Myślokracja, czyli from łeb to web

168. Patriotyzm a tzw “patrioci” 11 listopad 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Kościół, Z życia, refleksje, społeczeństwo — R-Chee @ 6:13 pm

Coś ostatnio nudą wieje na tym blogu.  Odczuwa się brak Huberta. Trzeba coś podziałać w takim razie, a biorąc pod uwagę fakt, że dziś przypada nasze święto narodowe (kolejne) postanowiłem zamieścić tu pewien tekst, który napisałem równo rok temu, a z różnych przyczyn techniczno-organizacyjnych nie miałem możliwości zaprezentowania go szerszej publiczności. Przez rok troszkę się pozmieniało w moim życiu, ale sam tekst nie stracił nic ze swojej aktualności (no może moją praktyką katolicką).

” Jako że jestem praktykującym chrześcijaninem-katolikiem (zdecydowanie bardziej utożsamiam się z tym pierwszym określeniem) dziś, jak co niedziele uczestniczyłem we Mszy Świętej. Godzina 12:00, rozpoczyna się nabożeństwo i tu niespodzianka. Nasz nowy ksiądz, młody facet na dzień dobry rzuca hasłem: “Polska to dziwny kraj, robiący wszystko na przekór”. Nie mam osobiście nić przeciwko wszelakim nowością, ale nieco zaskoczyła mnie taka osobista wypowiedź duszpasterza, tym bardziej na początku Mszy, kiedy to zawsze (przynajmniej za mojej pamięci) kończyło się na przywitaniu z wiernymi (komentarze zostawiano na okres kazania lub ewentualnie ogłoszeń). Na tym jednym zdaniu się nie skończyło. I właśnie owa treść przyczyniła się do zamieszczenia owego wpisu.(…)

Rzecz dotyczyła Polskości i patriotyzmu w związku z dzisiejszym Świętem Niepodległości. Ksiądz w 5 minutowym “przedkazaniu” przedstawił swoją troskę o słabnący w Polsce i Polakach patriotyzm, ponieważ zauważył że… mało flag wywieszono dziś w oknach. Wypadało by rzec “Mama mia” i złapać się za głowę. Że co? Że jak? A od kiedy to wystawienie flagi jest miarą patriotyzmu? Szczerze mówiąc poczułem się niemiło, gdy usłyszałem z ambony że jestem apatriotą. I podejrzewam, że nie tylko ja.

Nie widzę niczego złego w wystawianiu flagi w czasie świąt narodowych. Wręcz przeciwnie, gdybym takową miał, to pewnie sam bym ją zawiesił. Ale nikomu, powtarzam nikomu!, nie muszę udowadniać swojego patriotyzmu poprzez zawieszenie flagi. Ani Kaczyńskiemu (według którego stałem po stronie ZOMO), ani Giertychowi (który chciałby moim młodszym kolegom i koleżankom wpajać miłość do ojczyzny na siłę), ani mojemu księdzu. Patriotyzm nosimy w swoich sercach, a nie wystawiamy go za okno w czasie kilku w roku świąt państwowych. A jeśli już to zrobię, to nie po to by się tym afiszować (bo brak tu celowości), ale po to by robić wszystko co się da dla dobra ojczyzny.

Szczerze mówiąc nie zauważyłem, by na przełomie ostatnich lat w Polsce zrodziła się taka tradycja jak chociażby w Stanach Zjednoczonych, by każdy obywatel wywieszał w swoim oknie flagę. Do tej pory była to domena wszelkiego rodzaju instytucji i urzędów państwowych. Skąd zatem u naszego księdza zatroskanie o słabnącą tradycję, której w rzeczy samej u nas dotąd nie było? Jak to sam tłumaczył: “Jak było to zabronione, w czasie komuny, to flagi powiewały, a teraz…”. No właśnie, “teraz”…

Patriotyzm objawiał się szczególnie mocno wtedy, gdy w kraju dzieje się źle, bo trudno jest z całą pewnością nazwać się patriotą wtedy, kiedy nic nam nie zagraża. Sam nie mogę tego stwierdzić ze stu procentową pewnością. Jednak ja nie mógłbym zarzucić drugiej osobie braku przywiązania do narodu tylko dlatego, że w jego oknie 11 listopada nie pojawiła się biało czerwona flaga. Bo nie wiem, czy mając przyłożony do skroni przez SS-mana czy innego agenta KGB naładowany pistolet nie wyrzekł bym się swojego kraju w zamian za uratowane życie.

Patriotyzm jest częścią naszej duszy. Częścią pozostającą w uśpieniu i czekając na moment w którym będzie musiała się przebudzić. I oby w dobie powszechnej, europejskiej zgody, taki stan utrzymał się jak najdłużej. Bo nie mam żadnych wątpliwości (wbrew przekonaniu pewnych “autorytetów”, których swoiste “apele” są najłagodniej mówiąc niepotrzebny), że w chwili gdy zajdzie taka potrzeba, polski naród jak zawsze wykaże się charakterystycznym dla siebie bohaterstwem i patriotyzmem.

Jestem ciekaw jakie jest wasze zdanie na ten temat.  Pozdrawiam serdecznie.

 

157. Obwoźni sprzedawcy dobrej nowiny 25 wrzesień 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Kościół, Z życia — HaeS @ 5:15 pm

Przychodzą niczym kanary w tramwaju. Nigdy nie wiadomo w którym momencie się ich spodziewać i zawsze są w dwuosobowych patrolach. Na szczęście nie żądają bileciku do kontroli. Chcą po prostu porozmawiać. Zawsze są mili, sympatyczni, spokojni i wyciszeni. O kim mowa? O świadkach Jehowy.

Zaskoczę was może, ale ze wszystkich wyznań chrześcijańskich właśnie oni cieszą się moją największą sympatią. Jest to grupa ściśle zintegrowana, trzymająca się w kupie i wspierająca się nawzajem. Wbrew powszechnej opinii, nie są natrętni. Żyją obok nas, a nawet wśród nas i nawet o tym nie wiemy, a kiedy się o tym dowiadujemy, zawsze reagujemy zdziwieniem. “TO TY JESTEŚ ŚWIADKIEM JEHOWY?”. Jest to też chyba najbardziej zdyscyplinowana grupa religijna, ściśle żyjąca według wskazań swoich duchownych. Oszczędnie szacując, nie więcej jak 5% katolików traktuje swoją wiarę równie poważnie jak przeciętny Świadek Jehowy. A zapewne jeszcze mniej, bo żaden znany mi katolik (poza księdzem po kolędzie) nie chodzi po domach i nie ewangelizuje, a mało który mówi otwarcie o swojej wierze i wszędzie szuka Boga.

Oczywiście, w życiu nie pójdę na ten jakichś im zjazd czy zlot czy nabożeństwo czy jak to tam oni nazywają. Nie dla mnie religia (taka czy jakakolwiek inna), ale tych ludzi autentycznie szanuję za głęboką wiarę, konsekwencję w działaniu i wierność ideałom. Ze wszystkich znanych mi wyznań religijnych, to właśnie oni najbliżej są chyba duchowi chrześcijaństwa takiemu, jaki znamy z biblii.

Oczywiście, bywają śmieszni w swojej ślepej wierze. Nie wiem czy wiecie, ale nie akceptują oni np. wznoszenia toastów (bo gest ten jest uproszczoną wersją rytuału starożytnych Rzymian, dla których był to rodzaj modliwy do ich bóstw) ani też przetaczania krwi. Nie obchodzą też urodzin, a w dacie 25 grudnia nie dopatrują się bynajmniej dnia Bożego Narodzenia, ale jakich tam rzymskich świąt. Mają też wrodzony wstęt do wszystkich interwencji chirurgicznych. Kiedyś w internecie widziałem faceta z gigantyczną krostą na czele, mniej wiecej tak dużą jak głowa. Krosta zasłania mu oczy i coraz trudniej mu oddychać i jeść. Lekarze usunęli by mu to już dwadzieścia lat temu, kiedy krosta byłą maleńka, gdyby nie jego religijny opór – bo operacja jest wykonana w sposób, który godzi w jakieś tam ich zadady religijne. Wolą też umrzeć niż mieć przetoczoną krew. No i jeszcze jedno dziwactwo: pewna znana mi pani będąca świadkiem Jehowy całą mszę ślubną wnuczki przestała pod kościołem. Do środka jakoś nie odważyła się wejść.

Trochę jest też z nimi śmiechu z innego powodu. Internet aż pęka od artykułów w stylu “jak spławić świadków Jehowy”. Zresztą, wpiszcie sobie w Google – można się nieźle ubawić. Obok tych brutalnych (udawanie psychola i latanie za współlokatorem z siekierą), tudzież bezczelnych (odpowiadanie na każde ich słowo “pomidor”) znalazłem kiedyś jeden subtelny, perfidny i wyrafinowany. Należy wejść z nimi w dyskusję teologiczną, zapytać skąd oni wiedzą, że to wszystko, co głoszą to prawda i tak poprowadzić rozmowę, aby przyznali, że wszystko bierze się z objawienia jakie ileś tam lat temu miał ich założyciel, a następnie triumfalnie przyznać “no to mamy impas, bo ja też dzisiaj w nocy miałem objawienie!”.

Mnie jednak nie stać na kłócenie się z nimi. Szkoda czasu na zażarte dysputy z fanatykami, których i tak się nie przekona. Przyjąłem nieco odmienną taktykę. Przychodzą tacy, witam ich (zawsze w drzwiach, nigdy przenigdy nie wpuszczam), krótko pogadam. Chociaż tak na ścisłość to bardziej oni gadają, a ja przytakuję bądź też pomrukuję pod nosem, co pewnie odbierają jako przytaknięcie, a tak naprawdę to pomruk znaczący “głupoty gadacie, ale co będę się z wami kłócić”. Powiedzą swoje, na koniec miło się uśmiechają, zostawiają gazetki i sobie idą. Za jakieś dwa miesiące znowu przyjdą. Pięć minut raz na dwa miesiące to ok. 0,006% życia, a kosztuje to 0 zł 0 gr. Tyle jeszcze na Świadków Jehowy mogę poświęcić i jakichś specjalnie wyrafinowanych sposobów nie potrzebuję.

A gazetki, przyznam, lubię. Dają zawsze “Strażnicę” i “Przebudźcie się”, czasem jeszcze dorzucą coś innego. Naprawdę, czytam z przyjemnością. Idealna lektura obiadowo-toaletowa. W tym miesiącu mamy np artykuł o Ziemi i jej miejscu we wszechświecie. Oczywiście, autorzy popełniają podstawowe błędy logiczne (np. pisząc że Bóg stworzył Ziemię w takim miejscu galaktyki w którym panują optymalne warunki do trwania życia – jakby nigdy o słabej zasadzie antropicznej nie słyszeli!). Przeczytałem też sobie ciekawy artykuł o żubrach i rozpaczliwej walce o ich uratowanie, jakiej podjęli się przedwojenni zoolodzy. Opisano też i skomplikowany układ trawienny żubra, ale autor jakoś nie mógł powstrzymać się od refleksji na temat tego, że coś tak wspaniałego i cudownego nie mogło powstać przypadkiem i zapewne jest dziełem Stwórcy, a nie żadnej ewolucji. Mamy też troszkę o moralności, troszkę o życiu, troszkę o przyrodzie, troszkę o zwyczajach i obyczajach na świecie, ciekawostkach, odkryciach naukowych itd. Oczywiście, wszytko uzupełnione cytatami z biblii i podszyte małą nutką religijnej propagandy. Jako że jednak jestem na nią uodporniony, żadna “Strażnica” mi niestraszna i z przyjemnością poświęcam ok. pół godziny, aby ją od deski do deski przeczytać.

 

155. “Zaprzyj się siebie, weź swój krzyż i idź za mną”… Czy ci się podoba, czy nie. 5 wrzesień 2008 (piątek)

Zaszufladkowany do: Kościół, Polityka — HaeS @ 8:10 am

Krzyż w polskim sejmie, zawieszony potajemnie październikową nocą w 1997 roku do dziś boli wielu Polaków. Nie chodzi tutaj bynajmniej (jak niektórzy sugerują) o dwie deski przybite pod kątem prostym, które same w sobie nie mają znaczenia. Krzyż to symbol chrześcijański, ale TEN krzyż to symbol o wiele głębszy. Symbol mówiący “My jesteśmy katolikami, przestrzegamy reguł tego Kościoła i ty jesteś katolikiem, więc przestrzegaj reguł tego Kościoła”. Symbol delikatnie uświadamiający, kto tu rządzi i wskazujący na to, że w polityce polskiej są równi i są równiejsi, których nie tylko nie należy tykać, wsadzać do więzienia za pedofilię i antysemityzm, nakładać normalnych podatków i kazać płacić składki za ZUS, ale należy też od czasu ich wysłuchać, przytaknąć i zmienić swoje zapatrywania na pewne tematy.

Polski kler jest w sytuacji wręcz wymarzonej i trudno dziwić się, że rękami i nogami broni się przed jakimikolwiek zmianami mającymi na celu zrobienie z księży normalnych obywateli, mających prawa i obowiązki jak każdy inny. Dziwi za to co innego – okupacja watykańska Polski to jeszcze ciut za mało, zatem prymas Glemp wpadł na genialny pomysł, aby także reszcie Europejczyków uświadomić, że także oni są jak nie katolikami, to chociaż chrześcijanami.

Matka Boska jest miłościwie nam panującą królową Polski, jej syn – królem. Póki co taki stan rzeczy trwa jedynie w głowach księży, tudzież co bardziej otumanionych owieczek. Ale to mało. Oj, mało. Matka Boska ma teraz szansę rozszerzyć swoje panowanie na całą Unię Europejską i stać się jej co prawda nie królową, ale patronką. To jeszcze zniosę, bo taki stan rzeczy niewiele zmieni – Matka Boska będzie może i patronką UE, ale jedynie w głowach księży i wspomnianych już owieczek, a normalni obywatele przejdą nad tym do porządku dziennego i może nawet o tym fakcie wiedzieć nie będą. Za to pomysł, aby na potwierdzenie tego faktu w Parlamencie Europejskim stanęła figura (nie wiem jakiej wielkości) rzeczonej patronki to już jest gruba przesada, mniej wiecej taka jak krzyż w polskim sejmie, tyle tylko że trzeba patrzeć skalowo – różnorodność kulturowa UE jest dużo wieksza niż samej Polski, zatem obywateli urażonych tym faktem będzie dużo więcej.

Oczywiście w Europie to nie przejdzie. Wystarczy spojrzeć na postępującą laicyzację Francji, perspektywę przyjęcia niechrześcijańskiej Turcji do UE oraz fakt, że spora część państw Europejskich to po pierwsze państwa ewangelickie bądź anglikańskie (gdzie kult Matki Boskiej i świętych w ogóle jest w zaniku bądź żaden), po drugie zaś – stosujące w praktyce ideę rozdziału Kościoła od państwa, no i po trzecie – posiadające większość protestancką tylko z definicji, bo w takiej Szwecji czy Holandii ilość chrześcijan praktykujących czy w jakikolwiek sposób żyjących tą wiarą jest żałosna.

