Myślokracja, czyli from łeb to web

147. Boleslaw Poltorny Zapomniany 18 sierpień 2008 (poniedziałek)

Zaszufladkowany do: Nauka, historia — HaeS @ 12:43 pm

Uparcie cale zycie powtarzam, ze z historii jestem ciemny. W moim wypadku szkola niestety nie spelnila swojej roli i nie mam zielonego pojecia co to byly wojny punickie, kto z kim i o co bil sie w bitwie pod Warna albo tez czym sie rozni konfederacja barska i targowicka i co w to w ogole ta konfederacja jest. Kim u licha byl Ludwik Warynski? Co odbilo Sobieskiemu ze az pod Wieden sie wybral z Turkami walczyc? O co chodzilo w Rewolucji Francuskeij i Wojnie Secesyjnej? No i calosci obrazu mojej niewiedzy historycznej dopelnia wielka czarna dziura dotyczaca I Wojny Swiatowej. Moze nie powinienem wiecej pisac, aby sie nie kompromitowac.

Wrecz przeciwnie: czas sie zaczac rehabilitowac i nadrabiac zaleglosci. Wciagnelo mnie ostatnio wlasnie tak na historie, troszke sobie czytam. Fascynujaca rzec, jak to sie czyta rozne rzeczy i wszystko uklada sie w pewna wielka calosc, kawalki ukladanki same wchodza w odpowiednie miejsce. Poczytam np. troszke o reformacji Lutra i Henryka VIII, ale jednoczesnie tez, jakby przy okazji, ze szczatkowych informacji, w glowie zaczal ukladac mi sie (oczywiscie niepelny) Karola V Habsburga. Tak sam z siebie. Cudowna rzecz.

Poki mi sie ta fascynacja nie znudzi (a znudzi sie kiedys na pewno), nadrabiam zaleglosci, skupiajac sie jednak nie na datach i faktach, ale przyczynach i skutkach roznych wydarzen, przy okaji wylawiajac rozne ciekawostki, jak chociaz opowiesc o koszmarnej brzydocie Anny Jagiellonki, od ktorej uciekali wszyscy potencjalni malzonkowie (nie wiem czy to prawda, ze Henryk Walezy uciekl w dniu slubu, rezygnujac tym samym z panowania nad Polska), a jedyny chetny na jej wdzieki Stefan Batory stronil od niej jak mogl i dopiero kiedy zrezygnowala ona z egzekwowania malzenskich obowiazkow, ich zycie zaczelo ukladac sie w miare harmonijnie. Albo tez i opowiesc o sw. Kindze, ktora na przekor mezowi uparla sie, ze zostanie dziewica i nie pomagaly ani prosby, ani grozby meza, a na dodatek cala ta zenujaca sytuacja sprawila, ze Boleslaw V zostal nazwany Wstydliwym. Takich historyj jest wiecej, a ich wylawianie jest swietna zabawa. Poszukajcie sobie np. jak zmarl krol Stanislaw Leszczynski, bo o takich rzeczach sie nie mowi, a szkoda!

Inna sprawa to tez i obserwacja na jak ubogich zrodlach bazuja historycy. Na temat monarchi wczesnopiastowskiej wiemy naprawde niewiele, a nawet to, co wiemy z polskich i obcych kronik i rocznikow jest czesto kwestionowane. Oto mniej wiecej jak wyglada proces badawczy mediewisty:

Kronikarz niemiecki Thietmar pisze, ze ksiaze Boleslaw (Chrobry) przepedzil swoja druga zone (ktorej nawet imienia nie znamy!) i poslubil Emnilde, corke czcigodnego ksiecia Dobromira. Nic wiecej o Dobromirze nie wiemy, ale zaraz sie dowiemy.  Skad? Takie historyczne czary mary: Dobromir to imie zachodnioslowianskie. Czcigodny oznacza, ze jest wiary chrzescijanskiej. Emnilda to imie brzmiace troszke z niemiecka. Tak wiec -Eureka! Mamy. Dobromir byl ksieciem Luzyckim, bo tylko Luzyce wpasowuja sie w te ukladanke.

Tak niestety wyglada badanie starych dziejow. Trzeba szukac, analizowac kazde slowo, a potem jeszcze kiedy juz wszystko mniej wiecej wiemy, zastanawiac sie nad prawdomownoscia kronikarza, bo z tym tez roznie bywalo. Szczegolnie jezeli kronikarz zywil do jakiegos wladcy czy rodu panujacego uraze, co zdarzalo sie czesto, pojawiala sie tendencja do oczerniania danej osoby.

Na takim wlasnie jednym wielkim znaku zapytania oparte sa dzieje Polski od Siemomysla po Boleslawa Krzywoustego. Potem Gall Anonim, Kadlubek, Janko z Czarnkowa i Dlugosz mniej wiecej na biezaco nam relacjonuja wiekszosc faktow, ale i tak pewne niejasnosci pozostaja.

Rozpisalem sie nieludzko i ten wstep do posta jest wielokroc dluzszy anizeli to, o czym chcialem napisac. Mawia sie, ze miedzy MIeszkiem II Lambertem (nawiasem mowiac, kilka lat przed smiercia wykastrowanym, co tez jest rzadko wspominana ciekawostka), a Kazimierzem I Odnowicielem panowal inny wladca – niejaki Boleslaw Zapomniany, starszy brat Kazimierza. Nic o nim nie wiemy i stanowi on jedna wielka zadadke. Byc moze nawet w ogole nie istnial.  Niektorzy mowia, ze byl takowy, ale byl jednym z “poronionych ksiazat”, ktorych bylo wiele wiecej. Inni sugeruja, ze kronikarzowi pomylilo sie cos z Bezprymem, wczesniejsycm wladca Polski (czesto pomijanym w roznych opracowaniach). Inni – ze faktycznie, byl krol (krol, nie zaden ksiaze!) Boleslaw II zwany srogim badz okrutnym, ktory jednak za swoje przewinienia oprocz kary smierci, zostal tez, mowiac po orwellowsku, ewaporowowany, czyli po prostu zapomniany na zawsze.

Jest kilka poszlak, np. obszerna wzmianka w Kronice WIelkopolskiej czy tez to, ze gdzies tam nazwano Boleslawa Smialego Boleslawem III, a Krzywoutego – Boleslawem IV. Sa tez powody, by faktyzcnie przypuszcac ze Mieszko Lambert mial oprocz Kazimierza takze starszego syna Boleslawa. No, ale jak bylo naprawde – nie wiemy. I to jest fascynujace. Wszak jest tyle dziur i tyle luk w naszej historii, tyle znakow zapytania, ktore zapewne nigdy nie zostana zapelnione. Poczytac mozna sobie troszke na Wikipedii, a jeszcze wiecej – na forum historycy.org.

