Myślokracja, czyli from łeb to web

172. W poszukiwaniu najpiękniejszego nieba na świecie 18 marzec 2009 (środa)

Zaszufladkowany do: Nauka — frycjusz @ 9:47 pm

Jednym z najpiękniejszych i najbardziej zapadających w pamięć widoków z filmów SF i ilustracji z książek fantasy jest niebo z kilkoma księżycami. Widok niezwykły dla nas, przyzwyczajonych do tego, że na nocnym niebie widnieje tylko jedna sporych rozmiarów tarcza. Zazdrościmy mieszkańcom obcych planet możliwości podziwiania tak niezwykłego firmamentu, ale nie zapominajmy, że i nasz naturalny satelita jest piękny i wyjątkowy. Chociażby dlatego, że jest (nie licząc Charona) największym satelitą w porównaniu do swojej planety.

Z naszym Księżycem wiąże się mnóstwo ciekawostek. Nie czas i miejsce teraz je omawiać, ale wiemy np. że obrót Księżyca wokół własnej osi (tak, tak – obraca się on) jest idealnie zsynchronizowany z ruchami Ziemi w taki sposób, że cały czas widzimy tylko jedną jego stronę. Fakt ten ma proste naukowe uzasadnienie, ale nim się teraz nie będziemy zajmować. Ciekawą rzeczą jest też i to, że Księżyc jest ok. 400 razy mniejszy od  Słońca – ale zarazem, zupełnie przypadkiem (albo dzięki woli wszechmogącego Stwórcy, jak zapewne chcieliby kreacjoniści) Słońce leży od nas 400 razy dalej niż Księżyc, więc ich tarcze na niebie są niemal identycznej wielkości, co świetnie widać podczas zaćmienia Słońca. Równie widowiskowego zaćmienia jak mamy my, z idealnie zasłoniętą tarczą słoneczną i otaczającą ją koroną nie ma prawdopodobnie żadna inna planeta we wszechświecie (a w każdym razie jest ich doprawdy niewiele). Zaćmienia księżyca z kolei są świetną okazją do tego, aby udowodnić wszystkich niedowiarkom, zwolennikom płaskiej Ziemi oraz innym kreacjonistom to, że nasza planeta jest kulista, ponieważ w czasie zaćmienia na Ksieżyc nachodzi wyraźnie okrągły kształt.

Ale wróćmy do idei dwóch księżyców, bo to ona właśnie natknęła mnie do napisania tego artykułu. Jak wszyscy wiemy, masę księżyców (naukowcy sami nie są pewni, bo trudno rzec co jeszcze jest księżycem, a co po prostu dużym kamieniem i gdzie dokładnie rozpoczyna się ta granica) mamy wokół gazowych olbrzymów. Nie wiem ile jest ich dokładnie (wciąż to się zmienia), ale wokół Saturna, Neptuna, Jowisza i Urana naliczono ich w sumie grubo ponad setkę. No, ale co to za przyjemność z posiadania tak wielkiej ilości księżyców, skoro (ze względu na niezbyt przyjemną powierzchnię planety, w której, delikatnie mówiąc, nadzwyczaj łatwo ugrzęznąć) nie można ich z planety podziwiać. Możemy co najwyżej stanąć na powierzchni Trytona czy Ganimedes i patrzeć co się dzieje dookoła. Widok dosłownie nieziemski, bo oprócz całej masy księżyców krążących po różnych rejonach nieba nad wszyskim góruje gigantyczna planeta…

Ale powróćmy do bardziej hmmm… bliskich Ziemi miejsc. Chodzi mi w tym miejscu o Marsa. Kiedy dawno, dawno temu usłyszałem, że ma on dwa księżyce, zafascynowało mnie to niesamowicie. Równie szybko, jak przyszła fascynacja, równie szybko jednak nadeszło rozczarowanie. Phobos i Deimos, bo tak nazywają się owi towarzysze rzymskiego boga wojny, niewiele mają wspólnego z naszym, wyglądającym wszak jak mała planetka, Ksieżycem. Przede wszystkim są dużo, dużo mniejsi. Ich “średnica” w najszerszym miejscu (za chwilę wyjaśnię) wynosi nie więcej niż 15 (Deimos) i 25 (Phobos) km co przy ok 3,500 km średnicy Księżyca nie wygląda doprawdy imponująco.. Trudno rzec dokładnie jaką mają średnicę, a to ze względu na ich podłużny i nieregularny kształt – na pierwszy rzut oka można rzec, że wyglądają jak wielkie ziemniaki, przy czym Deimos jest ziemniakiem ładniejszym, gładszym i o ładniejszym kształcie, zaś Phobos niestety został jakoś uszkodzony i wygląda jak ziemniak wybrakowany. Oba ciała w każdym razie wykazują cechy typowe dla asteroid, bo zapewne takimi jakiś, bardzo odległy, czas temu były.