Tak więc o to, że na środku sali posiedzeń Parlamentu Europejskiego nie stanie wielgachna figura żydowskiej kobiety zasłaniająca mównicę, obok unijnej flagi nie będą wisiały dwie kilkumetrowej długości skrzyżowane deski, że nie postawią w Europarlamencie w pierwszym rzędzie wielkiej ławy, a w niej dwunastu biskupów, którzy mogą w każdej chwili krzyknąć “veto!”, a posiedzenia nie będą zaczynały się od dziesiątki różańca jestem spokojny. Benedykt XVI może oczywiście ogłosić Matkę Boską patronką Europy, Unii Europejskiej czy czego tylko chce. Jego prawo. A poważna instytucja, jaką jest parlament UE po prostu sobie ten fakt zignoruje. Bo Unia Europejska to, szczęśliwie, nie tylko Polska.

 

151. He walks among us, but he is not one of us. 24 sierpień 2008 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Kościół, Z życia — HaeS @ 12:43 pm

To juz ostatni moj “niemiecki” wpis. Tytul pochodzi z jednego z odcinkow “Lost” zatytulowanego “Stranger in a strange land”, co na pewno jest zbiezne z moja sytuacja, zas tytulowowe zdanie pasowalo do mnie jak ulal, kiedy znalazlem sie w… niemieckim kosciele. Zreszta pol biedy gdyby byl tylko niemiecki, ale wybralem sie na msze do kosciola ewangelickiego, luteranckiego, protestanckiego czy jak to tam sie nazywa.

Nie bylem tam bynajmniej z pobudek duchowych. Moja religijnosc jest jaka jest i z ubogoscia mojego zycia duchowego sie specjalnie nie kryje, ale tez i sie nia nie pysze przesadnie. Ot, jest jak jest. Moze to dobrze, moze zle, ale najwazniejsze, ze jestem szczery wobec siebie i innych, i nie uprawiam konformistycznego chrzescijanstwa na pokaz, co jest dla mnie rzecza wprost obrzydliwa i tylko skrajna dewocja zgodna z zaleceniami Soboru Torunskiego jest dla mnie bardziej odpychajaca.

Prawdziwym powodem tej wizyty byla ciekawosc, chec porownania mszy “naszej” i “ichniej” no i takie dziennikarskie zaciecie, bo przekraczajac prog swiatyni wiedzialem doskonale, ze wszysto co zobacze, przeczytaja za jakis czas czytelnicy bloga.

Msza odbywa sie raz w tygodniu (sic!) w niedziele o godzinie 10. W innych terminach swiatynia nie swieci jednak pustkami. Kilka razy w tygodniu odbywaja sie tu koncerty organowe, wystepy chorow itp. Wszystko niestety platne i to slono (ca. 10 € za wstep), a szkoda, bo moze bym sie przeszedl posluchac jako ze u mnie (70 km od najblizszego duzego miasta) takie rzeczy sie nie zdarzaja.

Juz na dziendobry mila pani wrecza kazdemu spiewnik wraz z kartka, na ktorej jest spis dzisiaj spiewanych piesni i adnotacja, ktora w ktorym momencie nalezy spiewac. I to jest pierwsza niespodzianka, bo w polskich kosciolach spiewnika nie widzialem jak zyje. Szczegolnie ze milczaco przyjmuje sie, ze jakis tam kanon piesni maryjnych kazdy juz zna, a nawet jak nie zna, to i tak starsze panie znaja, wiec ktos tam spiewal bedzie.

Kosciol jest bardzo skromnie urzadzony, co zawsze docenialem. Juz kosciol w moim rodzimym Orzechowie pozbawiony jest (z racji swojego otwarcia pod koniec lat 80-tych) barokowego przepychu i miliona zbednych ozdobnikow, ale i tak niemiecki kosciol wybudowany (na oko) w okolicach XVII-XVIII wieku bije wszystko to, co widzialem swoja prostota na glowe. Proste kolumny, zadnych obrazow, zadnych rzezb, zadnego zlota, nawet krzyz bez zadnych ozdobnikow (nawet bez wiszacego na nim Jezusa). Niewyszukwany oltarz, obok dwie swieczki na pozbawionych zbednych ozdob swiecznikach, obok mownica. I to wlasciwie wszystko. Aha, sa wygodne lawki i nowoczesne naglosnienie.

Kosciol, przecietnej wielkosci, wypelniony mniej wiecej w polowie. Sporo ludzi starszych, ale tez i mlodszych sporo. Przekroj wiekowy nie rozni sie istotnie od tego, ktory widujemy w polskich kosciolach.

 Wchodzi kaplan. Nie, nie wychodzi z zachrystii w ozdobnym ornacie wraz z orszakiem ministrantow i lektorow wprost na prezbiterium w rytm piesni koscielnej. Wchodzi nie wiadomo za bardzo skad, tak po prostu i siada wraz z jakas pania (jesli nie zona, to jakas pewnie stala wspolpracowniczka) w pierwszym rzedzie. Na sobie ma jakby prawnicza toge i nawet ma kokarde taka jak prawnicy tylko biala. Jego pojawienie sie nie wywolalo zadnego poruszenia, nikt nic nie mowi, nikt nie wstaje, wiekszosc pewnie nawet nie zwrocila uwagi, chociaz pastor pomachal reka do ludu zanim usiadl.

Mija kilka(nascie) minut. Zaczyna sie. Zupelnie niespodziwanie. Zadnej piesni, modlitwy, wyznania wiary, nic. Po prostu wspomniana pani podchodzi do mownicy i cos tam mowi. Po niej przemawia pastor. Nie pamietam juz dokladnie jak wszystko po kolei lecialo, ale potem chyba pastor zmowil jakas modlitwe (zaskoczenie – stal tylem do wiernych!), potem kilka czytan (czytanych przez pastora i przez rzeczona pania), a potem kazanie.

Pastor nie uzywa tradycyjnego mikrofonu. Zamiast tego ma wpiete w szate urzadzenie podobne do tego, jakiego uzywaja spikerzy w TV badz uczestnicy Big Brothera. Jak widac, Niemcy sa w stosunku do Polakow do przodu nawet pod tym wzgledem. Ale to zaskoczenie to jeszcze nic w obliczu tego, ze pastor przemawia… z ambony! Ambony widywalem tylko w starych kosciolach i kojarzyly mi sie wylacznie z efektownym zabytkiem. “Ksiadz ganiacy cos z ambony” to powiedzenie dosc czeste, ale przeciez na scislosc zupelnie nieaktualne, bo niestety przez cale zycie nie widzialem ksiedza przemawiajcego z tego ”balkonika” nawet jezeli kosciol akurat byl tak wyposazony. Ale pastor, u ktorego bylem na mszy, bez wahania (a takze bez chociaz odrobiny zdziwienia u wiernych) wdrapal sie po schodkach, stanal na podwyzszeniu i zaczal dlugie kazanie. Nie mam niestety pojecia o czym mowil poniewaz (jak wspomnialem w jednym z poprzednich postow) niemiecki nie jest akurat moja mocna strona. Ale mowil dlugo, z pasja i zaangazowaniem.

I dopiero po kazaniu nastapila pierwsza (oprocz spiewania piesni) akcja wykonywana przez wiernych. Modlitwe poznalem od razu: “Wierze w Boga wszechmogacego, ojca nieba i ziemi…”. Nie wiem ile z tej modlitwy zmienilo sie we mszy ewangelickiej, ale to byla na pewno wlasnie ta modlitwa. Potem pastor znow obrocil sie do wiernych tylem i dokonal czynnosci, ktorej odpowiednikiem we mszy katolickiej jest przemienienie (protestanci odrzucaja teze, ze podczas komunii naprawde spozywa sie cialo boze i sprowadzaja owa kwestie do SYMBOLICZNEGO spozywania ciala bozego – zatem o przemienieniu w takim sensie, jaki znaja katolicy, nie ma mowy).

Ciekawa rzecz: ludzie przyzwyczajeni do koscielnej gimnastyki, kiedy co rusz trzeba przyjmowac jedna z trzech pozycji (kleczaca, siedzaca, stojaca) moga poczuc sie zaskoczeni. Niemal przez cala msze sie po prostu siedzi. Dwukrotnie, na kilka minut trzeba wstac. Kleczenia nie ma w ogole.

 Na koniec komunia, krotkie jeszcze przemowienie kaplana i wierni zaczeli wychodzic z kosciola. Przy wyjsciu czekal pastor aby kazdemu osobiscie podac reke, pozegnac sie i ewentualnie zamienic kilka slow.

No coz, msza na zdecydowanie wiekszym luzie anizeli ta katolicka, mniej jest elementow, czynnosci, slow, formulek, modlitw i innych elementow stalych, pojawiajacych sie w kazdej mszy (u nas pewnie jest ich z 30 – u nich gora 5), wiecej swobodnych przemowien. Slowem - praca pastora jest duzo mniej odtworcza anizeli ksiedza katolickiego, ktory o ile nie musi wyglosic kazania, moze praktycznie wszystko wyczytac z mszalu. 

Nie wiem czy to zachlysniecie sie nowoscia, ale msze odebralem jako nieporownywalnie przyjemniejsza i luzniejsza anizeli te katolicka. Szkoda tylko, ze niewiele zrozumialem, bo moglbym opowiedziec takze jaki stosunek do roznych rzeczy mial ow pastor.

A za rok (jak wszystko dobrze pojdzie) czeka mnie kolejne wyzwanie – wizyta w niemieckiej Cerkwii. Mam juz nawet jedna upatrzona. No i na pewno tez wrazenia opisze.

 

135. W co wierzę? 10 lipiec 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Kościół, filozofia, refleksje — HaeS @ 7:44 am

Od dłuższego czasu zapowiadam opublikowanie postu o moim światopoglądzie. Cieszę się, że nareszcie, po długim i złożonym procesie twórczym mam zaszczyt ów post przedstawić. Pomimo tego, że spisałem chyba wszystko, co miałem spisać i starałem się pisać szczerze i w pełni zgodnie z moimi odczuciami, wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że post jest jakiś niepełny, a to, co w nim jest napisane – lekko się kłóci z tym, co czuję. Być może dlatego, że moja (i chyba nie tylko moja) religijność nie jest ukształtowana raz na zawsze, podlega nieznacznym fluktuacjom i co, co piszę dzisiaj, niekoniecznie musi być zgodne z tym, co napisałbym powiedzmy za miesiąc. Dlatego też spodziewać się można za jakiś czas update’u tego posta. Póki co jednak – zapraszam do czytania. Od razu ostrzegam, że post jest chyba najdłuższy w historii bloga i dość nietypowy, bo bardzo osobisty.

WSTĘP

Spisanie własnego światopoglądu to rzecz bardzo trudna. Człowiek bowiem pisze to, co czuje i to, co myśli, ale żeby to zrobić, trzeba najpierw dobrze poznać swoje uczucia i swoje myśli. Nie zawsze jest ich się świadomym. Jeżeli bowiem, dla przykładu, człowiek boi się wejść do ciemnego pokoju, czego się lęka? On sam rzeknie, że ciemności. Ale może tak naprawdę kieruje nim jakieś stłumione wspomnienie z dzieciństwa, a może i pierwotny instynkt odziedziczony jeszcze bo naszych prapradziadkach, którzy ze swoją maczugą nigdy nie zapuszczali samotnie się w otchłanie ciemnych jaskiń w obawie przed tygrysami szablastozębnymi czy innymi drapieżnymi potworami. Tak czy owak owo wytłumaczenie o strachu przed ciemnością (która sama w sobie groźna nie jest ani odrobinkę) jest jedynie wymówką – ale wymówką tak silną, że nawet człowiek ją stosujący wierzy w nią głęboko. No i tak jest z wieloma uczuciami. Za pozornie prostą strukturą psychoemocjonalną, kiedy wydaje się że wszystko o sobie wiemy (niektórzy nawet w całej swej bucie rozszerzają swoje poczucie wszechwiedzy nie tylko na psychikę swoją, ale i innych), kryje się niewyobrażalnie wielkie siedlisko ukrytych motywów, niewypowiedzianych uczuć, stłumionych potrzeb i zamaskowanych myśli. No gdzieś w tym wszystkim swoje miejsce znajduje także religia. W jaki zatem sposób dojść czym tak naprawdę, poza powierzchownymi deklaracjami, jest dla danego człowieka wiara, jak głęboko ona jest zakorzeniona w umyśle i które dokładnie potrzeby człowieka spełnia?

Dlatego też do tego postu podchodzę bardzo niepewnie i ostrożnie. Skupianie się na konkretach jest bezcelowe, bo konkrety to tylko co, ja znam i o czym ja wiem – a jak przed chwilą napisałem, w głowie siedzi dużo więcej niż sobie zdajemy z tego sprawę. Z kolei dywagowanie na temat tego, co BYĆ MOŻE uważam i co BYĆ MOŻE mną kieruje z kolei to głupota, bo takich “być może” jest całe mnóstwo, a na dodatek często bywają one ze sobą wzajemnie sprzeczne i nie sposób dojść które ma sens, a które nie. Być może zatem żyjemy w jednym wielkim matrixie kierowanym przez Boga, jak chciał Berkeley, a być może żadnego Boga nie ma, nie było i nie będzie, jak konkluduje Dawkins. Tak w ogóle to słowa “niewiedza” i “niepewność” pojawiały będą się bardzo często. W zasadzie one właśnie są słowami-kluczami mojego prywatnego “wyznania” i one doprowadziły mnie do tego, że teraz mam do religii wszelakich stosunek taki, jaki mam.

CHRZEŚCIJAŃSTWO – CZYŻBY JEDYNA RELIGIA? (cz. 1)

Ochrzczony zostałem w Kościele Katolickim, podobnie jak dziesiątki milionów innych Polaków bez mojej wiedzy i zgody w wieku kilku tygodni. Od najmłodszych lat, konkretnie zaś – już od przedszkola, jakoś tak nie umiałem tak po prostu uwierzyć i cieszyć się swoją wiarą, jak to bez trudu udawało się innym. Po indoktrynacji katechetki o treści następującej (w dużym skrócie): “Człowiek jest grzeszny i za każdym razem kiedy robi coś złego, popełnia grzech. Ale pojawił się na Ziemi syn Boga, Jezus, który złożył z siebie ofiarę, który zginął na krzyżu, odkupując nasze grzechy i dzięki temu wszyscy mamy szansę iść do raju po śmierci”, kiedy każdy z moich rówieśników kiwał ze zrozumieniem, ja jakoś nie mówiłem z zachwytem “jakie to cudowne, że ktoś taki się się pojawił!”. Szczerze mówiąc, nigdy nie łapałem za bardzo o co z tym chodzi. Dziwny byłem? Może i tak.

