Myślokracja, czyli from łeb to web

134. O piratach i piraceniu 8 lipiec 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Internet — HaeS @ 7:19 am

Nad moim blokiem zawisła piracka flaga, dla siebie zakupiłem chustę na głowę i przepaskę na oko. Nogi nie odcinam, bo jeszcze nie mam drewnianej (przyjdzie za parę dni z Allegro), a ręki mi troszkę szkoda, chociaż piękny hak otrzymany od rzeźnika już czeka. Póki co leży sobie obok błyszczącego kordelasa, który zakosiłem z jakiegoś muzem. Papuga skrzeczy mi nad uchem, pewnie niecierpliwi się równie mocno jak ja. Nie ma się co dziwić – czekamy na dostawę z banku. Ma przyjść skrzynia pełna złotych monet. (dyrektor banku ani obsługa jeszcze nic o tym nie wiedzą… ale pewnie się dowiedzą he he). Wczuwam się w klimat. Nie, nie – to nie efekt wrażeń po obejrzeniu “Piratów z Karaibów”, tylko pewnego odkrycia w internecie.

Słowo “pirat” nabrało wiele znaczeń. Oprócz stereotypowego skojarzenia (którego najbardziej charakterystyczne elementy przedstawiłem powyżej), na myśl nachodzą inne. Mamy przecież piratów drogowych i audiowizualnych (do tych ostatnich należą też i ci komputerowi). Nie każdy wie, że istnieją też i współcześni piraci morscy. Ci jednak niewiele przypominają słynnych pionierów zawodu, którzy na galeonach dokonywali abordażu w rytm huku armat i ostatniego, rozpaczliwego łopotu palonych żagli. Piractwo, podobnie jak każda dziedzina życia, poszło do przodu. Korsarze v 2.0, szczególnie aktywni na Oceanie Indyjskim, kursują na motorówkach i napadają na jachty bogaczy, głównie w strefie przybrzeżnej. Zdarzają się też zbrojne napady na większe statki i to prawdziwa żyła złota szczególnie, że rzadko kiedy wnoszone jest oskarżenie bądź prowadzone śledztwo – dla armatora każdy dzień zwłoki to strata wielu pieniędzy, więc okradziony statek zamiast czekać na wyjaśnienie sprawy, pędzi już do następnego portu, bo terminy gonią. A piraci zostają bezkarni. Nowocześni piraci jednak na co dzień jeżdzą Merdedesami, a noszą drogie garnitury, zegarki Rolexa i tony żelu na głowie. Kobiet porywać nie muszą, bo te same lgną do nich (a raczej do ich kasy) jak muchy do lepu. Cała romantyczna wizja pirata-awanturnika z drewnianą nogą popijającego rum w jakiejś nadmorskiej spelunie pada na ryj. Świat idzie naprzód…

Wracając do mojego odkrycia – chodzi o stronę www.zwrzuc.pl. Dzięki niej każdy z nas może poczuć się chociaż troszkę jak John Silverstone, Sir Francis Drake, Kapitan Kidd albo Jack Sparrow. Właśnie ta strona będzie pełniła rolę naszego galeonu z piracką flagą na maszcie, wirtualnymi karaibami będą zaś otchłanie internetu. Rolę olbrzymiego żaglowca, który mamy na celowniku, spełni znienawidzony ZAiKS, ZPAV i RIAA. Wrzutę wszyscy znamy? You Tube znamy? No to dobra wiadomość: dzięki tej stronie możemy łatwo i szybko zgrać w/w stron plik mp3 bądź avi, który będziemy mieli na hdd. Dzięki temu zawsze jest dostępny, nie stresujemy się że jakiś obrońca praw autorskich usunie go z serwera albo że padnie nam internet, a my nie będziemy mieli dostępu do ulubionego utworu. Po prostu świetna rzecz i na pewno od czasu do czasu skorzystam.