Ja jednak abstrahujac od faktow historycznych i argumentow przeciwnikow i zwolennikow istnienia Boleslawa, nie przyjmuje do wiadomosci, ze takiego wladcy nie bylo. To zbyt piekna i ciekawa historia, aby wlozyc ja miedzy bajki i warto ja powtarzac, chociazby w formie legendy, aby Boleslaw Zapomniany wraz z ksieciem Krakiem i Piastem Kolodziejem zajal nalezne miejsce w swiadomosci polskiego narodu. Jego zywot az prosi sie o to o jakas historical fiction – ksiazke, film czy serial, ktory oparty na tych jakze watlych historycznych podstawach, opowie nam o Boleslawie Zapomnianym, stworzy prawdziwa, gleboko postac polskiego okrutnego krola, przeciwnika wiary chrzescijasnkiej, buntownika i jatrzyciela, ktory wspiawszy sie na szczyty wladzy, zostaje zdradzony przez ktoregos z ciemiezonych dworzan, zabity i zapomniany na zawsze, a wladze po nim obejmuje dobry ksiaze Kazimierz. Pole do manewru dla artysty jest naprawde ogromne, bo o Boleslawie Zapomnianym (i w ogole o latach jego mniemanych rzadow) wiemy doprawdy niewiele.

Tak wiec zawsze kiedy mowimy o Boleslawie I Chrobrym i Boleslawie II Smialym, pamietajmy, ze mozna jeszcze gdzies tam miedzy nich wscisnac (oprocz ma sie rozumiec Kazimierza Odnowiciela) jeszcze Boleslawa “poltornego” (I i I/II) Zapomnianego.

 

131. Jam był w Gieczu 2 lipiec 2008 (środa)

Zaszufladkowany do: Z życia, historia, refleksje — HaeS @ 10:27 am

Giecz to mała wieś, leżąca w powiecie średzkim, licząca ok. 150 mieszkańców w kilkudziesięciu domach rozlokowanych wzdłuż jednej głównej i kilku pomniejszych ulic. Leży nie więcej niż 35 km ode mnie i ledwie 2-3 km od miejsca, gdzie pracuję. Aż wstyd, że dopiero teraz się tam wybrałem. Patrząc na to wszystko, aż trudno uwierzyć, że tysiąc lat temu był jeden z głównych piastowskich grodów (mówi się nawet o stołeczności Giecza, co ustawia tę wieś w jednym rzędzie z Krakowem, Gnieznem i Poznaniem). Jedynie kamienny romański kościół sugeruje, że kiedyś działo się tu coś wielkiego. Nie będę teraz przytaczał historii tego kościoła, chociaż na pewno jest ciekawie – kto chce, może poszukać w internecie, informacji jest dość dużo.

Zajmę się czymś innym. Mniej wiecej kilometr z dużym hakiem od współczesnego Giecza trzeba jechać, aby dotrzeć do serca tych ziem. Grodziszczko to resztki grodu z IX wieku (albo i jeszcze wcześniejszego), świadczące o dawnej potędzie Giecza. Do zwiedzania doprawdy nie ma dużo – można obejść wszystko w 10 minut, ale każde miejsce ma swoją historię i jak się nad nim pochylić, zastanowić, poszukać w odpowiednich źródłach – to o każdym z tych miejsc prawić można przez godzinę. Nawet witająca przybyłych brama z piastowskim godłem i powiewająca na wale polska flaga, zatknięta na jakby gigantycznej dzidzie z grotem (przepraszam za nieprofesjonalne słownictwo) robi wrażenie. Mamy w Grodziszczku drewniany kościół, wybudowany na gruzach kościoła kamiennego, którego resztki znajdują się zakopane pod stopami zwiedzającego (fragment muru celowo zostawiono odkryty). Są fundamenty pałacu z przyboczną kaplicą, który nigdy nie powstał (i nikt nie wie dlaczego). Dreszczyku emocji dodaje fakt, że przez lata fundamenty przykryte były cmentarzem, który usunięto dopiero w latach 60tych. Jest też i sporo innych ciekawostek. Niestety, niewiele się dowiedziałem, bo pani odpowiedzialna za prowadzenie tutejszego muzeum, zajęta była spotkaniem z archeologami, którzy regularnie nawiedzają to miejsce i szukają nowych rzeczy, skazany byłem zatem na siebie i panią kasjerkę z muzeum, która również sporo mi ciekawych rzeczy opowiedziała.

Gród stracił znaczenie po rozpierdusze zafundowanej nam przez braci Czechów w 1138, a ostatecznie został zapomniany prawodopobnie po najedździe Krzyżackim w 1331. I w ten sposób zamiast dużego miasta w stylu Poznania, troszkę mniejszego (ale pięknego) miasta w stylu Gniezna, albo chociaż miasteczka z historyczną przeszłością jakim są Pyzdry czy Kruszwica, mamy wspomnianą tylko maleńką, dość zapomnianą wieś.

Dużo się zmieniło tutaj. Nie ma już jeziora otaczającego gród, nie ma też w środku żadnych domostw (poza plebanią). Ale klimat średniowiecza i tak pozostaje. Bezcenną rzeczą jest stąpać po ziemi, po której stąpał Mieszko I i II czy Bolesław Chrobry, a być może nawet Siemowit, Lestek i Siemomysł. Kto wie, moze nawet legendarny Piast Kołodziej w miejscu, gdzie dzisiaj rośnie żyto, miał skromną chatkę i żył tam z Rzepichą. Po takiej wizycie inaczej czyta się “Starą Baśń”, inaczej ogląda się filmy i seriale o średniowieczu, nawet w Baldura się inaczej gra i inaczej się czyta Kajka i Kokosza. Czuję jakbym ja dostał się w część średniowiecza, a część średniowiecza weszła we mnie.

 

104. Band of Brothers 22 kwiecień 2008 (wtorek)

Zaszufladkowany do: Seriale, historia — R-Chee @ 1:14 pm

Witam serdecznie. Poniższa recenzja jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Pracowałem nad nią znacznie dłużej niż nad innymi moimi wpisami zamieszczanymi na tym blogu. Traktuję ją bardzo osobiście, gdyż mam przyjemność napisać o serialu, który bezapelacyjnie jest moim numerem jeden spośród wszystkich produkcji telewizyjnych jakie miałem w swoim 24 letnim życiu przyjemność/nieprzyjemność obejrzeć. Zanim jednak napiszę coś o samym serialu, cofnijmy się nieco w przeszłość.