Pytań, jakie sobie zadawałem od najmłoszych lat było mnóstwo. Większość z nich to taka katolicka “klasyka”, do której każdy myślący (wierzący czy nie) chrześcijanin wsześniej czy później dojdzie: “Skoro Bog stworzył tylko Adama i Ewę, skąd ich potomstwo miało żony?”; “Jeżeli Bóg stworzył cały świat i wszystko pochodzi od Boga, to skąd wziął się sam Bóg?”; “Jak to może być, że ten sam Bóg istnieje w trzech osobach, które są czym innym, a zarazem tym samym?”, “Skoro Bóg jest taki dobry i miłosierny, dlaczego tyle zła jest na świecie”; no i wreszcie najważniejsze: “Dlaczego Bóg aby odkupić grzechy ludzkości, musiał złożyć swojego syna (albo też i samego siebie, zależnie od tego jak interpretować trójcę świętą) w ofierze?”. Ostatnie pytanie jest bardzo istotne. No bo czym była śmierć Jezusa na krzyżu? Jaki cel miał Bóg, aby składać swojego syna w ofierze dla… samego siebie? Interpretacji jest całe mnóstwo, żadna do mnie nigdy nie trafiła. Najbliższą chyba jakiemukolwiek sensowi (chociaż wypaczonemu) jest patrzenie na ukrzyżowanie jako demonstracja Boga dla ludzkości “patrzcie jaki to ja jestem dobry, jak ja się poświęcam!”. Jakkolwiek jednak na to nie patrzeć, historia ta moim zdaniem zupełnie nie trzyma się kupy, jest niezrozumiała i morał z niej do końca jest dla mnie jasny.

Inna bajka to dogmaty i to, w co Kościół każe nam wierzyć. Niepokalane poczęcie, wniebowzięcie Maryi i kilka innych cudownych wydarzeń jakoś nie do końca do mnie docierały. Najwięcej moich wątpliwości wzbudza konsekracja, kiedy to hostia przeistacza się i staje się Ciałem Chrystusa. Kiedy pierwszy raz to usłyszałem od księdza, zapytalem odruchowo: “SYMBOLIZUJE Ciało Chrystysa?”, co ksiądz natychmiast sprostował: “Nie, nie… to JEST Ciało Chrystusa”. Stwierdzenie jak dla mnie bezsensowne i irracjonalne. Czytałem swojego czasu kilka dzieł chrześcijańskich guru, w których podkreślano jak ważne jest przeistoczenie oraz próbowano uzmysłowić jak to możliwe, że coś, co ewidentnie jest kawałkiem opłatka, jest tak naprawdę cząstką Boga. I chyba źle (z perspektywy wiary) zrobiłem, że drążyłem ten temat, bo moja bezowocna próba zrozumienia tego to był początek końca mojej wiary – kropla, która sprawiła, że czara goryczy zaczynała wydawać się ciężka, a za jakiś czas – miała się przelać.

Im starszy byłem, tym więcej pytań zacząłem zadawać, tym były one głębiej przemyślane i tym dojrzalsze. Spójrzmy, dla przykładu, na następujący problem: chrześcijański świat to powierzchniowo mniej więcej połowa Ziemi (dwie Ameryki + Europa + spora część Afryki + Australia), zaś ludnościowo – dużo mniej (33% jeśli chodzi o ścisłość). Nie wszyscy chrześcianie to Katolicy – wikipedia podaje, że stanowią oni 17,4% mieszkańców Ziemi. Zatem stwierdzenie, że jedynie Katolicy dzięki uczestnictwu w sakramentach (robionych według jedynego słusznego obrządku) dostąpią zbawienia, napawa trwogą o losy dusz pozostałych 82,6% ludzi, ale jednocześnie każe zapytać – co z nimi? Przecież oni TEŻ się modlą do swojego Boga, też mają własne obrzędy i rytuały i wierzą w ich słuszność równie mocno jak katolicy wierzą w słuszność swoich rytuałów. Żyjąc w mocno skatolicyzowanym społeczeństwie (jak nasze) trudno uwierzyć, że religia katolicka to bardziej wyjątek niż reguła na świecie. Spójrzmy na taką Tajlandię, gdzie zewsząd wyrastają złote świątynie poświęcone Buddzie. Jedźmy do Iranu, gdzie atmosfera wiary w Allaha i wielkiej czci dla słó Mahoeta jest wszechobecna. Przyjrzyjmy się kulturze Indii, gdzie wyznań jest mnóstwo, ale w żaden sposób nie przypominają naszych. Wspomnieć wypada o olbrzymich piramidach budowane przez Majów ku czci różnych bóstw. Zapytajmy ludy Tutsi o to, kogo należy czcić. A najlepiej to pjedźmy do Jerozolimy, gdzie jest totalny misz-masz trzech religii i człowiek, który z żadną nigdy nie miał do czynienia, na pewno miałby spory problem z określeniem która religia jest bliższa prawdy. Powstaje naturalne w tej sytuacji pytanie – KTO MA RACJĘ? Czyja wiara jest lepsza, pełniejsza, bliższa Bogu? Jak to zbadać, jak to sprawdzić, jak do tego dojść? Jedyną konkluzją, do której udało mi się dojść, bardzo istotną w kontekscie dalszych rozważań, było stwierdzenie, że w gruncie rzeczy wszystkie religie czczą tego samego Boga, tylko na różne sposoby. I skoro jest tyle wyznań, tyle sposobów, nie ma możliwości, aby Bóg wyróżnił jakkolwiek jedno z nich. Słucha modlitw wszystkich.

W tym momencie pada na twarz cała doktryna katolicka. Nadal możemy czcić Jezusa, ale jak to możliwe, że Bóg zesłał nam Jezusa, po to tylko aby czciła go ledwie 1/3 ludzkości? Co z resztą ludzi? Czy im nie dane jest dostąpić zbawienia? Można to naciągnąć i dodać, że ten sam Bóg zesłał Buddę do Chin, a Mahometa Arabom. Oczywiście, powstaje zaraz pytanie dlaczego ich poglądy wzajemnie się kłócą, a wyznawcy nierzadko nienawidzą. Ale można też, z równym prawdopodobieństwem, przyjąć, że wszyscy wielcy prorocy, to w gruncie rzeczy zwykli ludzie, obdarzeni sporą mądrością życiową, ale zarazem i wielką charyzmą, która sprawiła, że słuchały ich tlumy, które po śmierci uznały ich za Boga (albo jego wysłannika). Obie koncepcje (przyjęcie wszystkich proroków bądź odrzucenie wszystkich) mają swój sens, niemniej jednak nie można bez uwikłania się w sprzeczności, przyjąć, że wysłannikiem Boga jest Jezus, a kluczowe postacie pozostałych religii to fałszywi prorocy.

Fakt ten ma poważne konsenwencje. Podczas mszy ksiądz czyta słowa “Bierzcie i Jedzcie z Tego wszyscy…”. Ci, którym zdarza się jeszcze chocić do kościoła, niech zwrócą uwagę – on to CZYTA. Zawsze. Nie mamrocze z pamięci, nie próbuje jakoś wyrazić tego nieco innymi słowami, ale czyta. W skupieniu, powoli, ostrożnie, żeby nie przegapić ani nie przeinaczyć żadnej literki. Są to bowiem słowa konieczne dla ważności mszy. Bez nich nie będzie ważne przeistoczenie, nie będzie ważny sakrament, nie będzie zbliżenia ludzi z Bogiem. Skoro jednak, jak w poprzednim akapicie napisałem, tego samego Boga czcić można na różne sposoby, to przeistoczenie może być ważne z nieco innymi słowami bądź nawet bez nich. Może nawet być msza bez przeistoczenia. Może być nawet zupełnie inny obrządek religijny, poświęcony Bogu wg wskazań innego mesjasza i w gruncie rzeczy nic strasznego się nie stanie. W ten sposób właśnie przestałem być katolikiem, a bardzo krótko po tym – chrześcijaninem. Przełomem w moim życiu okazało się właśnie stwierdzenie, że nie ma jedynej słusznej religii, nie ma jedynego słusznego sposobu czczenia Boga… cały czas jednak pozostaje Bóg. Ale czy on naprawdę istnieje?

GDZIE JEST TEN BÓG?

Koncepcja Boga jest tak stara jak ludzkość, a moze nawet jeszcze starsza i swoją historią sięga do małpoludów. Czczono rózne rzeczy – zwierzęta, rośliny, obiekty na niebie, fikcyjnych nieśmiertelnych ludzi żyjących na pobliskiej górze Olimp – idea Boga ewoluowała wraz z rozwojem myśli ludzkiej, aż wreszcie kilka tysięcy lat temu zatrzymała się (przynajmniej w naszym rejonie świata) na etapie omnipotentnej i omniprezentnej, wiecznej i odwiecznej, niewidzialnej istoty, nazwanej Bogiem. Istotę tę w róznych rejonach świata czci się po dziś dzień. We współczesnych czasach powraca jednak coraz częściej i coraz głośniej pytanie, które zadawane było i wcześniej, ale cicho i nieśmiało aby tylko uniknąć ośmieszenia czy oskarżenia o herezję – pytanie o to, czy takowa istota w ogóle istnieje. Spróbuję się teraz do tego odnieść.

Problem jest chyba najcięższy ze wszystkich mi znanych, a jego rozwiązanie zdaje się być sprawą beznadziejną. Szukanie dowodu naukowego mija się z celem. Nauka nie jest w stanie dać dowodu istnienia Boga, a sprawę gmatwa jeszcze bardziej fakt, że o wiele łatwiej udowodnić, że coś istnieje aniżeli wykazać, że nie istnieje (zainteresowanym tym faktem polecam poczytanie informacji o czajniczku Russela). I nauka obalając wszystkie kolejne dowody istnienia istoty wyższej, daje jedynie świadectwo słabości tych dowodów, wciąż jednak nie mogąc sobie rościć prawa do definitywnego zamknięcia sprawy istnienia/nie istnienia Boga. Wszystkie dowody istnienia istoty wyższej, czy to przedstawione w starożytności, średniowieczu czy czasach nowożytnych, takie jak “dowody” św. Tomasza z Akwinu, argument pierwszej przyczyny, celowości czy też bełkot Kanta, dawno temu już padły pod naporem krytyki filozofów, tudzież zostały wysłane do lamusa w wyniku odkryć naukowych. Niegdyś dowodem istnienia Boga było już samo to, że świat istnieje – dzisiaj już wiemy, że powstał on w wyniku Wielkiego Wybuchu, a wszystkie istoty żywe z nami włącznie wyewoluowały z prostych jednokomórkowców powstałych z kosminczego bulionu kilka miliardów lat temu. Później znajdowano dla Boga rózne miejsca i role we wszechświecie, ale nauka bezlitoście wykazywała za każdym razem, że wyssane z palca koncepcje nie mają racji bytu, a dane zjawisko wytłumaczyć można przy pomocy fizyki, psychologii czy rachunku prawdopodobieństwa. I nawet teraz, kiedy spekuluje się jeszcze po cichu, że może to sam Bóg spowodował wielki wybuch albo kierował w jakiś sposób procesem ewolucji (np. poprzez natchnienie człowieka darem świadomości) spodziewać się można raczej, że i te koncepcje, i tak już będące potężnym wycofaniem pozycji w stosunku do bajań średniowiecznych teologów, zostaną zweryfikowane negatywnie. Co sprytniejsi księża (np. Michał Heller) ostrzegają (słusznie) przed traktowaniem Boga jako zapchajdziury dla tej czy tamtej teorii mając pełną świadomość tego, że prowadzi to bardziej do ośmieszenia religii aniżeli do udowodnienia istnienia Boga.

Skąd w ogóle wzięła się wiara w Boga? Tysiące lat temu człowiek widząc wiele rzeczy, których wyjaśnić sobie nie umiał (jak np. pioruny na niebie, wschód i zachód słońca czy dziwaczne zjawisko polegające na tym, że ciało ludzkie przestaje czasem oddychać, reagować, poruszać się, następnie stygnie, aż w końcu gnije) zaczął dorabiać do tego różne ideologie. Oczywistym z punktu widzenia człowieka o znikomej wiedzy naukowej oczywistym wnioskiem z tego, że takie, a takie zjawisko zachodzi jest to, że za tym wszystkim stoi KTOŚ. Ktoś potężniejszy i ktoś silniejszy od człowieka. Istota ponadnaturalna, która potrafi sprawić, że z nieba leci deszcz, a w kobiecym łonie powstaje mały człowiek. Z czasem, aby wyjaśnić nie tylko zjawiska naturalne, ale także i relacje międzyludzkie, te prymitywne bożki zaczęły ewoluować, stawały się coraz bardziej ludzkie – bywały zatem zazdrosne, mściwe, okrutne, ale i sprawiedliwe czy miłosierne. Właśnie w ten sposób powstała ogólnie przyjęta wizja Boga żydowskiego (chrześcijańskiego), który daleki jest już od bogów Indian czy plemion papuaskich, jednak wydaje się być ideą będącą odległym spadkobiercą właśnie tych prymitywnych bożków. Do czego zmierzam? Ano, do wniosku (przyznaję, kontrowersyjnego), że wiele wskazuje na to, że gdyby w tej chwili ludzkość od samego początku była na tym etapie rozwoju naukowego, koncepcja Boga nie pojawiła by się wcale. Pojawiła się ona w zamierzchłych czasach, wywodzi się z wieloletniej tradycji i historii i każda “czątka wiary” obecna w świadomości miliardów ludzi na całym świecie właśnie stamtąd – z głębokiej przeszłości, czasów niewiedzy – pochodzi. Współczesne środowisko naukowe, który szuka wyjaśnień wszystkiego w racjonalnych twierdzeniach, eksperymentach i obliczeniach, nie przewiduje w wyjaśnianiu zjawisk naturalnych roli dla Boga, którą przeznaczono mu od samego początku, dopiero później dodając mu kolejne niekoniecznie związane z wyjaśnieniem tajemnic natury atrybuty. Całkiem prawdopodobne jest zatem, że to nie Bóg stworzył człowieka – to człowiek stworzył Boga.

Jeszcze niedawno kategoryczne stwierdzenie, że Bóg nie istnieje, było jak dla mnie co najmniej ryzykowne. Rasowi ateiści, całkowicie odrzucający koncepcję Bytu Wyższego w zasadzie wydawali się mi równie zaślepieni i zamknięci na dyskusję jak katolicy czy muzułmanie, przekonani bezwględnie o prawdziwości własnej religii. Po lekturze “Boga Urojonego” Dawkinsa patrzę na to nieco inaczej. W książce tej autor niesamowicie przekonująco, argumentując czysto logicznie dowodzi, że zegoś takiego jak Bóg nie ma prawa być we wszechświecie, jednakże podreśla w jednym miejscu, że PRAWIE na pewno nie ma Boga. Kwestia nie jest przecież wcale taka prosta. Być może istnieje siła wyższa, być może nie. Pewne przesłanki wskazują na to, że istnieją na naszym świecie rzeczy, których nigdy nie rozgryziemy i że prawdopodobnie ktoś lub coś kreuje naszą rzeczywistość w sposób nie do końca zgodny z wizją wszechświata, jaką dyktują nam współczesne paradygmaty naukowe. Być może paradygmaty są błędne i trzeba je skorygować, a może… kto wie?

CHRZEŚCIJAŃSTWO – CZYŻBY JEDYNA RELIGIA? (cz. 2)

Ustaliliśmy zatem, że nie wiemy, czy Bóg istnieje czy nie i – co gorsza – wydaje się, że nigdy tego nie odkryjemy. Zanim przejdziemy do implikacji tego stwierdzenia, jeszcze jedna raz powrócimy do pytania o to, czy chrześcijaństwo (katolicyzm) jest jedyną słuszną religią.

