Doczekałem się nowej zabawki. W zasadzie to dwóch od razu. Kupiłem bowiem sobie dwie kostki Rubika. Oryginalne, firmowe, żadne chińskie podróby. Jedna – to taka klasyczna 3×3x3. Z podstawką i napisem “RUBIK”. Chodzą takie po 45 zł na Allegro. Jest cudowna, chodzi miękko i przyjemnie, układa się o niebo lepiej od chińszczyzny. Zdecydowałem się na ten zakup po tym, jak moja ostatnia kostka, kupiona na bazarze za 4,50, dosłownie rozsypała mi się w rękach tego samego dnia popołudniu (!). Owszem, zdarzało mi się że kostki się rozlatywały, ale było to powiedzmy po kilku tygodniach intensywnego mieszania. Tym razem jednak wkurzyłem się nie na żarty. Wszedłem na allegro, kupiłem właśnie taką full-wypas oryginalną kostkę, przy okazji jednak zakupiłem inny model – kostkę 2×2x2. I o niej teraz na napiszę.
Erno Rubik, węgierski wynalazca, poczatkowo chciał właśnie takie kostki wypuścić na rynek. Z powodów czystko technicznych na rynek wyszła jednak kostka 3×3x3, dużo trudniejsza do ułożenia, ale też i dużo łatwiejsza w zaprojektowaniu. Kto kiedykolwiek rozebrał kostkę, wie mniej więcej jak ona działa. Kostka 2×2x2 jest zbudowana na innej zasadzie (szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jakiej… ale na pewno dużo bardziej skomplikowanej), jest zatem widocznie trudniejsza w produkcji. To jedna z moich teorii na temat tego, dlaczego kostki 2×2x2 nie są zbyt popularne. Drugie z moich przypuszczeń opiera się na tym, że że w odróżnieniu od klasycznej “dużej” kostki, ta została opatentowana i dlatego właśnie nie ma ich na ruskich bazarach ani w sklepach “wszystko za 4,50″. Można tylko kupić oryginalną kostkę za 27 zł. Wydają się być łatwiejsze do ułożenia od klasycznej “rubikówki”, ale to tylko pozory. Owszem, łatwiej jest ją ułożyć, co wcale nie oznacza, że człek nie mający nigdy w życiu kostki w rękach da radę to zrobić. Co to to nie. Można się zamotać niesamowicie i nigdy przenigdy bez odpowiedniego przygotowania z tego wyjść się nie da. Pod tym względem zatem od klasycznej kostki nie różni się zbytnio. Nie różni się też i pod innym względem: algorytmy układania “małej” i “dużej” kostki są bardzo, bardzo podobne. Tyle tylko, że układając kostkę 2×2x2 pozbywamy się wszystkich problemów związanych z układaniem kantów (przypomnienie: kanty to takie elementy, które posiadają dwie kolorowe ścianki, w odróżnieniu od narożników i środków), zatem trwa to nieco krócej. Dodatkowo, niespodziewanie, pojawiają się problemy, które na “normalnej” kostce nie pojawiają się. NIemniej jednak – kto umie ułożyć dużą kostkę, poradzi sobie z małą i ja układam ją w ok. 40 sekund (dużą – ok. 2 min. 15 sek. co wynikiem imponującym na pewno nie jest, ale i tak wystarczy, aby każdy kto to widzi pierwszy raz w życiu, wytrzeszczał gały i pytał z podziwem “jak ty to robisz?”… nie ma niczego przyjemniejszego dla połechtania próżności).
Ale kostka, czy to mała, czy to duża, posiada dla osoby posiadającej zboczenie matematyczne, wartość milion razy większą niż sama przyjemność z jej ułożenia. Poszczególne jej klocki bowiem cały czas się przemieszczają… właściwie nie powinienem tak pisać. Napiozę ładniej. Przy każdym obrocie kostki następują permutacje. Kilkukrotny obrót kostki to złożenie kilku permutacji. Olbrzymią satysfakcję daja kartka papieru, kilka hipotetycznych ruchów, 2-3 minuty obliczeń, a następnie sprawdzenie tego, czy wynik zgadza się z przewidywaniami. Można w ten sposó opracowywać nowe ruchy i przekształcenia na kostce, nawet jej nie ruszając. Swojego czasu byłem tym tak zafascynowany, że chciałem pisać magisterkę, ale ze względu na to, że polska literatura liczy aż jedną pozycję, zmuszony byłem darować sobie. Ale i tak od czasu do czasu bawię się w składanie permutacji i opracowywanie nowych ruchów. Tak, dla rozruszania szarych komórek, zamiast sudoku czy krzyżówy. A kostka 2×2x2 jest do tego lepsza od 3×3x3, bo mniej tu niespodzianek i łatwiej wszystko wyliczyć.
Podam moze przyklad. Jeżeli obrócimy górną ściankę kostki 2×2x2 w lewo (za każdym razem, kiedy piszę “w lewo” mam na myśli “zgodnie z ruchem wskazówek zegara”), a potem prawą ściankę też w lewo i tak na 15 razy na przemian, to dojdziemy do stanu wyjściowego. Ale jeżeli obrócimy górną ściankę w lewo, a prawą ściankę – w prawo, to wystarczy zrobić to tylko 9 razy, aby kostka wróciła do stanu wyjściowego. Troszkę obliczeń, rysunków, szacunków, teorii aż w końcu zrozumiałem dlaczego tak jest. Człek się czuje prawie jak naukowiec dokonujący ważnego odkrycia. Najpierw tworzy się teorię, potem sprawdza czy zgadza się z przewidywaniami. Jeśli nie – modyfikuje się teorię i działa się dalej. Aż w końcu przewidywania zgadzają się z wynikami. I tak co rusz dokonuję nowego odkrycia. I to jest właśnie bezcenne. Nawet jeśli to odkrycie tak naprawdę nikogo nie obchodzi.