Oczywiście, nie zachęcam do piracenia. Znakomicie rozumiem rozterki artystów, którzy nie zawsze zostają wynagrodzeni za swoją pracę. Jednocześnie jednak rozumiem intencje producentów, którzy próbują z nas wycisnąć jak najwięcej kasy i jednocześnie tak kombinować, aby jak najmniej z tego poszło do rzeczonych artystów. Kto tu kogo okrada? Ja sam inwestuję w oryginały wszelakie co prawda niewiele, ale zapewne więcej aniżeli przeciętny śmiertelnik. Ale system “zwrzucania” stosuję (a co!), głównie w przypadku rzadko spotykanych bądź starych utworów, których próżno szukać w Empiku. Po prostu takie właśnie lubię, a nowości bądź to, czego słucha i zna się pamięć każdy rzadko kiedy mnie rajcuje. Przypominam też, że tak na ścisłość ściągnięcie pliku mp3 lub filmu (w odróżnieniu od programu komputerowego czy gry) przestępstwem nie jest – przestępstwem jest za to umieszczenie go na wrzucie. Ale to już nie mój problem, tylko problem tych co wrzucają.

 

130. Komentarze 2 lipiec 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: Internet — HaeS @ 9:22 am

Jak każdy internauta sporo czasu spędzam na różnych serwisach informacyjnych. Interesują mnie te serwisy nie tylko ze względu na zawartość (chociaz oczywiscie ciesze sie, ze mam dostep do informacji z roznych dziedzin zycia i z calego swiata), ale wzgledu na ich interaktywnosc.

Cieszy mnie jak cholera, ze po przeczytaniu portalowego newsa przeczytac moge komentarze i prawie zawsze to robie. To wlasnie komentarze sa dusza nowego medium, jakim stal sie internet. Czasem sa smieszne. Internauci maja naprawde duza wyobraznie, ciekawe skojarzenia i intrygujacy tok myslenia. Nalepszym przykladem jest sprawa z Plutonem, którego – jak pamietamy – zdegradowano 24 sierpnia 2006 do roli planety karłowatej. Jednocześnie rozważano też, czy tego statusu nie przynać też jego księżycowi, który jest – jak na satelite – stosunkowo duzy w porownaniu do planety, ktora okraza. Mielibysmy zatem dwie bliźniacze planety karłowate. Ostatecznie taka decyzja nie zapadła, ale to, czego się naczytałem w komentarzach o “bliźniaczych karłach” (to było w okresie apogerum rządów braci K.) to dzisiaj powoduje u mnie uśmieszek. Tak więc czasem jest śmiesznie. Czasem – można się sporo dowiedzieć. Rozwija się ciekawa dyskusja, obalane są urban legends, ukazywane są różne fakty powszechnie ignorowane albo mało znane. No i wreszcie trzecia sprawa – komentarze pokazują, jak niejednoznaczne są pewne sprawy. Jeżeli na dużym portalu internetowym pojawi się news o globalnym ociepleniu, momentalnie rozwija się dyskusja nt jego przyczyn. Jedni widzą winę w pierdzących krowach, inni – w naturalnych procesach klimatycznych cyklicznie zachodzących od iluś tam set tysięcy lat, jeszcze inni – w lodówkach, telewizorach i wszystkich innych urządzeniach na prąd, z wibratorami analnymi włącznie, tudzież w pędzących samochodach. I jakoś nie ma zgody. Nawet ludzie wykształceni (co widać po słownictwie czy sposobie dyskutowania i argumentowania) mają różne opinie na ten temat i sugerują śmieszność pomysłów adwersarzy. Nie znam się na tym, czytam dość pobieżnie i bez głębszego zrozumienia, ale mam wrażenie że ktoś kogoś robi w konia. Być może to lobby naftowe forsuje ideę metanu z krowich placków, aby zapobiec spadkowi cen ropy? Jak rzekłem, to tylko taka luźna teoria, ale dzięki komenarzom widać, że jeżeli ktoś rzuci jakąś wątpliwej jakości teorię, to natychmiast znajdą się ludzie, którzy podadzą ją krytyce. Dzięki temu nawet taki ignorant jak ja widzi, że są różne teorie nt. globalnego ocieplenia (a także wielu innych spraw).