To myślenia jest taki: Jeżeli Bóg nie istnieje – sprawa prosta: Boga nie ma. Jeżeli zaś istnieje – nie możemy być pewni jego formy. Czy jest tylko siłą spajającą wszechświat, bezosobowym bytem przenikającym wszystko, a może świadomą i myslącą istotą podobną do człowieka – tyle tylko, że wszechmocną? Jest wielu Bogów czy tylko jeden? Jeżeli dopuścimy tę ostatnią możliwość – czy ten jeden Bóg (w postaci osobowej) jest istotą z natury dobrą (pojęcie “dobro” jest niejednoznaczne; przyjmijmy tutaj jego potoczne znaczenie) czy też może (jak twierdzą malteiści) złą, winną wszelkiego zła na świecie, przed którym chronią się ludzie wzajemną życzliwością i pomocą? Może jest tak, że to nie ludzie niszczą to, co Bóg nam daje, ale próbują naprawić to, co nam zabiera? A może po prostu Bóg nie interesuje się zupełnie naszym światem i pozostawił go samemu sobie, jak chciał Einstein? Możliwości jest, jak widzicie mnóstwo. Co więcej, nie znamy sposobu aby ustalić która z nich jest prawdziwsza od innych – pozostają jedynie domysły i spekulacje, ewentualnie opieranie się na Piśmie Świętym, przy czym nie mamy żadnej gwarancji że to, co tam jest nie jest bajką opartą gnieniegdzie na historycznych wydarzeniach. Stąd też śmiem twierdzić, że zamykanie się w jednej koncepcji i dodawanie jeszcze do niej mnóstwa szczegółów nie bardzo wiadomo skąd wziętych jest zatem wysoce nierozsądne. A dokładnie tak robi większość religii. Przeanalizuję to na przykładzie katolicyzmu, bo akurat ta religia mi jest najbliższa (wszak oficjalnie wciąż jestem katolikiem…), najlepiej mi znana, a poza tym najbardziej rozpowszechniona w naszym kraju.

Katolicy zatem na pytanie “czy jest Bóg czy go nie ma” odpowiadają bez wahania: JEST. Na pytanie “jaką ma formę” odpowiadają: OSOBOWĄ i na dodatek jeszce uzupełniają szczegółami – dzielą go na trzy osoby boskie, każdej z nich przydając pewne role. Na pytanie czy jest dobry, czy zły – odpowiadają też bez wahania DOBRY. I znów dodają mnóstwo szczegółów. Wprowadzają pojęcie grzechu i dokładają całą historię o Jezusie, zrodzonym z dziewicy, który zmarł na krzyżu, aby nas od tego grzechu ocalić. Specjaliści od starożytnego Rzymu twierdzą co prawda, że Jezus był postacią historyczną i najprawdopodobniej właśnie na krzyżu zmarł, ale to tylko świadczy o Jezusie (i to Jezusie-człowieku!) a nie o poprawności chrześcijańskiej wizji świata. Następnie tworzy się całą ideologię dotyczącą sposobu, w jaki owego Boga (i Jezusa) należy czcić, na czele z odprawianiem mszy w której kulminacyjnym punktem jest spożywanie Hostii, czyli opłatka, który jak to chrześcijanie są święcie przekonani, jest ciałem Boga. Hmmm… jak na świat, w którym tak naprawdę nawet nie wiemy, czy Bóg istnieje, czy też nie, fascynująco dużo w chrześcijaństwie jest tych rytuałów i szczegółów dotyczących czczenia Boga i doprawdy zaskakująco wielkie jest przekonanie ludzi o ich słuszności i prawdziwości. Oczywiście, przekonania te nie biorą się znikąd, bo oparte są na Biblii. Pomijając już kwestię prawdomówności Biblii i wykluczając to, że znajdują się w niej jakiejkolwiek konfabulacje i coraz bardziej bliskie fantastyce dopiski mnichów przepisujących przez stulecia to dzieło, to jednak pamiętajmy, że Kościół wiele prawd wyciąga z Biblii nadinterpretując pewne zapisy (przykład czyśćca jest najbardziej klarowny), a od czasu do czasu biorąc niektóre rzeczy zupełnie z sufitu (np. wniebowzięcie NMP).

Prawda jest taka, że podchodząc do sprawy zgodnie z metodologią naukową, o Bogu nie wiemy kompletnie nic. Skoro nie wiemy, to skąd wiedzieć czy on wymaga jakiejkolwiek naszej czci, a nawet jeśli wymaga – to jaki sposób jego czczenia jest właściwy? Jeżeli nawet założymy, że Bogu potrzebne jest nasze uwielbienie, że on sobie cokolwiek z tego robi, to skąd przekonanie, że Żydzi robią to lepiej od Szyitów, Protestanci od Prawosławnych, a Katolicy lepiej od Siouxów? Jakby dobrze się zastanowić, to żadna religia nie jest lepsza ani gorsza niż pozostałe. Owszem, niektóre wymagają poważniejszego traktowania aniżeli inne (nie porównujmy tworzonej i rozwijanej przez 2000 lat potęgi i wiedzy Kościoła, obecnej w tysiącach ksiąg, monumentalnych świątyniach i dobrej czy złej, ale na pewno olbrzymiej roli w historii Europy, z ludźmi tańczącymi z siekierą wokół ogniska w nadziei, że jutro będzie padał deszcz); niektóre są nawet społecznie pożyteczne – różne przykazania, których lud przestrzega w obawie przed wiecznym potępieniem tworzą w społeczeńśtwie jakiś ład i są podstawą, z której w człowieku wytwarza się moralność. Ale metafizycznie, pod względem stopnia zbliżenia do Istoty Wyższej – o wszystkich religiach teistycznych wiemy tylko tyle, że nie wiemy czy działają, czy nie. Ale jak mamy wiedzieć, skoro nawet nie wiemy, czy mają one do kogo się modlić?

GARŚĆ UWAG

Zanim przejdziemy do sedna problemu i zaprezentuję w końcu swoją własną religię, rzucę kilka luźnych uwag o katolicyzmie, chrześcijaństwie i religii w ogóle. Ważnym i ciekawym dla mnie problemem jest związek między religią, a moralnością. Czy takowy istnieje? Czy wspomniany już kręgosłup moralny wytwarza się w trakcie wieloletniego nauczania o roli Boga w życiu człowieka oraz potrzebie postępowania wg jego wskazań? Czy właśnie wtedy powstaje w nas sumienie, poczucie “dobra” i “zła” (obecne u ogromnej większości ludzi w późniejszym życiu już nawet po całkowitej rezygnacji z praktyk religijnych), czy też można te wszystkie twory psychicznie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie wytworzyć w młodym człowieku w inny sposób – np. metodą naśladowania pozytywnych wzorców? Odpowiedź na to pytanie jest o tyle istotna, że pozwoli to mi definitywnie rozstrzygnąć wątpliwości na temat tego, czy indoktrynacja religijna w szkołach i przedszkolach jest potrzebna czy nie. Póki co wydaje mi się, że nie (Dawkins ma podobne stanowisko), ale mimo wszystko wciąż mam wątpliwości.

Bardzo śmieszy mnie postawa sporej części społeczeństwa. Nawet wśród ludzi, którzy do kościoła chodzą rzadko (albo i wcale…), zauważa się jeden i ten sam trend. Małe dziecko zawsze posyła się do chrztu. Często ludzie nawet nie rozumieją czym tak naprawdę jest chrzest, zapomnieli czym jest grzech pierworodny. Ważne, żeby dziecko ochrzcić. Bo tak wszyscy robią, bo taki jest zwyczaj, bo jakoś tak głupio jak dziecko nieochrzone. No i nieochrzczonego dziecka nikt nie dopuści do komunii. Komunia to już w ogóle parodia. Jako nauczyciel w wiejskiej szkole rzeknę z własnej obserwacji, że I Komunia Święta jako przeżycie duchowe i pierwszy bezpośedni kontakt młodego człowieka z Ciałem Bożym, pełne uczestnictwo w mszy świętej itd. jest zupełnym archaizmem socjologicznym. Dzieciaki mają o tym mętne pojęcie, rodzice – jezscze mętniejsze. O wiele ważniejsza jest “komunia” jako moment w życiu dziecka, kiedy będzie ono w centrum uwagi, będzie głównym gościem przy stole, wszyscy przyjdą na imprezę właśnie z jego powodu i no i kiedy dostanie ono komputer, rower czy MP4. A msza? Przyjęcie Ciała Chrystusa? Aaa.. pewnie chodzi o ten moment, kiedy przed przyjęciem komunijnym trzeba iść do kościoła. Ano, trzeba. Co zrobić. Podobny jest stosunek ludzi do ślubu kościelnego. Mało kto wyobraża sobie ślub bez białej sukni, welonu, ołtarza i uroczystej przysięgi w obecności kapłana. Ale to wszystko to tylko takie głęboko społecznie zakorzenione symbole. Religijny aspekt uroczystości – przysięga przed Bogiem, moment kiedy dwa ciała stają się jednym nierozerwalny węzeł małżeński to rzeczy dość abstrakcyjne. I tak właśnie, nie ukrywajmy – hipokryzyjnie – postępuje wielu Polaków: ochrzić, bo trzeba; wysłać do komuni, bo prezenty; ślub kościelny bo tak fajnie i ładnie.

Ja sam oczywiście nie widzę sensu chrzczenia dziecka, o posyłaniu do komunii nie wspominam. Chrzest dziecka jest deklaracją rodzica: “jestem chrześcijaninem, chcę swoje dziecko wychować w tej wierze”. Jeśli ktoś tym chrześcijaninem w gruncie rzeczy nie jest – cała operacja traci sens. Tylko jak potem dziecku wytłumaczyć, że nie pójdzie do komunii i nie dostanie fury prezentów? Trudno mi to wszystko jednak jednoznacznie krytykować, bo szczerze mówiąc, ja sam ulegam troszkę tej magii – uważam, że ślub cywilny bez przysięgi przed ołtarzem wydaje mi się ślubem niepełnym. Nawet jeśli przysięga w kościele nie wiąże się dla mnie z żadnymi religijnymi przeżyciami ani duchowymi konsekwencjami.

MOJA WŁASNA RELIGIA

Crześcijańscy myśliciele czasem jednak wymyślą coś pożytecznego. Jedną z takich rzeczy jest Brzytwa Ockhama. William Ockham, średniowieczny (bodajże szkocki) myślciel rzekł niegdyś, że nie należy mnożyć bytów ponad konieczność. Rozumieć to należy tak, że jeżeli tworzymy sobie jakąś teorię, jakąś wizję, jakiś światopogląd, to korzystamy tylko z tego, co jest nam niezbędne. Odrzucamy cały zbędny balast, wszystko to, co jest niepewne. No i właśnie na tym oparłem swój światopogląd. Mając wykształcony kręgosłup moralny, można godnie, szczęśliwie, twórczo oraz korzystnie dla siebie i otoczenia żyć będąc zupełnie pozbawionym koncepcji osobowego Boga, która mało, że trudna do udowodnienia, to jeszcze jak się zdaje, zupelnie człowiekowi do codziennego życia niepotrzebna.

Żyję dla siebie. Żyję dla innych. Cieszę się byciem częścią tego świata, moim skromnym w nim udziałem, moim relatywnie niewielkim wpływem na losy innych. Cieszę się za każdym razem kiedy coś dzięki mnie stało się lepsze, kiedy dzięki mnie ktoś jest szczęśliwszy, kiedy ja sam dzięki twórczej współpracy w innymi osiągam kolejny poziom człowieczeństwa. Celem mojego życia jest samorozwój oraz tworzenie harmonijnych związków z otoczeniem w taki sposób, aby osiągnąc z tego osobistą satysfakcję, jednocześnie inspirując i rozwijając innych, cały czas pamiętając o jednostkowej odrębności mojej osoby i każdego, kogo spotykam. Cały czas delektuję się pięknem świata – zarówno tego, który stworzyła natura, jak i tego, który do tego naturalnego fundamentu dobudowali ludzie. Wyrażam ogromny podziw dla dokonań naszych przodkow w każdej jednej dziedzinie (jak np. architektura, muzyka, filozofia, nauka) i szanuje dokonania wielkich ludzi, ktorzy żyli przede mną. Jednoczesnie mam ogromny respekt dla natury – i tej najbliższej (krzaczki, ptaszki i jeziorka), ale też tej, ktora hen daleko nad naszymi glowami pokazuje swoje najstraszniejsze oblicze w piekle czarnych dziur czy też w tajemniczych kwazarach, a nawet dla zupełnie dla nas niewyobrażalnych kwarków tworzących neurony i protony. Świat, od atomu po galaktykę, jawi się jako wielka zagadka, której pewnie nigdy nie obejmiemy, ale która będzie fascynować pokolejne pokolenia badaczy. Powtarzajac za Einteinem, wyrazam głęboką atencję dla niesamowicie zlozonej, ciekawej i wciaz pelnej tajemnic wizji swiata, jaka oferuje nam nauka. To jest moja wiara, to jest moja religia, to jest moje credo. Dawkins nazywa ludzi tak podchodzacych do zycia “gleboko religijnymi niewierzacymi”. A ja sie na te kategorie moim skromnym zdaniem w pełni łapię. I dziwię się tym, którzy poświęcają swoje życie dla idei… idei, która jest nieweryfikowalna z samej definicji, której nie można na żaden sposób sprawdzić, która uwikłana jest w mnóstwo sprzeczności i niejasności. I wreszcie – która utrudnia stanie się w pełni człowiekiem, poprzez głupie dogmaty.

Bardzo często spotykam ludzi inteligentnych, błyskotliwych, oczytanych. Ludzi, którzy nie dają sobie w kaszę dmuchać, nie dają się oszukiwać innym, radzą sobie w każdej jednej dziedzinie życia, umieją odróżnić prawdę od fałszu, dobro od zła i nie wierzą w żadne bajki, jakie inni im chcą wcisnąć – w żadne, poza jedną, otrzymaną w spadku od żydowskich pasterzy i rybaków. Nie tylko w nią wierzą i poświęcają mnóstwo energii, czasu i pieniędzy na wszystko, co się z tą wiarą wiąże, ale bronią jej całym swoim życiem. Klasycznym przykładem może być wspomniany już ks. Michał Heller, który oprócz tego, że jest księdzem, jest też fizykiem specjalizującym się w kosmologii i początkach wszechświata (!), ale znam też (mniej spektakularne) przypadki z życia. Skąd to się bierze? Wpływ społeczny? A może indoktrynacja od wczesnego dzieciństwa? Zjawisko dla mnie fascynujące i niepojęte. Na pewno do zbadania i przeanalizowania.

A co jeśli po śmierci okaże się, że jednak Bóg istnieje i nadszedł czas mojego sądu? No cóż, wierzę że nie będzie pytał mnie ile razy w roku przyjmowałem komunię świętą, czy modliłem się do świętego Antoniego i czy wierzę w świętość Jana Pawła II i cuda przez niego uczynione, ale zapyta po prostu jakim byłem człowiekiem i czy dzięki mnie świat stał się lepszy, a ludzie szczęśliwsi. Tylko w taką wersję jestem w stanie uwierzyć i tylko takiego Boga jestem w stanie przyjąć. I tylko Boga, który jest w stanie to docenić mogę zaakceptować.

