mniej postów o serialach, bo te mi się przejadają powoli. A’propos przejadania – zachęcam do poczęstowania się HaeSowym tortem, którym sam piekłem… ee, to znaczy narysowałem. W Paincie oczywiście (ech, luddysta ze mnie wychodzi).

 

112. Polecone: Wyspa Delfinów 4 maj 2008 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Książki, O blogu, polecone, refleksje — HaeS @ 5:59 pm

Dziś rozpoczynam na swoim blogu cykl, w którym będę omawiał książki, filmy i inne wytwory kultury, o których dowiedziałem się (bądź zostałem do nich zachęcony) dzięki blogom, na które od czasu do czasu zaglądam. W ten sposób w sposób wirtualny zbliżam się do moich kolegów-blogerów, zacieśniam wirtualne więzi, a jednocześnie pokazuję, jak byt w blogosferze przeplata się z prawdziwym życiem i jaki ma na nie wpływ, na mój rozwój intelektualny, a także – być może w przyszłości – towarzyski. Że człek nie bloguje sam dla siebie, ale po to, aby się z kimś czymś podzielić, dać komuś coś z siebie, ale jednocześnie od innych chłonąć cząstki ich osobowości, żyć tym, czym żyją inni. Pan Spock z kamienną twarzą rzekłby w tym miejscu “fascinating!”.

Na pierwszy rzut idzie zatem “Wyspa Delfinów” (powered by Surion)

Recenzja Suriona (po której kupiłem książkę na allegro): Tutaj.

Arthur C. Clarke najbardziej znany jest z cyklu “Odyseja Kosmiczna”. Powstały w sumie cztery tomy. Pierwsze dwa z nich – których akcja dzieje się w roku 2001 oraz 2010 (moje recenzje tu) zostały zekranizowane. Dwa kolejne, których czas akcji umieszczony jest w 2061 i 3001 ekranizacji póki co się nie doczekały. Szczerze mówiąc, nie czytałem jeszcze żadnego z czterech tomów (chociaż pierwsze dwa mam w planach; dwa kolejne też bym chciał przeczytać tyle, że są trudno dostepne); ba – nie czytałem jeszcze niczego Clarke’a i dlatego też nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać.

W jednej rzeczy w Surionem się zgadzam: Clarke niestety nie błyszczy stylem. Proste i raczej krótkie zdania, brak jakichkolwiek komplikacji stylistycznych czy składniowych, zero ozdobników, słownictwo najprostsze jak się da – miejscami ma się wrażenie, że czyta się książkę dla 10-latków. Owa ułomność stylistyczna autora na początku drażni, na szczęście z czasem człowiek się przyzwyczaja i nie przeszkadza to już tak bardzo. Fabuła sama w sobie też niestety zbyt wyszukana nie jest. Nie będę jej streszczał, bo co będę psuł zabawę czytelnikowi, ale przebieg akcji, ale powiem tylko tyle, że raczej nie dzieje się nic wartego uwagi. Bohaterowie… szkoda gadać. Dziecinny Johnny dręczony przez niedobrą ciotkę i jeszcze bardziej dziecinny jego przyjaciel, do tego dobroduszny profesorek i jego nieco zimniejszy współpracownik + galeria kilku innych równie mało interesujących postaci. A, zapomniałem o delfinach, które też grają ważną rolę.

Książkę zatem mógłbym rnąć do kosza (albo “wyćpnąć na gemylę”, jak to moja babcia mawiała) bez większego żalu. Jednak jest w niej coś, co przyciąga. Clarke w ów żenujący spektaktl pozbawiony jakiejkolwiek ciekawej akcji prowadzony w dodatku przez marnie skrojonych bohaterów, wkleił kilka interesujących pomysłów, które sprawiają, że książka nabiera zupełnie innego wymiaru. Wiadomo powszechnie, że delfiny są istotami wysoce inteligentnymi i w zasadzie jedyną istotą na intelektualnej drabinie postawioną wyżej od nich jest człowiek. Clarke poszedł nieco dalej. Zasugerował, że delfiny posiadają własny język, na tyle podobny do ludzkiego, że człowiek jest w stanie (przy pomocy oczywiście odpowiedniej maszynerii) rozszyfrować delfinią ową mowę, a także i odpowiedzieć delfinom w ich języku. Jak dla mnie, całkiem wiarygodna historia. Co ważne, Clarke ubarwia całą historię o zdawałoby się mało istotne, ale sprawiające że wszystko zyskuje na wiarygodności szczegóły – jak choćby ten, że defliny posługują się systemem dwójkowym. No i napisac muszę, że bohaterowie rozgryzając delfinią mowę, trafiają na tajemniczą legendę, o której Surion wspominał. Także i ja ani słowem nie wspomnę o czym te defliny od wieków rozprawiają, ale legendą nie zawiodłem się ani trochę. Autor wplótł w książkę także i inną, autentyczną i bardzo interesującą legendę – tym razem opowiadaną przez ludzi, – a mianowicie o Mary Watson.