Oczywiście, nie zawsze tak jest. Na wszelakich portalach plotkarskich, o życiu gwiazd etc. poziom komentarzy jest adekwatnie niski do poziomu artykułów. Ale nie to jest największy ból. Problem jest taki, że komentowanie czegokolwiek na takich portalach to koszmar. Dzisiaj chciałem w zalewie chłamu komentarzowego pozostawić po sobie ślad w postaci integentnej riposty na temat Kasi Cichopek i jej nowego serialu. No i co? Nie da się. Jakiś internal error czy coś. A wszystkie “ale ona głupia”, “wygląda jak pasztet” i “nadaje się do grana żony Rasiaka” w międzyczasie przechodzą bez problemów. Podobne rzeczy zachodzą na Onet.pl, który – jeżeli chodzi o system komentarzy to jedna gigantyczna, piramidalna, niewyobrażalna pomyłka (o czym piszę po raz kolejny na blogu i dziwię się, że rzadko kiedy ktoś na to narzeka). System “rozwiń komentarz, czekaj na odświeżenie strony i czytaj” jest poroniony, poziom komentarzy – jeszcze gorszy. Swojego czasu (a z rzadka nawet i “współcześnie”) próbuję dodać jakiś długi i rzetelny merytorycznie komentarz, odnoszący się np. do ewidentnych bzdur w artykule czy innych komentarzach. No i co? NIGDY nie zdarzyło mi się, aby mój komentarz onetowski przeszedł przez moderację. Za to wszystkie durne Jasie Śmietany i inne gwiazdy internetu, ograniczające się do fantazjowania na temat Rysia i Maciusia, zawsze znajdą uznanie w oczach ludzi odpowiedzialnych za puszczanie komentarzy na onecie.

Tak więc wcale nie jest tak różowo z tymi komentarzami. Ale i tak warto je czytać (albo chociaż przeglądać), aby zobaczyć jakie nastroje są w społeczeństwie.

Jeżeli chodzi o komentarze blogowe – to akurat temat na innego posta, bo blogi to medium innego kalibru – już z definicji stronnicze, unikające obiektywizmu i bardziej nastawione na przekazywanie opinii niż faktów. Komentarze na szczęście w ogólnym przypadku czy to u mnie, czy u ludzi, których blogi odwiedzam, są na temat, rzeczowe i ciekawe. Być może dlatego, że blogi odwiedzane są wciąż przez z grubsza tę samą grupę osób, które są tu nie po to, aby się popisywać ale po to, aby z blogerem nawiązać jakiś kontakt. A nie wypada wchodzić do cudzego domu i śmiecić mu. Co innego miejsce publiczne, jakim jest portal. Tam można sobie poużywać.

 

115. Sneak Peak do postu “Moja wiara” 15 maj 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Internet, Kościół, filozofia — HaeS @ 4:48 pm

Post o mojej wierze zapowiadam po raz kolejny. Jest on cały w produkcji, w znacznej mierze ukończony, sporo jednak jest spraw, które muszę jeszcze przemyśleć, a jeszcze więcej takich, które chciałbym ująć w odpowiednie słowa i cały czas szukam pomysłu jak to najlepiej zrobić. Póki co jednak – rzucam fragmenty z dyskusji na forum.gazeta.pl. Dyskusja jest naprawdę bardzo interesująca. Zaznaczam, że mniej lub bardziej zgadzam się z większością cytowanych fragmentów, zaś spora część wypowiedzi (a szczególnie pytanie inicjujące wątek) brzmi jakbym sam to pisał. Dla zainteresowanych cała dyskusja znajduje się tutaj.

bzdzius
Moi rodzice byli mądrzy i nie zmusili mnie do żadnej religii, kiedy byłem dzieckiem. Teraz jestem dorosły i mogę sam wybrać. Chcę sobie wybrać jakąś religię bo boję się, że bez tego może rzeczywiście pójdę do piekła albo może do czegoś jeszcze gorszego… A nie uśmiecha mi się smażenie się w smole. No ale tu właśnie zaczyna się problem, no bo jaką religię mam wybrać?

Rzymski katolicyzm? A jeśli rzymscy katolicy nie mają racji, tylko np. starokatolicy, ewangelicy augsburscy, prawosławni, zielonoświątkowcy albo jeszcze inni chrześcijanie? A może to chrześcijanie nie mają racji, tylko muzułmanie? A może też i nie oni, tylko buddyści lub hinduiści? Co będzie jeśli uwierzę, że Jezus był Bogiem, a wiara w Buddę i w reinkarnację to grzech, jeśli okaże się po śmierci, że to właśnie reinkarnacja jest prawdziwa, a Jezus nie był Bogiem? Czy mam uwierzyć rzymskim katolikom, że homoseksualizm to grzech, a jego zwalczanie to cnota, czy na odwrót – protestantom, że homoseksualiści nie grzeszą, natomiast grzeszą ci, którzy ich poniżają? Może rację mają buddyści, że zwierzęta mają duszę i nie wolno ich zabijać? Czy przeciwnie mogę np. spokojnie pracować w rzeźni a i tak potem pójść do nieba? Pomóżcie mi wybrać jakąś religię, czuję się kompletnie zagubiony…

grgkh
Wszystkie religie mają wspólny element, chcą przekazać – strachem lub obietnicami nagrody – zasady moralne, jak żyć między ludźmi. Bądź “dobrym” człowiekiem, tak jak to dobro rozumiesz, a religie olej. I to wystarczy.

