Myślokracja, czyli from łeb to web

138. X-files (z Archiwum X) – sezon 4 19 lipiec 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Seriale — HaeS @ 7:04 pm

Nadszedł czas na czwarty sezon tego kultowego (tak, teraz już rozumiem dlaczego kultowego) serialu. Czwarty sezon – od razu powiem – zaskakująco dobry, o wiele lepszy od tego, czego się spodziewałem po raczej niemrawych pierwszych trzech. Zanim zacznę pisać, drobna uwaga terminologiczna. Swojego czasu odcinki podzieliłem na te z głównym wątkiem i te oderwane od niego oderwane. Nie tylko ja jednak takie rozróżnienie uczyniłem; po krótkim szperanku w necie odkryłem, że jest ono dość powszechne wśród widzów. Za tą stroną nazywał będę od teraz odcinki z głównym wątkiem “mitologicznymi”, zaś te z historią zamkniętą w obrębie jednego odcinka – “śledczymi”. Nie do końca zgadzam się z tym, które odcinki zaklasyfikowano na cytowanej stronie do mitologicznych, które do śledczych. Poza tym – nazwa “mitologiczne” średnio mi się podoba, bo słowo “mitologia” akurat budzi we mnie skrajnie inne skojarzenia niż Mulder ganiający za latającymi spodkami; kusi mnie też aby odcinki “śledcze” nazwać raczej “wypełniaczami”, bo taką właśnie rolę pełniły w pierwszych trzech sezonach. Niemniej jednak, pozostanę przy właśnie tej terminologii szczególnie, że jest ona już dość powszechnie przyjęta i począwszy od tego tekstu, będę się jej trzymał aż do recenzji końca IX sezonu. No, ale do rzeczy.

Nie będę czarował, bo opinię już zamieściłem kilkukrotnie: zdecydowanie przedkładam odcinki mitologiczne ponad śledcze. Oprócz powodów natury bardziej ogólnych (wolę wszak seriale z ciągłą fabułą, a nie z zamkniętą w ramach jednego odcinka), powodem tego było też i to, że w pierwszych trzech sezonach X-files odcinki śledcze, delikatnie mówiąc, nie błyszczały. Ot wymyslono pospiesznie jakiegoś mutanta czy potwora zabijającego ludzi, wysłano Muldera i Scully, którzy mieli sprawę zbadać, a ci zbadali albo nie, ale na ogół było nudno i poza kilkoma szlachetnymi wyjątkami, odcinki śledcze można było sobie spokojnie darować – dla lepszego wrażenia i z szacunku do siebie i swojego czasu. Szkoda zatem, że w kolejnych sezonach odcinki “śledcze” liczebnie przeważały nad “mitologicznymi”. Jednak w czwartym sezonie nastąpiła rewolucja. Po pierwsze – na 24 odcinki tych mitologicznych jest aż 10, czyli stosunkowo najwięcej. Co więcej, jakość wypełniacza znacząco się podniosła. Większość obejrzałem nie tylko bez poczucia znużenia i bezcelowości (jak zdarzało mi się poprzednio), ale z prawdziwym zainteresowaniem. Mamy przecież świetny, przerażający “Home” o braciach trzymających matkę pod łóżkiem, genialny “The field where I died”, w którym odkrywamy poprzednie wcielenia Muldera, chyba najlepszy ze śledczych “Paper Hearts” (w zasadzie jeżeli ktoś ogląda tylko odcinki mitologiczne, może go obejrzeć – zahacza on bowiem dość ostro o sprawę porwania Samanthy, chociaż nie wiąże się bezpośrednio z innymi wątkami mitologicznymi), dobry “Synchrony” z motywem podróży w czasie i prześmieszny “Small Potatoes” o szpitalnym woźnym płodzącym dzieci z ogonkiem. Oczywiście, wśród odcinków śledczych zdarzają się pomyłki, które nigdy nie powinny do serialu trafić (jak bezsensowny odcinek z facetem latający bez głowy czy nudne śledztwo w sprawie Żydów tworzących golemy z gliny), generalnie jednak nie mam tu dużo do zarzucenia. Nie rażą nawet tak głupie pomysły jak facet z gadającym tatuażem, który zmusza go morderstw (!), a to dzięki podejściu do sprawy z dużym dystansem, odrobinką humoru i racjonalnemu wyjaśnieniu sprawy. Tak więc za odcinki śledcze (po raz pierwszy) daję “X-files” duży plus.