No i na koniec, jako pewnego rodzaju podsumowanie i znakomity komentarz do całej mojej ścieżki duchowej, polecam piękne i jakże głębokie odpowiadanie pochodzące z bloga druidh.wordpress.com.

CO DALEJ?

Przeczytałem niedawno “Boga Urojonego” Dawkinsa, który sporo w moim światopoglądzie namieszał (recenzja będzie, oj będzie tylko muszę troszkę ochłonąć); chętnie zabiorę się za kilka innych pokrewnych pozycji krytykujących religię katolicką (albo religie w ogóle); zresztą jestem w trakcie czytania zbioru trzech esejów pt. “Religia i Ja”. W planie jest także przeczytanie książki oraz obejrzenie filmu o Marcinie Lutrze, w które już się zaopatrzyłem. Po każdej pozycji książkowej, filmowej czy nawet serialowej gdzie pojawia się wątek religijny, zaczynam przemyśliwać różne sprawy, a wskutek tych przemyśleń mój światopogląd nieznacznie się zmienia. I tak dryfuję od wyspy do wyspy na oceanie niepewności. Kiedy dotrę do kolejnego brzegu – pierwsi o tym się dowiecie.

 

115. Sneak Peak do postu “Moja wiara” 15 maj 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Internet, Kościół, filozofia — HaeS @ 4:48 pm

Post o mojej wierze zapowiadam po raz kolejny. Jest on cały w produkcji, w znacznej mierze ukończony, sporo jednak jest spraw, które muszę jeszcze przemyśleć, a jeszcze więcej takich, które chciałbym ująć w odpowiednie słowa i cały czas szukam pomysłu jak to najlepiej zrobić. Póki co jednak – rzucam fragmenty z dyskusji na forum.gazeta.pl. Dyskusja jest naprawdę bardzo interesująca. Zaznaczam, że mniej lub bardziej zgadzam się z większością cytowanych fragmentów, zaś spora część wypowiedzi (a szczególnie pytanie inicjujące wątek) brzmi jakbym sam to pisał. Dla zainteresowanych cała dyskusja znajduje się tutaj.

bzdzius
Moi rodzice byli mądrzy i nie zmusili mnie do żadnej religii, kiedy byłem dzieckiem. Teraz jestem dorosły i mogę sam wybrać. Chcę sobie wybrać jakąś religię bo boję się, że bez tego może rzeczywiście pójdę do piekła albo może do czegoś jeszcze gorszego… A nie uśmiecha mi się smażenie się w smole. No ale tu właśnie zaczyna się problem, no bo jaką religię mam wybrać?

Rzymski katolicyzm? A jeśli rzymscy katolicy nie mają racji, tylko np. starokatolicy, ewangelicy augsburscy, prawosławni, zielonoświątkowcy albo jeszcze inni chrześcijanie? A może to chrześcijanie nie mają racji, tylko muzułmanie? A może też i nie oni, tylko buddyści lub hinduiści? Co będzie jeśli uwierzę, że Jezus był Bogiem, a wiara w Buddę i w reinkarnację to grzech, jeśli okaże się po śmierci, że to właśnie reinkarnacja jest prawdziwa, a Jezus nie był Bogiem? Czy mam uwierzyć rzymskim katolikom, że homoseksualizm to grzech, a jego zwalczanie to cnota, czy na odwrót – protestantom, że homoseksualiści nie grzeszą, natomiast grzeszą ci, którzy ich poniżają? Może rację mają buddyści, że zwierzęta mają duszę i nie wolno ich zabijać? Czy przeciwnie mogę np. spokojnie pracować w rzeźni a i tak potem pójść do nieba? Pomóżcie mi wybrać jakąś religię, czuję się kompletnie zagubiony…

grgkh
Wszystkie religie mają wspólny element, chcą przekazać – strachem lub obietnicami nagrody – zasady moralne, jak żyć między ludźmi. Bądź “dobrym” człowiekiem, tak jak to dobro rozumiesz, a religie olej. I to wystarczy.

krytykantka07
Pomogę Ci ;). Wszystkie religie są takie same i jest tylko jeden Bóg jakkolwiek by się nie nazywał. Katolicy nie mają racji prześladując homoseksualistów, bo prześladowania kogokolwiek zabronił Jezus i protestanci to wiedzą. Katolicy o tym wiedzieć nie chcą. Wiara w reinkarnację wskazuje na to, że musisz być dobry dla wszystkich, bo nie wiadomo kto wrócił ;). Czyli jest to miłość bliźniego głoszona przez Jezusa. Co do zabijania zwierząt : oczywiście bezpieczniej jest ich nie zabijać, a jeśli jesteś wegetarianinem to nie masz problemu ;). No i zawsze możesz jeść ryby ;). Czy ryba to zwierzę? ;). No a w rzeźni pracować nie powinieneś, chyba że lubisz patrzeć na cierpienie ;).

astrotaurus
krytykantka07 napisała:
**Pomogę Ci ;). Wszystkie religie są takie same i jest tylko jeden Bóg jakkolwiek by się nie nazywał. **

Gdyby sobie człowiek jaj nie robił to byś mu zaszkodziła. Wszystkie religie są takie same i żadnego głoszonego przez nie boga nie ma. Miał mądrych rodziców, nie popadł w narkotyki, to i w Twoje bajki może nie popadnie. :)

rachela25
Wiesz co? po dłuższym zastanowieniu to chyba powinieneś brać przykład z rodziców. Po co ci religia? wierz w człowieka a nie w jakąś,,istotę,, na istnienie której dowodów nadal nie ma.Ja również nie ochrzciłam swojego dziecka co w tym kraju u większośći wywołało oburzenie.Ale nie przejmuję sie tym , dla mnie to jedna wielka bzdura.

tewie60
Pozostań ateistą i bądź swym własnym bogiem !
W gruncie rzeczy, żadna religia w swych podwalinach nie jest zła, każda nakazuje bycie dobrym człowiekiem. Źli są tylko ludzie głoszący wiarę we własny, pokrętny i interesowny sposób. To kapłani i szamani wymyślili, że pobożność człowieka mierzy się wielkością dóbr materialnych złożonych w ofierze “jedynemu stwórcy”. A że każda religia ma swojego “jedynego” (katolicyzm chce być najlepszy i ubzdurał sobie trójcę), to mało ważne do którego sie modlisz, bo on i tak jest jedyny.
Co weselsze, każdy jest nieograniczenie miłosierny i wszechmocny, oraz sprawiedliwy, a jak cię spotka coś złego to on cię ukarał i przyjmuj to z pokorą. Tylko jak patrzysz, że za to samo twój sąsiad jest przez niego nagradzany, to ci sie nóż w kieszeni otwiera i zaczynasz wątpić, co jest równoznaczne z wypięciem się na bóstwo.

No i na koniec chyba najmądrzejszy post:

kretynofil
Jest tylko jedna religia, ktora zaprowadzi Cie do raju i ktora da Ci wieczne szczescie. Nie tylko na tym padole lez, ale na kazdym innym. Ta religia to PASTAFARIANIZM:

en.wikipedia.org/wiki/Pastafarianism
Jest tez wersja polska, ale ubozsza:

pl.wikipedia.org/wiki/Lataj%C4%85cy_Potw%C3%B3r_Spaghetti

Jesli bedziesz zyl wedlug Wielkich Osmiu “Naprawde Wolalbym Zebys Nie”, to kazdy bog i kazdy Bog rozpozna Cie jako swego. Nie ma zmartwienia :)

 

80. O MacDonaldyzacji Kościoła, Latającym Potworze Spaghetti, rażących zadniedbaniach przy przygotowaniach do Euro oraz na co idą pieniądze, które iść winny na zbieranie psich kup. 12 luty 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Kościół, refleksje — HaeS @ 8:11 pm

Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami. Przygotowania (przynajmniej na papierze) idą pełną parą. Wciąż powstają projekty stadionów dla kibiców, hoteli w których kibice będą spali, autostrad i torów, którymi kibice będą podróżowali. Co niektórzy zastanawiają się czy jest wystarczająco dużo barów, zdolnych kibiców przyjąć, ale jakoś nikt nie mysli o ich potrzebach duchowych. No bo czy jest wystarczająco dużo świątyń w Polsce, w których kibice z Holandii, Angli, Niemiec czy Grecji będą mogli się pomodlić? Czy kościoły na czas Euro nie będą przetłoczone? A nawet jeśli nie, to przecież wiadomo, że nasze kościoły odstają swoją estetyką od kościołów zachodnich, wskutek czego kibice mogą odczuwać dyskomfort. Należy sporo zainwestować w ten pomijany dotychczas aspekt.

Ale polski Kościół nie śpi. Co rusz powstają nowe świątynie, a stare są remontowane, na co idą ogromne pieniądze. Najlepszym przykładem takiej, jakże potrzebnej Polsce, inwestycji z której na pewno skorzystają spragnieni modlitwy po emocjach kolejnego spotkania kibice podczas podróży z Poznania do Warszawy czy Gdańska, jest bazylika w Licheniu.

Nie byłem jeszcze w Licheniu pomimo tego, że to ode mnie aż tak koszmarnie daleko nie jest (pewnie ze 100 km, może troszkę mniej). Nie byłem, bo po pierwsze nigdy nie zapuszczam się w tamte okolice (nie mam tam po co jeździć), po drugie zaś – od pewnego czasu pozostaję na bakier z Kościołem i tylko lenistwo, tudzież konformizm czy strach przed reakcją mojego proboszcza powstrzymuje mnie od przejścia się do biura parafialnego i odcięcia się od tej organizacji raz na zawsze.

Póki jeszcze pozostawałem blisko Kościoła (a taki okres w moim zyciorysie był), zawsze byłem przekonany, że najważniejszy w religii jest Bóg oraz jego relacja z człowiekiem. To Bóg człowieka zmienia, Bóg człowieka umacnia, Bóg pozwala człowiekowi powstać nawet z najgorszego upadku. Wiara jest rzeczą bardzo osobistą, opiera sie na więzi Człowieka z Bogiem. Celem życia człowieka jest zbawienie, a osiągnąć jest można przez możliwie jak najbliższe zbliżenie do Boga.Pośrednikiem miedzy Człowiekiem, a Bogiem jest Chrystus, a jego reprezentantem – Kościół. Zaraz, zaraz… a gdzie w tej całej gadaninie jest miejsce na “budynek kościola musi być jak najwiekszy, jak najwspanialszy, jak najbardziej odpasiony i zbudowany mozliwie jak najwiekszym nakladem finansowym”? Nie ma? Ha! To ciekawe.

Jako człowiek małej wiary, ale jednocześnie osoba, która ceni sobie pragmatyczne podejście do życia, nie mogę pojąć fenomenu przeznaczenia gigantycznej kasy na tak przyziemny cel. Stoi sobie budynek. OK, super. Jest duży. I ze wszystkich stron oblepiony złotem. I jest zajefajny, fajnie wygląda, fajnie się prezentuje. I jest jeden z największych w Europie. Aż chce się krzyknąć: WOW! Ale zaraz potem przychodzi pytanie: I co z tego?

Nie wiadomo ile ta inwestycja kosztowała. Liczyć to w dziesiątkach czy setkach milionów złotych? Cała pociecha w tym, że mnie nie kosztowała ani złamanego grosza, nawet takiego sprzed denominacji. Jednak zatrważające jest to, jak wielu jest ludzi, którzy swoje pieniądze przeznaczają na tak mało produktywne rzeczy. Przeraża to równie mocno, jak fakt, że stare babcie przeznaczają tyle pieniędzy na prywatne zachcianki Rydzyka.

No i sprawa ma jeszcze jeden wydźwięk. W Warszawie powstaje kolejne tego rodzaju cudo. W końcu w Warszawie odbędzie się mecz otwarcia, więc na pewno tabuny kibiców będą chciały skorzystać z tego bożego przybytku. Może już nie aż TAK imponującego, ale jednak. I tym razem zbudowanego za moje ciężko zapracowane pieniądze. Tyle tylko, że nikt mnie nie pytał o zdanie. Widziałbym te pieniądze prędzej jako pieniądze przeznaczone na opłacenie ekipy od zbierania psich odchodów w miastach, dokarmiania dzieci z patologicznych rodzin albo na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Bylby przynamniej jakis pozytek. Ale przecież świątynia, która będzie po prostu stała i żadnego z niej pożytku nie będzie, jest ważniejsza. Prawda?

Przypomina mi się zaraz Latający Potwór Spaghetti. NIe chce mi się teraz pisać kim on jest (zainteresowanych odsyłam do niezastąpionej wikipedii), ale jednym z przykazań Latającego Potwora Spaghetti było:
Naprawdę Wolałbym, Żebyś Nie Budował Za Miliony Dolarów Kościołów/Świątyń/Meczetów/Kaplic Dla Mojej Makaronowej Doskonałości, Podczas Gdy Pieniądze Lepiej Wydać Na (Wybierz Sam):
Skończenie Z Biedą
Wyleczenie Choroby..
Życie W Pokoju, Kochanie Namiętnie I Obniżenie Kosztów Kablówki

Zabawne, ze religia stworzona dla jaj jest mi blizsza od tej, ktora na powaznie traktuje sie od 2000 lat.. Ale może kiedyś, kiedy będę miał ku temu stosowną okazję, przejadę się do Lichenia. Po co? Zobaczyć jak to wygląda. Zapewne imponująco. Zrobić parę fotek. Wejść na taras widokowy tak wysoki, że widać panoramę na odległość 30 km. Ale mszę już sobie daruję. Nie potrzebuję, jak inni, pretekstu do zwiedzania tego miejsca pod postacią mszy. No bo nie czarujmy się, jak któś chce iść na mszę, to pójdzie do pobliskiej rozwalającej się kapliczki. A TAM się jeździ po to, aby zobaczyć Religijny Disleyland, Święty Multipleks, MacDonald Pana Boga, a nie po to, aby w jakikolwiek sposób pogłębić swoje życie duchowe czy kontakt z Bogiem.