Ze względu na swoje nikłe rozmiary, owe obiekty z perspektywy Marsa, niestety, wcale nie wyglądają tak ładnie jak prezentuje się to na wspomnianych na początku tekstu ilustracjach i kadrach filmowych. Deimosa nie widać w ogóle. To znaczy widać, ale tylko w postaci jasnego obiektu na niebie i trudno go tak od razu z marszu odróżnić od innych gwiazd. Jednym pocieszeniem dla tego satelity (oprócz tego, że jest ładniejszy od swojego pryszczatego brata) może być to, że ze wszystkich widocznych punktów na niebie on akurat jest najjaśniejszy. Co do Phobosa – znajduje się on bardzo blisko globu (w całym układzie słonecznym żaden inny satelita nie odważa się zbliżać tak bardzo do swojej planety). Dzięki temu, pomimo swoich małych rozmiarów, patrząc na niego z Marsa widzimy nie jakąś gwiazdkę, ale tarczę księżyca. Szczegół, że dużo mniejszą od tarczy naszego księżyca (mniej więcej 1/3 promienia, czyli powiedzmy 1/9 powierzchni), ale jednak. Z małym “ale”. Ze względu na to, że Phobos znajduje się naprawdę blisko swojej planety, nie jest widziany z całego Marsa, ale tylko z równika i okolic, czyli ze strefy odpowiadającej mniej więcej naszej strefie międzyzwrotnikowej.

Zanim skończę swój wykład o marsowych księżycach, dodam tylko tyle, że są one nie tylko małe, ale i lekkie. Nie są bowiem zbudowane z litej skały, żelaza czy niklu, ale są w środku dziurawe i porowate (mówi się, że wewnątrz Phobosa może nawet znajdować się sporo lodu). Dzięki temu zarówno masa, jak i – co za tym idzie – grawitacja planety jest taka, że prawie jej nie ma. Znajdując się na Phobosie lepiej za dużo nie szaleć. Pierwsza prędkość kosmiczna dla tego obiektu jest bardzo niewielka. Skoczek, który na Ziemi skoczyłby na wysokość ok. 2 metrów, na Phobos zapewne po swoim wyczynie na tego satelitę już nie wrócił.

No i to byłoby na tyle w tej kwestii. Teraz tylko mieć nadzieję, że gdzieś poza Układem Słonecznym znajdzie się planeta wielkości Ziemi i o podobnych warunkach, wokół której krążą trzy ksieżyce – jeden zielony, jeden czerwony i jeden żółty. Ja sam ze względu na co najmniej 10 000 lat za wcześną datę urodzenia zapewne już się nie załapię na wycieczkę na taką planetę, ale miło pomarzyć…

 

4 Responses to “172. W poszukiwaniu najpiękniejszego nieba na świecie”

  1. MR Says:

    Czyżby reaktywacja ciekawych postów? Takie wole zdecydowanie od tych nt. Ranczo :D
    welkom bak i oby powrót był na dłużej, brakuje twojej strony w blogosferze :)

  2. telemach Says:

    Gdy miałem lat 10 przebywałem na koloniach letnich. Wędrowna trupa komików wezwała dzieci i młodzież do szukania rymu do słowa “księżyc”.

    Okazało się być to zadaniem trudnym.

  3. telemach Says:

    Zmęczenie materiału czy przerwa twórcza?

  4. defendo Says:

    Każdy Księżyc ma taką planetę, na którą zasłużył, albo która mu przypadła. A może odwrotnie?


Leave a Reply