Całkiem niedawno znany i lubiany Hubert S. zamieścił na blogu recenzję serialu wojennego p.t. Das Boot (jak by się szukać nie chciało: LINK). HaeS zauważył wtedy, że twórcy filmów wojennych zbyt często ponoszą się “fantazji” i zbyt upraszczają (a wręcz wypaczają) obraz wojny, w którym są tylko ci dobrzy (każdy aliancki żołnierz) i ci źli (każdy Niemiec) przejaskrawiając, naciągając lub w razie konieczności, przemilczając pewne fakty. Mamy zatem podział na to co białe i to co czarne, zapominając o całej palecie różnych odcieni szarości. Z takim obrazem możemy się spotykać w wielu, zwłaszcza starszych produkcjach. Wiadomo, że takie filmy nie powstawały bez powodu. Heroizacja (często na wyrost) amerykańskich żołnierzy i demonizacja narodów należących do OSI, spełniały swoje funkcję jako propaganda sukcesu, zwiększenie morałów i w końcu odpowiedź na pytanie, dlaczego tylu młodych ludzi musiało oddać życie za wolność Europy i całego świata. Takie przedstawienie sprawy miało oczywiście swoje odbicie w rzeczywistości, bo nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że naziści kierowali się świetniejszymi ideami niż alianci. Całe szczęście wraz z ewolucją człowieka, ewoluował jego światopogląd, czego przejawem był między innymi zmieniający się stosunek do ówczesnej kinematografii. Dziś nie można pokazać wojny tak, jak ukazywana była przez minione 50 lat. Nie można stworzyć swoistego westernu, gdzie kilku gości stojących po dwóch stronach barykady (z wyraźnie istniejącym kontrastem między dobrymi a złymi) próbuje się pozabijać. Z szacunku do widza należało by skupić się raczej na filozofii samej wojny, demonizując ją i pokazując w najgorszym możliwym świetle.
Można powiedzieć, że przełomowym momentem w historii filmów wojennych był Szeregowiec Ryan. Było to zupełnie nowe spojrzenie na wojnę. Nie było w nim miejsca na cukierkowatość, bezkrwawą śmierć, bohaterstwo (choć nie tak do końca) i wzorowy obraz alianckiego żołnierza. Jakkolwiek, dopiero opisany przeze mnie poniżej serial w pełni ukazuje to, co moglibyśmy nazwać prawdziwym obrazem wojny.

Kompania Braci. O tym serialu można by napisać naprawdę wiele. Zacznijmy może od tego, że ów produkcja oparta jest na cenionej książce Stephena E. Ambrosa, ta z kolei – na podstawie prawdziwych wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie walk Kompanii E, 101 Amerykańskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej w Europie. Produkcją serialu zajęły się wspólnie Werner Brother, DreamWorks I HBO, a realizację powierzono m.in Tomowi Hanksowi i Stevenowi Spielbergowi, czyli tym samym ludziom, którzy odpowiedzialni byli za sukces wspomnianego już Szeregowca Ryana.
Co do samego serialu, to składa się on z 10 odcinków trwających nieregularnie od 45, do nawet 75 minut. Każdy odcinek jest unikalny i porusza inne problemy natury moralnej, etycznej czy filozoficznej, pośrednio lub bezpośrednio dotyczące wojny. Mamy zatem odcinki nastawione niemal wyłącznie na akcję, ale i takie, które przenoszą środek ciężkości na emocje, odczucia czy psychologię żołnierzy, zarówno w sensie jednostki jak i całości kompani. Pokrótce, w serialu mamy odcinki opowiadające o początkach w obozie szkoleniowym i prowadzącym go sadystycznym kapitanie, o żołnierzu, który z tchórza staje się bohaterem, o wzajemnych relacjach “starych wyjadaczy” z nowicjuszami, o złych i dobrych dowódcach, o walkach w najgorszych możliwych warunkach, o wyjątkowo trudnej pracy wojskowych medyków, o załamaniu, utracie nadziei i chęci przeżycia poszczególnych żołnierzy, o wojnie widzianej oczami artysty, o wyzwalaniu obozu koncentracyjnego oraz o samych Niemcach, którzy ostatecznie okazują się nie być potworami w ludzkiej skórze, lecz w większości takimi samymi żołnierzami jak alianci, próbującymi jedynie robić swoje.

Głównym bohaterem serialu jest porucznik Richard Winters (później major) odgrywany przez Damiana Lewisa (według opinii starych weteranów – odegrany idealnie). Jest to bodajże, obok Nixona, jedyna postać pojawiająca się we wszystkich 10 odcinkach. Po nim mamy grupę kilkunastu świetnie nakreślonych postaci drugoplanowych, oraz żołnierzy stanowiących trzeci plan (równie ważnych dla serialu). Czyli jak zauważył HaeS, nikt nie wychodzi na plan główny, w przeciwieństwie do np. LOST (mój numer 2), gdzie każdy rozbitek jest postacią pierwszoplanowa. Może i takie stwierdzenie jest słuszne, jakkolwiek czy to źle dla BoB? Ja osobiście uważam, że nie. W kompani walczyło tak wielu żołnierzy (do tego każdy miał swój unikalny charakter), że spora ich część zasłużyła na swoje pięć minut. Po za tym, to nie Rambo, lecz obraz prawdziwej wojny, gdzie wszyscy walczyli na równych zasadach i z równym zaangażowaniem. O sile decydowało nie to, ilu było bohaterów pierwszego planu (bo istotnie na wojnie takowych nie było) lecz liczebność i jedność grupy. Nie było żadnych przesłanek by wyróżniać jakichkolwiek żołnierzy na tle swych kompanów (choć jak pokazuje serial do końca i tak nie było by to możliwe).
Wśród aktorów BoB nie znajdziemy gwiazd pierwszego formatu. Mamy tu m.in. Donniego Wahlberga, Neala McDonough, Michaela Cudlitza, Dextera Fletchera, Rona Livingstona, Matthewa Settle czy Ricka Gomeza, a więc aktorów choć popularnych w Stanach, u nas raczej mało znanych (choć co niektórzy mogą ów aktorów kojarzyć z różnych innych produkcji, głównie telewizyjnych). Jakkolwiek, największą popularnością spośród odtwórców głównych ról w serialu cieszyć się może odtwarzający rolę kapitana Sobel’a David Schwimmer (który jednak gra w Band of Brother postać zupełnie inną od bohatera serialu Przyjaciele).

Rozpisałem się, ale nadal nie wspomniałem dlaczego ów serial tak bardzo mi się podoba. A jest tego naprawdę wiele. Zacznę może od sposobu przedstawienia walk. Zupełnie różni się on od tego, co do tej pory mogliśmy oglądać na ekranie w innych tego typu produkcjach. Nie unika się pokazywanie krwi i ohydnych ran. Nie zapomina się przy tym o rannych, jak to często bywało w starszych produkcjach (postrzelony = zabity, co jest oczywistym przekłamaniem, bo o dziwo nie tak łatwo jest zginąć od jednej kuli). Wybuchające czołgi czy samoloty to prawdziwy majstersztyk. Ogólnie efekty specjalne i wizualne robią niesamowite wrażenie. Jednak w czasie walki często panował okropny chaos. Czasem sposób kręcenia walk wyglądał tak, jakbyśmy oglądali jakiś paradokument. Tak jakby operator rzeczywiście biegał między walczącymi żołnierzami i świszczącymi w kołu kulami. Dawało to poczucie osobistego uczestnictwa w walce (aż człowiek łapie się na tym, iż się cieszy, że nie przyszło mu żyć w tych czasach), ale i chaosu. Niektórych taka realizacja skutecznie zniechęciła do oglądania serialu, ale gdyby patrzeć na to racjonalnie, to bitwa, ba nawet cała wojna, to zazwyczaj jeden, wielki chaos, w którym nierzadko dochodziło do sytuacji, w których koledzy nieświadomie atakują kolegów (w filmie ukazane było to co najmniej trzykrotnie).
Nie powiem, operatorzy kamer spisali się na medal, bo poza samymi efektownymi walkami w pamięci nadal tkwi mi kilka wspaniałych scen: przecudownie zrealizowana scena przygotowań do inwazji w D-Day (ostatnie przygotowania przed desantem, inni żołnierze obserwujący w nadziei startujące samoloty i ostatnia scena z Wintersem wyglądającym przez drzwi maszyny), świetnie zrobione sceny desantu w Normandii, życie okopowe w Ardenach, niezapomniana scena z Kościoła (wspaniały pomysł z przedstawieniem sylwetek rannych i zabitych w walce towarzyszy), świetny motyw z niemieckim oficerem przemawiającym do swoich żołnierzy (pokazująca, że żołnierze niemieccy, borykali się z tymi samymi problemami i łączyły ich takie same więzi co żołnierzy alianckich) i w końcu scena wyzwolenia obozu – według mnie najbardziej wzruszająca scena serialu (i to autentyczne zszokowanie żołnierzy oraz łzy mieszane z radością więźniów w chwili wyzwolenia).