Po świeżej lekturze “Solarisa”, po którym wciąż jeszcze nie ochłonąłem, wnioskuję, że być może ludzkość popełnia błąd szukając inteligencji w kosmosie. Być może inteligentne cywilizacje składające się ze świadomych jednostek (nieco innych niż sobie wyobrażaliśmy, ale jednak) żyją tutaj, na ziemi? Sporo czasu i pieniędzy poświęcono już inteligencji szympansów, która jest dobrze zbadana i opisana, mam wrażenie jednak, że o wiele większy potencjał tkwi w delfinach, słoniach i świniach. Tak mało o nich się mówi, a przecież to niewiarygodnie inteligentne zwierzęta. Kto wie co naprawdę dzieje się w ich głowach…

Wracjąc do mojej ostatniej lektury – plusem “Wyspy Delfinów” może być to, że mnóstwo dowiadujemy się o tych sympatycznych stworzonkach, ich zwyczajach, zabawach, radościach i utrapieniach. Poza tym nie sposób nie wspomnieć o tym, że Clarke porusza delikatnie pewne problemy społeczno-filozoficzne, ustami bohaterów wypowiada się m.in. w sprawie tresowania zwierząt (a w dalsze perspektywie – ludzi) przy pomocy elektrostymulacji mózgu, porusza też kwestię pokoju na świecie, ekologii itd. Podoba mi się też to, że Clarke umieszczając akcję w dość odległej przyszłości, nie fantazjuje zbytnio, nie wymyśla skomplikowanych cacek ani dziwacznego przebiegu historii. W zasadzie z jego skromnych wizji co nieco się sprawdziło, a za kiladziesiąt lat kiedy do mniej lub bardizej powszechnego użytku wejdą poduszkowce, książka nie będzie miała chyba żadnego poważnego zgrzytu między wyobrażeniami Clarke’a, a rzeczywistością.

Książkę polecam, ale bez głębszego przekonania. Zazwyczaj unikam ocen liczbowych, ale wyjątkowo powiem, że jako czytadło oceniłbym to na dwa z dużym minusem, jako książkę, z której możemy wynieść jakąś wiedzę bądź refleksję – na czwórkę. Jeżeli zatem kogoś taka delfinia perspektywa zbytnio nie rusza, może bez żalu sobie “Wyspę Delfinów” odpuścić.

 

103. Ogłoszenia duszpasterskie 21 kwiecień 2008 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 2:51 pm

SPRAWA NR 1:

Moi drodzy, blog niedawno przekroczył magiczne 100 postów. Implikuje to kilka faktów. Po pierwsze, nie wszystkie posty wyświetlane będą na stronie głównej – część z nich znajduje się już na stronie nr 2, do której dostać można się schodząc na sam dół bloga, a następnie klikając “poprzednie wpisy”. Takie upierdliwe utrudnienie WordPressa, zresztą i tak zminimalizowałem to do minimum, bo mi na stronie wyświetla się 100 postów – a znam ludzi z blogami, którzy mają na jednej stronie postów nie więcej niż 5, a nawet jeden blog, którym na jednej stronie jednocześnie widać 2 (słownie: dwa) posty. Czytanie tego to niewiarygodnie zniechęcająca mordęga.

Po drugie – ponieważ postów jest już tak dużo, zachęcam do korzystania z tagów oraz wyszukiwarki. Jeżeli komuś i tego jest mało, stworzyłem jeszcze specjalnie dla serialomaniaków indeks seriali (znajduje sie na samej gorze bloga). Jest to spis wszystkich dotychczas opisanych seriali wraz z likami do artykulow na ich temat. Dzieki temu indeksowi blog mój mozna zaczac traktowac jako wciaz rozrastajaca sie mini-encyklopedie serialowa. Mam nadzieje, ze z czasem zaczna bywac tu ludzie, ktorzy slyszeli gdzies o jakims serialu, chca sie o nim dowiedziec czegos wiecej – no to zagladaja zaraz na HaeS bloga i znajduja tam interesujaca ich pozycje.

Nie liczcie jedynie na to, ze lista bedzie aktualizowana na biezaco – jakos sumiennosc i regularnosc nigdy nie byla moja mocna strona, ale co jakis czas lista bedzie oczywiscie odswiezana.