krytykantka07
Pomogę Ci ;). Wszystkie religie są takie same i jest tylko jeden Bóg jakkolwiek by się nie nazywał. Katolicy nie mają racji prześladując homoseksualistów, bo prześladowania kogokolwiek zabronił Jezus i protestanci to wiedzą. Katolicy o tym wiedzieć nie chcą. Wiara w reinkarnację wskazuje na to, że musisz być dobry dla wszystkich, bo nie wiadomo kto wrócił ;). Czyli jest to miłość bliźniego głoszona przez Jezusa. Co do zabijania zwierząt : oczywiście bezpieczniej jest ich nie zabijać, a jeśli jesteś wegetarianinem to nie masz problemu ;). No i zawsze możesz jeść ryby ;). Czy ryba to zwierzę? ;). No a w rzeźni pracować nie powinieneś, chyba że lubisz patrzeć na cierpienie ;).

astrotaurus
krytykantka07 napisała:
**Pomogę Ci ;). Wszystkie religie są takie same i jest tylko jeden Bóg jakkolwiek by się nie nazywał. **

Gdyby sobie człowiek jaj nie robił to byś mu zaszkodziła. Wszystkie religie są takie same i żadnego głoszonego przez nie boga nie ma. Miał mądrych rodziców, nie popadł w narkotyki, to i w Twoje bajki może nie popadnie. :)

rachela25
Wiesz co? po dłuższym zastanowieniu to chyba powinieneś brać przykład z rodziców. Po co ci religia? wierz w człowieka a nie w jakąś,,istotę,, na istnienie której dowodów nadal nie ma.Ja również nie ochrzciłam swojego dziecka co w tym kraju u większośći wywołało oburzenie.Ale nie przejmuję sie tym , dla mnie to jedna wielka bzdura.

tewie60
Pozostań ateistą i bądź swym własnym bogiem !
W gruncie rzeczy, żadna religia w swych podwalinach nie jest zła, każda nakazuje bycie dobrym człowiekiem. Źli są tylko ludzie głoszący wiarę we własny, pokrętny i interesowny sposób. To kapłani i szamani wymyślili, że pobożność człowieka mierzy się wielkością dóbr materialnych złożonych w ofierze “jedynemu stwórcy”. A że każda religia ma swojego “jedynego” (katolicyzm chce być najlepszy i ubzdurał sobie trójcę), to mało ważne do którego sie modlisz, bo on i tak jest jedyny.
Co weselsze, każdy jest nieograniczenie miłosierny i wszechmocny, oraz sprawiedliwy, a jak cię spotka coś złego to on cię ukarał i przyjmuj to z pokorą. Tylko jak patrzysz, że za to samo twój sąsiad jest przez niego nagradzany, to ci sie nóż w kieszeni otwiera i zaczynasz wątpić, co jest równoznaczne z wypięciem się na bóstwo.

No i na koniec chyba najmądrzejszy post:

kretynofil
Jest tylko jedna religia, ktora zaprowadzi Cie do raju i ktora da Ci wieczne szczescie. Nie tylko na tym padole lez, ale na kazdym innym. Ta religia to PASTAFARIANIZM:

en.wikipedia.org/wiki/Pastafarianism
Jest tez wersja polska, ale ubozsza:

pl.wikipedia.org/wiki/Lataj%C4%85cy_Potw%C3%B3r_Spaghetti

Jesli bedziesz zyl wedlug Wielkich Osmiu “Naprawde Wolalbym Zebys Nie”, to kazdy bog i kazdy Bog rozpozna Cie jako swego. Nie ma zmartwienia :)

 

98. Raima Radio – kolejny cud globalnej wioski 9 kwiecień 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: Internet — HaeS @ 5:25 pm

Dzięki mojej przyjaciółce Emilce (mam nadzieję, że to czyta) odkryłem nowe zastosowanie internetu – słuchanie stacji radiowych. Służy do tego program Raima Radio, a za jego pomocą można posłuchac stacji radiowych z dowolnego zakątka świata – od Polski, poprzez USA, Albanię, Gruzję po Anktartydę (!).