Kolejna sprawa to muzyka. Nastrojowa, świetnie zgrana z obrazem, bardzo ważna część serialu. W pamięci najbardziej jednak zapada utwór słyszany w openingu. Swoją drogą openingu bardzo dobrego, choć nieco przydługawego (acz przy tak małej ilości odcinków nie może to w żaden sposób wpłynąć na całościowy odbiór serialu). Wspominając opening nie można zapomnieć o jednym z najważniejszych elementów serialu – wypowiedziach starych weteranów… czyli prawdziwych żołnierzy Kompani E. Po każdym openingu opowiadają nam różne ciekawie historię, czasem autentycznie się przy tym wzruszając. Co ciekawe, nie pokazano ich na początku ostatniego odcinka. Dlaczego? Sami musicie się przekonać.

Kolejny plus to dbałość o szczegóły pod względem ubiorów, wyglądu broni i budowy technicznej pojazdów. Dla laików, którzy nie widzą różnicy między ubiorem nazisty a alianta, czy wyglądem Tygrysa a Shermana (są tacy?) nie będzie to miało jakiegoś fundamentalnego znaczenia. Ale wierzcie mi, że zdecydowanie przyjemniej ogląda się serial, w którym zachowane zostały wszelkie realia charakterystyczne dla tamtych czasów. I chyba najważniejsze – Niemcy mówią po niemiecku, a nie po angielsku z niemieckim akcentem, jak to czasem bywało w filmach.

Jednak to sami żołnierze i ich przeżycia stanowią główną siłę napędową serialu. Wielu zwyczajnych ludzi, którym przyszło żyć w trudnych czasach, z różnych powodów wstępujących do wojska, starających się robić swoje pomimo przeciwności losu. Próbują nie dać się zabić, przy okazji pomagając swoim towarzyszą na ile jest to możliwe, zacieśniając przy tym braterskie więzi (ponoć najsilniejsze, jakie mogą się wytworzyć między ludźmi). Nie są to jednak postacie wyidealizowane. Jak to ludzie, żołnierze także ulegają różnym słabością. Niektórzy starają się z nimi walczyć (o co na wojnie nie łatwo), wielu jednak ulega demoralizacji, dopuszczając się pijaństwa, wandalizmu, kradzieży, szabrownictwa, a nawet morderstw. Wielu żołnierzy ginie przez czyjąś lub własną głupotę. Dlatego te postacie są tak autentyczne i tak łatwo możemy się z nimi utożsamiać. Widz przywiązuje się do bohaterów serialu, dlatego bardzo miło wspominam jedną z ostatnich scen, w której opisane zostały pokrótce dalsze losy najważniejszych postaci BoB.

Serial jest wspaniały pod każdym względem. Gdzieś czytałem wypowiedź gościa, który przekreślił serial po obejrzeniu zaledwie jednego odcinka. Wielokrotnie próbowałem doszukać się w serialu jakiś wad, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłem takowych znaleźć. Oczywiście nie przemawiają do mnie argumenty osób szukających w Band of Brother wad na siłę, że film jest zbyt chaotyczny w realizacji (już obalałem wcześniej ten zarzut), że brak w nim jakiś kluczowych bohaterów (o tym też już pisałem), i w końcu, że wyszkolenie wojsk alianckich i ich umiejętności w stosunku do żołnierzy niemieckich były zbyt “zawyżone” (należy jednak pamiętać, że całość Band of Brother oparta jest na opowiadaniach byłych weteranów, którzy byli na miejscu, najlepiej wiedząc co się wokół nich działo, i choć mogli wskutek zatarć w pamięci przejaskrawiać pewne rzeczy, to istnieją przecież tony archiwów dokumentujących wszystkie ukazane w serialu fakty i wydarzenia). Jedyną wadą BoB może być jego długość, bo szczerze mówiąc 10 odcinków nie jest jakąś imponującą sumą. Z drugiej jednak strony mogła by na tym ucierpieć jakość serialu (jak na przykład w przypadku Prison Break) więc może nawet dobrze, że producenci pokierowali się tym razem zdrowym rozsądkiem i nie wymyślali nic na siłę. Jakkolwiek w internecie aż huczy od plotek, jakoby ekipa odpowiedzialna za Kompanie Braci miała w planach realizację kolejnego serialu wojennego, którego akcja miała by tym razem rozgrywać się na Pacyfik. Jestem jak najbardziej za, zwłaszcza że w przypadku klapy, nie ucierpiał by na tym oryginalny Band of Brother.

Podsumowując, BoB to kawał porządnej roboty. Dodając do tego fakt, że produkcja nie ciągnie się tasiemcem przez kilkadziesiąt odcinków, mogę śmiało rzec, że będzie to jedyny serial jaki prawdopodobnie zdecyduje się w przyszłości zakupić w Empiku na DVD! Naprawdę jest tego wart!

 

76. Das Boot 9 luty 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Film, historia, refleksje, społeczeństwo — HaeS @ 7:21 pm

das_boot_ver1.jpg

Dramat Wojenny 

Niemcy 1981 

Filmów, których akcja działa sie na łodzi podwodnej powstało już kilka. Znany powszechnie jest film “Polowanie na Czerwony Październik” a popularnością niewiele ustępuje mu “Karmazynowy Przypływ”. Nie będę kłamał ani bajerował: nie oglądałem ani jednego, ani drugiego, bo taka tematyka niezbyt mnie pociągała. Skusiłem się jednak na niemiecki “Das Boot”. Ale to nie piękna łódź podwodna majestatycznie sunąca przezmorze z wynurzoną górną częścią zachęciła mnie do obejrzenia tego filmu. Zachęciło mnie coś zupełnie innego…

Ostatnimi czasy zauważam u siebie delikatny trend polegający na zwiększonym zainteresowaniem tematyką wojenną. Jestem w trakcie oglądania “Kompanii Braci”, który to serial wyjątkowo realistycznie prezentuje wojnę, cały jej bezsens i okrucieństwo. Przy okazji odpaliłem sobie na kompie starego dobrego Commandosa. Oglądając “Kampanię” (i grając w Commandosa) miałem jednak wrażenie, że coś tu nie gra. Dobrzy amerykańscy żołnierze cały czas złych łoją Szkopów, zaś okropni Szkopowie zaś nie pozostają Jankesom dłużni. I wtedy naszła mnie taka myśl, że tam po drugiej stronie też są żołnierze. I oni też są ludźmi. Tak samo jak ich koledzy (czy to dobre słowo?) po drugiej stronie barykady boją się o swoje życie. Mają rodziców, którzy drżą o to, aby synowie powrócili cali i zdrowi do domu. Mają dość wojny, nienawidzą jej. Cierpią, kiedy ich najlepszy przyjaciel ginie od kuli wroga. Nie mogą patrzeć na otaczające ich cierpienie, ale najbardziej boli świadomość, że oni sami są przyczyną takiego samego cierpienia po stronie wroga.