SPRAWA NR 2:

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia bloga R-Chee’go (link znajduje sie na blogrollu oraz na stronie “o mnie”). Dlaczego? Ano, dlatego, ze pojawilo sie na niej – teraz, uwaga, uwaga – MOJE OPOWADANIE! Jest to opowiesc o pewnym czlowieku, ktory w latach swojej mlodosci byl znanym i lubianym muzykiem. Teraz jednak jest w cieniu, bo sie boi czegoś… Czegos, co go przeraza. Czegos, co przerasta jego rozum. Czegoś, co wydaje mu sie tak straszne i przerazajace, ze postanowil poswiecic swoja kariere aby od tego uciec. Co to bylo? Ha, tego sie juz musicie dowiedziec sami.

Opowiadanie napisalem 5 lat temu i jest to jedyne opowiadanie, ktore dotychczas udalo mi sie dokonczyc. R-chee chetnie zamiescil je na swojej stronce, na dodatek twierdzi, ze sie tym opowiadaniem nie skompromitowalem, a skoro R-Chee tak twierdzi, to widocznie tak jest. Zachecam do czytania i do komentowania, tym razem na blogu rchee.bloog.pl.

 

77. Mój pierwszy blog… 10 luty 2008 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Film, Internet, O blogu — HaeS @ 9:37 am

mini-portalik.jpg

Po długich poszukiwaniach dorwałem wreszcie swój stary blog. Nie zaglądałem tam tak dawno, że nie pamiętałem adresu, a loginie i haśle nie wspominając. Blog furory nie zrobił, ale sporo też w tym mojej winy – zwyczajnie go zaniedbałem z lenistwa, ale i też z powodu kiepskiego pomysłu. To były czasy, kiedy jeszcze nie miałem swojej wizji jak powinien wyglądać blog (wizję tę uzyskałem dopiero po regularnej lekturze bloga Mierzwiaka, ale to temat na inną opowieść), nie wiedziałem czego tak naprawdę chcę. Więc zacząłem go pisać i z czasem sam pogubiłem się w narzuconej samemu sobie formule. Blog o filmach i tylko o filmach. I to na (fuuuuuj!) onecie. Z fatalnym designem (czemu wstawiłem te arbuzy?). To była porażka. Z moim aktualnym blogiem czuję się dużo lepiej – piszę co chcę, o czym chcę i jak chcę. No i jest na o niebo lepszej platformie.Mojego pierwszego bloga powinienem się właściwie wstydzić, ale… po pierwsze aż tak fatalny to on nie jest, po drugie – każdy bloger kiedyś zaczynał blogowanie i ma prawo popelnić coś takiego.

A co mi tam, macie, poczytajcie sobie. Zamieszczę linka, żeby moje wypociny nie zginęły na zawsze w sieciowej czarnej dziurze.

http://haes-film.blog.onet.pl/

Edit (3.05.2008):

Niestety, moje czarnowidztwo okazało sie byc w pelni uzasadnione - bloga juz niestety. nie ma… Widocznie mądre głowy z Onetu stwierdzily, ze blog nieaktualizowany przez dluzszy czas = blog nie zasługujący na egzystencję. No cóż, mówi się trudno i żyje się dalej!

 

74. Witam serdecznie. 8 luty 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: O blogu — R-Chee @ 7:22 pm

Pewnego pięknego dnia roku pańskiego 2008 doszło do komunikacji na linii HaeS – R-Chee. Ten pierwszy prowadzi HaeS BloG, ten drugi z kolei, także bloger, był ów bloga stałym czytelnikiem. Kilkukrotnie wcześniej do ciekawych konwersacji między nimi dochodziło, ale dopiero wtedy zrodziła się idea, by dla obustronnej korzyści, połączyć siły w prowadzeniu tegoż bloga. Co z tego wyniknie, pokarze przyszłość.

Myślę, myślę i wymyślić nie mogę w jaki sposób się przedstawić. Ale od czegoś trza by było zacząć. No więc nazywam się Artur Pawłowski, jednak w cyberprzestrzeni bardziej znany jestem jako R-Chee i podobnie jak Hubert również prowadzę swój autorski blog (Mroczna strona wyobraźni. OPOWIADANIA ONLINE), który znajdziecie pod adresem www.rchee.bloog.pl do którego odwiedzania gorąco zachęcam (ach ta kryptoreklama).

Postanowiłem zaproponować Hubertowi współpracę w kwestii prowadzenia bloga, na co on zareagował (ku memu lekkiemu zaskoczeniu) natychmiastowym zatwierdzeniem mojej osoby jako współautora blogu. HaeS obdarzył mnie zaufaniem, dlatego czuje się zobowiązany do wytężenia sił, by nasza wzajemna współpraca układała się jak najlepiej, a sam blog rósł w siłę (i nowych userów).