Aplikacja idealna dla osób uczących się języków obcych, ale też i dla tych, którzy są po prostu innych języków ciekawi. Można posłuchać jak pięknym językiem jest węgierski (którego w normalnych warunkach nie uświadczy się ani troszkę) czy duński (ta ich charakterystyczna gardłowa wymowa w połączeniu z połykaniem spółgłosek robi wrażenie). Można na własne uszy przekonać się, że dialekt Irlandzki języka angielskiego faktycznie jest zupełnie niestrawny, zaś australijski jest troszkę śmieszny. Podobieńśtwo języka słowackiego i ukraińskiego do polskiego też nareszcie można sprawdzić empirycznie. Zainstalowanie Raima Radio jest też dobrym pomysłem dla wszystkich tych, którzy język obcy znają i chcieliby np. posłuchać co się dzieje w danym kraju albo jak wydarzenia w Polsce odbierane są przez tamtejsze media.

Ale radio takie ma jeszcze jedną zaletę – można posłuchać tego, co jest na topie w Rumunii, Albanii, Szwecji czy Panamie. Rzadko kiedy mamy do czynienia z ich rodzimą muzyką (a wszystkie Abby i Ozone to tylko ułamek tego, czego oni słuchają). A przecież każdy naród ma swojego Rubika, Feela czy chociażby Dodę. Swoje własne gwiazdy, słuchalne czy nie, to jednak zawsze wpadające w ucho i fajnie, że mamy okazję poznać ich więcej.

Program nie jest idealny – co kawałek wyskakuje jakiś komunikat o błędzie, który trzeba zamykać (na szczęście pomimo tego stacja cały czas “nadaje” i można słuchać), nie idzie też czasem zamknąć kanału i przestać słuchać stację – stacja cały czas się gdzieś tam buforuje, zapychając łącze i utrudniając słuchanie innych rzeczy. Poza tym niezła bura powinna dostać się osobie, która dobierała państwa i wpisywała je na liste. Nie boli mnie, że jest tylko jedna ameryka (lenistwo?), ale to że ZEA zaliczone są do Azji, a nie do “bliskiego wschodu” (bo taka kategoria też jest), że Rosja jest w Azji, a nie w Europie, że brakuje Finlandii – to wszystko troszkę denerwuje, ale nie aż na tyle, aby uniemożliwić korzystanie z programu. Poza tym, niestety, ok. 20% stacji (w tym główne kanały BBC – na szczęście poza World Service) po prostu nie działa i nie wiadomo dlaczego. No i nie ma Radia Maryja. Nie to, żebym cierpiał z tego powodu, ale po prostu to kolejny dowód nierzetelności twórcy programu.

No cóż, ja wracam do debaty nt. sytuacji w Zimbabwe na BBC World Service. A tym, którzy zdecydują się zainstalować Raima Radio, życzę satysfakcji z użytkowania. Co najmniej takiej, jak ja mam.

 

77. Mój pierwszy blog… 10 luty 2008 (niedziela)

Zaszufladkowany do: Film, Internet, O blogu — HaeS @ 9:37 am

mini-portalik.jpg

Po długich poszukiwaniach dorwałem wreszcie swój stary blog. Nie zaglądałem tam tak dawno, że nie pamiętałem adresu, a loginie i haśle nie wspominając. Blog furory nie zrobił, ale sporo też w tym mojej winy – zwyczajnie go zaniedbałem z lenistwa, ale i też z powodu kiepskiego pomysłu. To były czasy, kiedy jeszcze nie miałem swojej wizji jak powinien wyglądać blog (wizję tę uzyskałem dopiero po regularnej lekturze bloga Mierzwiaka, ale to temat na inną opowieść), nie wiedziałem czego tak naprawdę chcę. Więc zacząłem go pisać i z czasem sam pogubiłem się w narzuconej samemu sobie formule. Blog o filmach i tylko o filmach. I to na (fuuuuuj!) onecie. Z fatalnym designem (czemu wstawiłem te arbuzy?). To była porażka. Z moim aktualnym blogiem czuję się dużo lepiej – piszę co chcę, o czym chcę i jak chcę. No i jest na o niebo lepszej platformie.Mojego pierwszego bloga powinienem się właściwie wstydzić, ale… po pierwsze aż tak fatalny to on nie jest, po drugie – każdy bloger kiedyś zaczynał blogowanie i ma prawo popelnić coś takiego.