W ogóle raczej nie spotykam się z poglądem, że Niemcy są ofiarami II wojny światowej. Pisząc “Niemcy” nie mam na myśli: “Państwo Niemieckie”, ale: “Obywatele Niemieccy”. A przecież trafili się tam ludzie, którzy stracili na wojnie synów. Ludzie, którzy wskutek jakichś alianckich ataków, stracili życie, zdrowie, kończynę bądź cały majątek. Ludzie, którzy stanęli przed koniecznością zmiany całego swojego życia, których spokojna, sielankowa egzystencja została przerwana przez wybuch wojny. Kiedy kogoś pytam o to, zazwyczaj słyszę “sami sobie winni”. Dlaczego się o tym mówi w ten sposób?

Dlatego też chciałem znaleźć film opowiadający o tym, co działo się “po drugiej stronie”. Film, w którym przedstawiono by losy nie bohaterskich amerykańskich żołnierzy, którzy ginęli za swoją ojczyznę, ale losy równie bohaterskich i równie odważnych, chociaż otoczonych tabu, żołnierzy niemieckich. A że jedynym niemieckim filmem wojennym, jaki miałem pod ręką był “Das Boot”, toteż właśnie “Das Boot” obejrzałem.

Widok przerażający. Zapewne fani “Karmazynowego Przypływu” i “Czerwonego Października” już co nieco o tym wiedzą, ale napiszę – w łodzi podwodnej jest ciasno jak cholera. Kilkudziesięciu ludzi upchniętych na maleńkiej powierzchni – klimat zaiste klaustrofobiczny. Dodatkowo co rusz się coś dzieje. To mamy sztorm i kołysze łodzią na lewo i prawo (swoją drogą – dlaczego nie chowali wtedy łodzi pod wodę?), to pęka jakaś śruba i przecieka woda do środka, to wybucha pożar, to ktoś wysyła w kierunku łodzi torpedę, to się znowu coś innego dzieje… miejscami sytuacja wydaje się beznadziejna i nie do opanowania. Słowem – jeden gigantyczny stres. Tak, jak to na wojnie bywa. Tyle tylko, że o ile można katapultować się z samolotu bądź uciec z okopu, z łodzi podwodnej ucieczki nie ma. Warunki życia koszmarne, ryzyko olbrzymie i w dodatku życie w ciągłym napięciu.

Jako że twórcy “Das Boot” są Niemcami, mogli sobie pozwolić sobie na pewne zagrania, które w amerykańskim filmie by nie przeszły. Kiedy załoga wysyła cztery torpedy w kierunku wrogiego okrętu, za chwilę słychać cztery uderzenia. Piąty huk oznacza pęknięcie kadłubu. Wszyscy stoją w ciszy i nasłuchują. Cisza, konsternacja, jakby smutek i żal. Załoga znakomicie zdaje sobie sprawę, co się tam dzieje. Podobnie jest kiedy załoga “dobija” zniszczony okręt i okazuje się, że na nim są jeszcze ludzie. Płonący wskakują do wody, błagając o pomoc. Jeden z załogantów płacze, a kapitan z wyraźnie ciężkim sercem wycofuje łódź z miejsca zdarzenia. I potem znów cisza wśród załogi. Nikt nie wie co powiedzieć… Jak pisałem, Niemcy mogli sobie na taki film pozwolić. Wyobraźcie sobie gdyby coś takiego było w filmie Amerykańskim. Jaki krzyk, jaki lament. “Dlaczego płaczą po Niemcach?”, “Żałują tych zbrodniarzy?”, “Dobrze im tak!”.

W filmie prawie w ogóle nie ma swastyki. Jedna pojawia się gdzieś tam pod koniec na banderze któregoś okrętu, ale nie powiewa, tylko wisi bezładnie, więc nawet nie widać, że to naprawdę jest swastyka. Szkoda, że reżyser nie poszedł krok dalej i nie zdecydował się na nieco więcej realizmu. Widocznie uznał, że lud nie jest przygotowany do takiego widoku i dla wielu osób byłaby to zniewaga, bądź obraza. W 1981 rany po II Wojnie Światowej wciąż były jeszcze otwarte. Ja sam jestem poglądu, że II Wojna Światowa tak naprawdę zakończyła się w 1989 wraz z upadkiem komunizmu, żelaznej kurtyny i Muru Berlińskiego. Do dzisiaj jeszcze wielu na dźwięk słowa “Niemiec” ma jednoznaczne skojarzenia. Pokazanie prawdy, że żołnierze ze swastykami na rękawach to zwykli ludzie, wśród których nie każdy identyfikuje się z poglądami Hitlera, a jedynie wykonuje rozkazy – nie zawsze z uśmiechem na twarzy, czasem z wątpliwościami, a czasem w wyraźnym wewnętrznym oporem to jednak ryzykowna misja i nawet w niemieckim filmie zdecydowano się tego nie pokazywać. A szkoda.

Słówko o zakończeniu (w tym akapicie spoiler dla tych, co nie oglądali!). Dośc niespodziewane. Smutne, tragiczne, wymowne. Wszystko pada, wszystko umiera, wszystko się kończy. Nagle i niespodziewanie. I mi jest osobiście żal tej łodzi, żal tych ludzi, żal kapitana, który tyle z tą łodzią przeżył… Jeszcze raz człowiek pyta – PO CO TO WSZYSTKO? Dlaczego tylu ludzi musiało w czasie wojny zginąć, tylu cierpieć, tylu zostać okaleczonych, tylu zostały zniszczone perspektywy życiowe… Znakomicie ukazana antywojenna wymowa filmu – Petersen nie wypowiada się tutaj ani przeciwko Hitlerowi, ani przeciwko aliantom. Wypowiada się przeciwko wojnie i pokazuje, że cierpienie i straty nie były tylko udziałem aliantów.

