Na początek ostrzegam przed spoilerami – co prawda ogólnikowymi, ale jednak
Zawsze uważałem siebie za wielkiego fana Lostów. Obejrzałem każdy odcinek kilkakrotnie, znam na pamięć relacje między bohaterami, wiem świetnie co, gdzie, jak, kiedy, po co i dlaczego i (przyznam nieśmiało) wśród znajomych robię za eksperta od Lostów. Moje uwielbienie oczywiście nie jest bezprzyczynowe. Fascynują mnie zagadki, podobają się bohaterowie, lubię emocje podczas oglądania, uwielbiam też i specyficzny humor, który istnieje w kilku gatunkach – humor Sawyera i to, czym obdarza nas Hurley to dwa zupełnie różne podejście do tematu humoru, nie wspominając o zgryźliwym Milesie, ironicznym Benie czy tryskającym wiecznym optymizmem Desmondzie.
Długo można pisać o zaletach serialu, jednak największym plusem jest stopień komplikacji serialu. Z sezonu na sezon coraz ciężej połapać się w akcji, dochodzi coraz więcej faktów, zachodzą wciąż nowe zdarzenia, co rusz poznajemy nowe postacie, nowe szczegóły z ich przeszłości, nowe zależności między nimi. Można rzec – jak w “Modzie na sukces”. Tyle tylko, że LOST to nie jest przypadkowa zbieranina postaci, które następnie zachodzą w jakieś relacje każdy z każdym aż do wyczerpania wszystkich możliwości, jak to jest w “Modzie”. Tu wszystkim rządzi odgórny plan, co świetnie widać jeżeli zaczyna się oglądać serial po raz drugi – mało znaczące szczegóły z pierwszego, drugiego, trzeciego sezonu zaczynają ni stąd, ni z owąd nagle nabierać znaczenia i mając w pamięci wydarzenia z czwaretgo czy początku piątego sezonu aż chce się krzyknąć: “cholera, oni mieli to w planie od samego początku!”. Właśnie ta niesamowita wizja serialu, który opowiada jedną, wciąż mutującą i rozszerzającą się historię, jest najbardziej pociągającą rzeczą w serialu. Mamy jedną, wielką, spójną całość, którą po kolei poznajemy.
Piąty sezon wydaje się być z perspektywy trzech (z 17 planowanych) odcinków sezonem, w którym nareszcie zaczynamy poznawać odpowiedzi. Nadal wiele jest znaków zapytania, wiele niepewności, a nawet kilka nowych zagadek – ale wyraźnie widać, że wszystko stopniowo ewoluuje w kierunku zakończenia, ponieważ czuć, że z każdym odcinkiem coraz bliżej jesteśmy Wielkiej Tajemnicy Wyspy (jakakolwiek ona by nie była). Nie ma miejsca już na odcinki o niczym, na jakieś durne wątki poboczne, na roztrząsanie tych wątków z przeszłości bohaterów, które nie mają znaczenia. Teraz wszystko ma znaczenie. Szczególnie, że dzięki podróżom w czasie nasi bohaterowie nie tylko są odkrywcami, nie tylko są świadkami, ale nawet uczestnikami (!) zdarzeń z przeszłości.
No właśnie – podróze w czasie. Zupelnie nowatorskie podejście. Koniec z cofaniem się wehikułem czasu w swoją młodość, spotkanie samego siebie, tworzenie nowych linii czasowych oraz desperackich prób uratowania własnego dziadka, aby ten miał szansę spłodzić ojca bohatera. Tutaj w ogóle nie ma różnych timelinów, nie ma paradoksów. Jak to rzekła niegdyś pani Hawking – wszechświat wszystko koryguje. Nie ma zatem dwóch linii czasowych, w każdym razie nie na stałe. Każda interwencja w przeszłości wcześniej czy później zostanie “naprostowana” i linia wydarzeń wróci na swój normalny tor. Ładne, zgrabne i całkiem sensowne rozwiązanie – miła odmiana w stosunku do tego, co widzieliśmy np. w “Powrocie do Przyszłości” czy innych tego typu produkcjach.
Piąty sezon, pomimo tego, że rodzi kilka niekonsekwencji i niedomówień (ale ciężko stworzyć opowieśc o podróżach w czasie, która tych niekonsekwencji nie ma…) wciąż trzyma poziom. Ostrzegam jedynie, że jeżeli ktoś spodziewałby się powrotu do klimatu z pierwszego sezonu – zawiedze się. To już zupełnie inny serial, z innym tempem, inną narracją (no właśnie – nie ma już retrospekcji, a jedynie przeskoki między akcją na wyspie, a Oceanic 6 poza wyspą), inną filozofią i inną tematyką. Opowieść o grupce rozbitków już zakończyliśmy, skończyliśmy też już historię o Innych porywających dzieci. Teraz wkraczamy w zupełnie inną historię – historię o walce o Wyspę między Dharmą, a tajemniczym Hostiles. Jak to się rozwinie dalej? Nie mogę się wręcz doczekać odpowiedzi na to pytanie…
Niezależnie od lostów dobrze widzieć że coś ruszyło. Witam ponownie pozdrawiam i oby ruszyło dalej :)