A co mi tam, macie, poczytajcie sobie. Zamieszczę linka, żeby moje wypociny nie zginęły na zawsze w sieciowej czarnej dziurze.

http://haes-film.blog.onet.pl/

Edit (3.05.2008):

Niestety, moje czarnowidztwo okazało sie byc w pelni uzasadnione - bloga juz niestety. nie ma… Widocznie mądre głowy z Onetu stwierdzily, ze blog nieaktualizowany przez dluzszy czas = blog nie zasługujący na egzystencję. No cóż, mówi się trudno i żyje się dalej!

 

48. Piractwo… 1 grudzień 2007 (sobota)

Zaszufladkowany do: Internet, społeczeństwo — HaeS @ 12:36 pm

O piractwie wiele zostało powiedziane, wiele jeszcze pewnie się powie. Nie będę w tej chwili znęcał się nad ZAiKSem i ZASPem, Pawłem Kukizem i Kazikiem Staszewskim za te wszystkie ewidentne bzdury, które tak namiętnie plotą o ściąganiu MP3 z internetu i napisach do filmów (chociaż można byłoby sporo napisać, oj sporo), zajmę się czymś zupełnie innym, a mianowicie faktem płacenia ZAiKSowi a to, że słucha się utworu w radiu np. w taksówce bądź u fryzjera.

Tworzy bowiem się pewien paradoks: radio płaci już stosownym organizacjom za możliwość odtwarzania utworów i pieniądze z tego idą do artystów; dlaczego więc osoby słuchające tego radia mają płacić po raz drugi za to samo? Zrozumiałe (chociaż wciąż jeszcze kontrowersyjne) byłoby jeszcze gdyby z faktu puszczania muzyki z radia dana organizacja czerpała bezpośrednie zyski, ale tak naprawdę to nikt nie wchodzi do fryzjera, baru mlecznego czy taksówki po to, aby słuchać muzyki. Nawet jeśli wiem, że znajomy fryzjer słucha wciąż takiego np. RMI (które wkurwia mnie niemiłosiernie), ale zadowolony jestem z poziomu jego usług, to idę niego ze świadomością, że przez najbliższe piętnaście minut będę musiał słuchać walizłomów notorycznie w tym radiu puszczanych. Fakt że muzyka jest (bądź jej nie ma) i ewentualnie jaka jest w danym miejscu jest dla mnie kwestią trzydziestopięciorzędną przy wyborze tego, a nie innego miejsca. Dlaczego więc wspomniany już fryzjer, dentysta, właściciel sklepu monopolowego ma płacić za puszczanie muzyki z radia (jak wspomniałem, JUŻ OPŁACONEGO TYM ZŁODZIEJOM!), skoro nikt tej muzyki (poza nim samym) nie słucha i wszyscy mają generalnie to w dupie?

I jeszcze jedna uwaga dotycząca piractwa: jesli wierzyć doniesieniom prasowym o łapaniu kolejnych piratów ściągających różne rzeczy z internetu (być może to tylko propaganda), to policja jest lata świetlne za piratami. Cały czas ścigają emularzy i torrentowców, ostatnio zaś odkryli nowy super sposób ściągania różnych rzeczy z neta poprzez P2M i nawet zaczynają powoli ścigać ludzi którzy się w bawią. Co za postęp! Zanim zrozumieją że istnieje coś takiego jak całe środowisko warezowe, które jest najwydajniejszym, najwygodniejszym, najszybszym i najpewniejszym sposobem wymiany plików przez internet, minie sporo czasu. A nawet jak się za to wezmą – to jeszcze są ruskie fora warezowe.

Póki co więc bracia i siostry, śpijmy spokojnie i ssijmy z rapida do oporu!

 

21. Rejestracja blogów 31 sierpień 2007 (piątek)

Zaszufladkowany do: Internet, Polityka — HaeS @ 5:49 pm

Krótko i na na temat: Wobec publikacji straszących koniecznością rejestracji wszystkich publikacji papierowych i internetowych, a więc stron www i blogów, informuję uprzejmie, iż wali mnie to, bloga tego nie rejestrowałem, nie rejestruję i rejestrować nie będę. Amen.