Jeszcze kwestie techniczne. Miałem dość słabą kopię, ale widok łodzi podwodnej wynurzającej się spod wody robi niesamowite wrażenie i można się w nim zakochać równie mocno, jak co poniektórzy kochają dwupłatowce wznoszące się w powietrze bądź czołgi wynurzające się zza wniesienia. Drugą rzeczą, którą uwielbiam w łodziach podwodnych jest piękny, delikatny dźwięk wydawany przez sonar. Podobno są maniacy, którzy nagrali sobie wdech i wydech Lorda Vadera na płytę i słuchają tego przez 70 minut. Mam wrażenie, że ja mógłbym tak słuchać sonaru. No i nie sposób wspomnieć o fenomenalnej muzyce do filmu wraz z głównym utworem – tak tajemniczym i mrocznym, że można nim straszyć dzieci.

Film długi – 208 minut (sic!) i musiałem rozłożyć sobie go na dwie raty – jestem co prawda przyzwyczajony do maratonów, ale serialowych. Film zawsze wymaga większego skupienia. 208 minut to na pewno długo, ale dla tych, którzy kochają takie klimaty Petersen przygotował prawdziwy rarytas – trwającą 293 (czyli 4 godziny i 53 minuty) wersję reżyserską. Nic, tylko oglądać… Ja chyba jednak się za to nie wezmę zbyt szybko.

No i na koniec słówko wyjaśnienia – mam nadzieję, że z samej recenzji wynika to jasno i wyraźnie, jeżeli jednak ktoś ma wątpliwości oznajmiam, że absolutnie nie zgadzam się z poglądami Adolfa Hitlera ani metodami przez niego stosowanymi. Zwracam jedynie uwagę na to, że często zwracamy uwagę na zbiorowość (“ci źli okropni Niemcy, co rozpętali II Wojnę Światową”) zupełnie gubiąc gdzieś w naszym toku myślenia jednostki – ludzi. Takich jak my, którzy mieli nieszczęście urodzić się w I połowie XX wieku w Niemczech. Którzy trafili na epokę rządów Hitlera. Zaraz pewnie usłyszę, że to naród niemiecki wybrał Hitlera. Pomijając kwestię manipulacji narodem, zwróćmy uwagę na to (jak zawsze w polityce) Hitler miał swoich entuzjastów, umiarkowanych zwolenników, sceptyków i przeciwników. W trakcie wojny ucierpieli wszyscy.

 

62. Kościół Katolicki: Cała prawda 12 styczeń 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Kościół, historia — HaeS @ 7:08 am

No to, co teraz przeczytacie, natknąłem sie przypadkiem w Internecie.  Być moze to wszystko nie jest do konca prawda, moze jest tu nieco przeklaman i przeinaczen, nadinterpretacji i przemilczen, ale mimo wszystko lista robi wrazenie. Poczytajcie i przemyslcie sobie, bo jest co przemysliwac:

Historia kosciola:

II wiek
- Rzymski filozof Celsus poswiadcza falszowanie pism chrzescijanskich, mowiac o rewizjonistach: “przerabiali Pisma Swiete z ich pierwotnej postaci i usuneli wszystko, co pozwalalo im na odparcie skierowanych przeciwko nim zarzutów.”
- Uczeni wykazali, ze wszystkie cztery uznane przez Kosciol Ewangelie zostaly przerobione i poprawione.

III wiek. Az do III wieku wyznawcy chrystianizmu nie slyszeli o wieczystym dziewictwie Maryji. Ewangelia Mateusza informuje , iz Jozef “nie zblizal sie do Maryji, az porodzila syna”.”Zblizenie sie” oznacza w Biblii malzenskie wspolzycie.
(Fakt wspolzycia Jozefa z Maryja po narodzinach Jezusa bedzie oczywisty dla kazdego, komu koscielne dogmaty nie zakazuja logicznego wnioskowania.)

312 r. Bitwa pod mostem mulwijskim – Chrzescijanstwo staje sie jedna z religii panstwowych Rzymu. Powstanie Instytucji Kosciola Katolickiego. Poczatek przesladowania i mordowania przedstawicieli innych wyznan.

319 r. Cesarz Konstantyn ustanowil prawo zwalniajace kler od placenia podatkow i sluzby w armii.

321 r. Cesarz Konstantyn nakazuje swiecic niedziele zamiast dotychczasowej soboty.

325 r. Cesarz Konstantyn na soborze nicejskim ustanawia kanon pisma “swietego” i “dwojce swieta” awansujac Jezusa do miana Boga. Jezus z Betlejem ma zastapic dotychczas czczonego Mitre.
-Narodziny Boga Mitry przypadajace na dzien 25 grudnia, staja sie data przyjscia na swiat Jezusa.
-Wniebowziecie Mitry w okresie rownonocy wiosennej staje sie chrzescijanskim swietem wielkanocy.
-W Rzymie na Wzgorzach Watykanckich, chrzescijanie przejmuja swieta grote Mitry, czyniac z niej siedzibe Kosciola katolickiego
-Wystepowanie wyraznych podobienstw do mitryzmu, ojcowie chrzescijanstwa tlumacza dzialanoscia diabla.

330 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia zmarlych (”swietych”) i ich relikwii

355 r. Biskupi zostaja uwolnieni spod nadzoru sadow swieckich.

360 r. Wprowadzenie zwyczaju czczenia aniolow

381r. Do obowiazujacej dotychczas konstantynskiej “Dwojcy Swietej” cesarz Teodozjusz dolaczyl trzecia osobe tzw.”Ducha Swietego”. Dzialo sie to na soborze w Konstantynopolu

391 r. W Aleksandrii Chrzescijanie spalili najwieksza na Ziemi biblioteke, w ktorej przechowywano okolo 700 000 starozytnych zwojow. Zamknieto starozytne akademie, skonczylo sie nauczanie kogokolwiek poza murami kosciolow.

431r. Wyrazenie “Xristo Tokos” – Matka Chrystusa – zostalo zastapione na “Teo Tokos” – Boga Rodzica.

539 r. Ustanowiono wladze papiezy oraz ofiare mszy swietej.

- Na soborze w Macon biskupi glosowali nad problemem, czy kobiety maja dusze.

593 r. Papiez Grzegorz I wprowadzil wiare w czysciec, dla uzdrowienia finansów kurii rzymskiej poprzez sprzedaz odpustow od kar czyscowych.

600 r. Wprowadzono lacine do liturgii.

715 r. Wprowadzono modlitwy do Marii Panny oraz swietych.

726 r. W Rzymie zaczeto czcic obrazy.

- Kosciol rzymski z Dziesieciu Boskich Przykazan usunal drugie, ktore brzmi:
“Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani zadnej podobizny tego, co jest na niebie w gorze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, ktore sa w wodach pod ziemia. Nie bedziesz sie im klanial ani sluzyl”
- Otwarlo to droge do handlu obrazami, szkaplerzami, krzyzami, posagami itp. Przykazan jednak musialo pozostac dziesiec. Podzielil wiec kosciol ostatnie przykazanie, mowiace o niepozadaniu ani zony, ani osla, ani wolu, na dwie czesci i odtad katolicy maja tez Dziesiec Przykazan, tak jak i Zydzi.

783 r. Nastal zwyczaj calowania nog papieza.