 

63. 80 pytań dookoła teizmu 14 styczeń 2008 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: Kościół, filozofia — HaeS @ 6:07 pm

Na listę tę trafiłem dzisiaj w necie (konkretnie na filmwebie podczas czytania recenzji “Kodu da Vinci”). Większość pytań jest głupia, ale niektóre pokazują pewne znane powszechnie problemy z zupełnie innej perspektywy i uświadamiają, jak głupie jest to wszystko, w co każe nam wierzyć Kościół. Proponuję czytać powoli, każde pytanie przetrawiając i przemyśliwując. Jest tego naprawdę sporo, ale po przetrawieniu całej listy widzimy jak dużo sprzeczności jest w nauce Kościoła. Zresztą, pytania nie czepiają się tylko chrześcijaństwa. Wśród nich jest kilka takich, które można zadać także wyznawcom innych religii. Nie piszę tego aby kogoś odwieść od wiary (zresztą, tych naprawdę wierzących ciężko jest odwieść i wcale nie zamierzam tego robić!), ale po to, aby można było spokojnie i krytycznie spojrzeć na niektóre rzeczy i poszerzyć swoje Horyzonty umysłowe. Tak więc – do lektury!1. Dlaczego Bóg zawierzył przekazywanie Jego słowa jednemu ze swoich omylnych dzieci? Przecież wie, że ludzie są grzesznikami. Czy profesor odważyłby się powierzyć jednemu ze swoich studentów misję prowadzenia wykładów, podczas gdy przyszłość pozostałych studentów wisiałaby na włosku? Jeżeli Bóg tak nas pokochał i chce byśmy byli przy nim, dlaczego sprawił, że nasze wieczne dusze zostały postawione w obliczu takiego niebezpieczeństwa?2. Jeśli Szatan jest największym oszustem, skąd mamy wiedzieć, że nie wykiwał Chrześcijan skłaniając ich by ubóstwiali go jak Boga (Jahwe) i teraz nakazuje im niszczyć „prawdziwego” Boga w swoim własnym imieniu? – Cice Mool

3. Jeżeli Bóg strącił diabła do piekieł, a piekło jest miejscem wiecznego potępienia, z którego już sam Bóg nie może uratować, to dlaczego kaznodzieje mówią nam, że diabeł przechadza się korytarzami szkół i kusi nastolatków do brania narkotyków i uprawiania seksu przedmałżeńskiego? Strażnik więzienny, który pozwoliłby więźniom uciec, by ci zaczęli zabijać i gwałcić, zostałby z pewnością zwolniony, a nawet osądzony za niekompetencje. – jshanahan@austin.rr.com

4. Wiele razy słyszałem od wierzących, że Szatan jest też obecny w kościołach, dlatego też nawet tam ludzie mają wciąż nieczyste myśli. Jeżeli znalazł tam drogę, skąd Chrześcijanie wiedzą, że nie odkrył również sposobu na przekręcenie Biblii? – The Infidel Guy

5. Jeżeli wszechświat jest wszędzie z definicji, dlaczego teiści pytają skąd się wziął? Jak może być jakieś gdzieś dla wszechświata skoro ten z definicji jest już wszędzie? – Chris & The Infidel Guy

6. Czy Bóg myśli? Jeśli tak, to nie może być wszechwiedzący. Pomyśl o tym. – The Infidel Guy

7. Jeżeli dusza jest niematerialna, a ludzkie ciała materialne to w jaki sposób dusza pozostaje w ciele?

8. Jeśli Bóg jest wszechwiedzący, to jak może być zawiedziony swoim stworzeniem? -Pm453ca@aol.com

9. Jeśli Bóg jest niezmienny, to jaki jest dowód na jego istnienie skoro wszystko wokół nas się zmienia? – The Infidel Guy

10. Czemu Bóg sprowadził na ziemię potop? Przecież nie poskutkował. Zło powróciło. Bóg powinien wiedzieć, że tak się stanie! Więc po co się w ogóle przejmował? – PhineasBg

11. Czemu jest tak, że teiści każą mi zbadać cały wszechświat bym mógł powiedzieć, że Boga nie ma, kiedy w rzeczywistości wystarczy zbadać jedno miejsce i nie znaleźć Boga by stwierdzić, że go nie ma skoro ma być wszechobecny? – Chris

12. Jeśli Eden był naprawdę prawdziwym rajem, to dlaczego Ewa chciała zjeść jabłko? Czyż doskonałe miejsce nie powinno zapewnić człowiekowi wszystkiego, co ten by chciał, tak by nie pragnął już niczego? – keyser soze

13. „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Czy to oznacza, że zwierzęta również grzeszą? A organizmy jednokomórkowe? Czy rośliny grzeszą? Przecież one również umierają, nie tylko ludzie. Dlaczego zwierzę umiera, skoro nie zna moralnej różnicy pomiędzy dobrem i złem? – Nef

14. Dlaczego Wszechmocny Bóg stał się ciałem w celu złożenia w ofierze samego siebie samemu sobie tak by jego stworzenie mogło uciec przed Jego własnym gniewem? Czy w swej nieskończonej mądrości nie mógł wymyślić czegoś, choć trochę bardziej skutecznego? – Omphaloskeptic2@aol.com

15. Jeśli jesteśmy wszyscy dziećmi bożymi i nigdy nie widzieliśmy Boga, czy to czyni nas Jego bękartami? Nie wspominając już o tym, że moja matka nie poślubiła Boga. – hyasynth_vii@yahoo.com

16. Po 11 września wielu ludzi wznosiło dookoła okrzyki: “Boże, pobłogosław Amerykę” (God bless America). Dlaczego tak wciąż mówią? Z tego wynika, że Bóg nigdy niczego nie pobłogosławił. Jeśliby to uczynił to 11 września nie miałby nigdy miejsca. Teiści zwykli mówić, że „wszystko jest częścią bożego planu”. Skoro tak, to dlaczego ścigamy Bin Ladena? Czyż nie był on wraz z innymi terrorystami jedynie wykonawcą bożego planu? Wygląda na to, że Bin Laden i terroryzm nie jest naszym wrogiem, lecz Bóg.

17. Chrześcijanie mówią, że Bóg nie jest twórcą chaosu. A co powiesz na Wieżę Babel? – The Screaming Monkeys

18. Chrześcijanie twierdzą, że umierające dziecko idzie prosto do nieba. Dlaczego więc są tak przeciw aborcji? Wszystkie dzieci są pozbawiane okazji by pójść do piekła. A może też Bóg oczekuje od nienarodzonych płodów przyjęcia nauk Jezusa? – dissolvedego@satannet.org

19. Dlaczego Bóg ma uczucia (zazdrość, złość, smutek, miłość, itp.) jeśli jest wszechmocny, wszechwiedzący i wszechobecny? Uczucia powstają w reakcji na coś, więc jak Bóg może na coś reagować skoro jest wszechwiedzący i ma przewidziany plan?

20. Jeśli Jezus Chrystus jest rzekomo ciałem stworzonym przez wszechmocnego Boga… jak jest możliwe, że nie odziedziczył Grzechu Pierworodnego? Pamiętaj, jest rzekomo człowiekiem i jednocześnie Bogiem i jeżeli rzeczywiście był w pełni człowiekiem jak i Bogiem, musiał odziedziczyć Grzech Pierworodny. ??? – His Lordship, Lucifer

21. Jeśli Bóg jest ojcem Jezusa, to jak wygląda jego DNA? Czy Bóg ma spermę? Jeśli nie, to skąd Maria wzięła DNA potrzebne do stworzenia Jezusa? To czyni Marię aseksualną, a Jezusa dziewczynką, gdyż nie było chromosomu Y. – chris_crispy@hotmail.com and Rebe2amble@aol.com

22. Nigdy nie dostałem zdalnie sterowanego autka, gdy byłem dzieckiem, chociaż tak bardzo się o nie modliłem. Czy gdybym prosił o potępienie, Bóg spełniłby moje życzenie?… Uff, dzięki Boże! – dissolvedego@satannet.org

23. W Dniu Sądu Ostatecznego Jezus ma się pojawić w chmurach. Jak więc chrześcijanie po drugiej stronie globu go zobaczą? Czy będą miliony Jezusów? A co z ludźmi, którzy pracują pod ziemią? – Rebe2amble@aol.com

24. Od prawdziwego muzułmanina wymaga się, by nie robił niczego, czego nie robił prorok Mahomet. Jeśli ktoś pamięta, była kiedyś wielka debata, nt., kiedy muzułmanie mogą jeść owoce mango. Jeśli to prawda, to dlaczego do diabła islamscy fundamentaliści latają samolotami?

25. Gdyby ziemia została całkowicie zalana podczas potopu, każde żywe stworzenie by zginęło poza tymi, które przetrwałyby na arce. Skąd więc wzięło się tyle unikalnych gatunków np. w Australii, których nie ma nigdzie indziej na Ziemi?

26. Skoro Bóg jest wszechwiedzący i „jest miłością”, dlaczego doprowadził do stworzenia dziecka [człowieka], gdy wiedział, że to dziecko pewnego dnia się go wyprze i będzie musiało spędzić wieczność płonąć w jeziorze ognia? Gdybym był Bogiem nie zrobiłbym tego; mam więcej miłości do ludzi niż On. – TiredTurkeyProd

27. Jak Niebo może być krainą zupełnej błogości, skoro wiemy, że ludzie, których kochaliśmy i troszczyliśmy się o nich smażą się teraz w Piekle? – The Infidel Guy – ODPOWIEDŹ: – Gdy dostaniemy się do Nieba nie będzie bólu. Bóg wyczyści nasze wspomnienia o umiłowanych mogących być w Piekle, gdyż nie chce byśmy doświadczali ból.

28. Objawienia mają miejsce na Ziemi. A co gdy skolonizujemy Księżyc, Marsa lub zasiedlimy trwale stację kosmiczną? Czy uciekniemy od „wyroku”? – Ray Sommers – ODPOWIEDŹ: Bóg pojawi się i tam. – Jim

29. Wielu ludzi wierzy w duchy. Moje pytanie: „Dlaczego jest tak, że ludzie widzą tylko duchy ludzi lub zwierząt domowych? Czemu nie neandertalczyków lub jeszcze lepiej, dinozaurów? To byłby koszmar, zobaczyć ducha Brontozaura przechadzającego się po mieście.

30. Skoro Bóg cofnął morze, tak by Mojżesz i Żydzi mogli uciec przed Egipcjanami, to dlaczego nie otworzył bram obozów koncentracyjnych? – Guilherme Hoffmann

31. Czemu dano nam wolną wolę, kiedy obowiązkiem w naszym życiu jest podążanie zgodnie z tym, co nam kazano? Musimy przestrzegać zasad pod groźbą kary. Czy to jest wolna wola? – Gandalfs Nephew

32. “…Pan – to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży,…” (Iz 40, 28) . Jeśli to prawda, to dlaczego Bóg odpoczywał siódmego dnia?

33. Za każdym razem, gdy idę na pogrzeb, ksiądz mówi coś w rodzaju: “Bóg wezwał tę duszę do Nieba”, lub “Bóg powiedział, że czas iść do domu”, lub coś takiego. Jeśli Bóg wzywa tych ludzi do „domu”, to dlaczego zamykamy morderców w więzieniach? Jak możemy kogokolwiek osądzić za wykonywanie woli bożej?

34. Czy Adam i Ewa mieli pępki?

35. Konserwatywni Żydzi używają imienia Jahwe jako imienia Boga, gdyż jego prawdziwe imię jest przypuszczalnie niewymawialne. Moje pytani brzmi: Jak ludzie mogą wzywać imię Pana na daremnie, kiedy nikt w rzeczywistości nie zna jego imienia?

36. Czemu Bóg jest przeważnie określany jako “On”?

37. Jeśli urodzisz się opóźnionym czy to oznacza, że twoja “dusza” jest również opóźniona? – Matt Edwards

38. Planeta Ziemia, jak jesteśmy wiarygodnie poinformowani ma kilkanaście miliardów lat [ok. 4,5 mld lat – przyp. tłum.]. Ostatnie dinozaury wymarły jakieś 70 milionów lat temu. Homo sapiens, jedyna forma życia według chrześcijańskiej doktryny, która jest jedynym obiektem zainteresowań Boga wg. ich poglądów nie jest starsza niż 100 000 lat. W jaki sposób w świetle tych faktów judeo-chrześcijański Bóg spędzał te miliardy lat, póki nie stworzył ludzi, którzy sprawili, że stał się taki zajęty? – Trish Huesken/John Perkins

39. Skoro człowiek jest stworzony na wzór i podobieństwo Boga, to czy oznacza to, że Bóg ma penisa? – Terry Clark

40. Czemu nie możemy poczekać, aż dostaniemy się do Nieba by czcić Boga?

41. Jaki jest cel modlitwy? Co ograniczona istota może powiedzieć wszechmocnemu i wszechwiedzącemu bóstwu, czego ono by jeszcze nie wiedziało?

42. Skoro Bóg ma w stosunku do Ciebie plan, który nie może zostać zmieniony, to naprawdę masz wolną wolę?

43. Jeśli “dusza” jest całym tobą (esencją), to dlaczego jeśli masz wypadek, tracisz pamięć, nie funkcjonujesz i możesz być sparaliżowany to waży o tym uszkodzenie mózgu, a nie tak ważna „dusza”? – Matt Edwards

44. Chrześcijanie lubią mówić dużo o tym, co Jezus poświęcił. Ale skoro Jezus był wszechwiedzącym Bogiem, to czy w momencie, gdy umierał nie wiedział, że za mniej niż 3 dni znajdzie się w Niebie by rządzić? Jeśli Jezus „żyje” i króluje w Niebie to co tak naprawdę poświęcił? – Cyndy Hammond

45. Skoro wszechmocny Bóg chce byśmy wszyscy go poznali, to dlaczego nie wszyscy go znają?

46. Gdzie jest Piekło i Niebo? Wierzono, że Niebo jest gdzieś w chmurach, do czasu, gdy współcześni astronomowie nie dowiedli czego innego.

47. Skoro dzieło boże jest tak doskonałe to po co mężczyznom sutki?

48. Skąd Adam i Ewa mogli wiedzieć, że to źle być nieposłusznym w stosunku do Boga, jeśli nie zjedli jeszcze owocu drzewa poznania dobra i zła? Nie można ich pociągać do odpowiedzialności, jeśli nie zdawali sobie sprawy z tego, co robią.

49. Skoro Bogu nie pasowały nieobrzezane członki, to dlaczego wpierw stworzył mężczyznę z napletkiem?

50. Jeśli Bóg jest wszechwiedzący to nie ma rzeczy, którą moglibyśmy go zaskoczyć? Jeśli tak, to czemu tak często reagował na to co robimy?

51. Jeśli reinkarnacja jest prawdą to jak to możliwe, że populacja rośnie? Skąd się biorą te dodatkowe „dusze”? – Matt Edwards

52. Czemu wszechmocny, wszechobecny Bóg potrzebuje pomocy ludzi lub aniołów by głosić swoje słowo i je spełniać?

53. Jak Jezus wstąpił do Nieba wraz ze swym ciałem, kiedy Paweł mówi, że ciało nie może dostąpić Królestwa Niebieskiego? (1 Kor 15, 50)

54. Skoro Bóg chce byśmy żyli prawo i wybierali „dobro”, to czemu stworzył zło? (Iz 45, 6:7). Nie wspominając o tym, że już wiedział, którzy ludzie nie wybiorą „dobra”, więc po co tworzył ich na początku? Wygląda na to, że wielu rodzi się po to by iść do Piekła.

55. Słyszę chrześcijan mówiących cały czas o wojnie pomiędzy Niebem a Piekłem. Jeśli to prawda, to czy Bóg ma ograniczenia mocy? Tylko człowiek prowadzi wojny, ze względu na ograniczenia i z przezorności. Bóg ma wszystko: wszechmoc i wszechwiedzę, nie ma powodu do wojny.

56. Biblia jest pełna zdań zaczynających się od: “I Pan zobaczył”. Czy nie wiedział o tym już wcześniej?

57. Biblia twierdzi, że na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię. Nie mówi nic o wszechświecie. Niektórzy powiedzą, że niebo było przestrzenią kosmiczną, a w takim razie, kiedy Bóg stworzył Niebo duchowe? A jeśli niebo było duchowym Niebem, to kiedy Bóg stworzył wszechświat?