Co do mitologii… zacznę od tego, że (jak wspomniałem) mamy aż 10 odcinków, które można uznać za mitologiczne. To dużo. Wystarczająco dużo, aby zadać kolejny milion pytań, pokazać na kolejnych kilka sekund kolejny dowód istnienia kosmitów, pokazać jak zły jest palacz i dać Mulderowi do ręki coś, co może zmienić świat na zawsze, a w końcu mu to odebrać. Te odcinki wciągają i fascynują, chociaż sam nie wiem dlaczego. Widać tu ewidentne granie twórców na zwłokę, grę w kotka i myszkę z widzami, tworzenie pytań zamiast odpowiedzi, brak spójnej koncepcji rozwiązania zagadek i totalne zagubienie scenarzystów, którzy sami pewnie nie wiedzieli w momencie pisania tego sezonu w jakim kierunku to wszystko ma iść. No ale co z tego? Widzi człowiek “cancer mana” i już od telewizora za cholerę nie odejdzie. Mulder znów gdzieś lata za kosmitami, Scully biegnie za nim i puka się w głowę co ten palant znowu wymyślił, gdzieś w tym wszystkim jest Skinner miotający się między palącym papierosy młotem, a narwanym, nawiedzonym kowadłem i prowadzący gdzieś wśród tego zamieszania własną grę Kraicek. Sensu w tym wszystkim nie znajdziesz ani troszkę, a próba złożenia tego w całość sprawia, że otrzymujemy bezładną mieszankę różnych wątków ze wspólnym mianownikim (wielki spisek i kosmici), ale bez jakiejś myśli przewodniej. Ale i tak ogląda się nader przyjemnie.

Te właśnie odcinki są dobre nie tylko dlatego, że są mitologiczne i mają wspólny wątek, ale także dlatego, że scenarzyści do nich szczególnie dobrze się przykładają. Pod względem klimatu, napięcia, emocji, tajemniczości, akcji – takie epizody jak np. “Tunguska”, “Memento Mori” czy “Zero Sum” nie mają sobie równych. I blakną przy nich wszystkie powyżej opisane niedoskonałości i brak ogólnej koncepcji. Weźmy sobie na przykład odcinek ” Musings of the Cigarette-Smoking Man”, który w całości poświęcony jest odległej przeszłości tytułowego bohatera. Odcinek ten świadczy nie tylko o dużej finezji twórczej autorów, a nawet pewnego rodzaju odwadze (bo stanowi on spore odejście od schematu poprzednich odcinków), ale także o tym, jak daleko sięga teoria spiskowa, tworzona w serialu. No i zapomniałem jeszcze dodać o finale sezonu, gmatwającym zupełnie już i tak całkiem zagmatwaną fabułę, z niesamowitym, bardzo mocnym zakończeniem. Dla takich cliffhangerów się żyje. Wyobrażam sobie emocje, jakie targały widzami kilkanaście lat temu przez kilka miesięcy oczekiwania na piąty sezon (chyba aż sam sobie zrobię kilka tygodni przerwy dla podsycenia emocji… o ile wytrzymam).

Czas na podsumowanie: sezon czwarty X-files jest zdecydowanie najlepszym z tych, które dotychczas oglądałem. Warto było przemęczyć pierwsze trzy, aby trafić na taką perełkę…

 

2 Responses to “138. X-files (z Archiwum X) – sezon 4”

  1. Rafał Says:

    to jak mi się juz pierwszy szalenie podobał, to strach myśleć co będzie z czwartym : o

  2. paweuu Says:

    ja osobiście wolę odcinki “śledcze”. Nie lubię jak się ciągnie jeden wątek przez 100 odcinków itd.


Leave a Reply