 

2. Co mnie wkurza w necie? 14 lipiec 2007 (sobota)

Zaszufladkowany do: Internet — HaeS @ 12:11 pm

Wiecie co mnie najbardziej wkurza w necie? Oto moje top-3:

1. Wszędobylskie reklamy
Szczególnie te we flashu, gdzie trzeba z olbrzymim wysiłkiem szukać przycisku aby je zamknąć, tudzież te z dźwiękiem które potrafią niemile zakoczyć człowieka który akurat niczego nie słucha, ale ma głośniki włączone na całą moc. Takim reklamom mówię NIE i dlatego polecam Operę, która znakomicie sobie z nimi radzi.

Jeszcze krótko o aspekcie moralnym: Czy to uczciwe, że uniemożliwiam firmom reklamującym swoje usługi/produkty zaprezentowanie ich oferty, jednocześnie w pełni korzystając z dobrodziejstw serwisu, który własnie z wciskania tych reklam sie utrzymuje? No coz, drogi reklamodawco – to dla Twojego dobra. Kiedy widzę nazwę danej firmy na flashu na pół ekranu, którego na dodatek nie ma jak wyłączyć, to firma mi się kojarzy raczej ŹLE. I jesli nie potrafisz zaprezentowac swojej oferty w taki sposób, aby nie wkurzać ludzi, to WYPIERDALAJ.

2. Zarejestruj się
Kolejna plaga. Czy to chodzi o stronę z napisami do filmów, czy jakiś durny blog, czy też o stronkę dla miłośników rowerów, trzeba się ZAREJESTROWAĆ aby coś obejrzeć czy aby się wypowiedzieć, wziąć udział w ankiecie czy ściągnąć maleńki durny pliczek. Jakby tego było mało, muszę im podawac swoj e-mail ryzykujac terabajty maili z reklamami i newsami, ktore mnie zbytnio nie interesuja. (ostatnio sie wycwanilem i zalozylem specjalnego maila tylko dla takich stron). Na dodatek, jakby tego bylo malo, trzeba wypelniac durne formularze w ktorych brakuje tylko pytania o dlugosc fiuta, poza tym strony te maja jakies wielkie wymagania co do hasła. Że za krotkie, za proste, że musi być cyfra, litera i znak specjalny, przy czym cyfra nie moze byc na koncu… LUDZIE, to przeciez tylko durna strona na ktorej sie rejestruje po to, zeby cos sciagnac! Juz sama koniecznosc rejestracji jest wystarczajaco upierdliwym utrudnieniem. Ja rozumiem, że czasem rejestracja to konieczność, ale dotyczy to dużo mniejszej ilości portali niż te, na których trzeba się rejestrować. Jeśli nie potrafisz tak zorganizować strony, aby każdy normalny internauta mógł z niej swobodnie korzystać bez zbędnych utrudnień – po prostu WYPIERDALAJ.

3. Klikanie
Moda jest taka ostatnimi czasy, aby dawać jak najmniej informacji na jakiejś stronie i aby dostać ich więcej, trzeba sobie poklikać. Szczególnie modne jest to na forach ze strukturą drzewiatą (największy debilizm wszechczasów) i na blogach, na których dostęp jest tylko do początku artykułu, a resztę trzeba sobie wyklikać. Nie lubię tego i mówię czemuś takiemu stanowcze NIE.

I dlatego serwisowi Onet powiedziałem pa-pa, przerzucając sie na serwis gazeta.pl. Progejowska żydomasoneria prowadząca portal wkurza mnie niesamowicie, ale wystarczą za to dwa klinięcia i mam dostęp do dziesiątek komentarzy użytkowników, które mogę spokojnie poczytać. Wszystko czego chcę, to mieć dostęp do jak największej ilości informacji bez klikania więcej, niż potrzeba. Nie potrafisz tego, twórco portalu uszanować? WYPIERDALAJ.

Śpij spokojnie, drogi internauto; swój blog ustawiłem załozylem w serwisie bez reklam i skonfigurowalem go tak, aby nikt nie musiał się rejestrować ani klikać więcej niż jest to naprawdę niezbędne. I mam nadzieję, że inni pójdą w moje ślady.