813 r. Ustanowiono Swieto Wniebowziecia Maryji

993 r. Papiez Leon III zaczal kanonizowac zmarlych.

X wiek – Cala Europa znalazla sie pod panowaniem Kosciola.Zalamuje sie aktywnosc na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Rozpoczyna sie mroczny okres w historii Europy.

1000 r. Ustanowiono Uroczystosc Wszystkich Swietych i Dzien Zadusznych.

1015 r. Wprowadzono celibat dla duchownych aby rozwiazac problem przejmowania spadkow przez ich rodziny .(Przedtem duchowni mieli zony i dzieci).

1077 r. Papiez Grzegorz VII ustanowil “klatwe”

1095 r. Papiez Urban II wezwal rycerzy Europy do zjednoczenia i marszu na Jerozolime. Zainicjowal w ten sposob pierwsza wyprawe krzyzowa.
Papiez oglosil, iz “Wyklety bedzie ten, kto powstrzyma swoj miecz przed rozlewem krwi”.

1099 r. Masakra Muzulmanow i Zydow w Jerozolimie. Kronikarz Rajmund pisal:
“Na ulicach lezaly sterty Glow, rak i stop. Jedni zgineli od strzalow lub zrzucono ich z wiez; inni torturowani przez kilka dni zostali w koncu zywcem spaleni. To byl prawdziwy, zdumiewajacy wyrok Boga nakazujacy, aby miejsce to wypelnione bylo krwia niewiernych.”

XII wiek – Uczony i filozof, swiety Tomasz z Akwinu glosil, ze zwierzeta nie maja zycia po smierci ani wrodzonych praw, oraz ze “przez nieodwolalny nakaz Stworcy ich zycie i smierc naleza do nas”.

1116 r. Sobor Lateranski ustanowil spowiedz “na ucho”. Taka forma spowiedzi pozwalala na sprawowanie wiekszej kontroli nad ludzmi, oraz na “wywiad srodowiskowy”.

1140 r. Ulozono i przyjeto 7 sakramentow swietych.

1204 r. Zaczela dzialac Swieta Inkwizycja. Sludzy kosciola zameczyli i spalili zywcem miliony ludzi. Spalanie ludzi, praktykowane w XX wieku przez nazistow, po raz pierwszy zastosowane bylo na skale masowa przez chrzescijanska inkwizycje.
Majatki “heretykow” przejmowane byly przez kosciol i inkwizytorow. Jak na ironie inkwizytorzy wybierani byli najczesciej sposrod dominikanow i franciszkanow, ktorzy slubowali zycie w ubostwie…
-Nawet w XXI w Watykan nie dopuszcza nikogo do archiwow dotyczacych inkwizycji.

“Encyklopedia katolicka” twierdzi,iz inkwizycja “duzo zdzialala dla rozwoju cywilizacji”.

1208 r. Papiez Innocenty III zaoferowal kazdemu, kto chwyci za bron, oprocz boskiego zbawienia, rowniez ziemie i majatek heretyków. Rozpoczela sie Krucjata Albigenska, ktorej celem bylo wymordowanie Katarow. Szacuje sie, ze Krucjata Albigenska pochlonela milion istnien ludzkich, i dotknela wieksza czesc populacji poludniowej Francji. Przeor, dowodzacy wojskami krucjaty, gdy mu sie skarzono, ze trudno jest odroznic wiernych od heretyków, odpowiedzial: “Zabijac wszystkich. Bog ich odrozni”.

- Papiez Innocenty III twierdzi: “Kazdy kto probuje stworzyc wlasny wizerunek Boga niezgodny z dogmatem Kosciola musi byc bez litosci spalony”.

1229 r. Papiez Grzegorz IX zakazal czytania Biblii pod sankcja kar inkwizycyjnych.

1231 r. Nakaz papieski zalecal palenie heretyków na stosie. Pod wzgledem technicznym pozwalalo to uniknac rozpryskiwania sie krwi.

1252 r. Tortury zostaja prawnie dozwolone przez Kosciol (zostaly ustanowione przez
papieza Innocentego IV)
- Tortury obejmowaly : lamanie na kole, wieszanie za rece z ciezarami u nog, sciskanie czulych czesci ciala, sadzanie na goracych weglach lub zelazie, wylamywanie stawow, gotowanie zywcem itp. Byla to “ludzka” – jak zapewnia kosciol – metoda badan.
-Na narzedziach tortur umieszczano motto: “Chwala niech bedzie panu”…

1263 r. Zatwierdzono przyjmowanie komunii pod jedna postacia.

1264 r. Ustanowiono uroczystosc Bozego Ciala.

1275 r. Pojawily sie dyskusje na temat placenia daniny. W odpowiedzi papiez ekskomunikowal cale miasto, Florencje.

XIV wiek Wybucha epidemia czarnej smierci, Kosciol wyjasnial, ze wine za ten stan rzeczy ponosza Zydzi, zachecajac przy tym do napasci na nich.

1311 r. Papiez Klemens V jako pierwszy ukoronowal sie potrojna korona wladcy.

1326 r. Niezgodnosc przesadnie bogatej organizacji Kosciola z gloszonymi
przez nia ideami Jezusa Chrystusa ,doprowadzila do ogloszenia bulli papieskiej “inter nonnullos”, w ktorej uwazano za herezje twierdzenia, jakoby Jezus i Jego apostolowie nie posiadali zadnej wlasnosci w postaci dobr materialnych.

1378-1417 r. Dochodzi do tzw. “Wielkiej Schizmy”. Wladza jest podzielona miedzy dwoch papiezy – jednego urzedujacego w Rzymie,
drugiego w Avignon. Spory nie dotyczyly religii, ale polityki i wladzy

1450-1750 r. Okres polowania na czarownice. Straszliwymi torturami zameczono setki tysiecy kobiet posadzanych o czary.
- Dzieci mozna bylo rowniez oskarzac o czary: dziewczynki po ukonczeniu 9,5 lat, chlopców po ukonczeniu 10 lat. Mlodsze dzieci torturowano w celu uzyskania zeznan obciazajacych rodzicow. W procesach o czary brane byly pod uwage “zeznania” dwulatków
-Tortury obejmowaly : lamanie kolem, wieszanie za rece, biczowanie, przypiekanie, gotowanie w oleju, wbijanie kolcow w oczy,
wyrywanie obcegami piersi i narzadow plciowych.

1484 r. Papiez Innocenty VIII oficjalnie nakazal palenie na stosach kotow domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten byl praktykowany przez trwajacy setki lat okres polowan na czarownice.
- Wiara, ze zwierzeta sa posrednikami diabla, doprowadzila do zalamania sie naturalnej kontroli liczebnosci populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych chrzescijan najczesciej byly koty, wilki, weze, lisy, i biale koguty. Poniewaz wiele z tych zwierzat polowalo na roznoszace choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogla wybuchy epidemii.

1492 r. Kolumb odkryl Ameryke . Inkwizycja szybko postepuje sladami odkrywcow.