58. Jeśli chrześcijanie mówią, że wiedzą, iż Bóg istnieje i czyni cuda, to na co im wiara? Wiara to nie wiedza.

58. Przeszczepy mózgu w końcu będą możliwe, a gdzie będzie wtedy dusza?

60. Jeśli Bóg naprawdę chce byśmy go poznali, to dlaczego nie wszczepił wiedzy o nim w nasze umysły w momencie narodzin? W ten sam sposób, jak twierdzi wielu teistów, wszczepił nam poczucie dobra i zła.

61. Jeśli Bóg był ojcem Jezusa (nie Józef), to dlaczego drzewo genealogiczne Jezusa jest poprowadzone przez Józefa? – Cyndy Hammond

62. Chrześcijanie mówią, że skoro my i nasz wszechświat jest inteligentnym dziełem, to musiał zostać stworzony przez Boga. Ale wtedy Bóg również nim jest, więc kto go stworzył? – Rathish Sriparavastu

63. Dlaczego prawie każdy atrybut Boga jest równoznaczny z nieistnieniem? (np. bezcielesny, niematerialny, niezgłębiony, niezrozumiały, niewypowiedziany, niepoznawalny itp.)

64. Czemu Bóg nie pojawi się przed każdym w tym samym czasie? Wszyscy na świecie by wiedzieli, że on istnieje. I proszę nie mówić, że już to próbował. Z pewnością Bóg wie dokładnie jak przekonać do siebie nędznego człowieka.

65. Cytując za Nowym Testamentem (Mt 5, 17:18): „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.” Więc skoro Jezus wciąż nie zmienił „prawa” to czemu nadal nie palimy wiedźm, kamienujemy cudzołożnic i nieposłusznych dzieci, nie zabijamy homoseksualistów, nie wyganiamy ludzi pracujących podczas Sabatu (pielęgniarki, lekarze itp.), nie rozlewamy krwi na ołtarze, nie urywamy głów małym ptakom, no i oczywiście nie składamy bogom ofiar z ludzi. – Sheila L. Chambers

66. Jeżeli wierzący mogą przyjąć, że Bóg zawsze tu był to dlaczego nie mogą zaakceptować podobnej i bardziej prawdopodobnej tezy, że wszechświat istniał od zawsze w pewnej formie?

67. Jeśli historia Arki Noego jest prawdziwa to co Noe robił z odchodami wszystkich zwierząt? Nie było nawet odpowiedniej wentylacji. Cholera, a co jadły mięsożerne zwierzęta? A gdzie były dinozaury i jednorożce w tym wszystkim?

68. Który miłosierny bóg przyjmuje w ofierze swoją własną kreację? Zwłaszcza syna? – Reverend Heresy

69. Czy Jezus był Bogiem pod ludzką postacią? Jeśli tak, to Bóg ratował nas przed samym sobą. Trochę samolubne, czyż nie? To jest to, co chrześcijanie bezwiednie głoszą przyjmując, że Jezus jest Bogiem.

70. Wielu chrześcijan twierdzi, że człowiek nie może osądzać wyroków boskich jako złe, ponieważ Bóg ma plan i jest właśnie Bogiem. To stawia nas w sytuacji, w której musimy uznać, że nikt nie może również stwierdzić czy Bóg jest dobry. Czy w takim razie Bóg jest amoralny? Wygląda na to, że moralność jest subiektywnym pojęciem różniącym się w zależności od kultury. W takim razie, jak możemy osądzać Boga w którąkolwiek ze stron?

71. Czemu Bóg stworzył niewierzących i karze ich za bycie takimi, jakimi ich stworzył? – Cyndy Hammond

72. Czym jest plan boski? Wszechwiedzący, wszechmocny Bóg nie potrzebuje planów. Plany są znakiem ograniczenia mocy. Robimy je, bo nie jesteśmy wszystkowiedzący, ani wszechmocni. Dla Boga plan lub projekt jest tylko czymś, co robi go bardziej ludzkim jak Ty i ja. Ograniczonym.

73. Wielu ludzi wierzy w istnienie duszy. Jeśli przypuszczalnie możemy widzieć, wąchać, smakować, czuć oraz słyszeć bez naszego ciała to czy je potrzebujemy? Czyż ciało nie jest marnotrawstwem? Czemu nie jesteśmy po prostu „duszami” unoszącymi się w przestrzeni? – Matt Edwards

74. Jak miłościwy i kochający Bóg może oglądać miliardy swoich dzieci płonące wielokrotnie przez całą wieczność?

75. Przed wynalezieniem pisma (5000 lat p.n.e.), na jakiej podstawie Bóg sądził ludzi, którzy umarli zanim został spisany tekst hebrajski i grecki (Biblia). [tłumaczenie dosłowne] – agent2g@aol.com

76. Jak dusze mogą się palić? Czyż nie są one istotami niematerialnymi? Słyszałem coś o duchowych spłonięciach ale… sza! Bóg na pewno wysila się tylko po to by torturować dzieci, które kocha. Jak ktoś może trzymać się barbarzyńskiej wiary, że coś musi umrzeć by uspokoić bóstwo po popełnieniu złego uczynku? – Nickolaus Wing

78. Chrześcijanie mówią, że wszystko jest częścią boskiego planu. Jeśli tak, to co za różnica czy się modlą czy nie? – Rathish Sriparavastu

79. Dlaczego SIDS (Syndrom Nagłej Śmierci Noworodków) ma w ogóle miejsce? Czemuż Bóg miałby pozwolić żyć dziecku przez tak krótki czas? Czemu nie dać mu po prostu się nie urodzić? – Terry Clark

80. Czemu Bóg nie zakazał Adamowi i Ewie jeść z innego magicznego drzewa? – damon@internetwis.com

 

62. Kościół Katolicki: Cała prawda 12 styczeń 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Kościół, historia — HaeS @ 7:08 am

No to, co teraz przeczytacie, natknąłem sie przypadkiem w Internecie.  Być moze to wszystko nie jest do konca prawda, moze jest tu nieco przeklaman i przeinaczen, nadinterpretacji i przemilczen, ale mimo wszystko lista robi wrazenie. Poczytajcie i przemyslcie sobie, bo jest co przemysliwac:

Historia kosciola:

II wiek
- Rzymski filozof Celsus poswiadcza falszowanie pism chrzescijanskich, mowiac o rewizjonistach: “przerabiali Pisma Swiete z ich pierwotnej postaci i usuneli wszystko, co pozwalalo im na odparcie skierowanych przeciwko nim zarzutów.”
- Uczeni wykazali, ze wszystkie cztery uznane przez Kosciol Ewangelie zostaly przerobione i poprawione.

III wiek. Az do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie slyszeli o wieczystym dziewictwie Maryji. Ewangelia Mateusza informuje , iz Jozef “nie zblizal sie do Maryji, az porodzila syna”.”Zblizenie sie” oznacza w Biblii malzenskie wspolzycie.
(Fakt wspolzycia Jozefa z Maryja po narodzinach Jezusa bedzie oczywisty dla kazdego, komu koscielne dogmaty nie zakazuja logicznego wnioskowania.)

312 r. Bitwa pod mostem mulwijskim – Chrzescijanstwo staje sie jedna z religii panstwowych Rzymu. Powstanie Instytucji Kosciola Katolickiego. Poczatek przesladowania i mordowania przedstawicieli innych wyznan.

319 r. Cesarz Konstantyn ustanowil prawo zwalniajace kler od placenia podatkow i sluzby w armii.

321 r. Cesarz Konstantyn nakazuje swiecic niedziele zamiast dotychczasowej soboty.

325 r. Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanawia kanon pisma “swietego” i “dwojce swieta” awansujac Jezusa do miana Boga. Jezus z Betlejem ma zastapic dotychczas czczonego Mitre.
-Narodziny Boga Mitry przypadajace na dzien 25 grudnia, staja sie data przyjscia na swiat Jezusa.
-Wniebowziecie Mitry w okresie rownonocy wiosennej staje sie chrzescijanskim swietem wielkanocy.
-W Rzymie na Wzgorzach Watykanckich, chrzescijanie przejmuja swieta grote Mitry, czyniac z niej siedzibe Kosciola katolickiego
-Wystepowanie wyraznych podobienstw do mitryzmu, ojcowie chrzescijanstwa tlumacza dzialanoscia diabla.

330 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia zmarlych (”swietych”) i ich relikwii

355 r. Biskupi zostaja uwolnieni spod nadzoru sadow swieckich.

360 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia aniolow

381r. Do obowiazujacej dotychczas konstantynskiej “Dwojcy Swietej” cesarz Teodozjusz dolaczyl trzecia osobe tzw.”Ducha Swietego”. Dzialo sie to na soborze w Konstantynopolu

391 r. W Aleksandrii Chrzescijanie spalili najwieksza na Ziemi biblioteke, w ktorej przechowywano okolo 700 000 starozytnych zwojow. Zamknieto starozytne akademie, skonczylo sie nauczanie kogokolwiek poza murami kosciolow.

431r. Wyrazenie “Xristo Tokos” – Matka Chrystusa – zostalo zastapione na “Teo Tokos” – Boga Rodzica.

539 r. Ustanowiono wladze papiezy oraz ofiare mszy swietej.

- Na soborze w Macon biskupi glosowali nad problemem, czy kobiety maja dusze.

593 r. Papiez Grzegorz I wprowadzil wiare w czysciec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaz odpustow od kar czyscowych.

600 r. Wprowadzono lacine do liturgii.

715 r. Wprowadzono modlitwy do Marii Panny oraz swietych.

726 r. W Rzymie zaczeto czcic obrazy.

- Kosciol rzymski z Dziesieciu Boskich Przykazan usunal drugie, ktore brzmi:
“Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani zadnej podobizny tego, co jest na niebie w gorze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, ktore sa w wodach pod ziemia. Nie bedziesz sie im klanial ani sluzyl”
- Otwarlo to droge do handlu obrazami, szkaplerzami, krzyzami, posagami itp. Przykazan jednak musialo pozostac dziesiec. Podzielil wiec kosciol ostatnie przykazanie, mowiace o niepozadaniu ani zony, ani osla, ani wolu, na dwie czesci i odtad katolicy maja tez Dziesiec Przykazan, tak jak i Zydzi.

783 r. Nastal zwyczaj calowania nog papieza.

813 r. Ustanowiono Swieto Wniebowziecia Maryji

993 r. Papiez Leon III zaczal kanonizowac zmarlych.

X wiek – Cala Europa znalazla sie pod panowaniem Kosciola.Zalamuje sie aktywnosc na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Rozpoczyna sie mroczny okres w historii Europy.

1000 r. Ustanowiono Uroczystosc Wszystkich Swietych i Dzien Zadusznych.

1015 r. Wprowadzono celibat dla duchownych aby rozwiazac problem przejmowania spadkow przez ich rodziny .(Przedtem duchowni mieli zony i dzieci).

1077 r. Papiez Grzegorz VII ustanowil “klatwe”

1095 r. Papiez Urban II wezwal rycerzy Europy do zjednoczenia i marszu na Jerozolime. Zainicjowal w ten sposob pierwsza wyprawe krzyzowa.
Papiez oglosil, iz “Wyklety bedzie ten, kto powstrzyma swoj miecz przed rozlewem krwi”.

1099 r. Masakra Muzulmanow i Zydow w Jerozolimie. Kronikarz Rajmund pisal:
“Na ulicach lezaly sterty Glow, rak i stop. Jedni zgineli od strzalow lub zrzucono ich z wiez; inni torturowani przez kilka dni zostali w koncu zywcem spaleni. To byl prawdziwy, zdumiewajacy wyrok Boga nakazujacy, aby miejsce to wypelnione bylo krwia niewiernych.”

XII wiek – Uczony i filozof, swiety Tomasz z Akwinu glosil, ze zwierzeta nie maja zycia po smierci ani wrodzonych praw, oraz ze “przez nieodwolalny nakaz Stworcy ich zycie i smierc naleza do nas”.

1116 r. Sobor Lateranski ustanowil spowiedz “na ucho”. Taka forma spowiedzi pozwalala na sprawowanie wiekszej kontroli nad ludzmi, oraz na “wywiad srodowiskowy”.

1140 r. Ulozono i przyjeto 7 sakramentow swietych.

1204 r. Zaczela dzialac Swieta Inkwizycja. Sludzy kosciola zameczyli i spalili zywcem miliony ludzi. Spalanie ludzi, praktykowane w XX wieku przez nazistow, po raz pierwszy zastosowane bylo na skale masowa przez chrzescijanska inkwizycje.
Majatki “heretykow” przejmowane byly przez kosciol i inkwizytorow. Jak na ironie inkwizytorzy wybierani byli najczesciej sposrod dominikanow i franciszkanow, ktorzy slubowali zycie w ubostwie…
-Nawet w XXI w Watykan nie dopuszcza nikogo do archiwow dotyczacych inkwizycji.

“Encyklopedia katolicka” twierdzi,iz inkwizycja “duzo zdzialala dla rozwoju cywilizacji”.

1208 r. Papiez Innocenty III zaoferowal kazdemu, kto chwyci za bron, oprocz boskiego zbawienia, rowniez ziemie i majatek heretyków. Rozpoczela sie Krucjata Albigenska, ktorej celem bylo wymordowanie Katarow. Szacuje sie, ze Krucjata Albigenska pochlonela milion istnien ludzkich, i dotknela wieksza czesc populacji poludniowej Francji. Przeor, dowodzacy wojskami krucjaty, gdy mu sie skarzono, ze trudno jest odroznic wiernych od heretyków, odpowiedzial: “Zabijac wszystkich. Bog ich odrozni”.

- Papiez Innocenty III twierdzi: “Kazdy kto probuje stworzyc wlasny wizerunek Boga niezgodny z dogmatem Kosciola musi byc bez litosci spalony”.

1229 r. Papiez Grzegorz IX zakazal czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych.

1231 r. Nakaz papieski zalecal palenie heretyków na stosie. Pod wzgledem technicznym pozwalalo to uniknac rozpryskiwania sie krwi.

1252 r. Tortury zostaja prawnie dozwolone przez Kosciol (zostaly ustanowione przez
papieza Innocentego IV)
- Tortury obejmowaly : lamanie na kole, wieszanie za rece z ciezarami u nog, sciskanie czulych czesci ciala, sadzanie na goracych weglach lub zelazie, wylamywanie stawow, gotowanie zywcem itp. Byla to “ludzka” – jak zapewnia kosciol – metoda badan.
-Na narzedziach tortur umieszczano motto: “Chwala niech bedzie panu”…

1263 r. Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedna postacia.

1264 r. Ustanowiono uroczystosc Bozego Ciala.

1275 r. Pojawily sie dyskusje na temat placenia daniny. W odpowiedzi papiez ekskomunikowal cale miasto, Florencje.

XIV wiek Wybucha epidemia czarnej smierci, Kosciol wyjasnial, ze wine za ten stan rzeczy ponosza Zydzi, zachecajac przy tym do napasci na nich.