Przez jakiś czas będę zamieszczał na blogu HaeSa zredagowane przez się teksty, które będą pokrywały się z jego ogólną tematyką, czyli recenzje filmów, seriali, programów telewizyjnych, a także przemyślenia na temat życia (podobnie jak autor bloga także lubię sobie czasem pofilozofować ). Jeśli HaeS będzie zadowolony, to nasza współpraca potrwa dłużej. Ale jak już mówiłem, co z tego wyniknie, pokaże przyszłość.

A więc jeszcze raz dzięki Hubert. I na tym skończymy czułe powitania. Wkrótce pierwszy poważny wpis, a teraz lecę na piwo bo brat czeka w barze i się pewnie niecierpliwić zaczyna…

Pzdr

 

73. Rewolucja! 8 luty 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 6:39 pm

Bardzo miło mi poinformować, że od dnia dzisiejszego blog ma dwóch redaktorów. Od czasu do czasu oprócz moich wypocin będziecie mieli okazję poczytać posty niejakiego R-Chee’ego. Ci, którzy uważnie klikali na przyciski na moim blogrollu zapewne już natknęli się na jego blog z opowiadaniami fantastycznymi. Teraz Rchee, oprócz prowadzenia własnego bloga, będzie zamieszczał notki także i tutaj.

Oczywiście, zasadnicza tematyka serwisu nie ulegnie zmianie – wciaz bedzie troszkę o filmach, troszkę o serialach, sporo róznych przemyśleń i ciekawostkek, niemniej jednak na pewno będzie ciekawiej. Wszak co dwie głowy to nie jedna. Taki powiew świeżości na pewno się przyda.

Mam nadzieje, ze zmiana ta wpłynie korzystanie na poziom blogu i sprawi, że blog będzie jeszcze ciekawszy, bedzie miał jeszcze więcej czytelników, którzy będą jeszcze bardziej zadowoleni z jeszcze większej ilości postów niz dotychczas. Czego wam, R-Chee’mu i sobie życzę.

 

69. Słuchajcie, jesteście ZAJEBIŚCI! 30 styczeń 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 6:39 am

Tak sobie pozwoliłem zacytować naszą wielką rodaczkę Mandarynę, ale są ku temu powody. 29 stycznia pobiliśmy bowiem rekord wejść na bloga z 12 września 2007. Wtedy były 232 odsłony, teraz było ich aż 260. I fajnie :).

wykres1.jpg

Co prawda sporo z tego “zawdzieczam” Jakubowi T.,  ktorego popularnosc (jak pisalem – absolutnie niezasluzona)  spowodowala, ze nazwisko jego bylo czesto wpisywane w wyszukiwarki, a wyszkiwarki kierowaly do mnie – no i w ten sposob tak duzo jest wejsc na mojego bloga. Ale i tak dziękuję bardzo wszystkim. Ten rekord będzie zapewne trudny do pobicia, ale kto wie – moze za kilka miesiecy taka bedzie przecietna dzienna ilosc osob wchodzacych na blog (ech, marzenie).

 

36. Usprawiedliwienie 8 październik 2007 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 6:49 pm

Przepraszam wszystkich stalych odwiedzaczy za to, ze ostatnio nie ma w ogole wpisow – cierpliwosci, cierpliwosci. Caramba, nie zapomnialem o was ! Zlapalem nowa prace, troszke mi to wszystko zajmuje czasu, ale mam w glowie pomysly na kilka tekstow i byc moze juz w tym tygodniu cos zamieszcze.

 

32. Ogłoszenia duszpasterskie 13 wrzesień 2007 (czwartek)

Zaszufladkowany do: O blogu — HaeS @ 8:13 pm

Analizy pomeczowej dzisiaj i jutro raczej nie bedzie – mam problem zwiazany z brakiem samochodu w wyniku wypadku poprzedniego bolidu i obecnie poszukuje kolejnej maszyny do zamęczenia, co jest czasochłonne, ale pilne.

Z ciekawostek: po wczorajszym meczu Finlandia-Polska ilość ludzi wchodząca na moj blog po wpisaniu jakiejsc frazy zwiazanej z meczem byla porazajaca. Rekord dlugo, dlugo nie do pobicia:

I na koniec apel o komentowanie – LUDZIE, KOMENTUJCIE!! To wazne i mobilizujace dla czleka takiego, jak ja, aby inni pisali co o danym zagadnieniu mysla i na ile zgadzaja sie/nie zgadzaja z moim pogladem.

No i na razie to by bylo na tyle.