1493 r. Bulla papieska uprawomocnila deklaracje wojny przeciwko wszystkim narodom w Ameryce Poludniowej, ktore odmowily przyjecia chrzescijanstwa.

- Rozpoczela sie kolejna bestialska rzez w imie Boga.Wbijano ciezarne kobiety na pale, cwiartowano zywcem indianskie niemowleta, przywiazywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem, rozrywano ludzi przy pomocy koni, mordowano, gwalcono, ucinano rece, nosy, wargi, piersi.

-Jezuita Jose de Anchieta, twierdzil:”Miecz i zelazny pret to najlepsi kaznodzieje”. Ten oto barbarzynca, zostal beatyfikowal w 1980 r. przez papieza, ktory nazywal go “apostolem Brazylii, wzorem dla calej generacji misjonarzy”. Bandyta, ktory w bestialski sposob unicestwil tysiace ludzkich istnien, uznany zostal za swietego…

- Gdy katoliccy “misjonarze” zawitali do Meksyku, zylo tam okolo 11 milionów Indian, a po stu latach juz tylko 1,5 miliona. Slowo Boze zawiezione w tamte rejony “pieknie zaowocowalo”.

- Podczas pobytu na tamtych ziemiach, papiez nazwal ta zbrodnie przeciwko ludzkosci “dzielem ewangelizacji i pokoju”.

1563 r. Ustalono, ze tradycja Kosciola jest wazniejszym zrodlem objawienia od Slowa Bozego.

1572. We Francji 24 sierpnia zamordowano 10 000 protestantów. Papiez Grzegorz XIII napisal potem do krola Francji Karola IX: “Cieszymy sie razem z toba, ze z Boska pomoca uwolniles swiat od tych podlych heretykow”

1543 r. Kopernik publikuje teorie heliocentryczna.Jego dzielo trafia na koscielny indeks ksiag zakazanych i pozostaje tam az do 19 wieku. (Czyli az do 19 wieku kosciol uznaje, iz ziemia tkwi nieruchomo w centrum Wszechswiata).

1584 r. Giordano Bruno twierdzi iz gwiazdy sa innymi Sloncami, wokol ktorych moga krazyc inne planety, a na nich zyc inne istoty. Za swoje poglady zostaje spalony zywcem na stosie. Egzekucje opozniono o dwa lata z rozkazu papieza Klemensa VIII. Papiezowi zalezalo, by stos na Campo dei Fiori stal sie jedna z atrakcji dla pielgrzymow.

1633 r. Galileusz probuje rozpowszechniac teorie heliocentryczna. Zostaje zatrzymany przez Inkwizycje i pod grozba tortur zmuszony do odwolania swych pogladow.Inkwizycja skazuje go na dozywotni areszt domowy.

- Poglady swietego Augustyna odzwierciedlaly “naukowe” podejscie Kosciola do swiata: “Jest to niemozliwe, aby po przeciwnej stronie Ziemi znajdowali sie ludzie,
gdyz w Pismie Swietym nie ma wzmianki o takim rodzie wsrod potomkow Adama.”

1854 r. Wprowadzono dogmat o Niepokalanym Poczeciu Najswietszej Maryji Panny.

1855 r. Sprzeciw Kosciola wobec Konstytucji Stanow Zjednoczonych. Kosciol glosil iz “wolnosc to bluznierstwo, wolnosc to odwodzenie innych od prawdziwego Boga. Wolnosc to mowienie klamstw w imie Boga”.

1870 r. Wprowadzono dogmat o nieomylnosci papieza.

-Poczatek XX wieku – Papiez Leon XIII nadal udowadnia, ze najwyzsza kara daje sie uzasadnic nastepujaco: “Kara smierci jest niezbednym i skutecznym srodkiem dla osiagniecia celu Kosciola, gdy buntownicy wystapia przeciw niemu i narusza jednosc duchowa”.

1917 r. Tortury byly prawnie dozwolone przez Kosciol od roku 1252, w ktorym zostaly ustanowione przez papieza Innocentego IV, az do roku 1917,
w ktorym to zaczal obowiazywac nowy Codex Juris Canonici.

1931 r. Papiez Pius XI wydaje encyklike “Non abbiamo bisogno”, w ktorej jest mowa o wdziecznosci kosciola dla faszyzmu za zlikwidowanie wroga – socjalizmu.

1933 r. Hitler oswiadczyl, ze w chrzescijanstwie widzi “niezachwiany fundament moralnosci; dlatego “obowiazkiem naszym jest utrzymanie i rozwijanie
przyjaznych stosunkow ze Stolica Apostolska”.W czasie II Wojny Swiatowej papiez Pius XII przyjmowal na codziennych audiencjach niemieckich zbrodniarzy wojennych, udzielajac im blogoslawienstwa.

1950 r. W petycji do Watykanu, katolicy prosza o dogmatyzacje fizycznego wniebowziecia Maryji. W odpowiedzi Watykan uchwala dogmat o wniebowzieciu Najswietszej Maryji Panny (w Ewangeliach nie ma slowa o tym).

1965 r. Dopiero w 1965 roku kosciol niewaznil potepienie Galileusza.

1968 r. Papiez Pawel VI oglasza encyklike “Humanae vitae”, z ktorej skutkami rodziny katolickie borykaja sie do dzisiaj. Jedynymi srodkami regulacji urodzin
dopuszczonymi przez kosciol pozostaje wstrzemiezliwosc plciowa i metoda kalendarzyka, a kazdy stosunek plciowy ma miec na celu poczecie zycia. Encyklika papieska nie przeszkadza jednak Watykanowi na posiadanie udzialow i czerpanie zyskow z produktow firmy “Instituto Farmacologico Serono”, ktora wypuszcza na rynek niezwykle dochodowy srodek antykoncepcyjny o nazwie “luteolas”.

1971 r. FBI wpada na trop sfalszowanych przez nowojorskich gangsterow papierow wartosciowych na sume 14 milionow dolarow.
Odbiorca okazuje sie Bank Watykanski. FBI ustala ze byl to zabieg probny przed docelowa operacja na kwote 1 miliarda dolarow.

1977 r. Papiez Pawel VI wyjasnia, ze kobieta ma zakazany wstep do kaplanstwa, poniewaz “nasz Pan byl mezczyzna”.

1978 r. Papiezem zostaje Albino Luciani , czlowiek niezwykle skromny,postepowy i uwielbiany przez masy , ktorego pontyfikat trwal tylko 33 dni.
Zgadzal sie na stosowanie srodkow antykoncepcyjnych, dopuszczal kaplanstwo kobiet, sprzeciwial sie celibatowi.
Postanawia zniszczyc mafijne struktury watykanskich finansow, a nastepnie oczyscic Watykan i Kosciol z oszustow i
aferzystow. Sporzadza liste 121 purpuratow watykanskich do natychmiastowego zdymisjonowania. Tuz przed rozpoczeciem zaplanowanych czystek umiera 28 wrzesnia po “zjedzeniu niestrawnego posilku” (zostaje otruty). Nie przeprowadzono sekcji zwlok. Jego testament ginie w tajemniczych okolicznosciach.