1311 r. Papiez Klemens V jako pierwszy ukoronowal sie potrojna korona wladcy.

1326 r. Niezgodnosc przesadnie bogatej organizacji Kosciola z gloszonymi
przez nia ideami Jezusa Chrystusa ,doprowadzila do ogloszenia bulli papieskiej “inter nonnullos”, w ktorej uwazano za herezje twierdzenia, jakoby Jezus i Jego apostolowie nie posiadali zadnej wlasnosci w postaci dobr materialnych.

1378-1417 r. Dochodzi do tzw. “Wielkiej Schizmy”. Wladza jest podzielona miedzy dwoch papiezy – jednego urzedujacego w Rzymie,
drugiego w Avignon. Spory nie dotyczyly religii, ale polityki i wladzy

1450-1750 r. Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zameczono setki tysiecy kobiet posadzanych o czary.
- Dzieci mozna bylo rowniez oskarzac o czary: dziewczynki po ukonczeniu 9,5 lat, chlopców po ukonczeniu 10 lat. Mlodsze dzieci torturowano w celu uzyskania zeznan obciazajacych rodzicow. W procesach o czary brane byly pod uwage “zeznania” dwulatków
-Tortury obejmowaly : lamanie kolem, wieszanie za rece, biczowanie, przypiekanie, gotowanie w oleju, wbijanie kolcow w oczy,
wyrywanie obcegami piersi i narzadow plciowych.

1484 r. Papiez Innocenty VIII oficjalnie nakazal palenie na stosach kotow domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten byl praktykowany przez trwajacy setki lat okres polowan na czarownice.
- Wiara, ze zwierzeta sa posrednikami diabla, doprowadzila do zalamania sie naturalnej kontroli liczebnosci populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrzescijan najczesciej byly koty, wilki, weze, lisy, i biale koguty. Poniewaz wiele z tych zwierzat polowalo na roznoszace choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogla wybuchy epidemii.

1492 r. Kolumb odkryl Ameryke . Inkwizycja szybko postepuje sladami odkrywcow.

1493 r. Bulla papieska uprawomocnila deklaracje wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Poludniowej, ktore odmowily przyjecia chrzescijanstwa.

- Rozpoczela sie kolejna bestialska rzez w imie Boga.Wbijano ciezarne kobiety na pale, cwiartowano zywcem indianskie niemowleta, przywiazywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem, rozrywano ludzi przy pomocy koni, mordowano, gwalcono, ucinano rece, nosy, wargi, piersi.

-Jezuita Jose de Anchieta, twierdzil:”Miecz i zelazny pret to najlepsi kaznodzieje”. Ten oto barbarzynca, zostal beatyfikowal w 1980 r. przez papieza, ktory nazywal go “apostolem Brazylii, wzorem dla calej generacji misjonarzy”. Bandyta, ktory w bestialski sposob unicestwil tysiace ludzkich istnien, uznany zostal za swietego…

- Gdy katoliccy “misjonarze” zawitali do Meksyku, zylo tam okolo 11 milionów Indian, a po stu latach juz tylko 1,5 miliona. Slowo Boze zawiezione w tamte rejony “pieknie zaowocowalo”.

- Podczas pobytu na tamtych ziemiach, papiez nazwal ta zbrodnie przeciwko ludzkosci “dzielem ewangelizacji i pokoju”.

1563 r. Ustalono, ze tradycja Kosciola jest wazniejszym zrodlem objawienia od Slowa Bozego.

1572. We Francji 24 sierpnia zamordowano 10 000 protestantów. Papiez Grzegorz XIII napisal potem do krola Francji Karola IX: “Cieszymy sie razem z toba, ze z Boska pomoca uwolniles swiat od tych podlych heretykow”

1543 r. Kopernik publikuje teorie heliocentryczna.Jego dzielo trafia na koscielny indeks ksiag zakazanych i pozostaje tam az do 19 wieku. (Czyli az do 19 wieku kosciol uznaje, iz ziemia tkwi nieruchomo w centrum Wszechswiata).

1584 r. Giordano Bruno twierdzi iz gwiazdy sa innymi Sloncami, wokol ktorych moga krazyc inne planety, a na nich zyc inne istoty. Za swoje poglady zostaje spalony zywcem na stosie. Egzekucje opozniono o dwa lata z rozkazu papieza Klemensa VIII. Papiezowi zalezalo, by stos na Campo dei Fiori stal sie jedna z atrakcji dla pielgrzymow.

1633 r. Galileusz probuje rozpowszechniac teorie heliocentryczna. Zostaje zatrzymany przez Inkwizycje i pod grozba tortur zmuszony do odwolania swych pogladow.Inkwizycja skazuje go na dozywotni areszt domowy.

- Poglady swietego Augustyna odzwierciedlaly “naukowe” podejscie Kosciola do swiata: “Jest to niemozliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali sie ludzie,
gdyz w Pismie Swietym nie ma wzmianki o takim rodzie wsrod potomkow Adama.”

1854 r. Wprowadzono dogmat o Niepokalanym Poczeciu Najswietszej Maryji Panny.

1855 r. Sprzeciw Kosciola wobec Konstytucji Stanow Zjednoczonych. Kosciol glosil iz “wolnosc to bluznierstwo, wolnosc to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolnosc to mowienie klamstw w imie Boga”.

1870 r. Wprowadzono dogmat o nieomylnosci papieza.

-Poczatek XX wieku – Papiez Leon XIII nadal udowadnia, ze najwyzsza kara daje sie uzasadnic nastepujaco: “Kara smierci jest niezbednym i skutecznym srodkiem dla osiagniecia celu Kosciola, gdy buntownicy wystapia przeciw niemu i narusza jednosc duchowa”.

1917 r. Tortury byly prawnie dozwolone przez Kosciol od roku 1252, w ktorym zostaly ustanowione przez papieza Innocentego IV, az do roku 1917,
w ktorym to zaczal obowiazywac nowy Codex Juris Canonici.

1931 r. Papiez Pius XI wydaje encyklike “Non abbiamo bisogno”, w ktorej jest mowa o wdziecznosci kosciola dla faszyzmu za zlikwidowanie wroga – socjalizmu.

1933 r. Hitler oswiadczyl, ze w chrzescijanstwie widzi “niezachwiany fundament moralnosci; dlatego “obowiazkiem naszym jest utrzymanie i rozwijanie
przyjaznych stosunkow ze Stolica Apostolska”.W czasie II Wojny Swiatowej papiez Pius XII przyjmowal na codziennych audiencjach niemieckich zbrodniarzy wojennych, udzielajac im blogoslawienstwa.

1950 r. W petycji do Watykanu, katolicy prosza o dogmatyzacje fizycznego wniebowziecia Maryji. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzieciu Najswietszej Maryji Panny (w Ewangeliach nie ma slowa o tym).

1965 r. Dopiero w 1965 roku kosciol niewaznil potepienie Galileusza.

1968 r. Papiez Pawel VI oglasza encyklike “Humanae vitae”, z ktorej skutkami rodziny katolickie borykaja sie do dzisiaj. Jedynymi srodkami regulacji urodzin
dopuszczonymi przez kosciol pozostaje wstrzemiezliwosc plciowa i metoda kalendarzyka, a kazdy stosunek plciowy ma miec na celu poczecie zycia. Encyklika papieska nie przeszkadza jednak Watykanowi na posiadanie udzialow i czerpanie zyskow z produktow firmy “Instituto Farmacologico Serono”, ktora wypuszcza na rynek niezwykle dochodowy srodek antykoncepcyjny o nazwie “luteolas”.

1971 r. FBI wpada na trop sfalszowanych przez nowojorskich gangsterow papierow wartosciowych na sume 14 milionow dolarow.
Odbiorca okazuje sie Bank Watykanski. FBI ustala ze byl to zabieg probny przed docelowa operacja na kwote 1 miliarda dolarow.

1977 r. Papiez Pawel VI wyjasnia, ze kobieta ma zakazany wstep do kaplanstwa, poniewaz “nasz Pan byl mezczyzna”.

1978 r. Papiezem zostaje Albino Luciani , czlowiek niezwykle skromny,postepowy i uwielbiany przez masy , ktorego pontyfikat trwal tylko 33 dni.
Zgadzal sie na stosowanie srodkow antykoncepcyjnych, dopuszczal kaplanstwo kobiet, sprzeciwial sie celibatowi.
Postanawia zniszczyc mafijne struktury watykanskich finansow, a nastepnie oczyscic Watykan i Kosciol z oszustow i
aferzystow. Sporzadza liste 121 purpuratow watykanskich do natychmiastowego zdymisjonowania. Tuz przed rozpoczeciem zaplanowanych czystek umiera 28 wrzesnia po “zjedzeniu niestrawnego posilku” (zostaje otruty). Nie przeprowadzono sekcji zwlok. Jego testament ginie w tajemniczych okolicznosciach.

 

42. Święto Wszystkich Świętych Męczenników, co wytrzymali 1,5 godziny na cmentarzu. 1 listopad 2007 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Kościół, Z życia, społeczeństwo — HaeS @ 7:48 pm

Popełniłem dzisiaj coś strasznego. Ewakuowałem się dzisiaj z cmentarza podczas uroczystości z okazji Wszystkich Świętych. Nigdy mi się wcześniej nie przydarzyło, ale tym razem sytuacja była absolutnie wyjątkowa, a winny wszystkiemu jest nasz nowy proboszcz.

Uroił sobie bowiem ten człowiek, że zamiast robić – jak to przystoi normalnemu księdzu – półgodzinną uroczystość, zrobi on 20-minutową uroczystość, potem odwali msze (taką full-wypas – z dwoma czytaniami, kazaniem no i oczywiście komunią na grubo ponad 1000 osób), a ostatnie 10 minut poświęci na dokończenie uroczystości, czyli litanię. Brzmi zachęcająco? Nie, a szczególnie dla mnie, który na msze chodzi tylko wtedy, kiedy musi (czyli na śluby i pogrzeby, ewentualnie od wielkiego dzwonu na chrzciny czy komunię kogoś z rodziny). Mimo wszystko, chciałem dla dobra sprawy (i żeby nie wkurzać rodziny) przeżyć to jakoś do końca. Jednak jako że było zimno, wytrzymałem tylko do komunii i kiedy zrobił się tłok i zamieszanie, skorzystałem z okazji i ewakuowałem się jak najprędzej. Zresztą nie tylko ja taką taktykę przyjąłem. To było normalne barbarzyństwo! Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak ewidentnym przypadkiem nadgorliwości duszpasterskiej.

No i to byłoby na tyle w tej kwestii. Wyżyłem się nareszcie. Za rok na wszystkich świętych chyba zachoruję, albo skończę ze średniowiecznymi zabobonami i powiem wszystkim że na żadne rytualne stanie nad grobami chodził NIE BĘDĘ. Bo drugiej takiej mszy nie zdzierżę na pewno.

 

37. Co nieco o dupie pewnego księdza. 13 październik 2007 (sobota)

Zaszufladkowany do: Kościół, społeczeństwo — HaeS @ 4:32 pm

Wszystkie media dzisiaj bębnią, że gdzieś w Watykanie na wysokim stołku siedzi dupa używana niezgodnie z oficjalnym, jedynie słusznym i zalecanym przez KK przeznaczniem. Innymi słowy: jeden z wysoko postawionych w Watykanie księży przyznał się do bycia homoseksualistą. Człeka tego natychmiast odsunięto od pełnienia funkcji, bo jak wszyscy powszechnie wiemy, dupa jest otworem wylotowym, używanie jej zaś w innych celach aniżeli cel zasadniczy (ew. jakieś zabiegi/badania medyczne) niezgodne są z naukami Kościoła Katolickiego.

Jakkolwiek nie jestem w fanclubie ani Kościoła Katolickiego, ani tym bardziej lobby homoseksualnego, rację muszę przyznać, z bólem serca, pedziom. Jestem zażartym wrogiem legalizacji homomałżeństw, homoadopcji czy nawet homoparad, ale jednego prawa gejom odmówić zdecydowanie nie mogę: prawa do realizacji siebie w ramach własnej inności. Jeśli chcą walić się po dupach – niech się walą. Jeśli chcą razem zamieszkać i bawić się w męża i żonę – niech się bawią. Dla dobra sprawy, zniosę nawet widok dwóch pedałków chodzących po parku za rączkę i delikatnie się całujących (aczkowliek taki widok brzydzi i peszy). Myślę, że umiałbym zaprzyjaźnić (podkreślam: ZAPRZYJAŹNIĆ i nic więcej) z gejem czy razem z nim np. pracować. Nie uznaję sytuacji, w której pracodawca wywala człowieka z pracy tylko dlatego, że jest homosiem. Nie wypada ich dyskryminować czy odrzucać – nie są winni swojej inności i póki nikomu krzywdy nie robią, niech sobie pedałują do woli. Życzyć wypada jedynie orgazmu analnego i przyjemnych wrażeń zapachowo-smakowych podczas “minety”.

Ktoś może zarzucić mi, że w powyższym akapicie sporo jest złośliwości i aluzji, które w gruncie rzeczy homoseksualistów obrazaja – moze i tak jest. Patrze na działalność homolobby z pobłażaniem i politowaniem, troszkę mnie to drazni i denerwuje ich ciągłe apelowanie o “zrównanie ich w prawach” z normalnymi obywatelami no i wypada się jakoś im odgryźć. No, ale do rzeczy.

Wydarzenie będące zasadniczą treścią tego artykułu, czyli zawieszenie księdza tylko dlatego, że jest homosiem, jest dla mnie skandalem i kolejnym dowodem na to, jak wielką konserwą jest Kościół. No bo zapytajmy wprost – jakie są etyczne przeciwskazania do tego, aby człowiek będący homoseksualistą nie mógł być kapłanem kościoła Katolickiego? Oczywiście, zaraz możemy rzucić hasło, że żyje w grzechu, że taki człowiek nie może stać przy ołtarzu ani pełnić sakramentów – OK, niech będzie. Zapytam jednak inaczej: jaka jest różnica między żyjącym w celibacie homosiem, a żyjącym z celibacie “normalnym” księdzem? Jaka jest róznica między księdzem, który ma trójkę dzieci w trzech parafiach, w których niegdyś slużył, a i dziś buja się gzieś po bokach, a księdzem, który bywa u jednego z parafian z częstymi “wizytami duszpasterskimi”?

Człowiek, który utraciłby za swój homoseksualizm dowolną inną pracę, wygrałby w cuglach sprawę w dowolnym sądzie pracy chyba w całym cywilizowanym świecie i jeszcze dostałby ładne odszkodowanie. Oczywiście Kościół (nie tylko ten; każdy inny związek wyznaniowy również, ale KK szczególnie) jest inny, wyjątkowy i traktowany inaczej. Nie dotyczą go ani normalne podatki, ani składki na ZUS ani kodeks pracy czy cywilny.

I to byłoby na tyle. Homosie to temat-rzeka, Kościół Katolicki to druga rzeka, zaś miejsce w którym się scierają te dwa wrogie sobie nawzajem (a i mi niezbyt bliskie) nurty społeczne to istny ocean i nieraz będę miał zapewne okazję o tym napisać. Obecnie jedynie sygnalizuję problem.