W moim pierwszym poście o FS pisałem już co nieco o fabule. Po obejrzeniu serialu troszkę to rozwinę. Ziemia, nieodległa przyszłość. Astronauta John Crichton przez przypadek zostaje wciągnięty przez tunel czasoprzestrzenny na drugi koniec galaktyki, gdzie spotyka tabuny kosmitów różnych ras. Wraz z nimi przeżywa różne przygody, umyka różnym wrogom i próbuje rozwikłać zagadkę tuneli czasoprzestrzennych, które pozwolą mu wrócić do domu.
Do recenzji całościowej Farscape biorę się od jakiegoś czas i szczerze mówiąc, wciąż mam tym problem. Zaczynając recenzję za każdym razem chcę napisać zgrabną, całościową notkę, ujmującą wiele aspektów danego dzieła i próbujących zsumować wszystko to, co widzę w jedne, spójne ramy. Niełatwo jednak zrobić to w przypadku Farscape’a. Recenzji zaczynałem już kilka i za każdym razem po kilku wersach szła do wirtualnego kosza.
Dlaczego tak jest? Bo serial jest chaotyczny. Zbyt chaotyczny, aby ująć go w zgrabną, jednolitą recenzję, przez co próba napisania takowej z góry skazana jest na niepowodzenie. Ciekawa i konsekwentnie prowadzona do przodu historia prezentowana nam w średnio co trzecim odcinku, przerywana jest przez odcinki nie wnoszące nic do fabuły, które możnaby bez żalu pominąć albo – co gorsza – przez odcinki wyglądające, jakby pisane były na kolanie na 10 minut przed rozpoczęciem zdjęć. Odcinki świetne, a nawet kapitalne, mieszają się z głupimi i beznadziejnymi. Bywają tu odcinki tak nudne, że wywołują chęć nie tylko naciśnięcia przycisku “stop” na panelu programu, ale też i skasowania całego folderu “Farscape” z dysku twardego. Ale znów żal człekowi tego robić, bo główna historia wciąga, pomimo tego, że pełna jest niekonsekwencji. Irytuje zamieszanie z mikrobami translacyjnymi, ale jeszcze bardziej denerwuje to, że bohaterowie przeżyli chyba każdy rodzaj śmierci i za każdym razem, kiedy wydawało się, że ten, ten i ten zginie (a nawet że już zginął trzy odcinki temu, co widzieliśmy jak na dłoni włącznie z rozpadem ciała na części pierwsze), cudownie powraca do serialu. Dla scenarzystów nie ma słowa “niemożliwe”, maksymalnie bawią się konwencją, co rusz wtykając w swój serial mniej lub bardziej absurdalne i zakręcone pomysły, co miejscami się udaje (fragmenty te widz nazwie “humorystycznymi”), miejscami (dużo częściej) – zdecydowanie nie (dla tych fragmentów jak ulał pasuje określenie “irytujące”).
Jeśli chodzi o bohaterów – twórcy posilili się na oryginalność i sięgnęli do… Tolkiena. D’Argo jak żyw przypomina krasnoluda (troszkę większego, ale jednak), Zhaan – elfkę, Noranti – czarownicę, a wszystkie inne Rygele, Chiany, Sikozu z pewnością również mają swoje pierwowzory w fantastyce. Jeden tylko Banik to zupełnie nowy, nie powiem – ciekawy pomysł. Aktorzy zagrali przyzwoicie, scenarzyści też się wysilili i nadali swoim bohaterom troszkę głębi, tworząc z nich postacie barwne i ciekawe. Co z tego jednak, jeżeli uwikłali ich w zdarzenia głupie, absurdalne i bezsensowne… ech, odcinki o niczym to największa bolączka Farscape’a. Spokojnie można by mniej więcej połowę epizodów wyciąć, a serial zyskałby znacząco na jakości.
Produkcji tej, po namyśle, nie polecałbym raczej do obejrzenia. Wiele jest ciekawszych i mniej irytujących seriali. Być może komuś się spodoba (ba, są całe masy entuzjastycznie podchodzących do niego fanów, którzy daliby się pokroić za to, że to FS jest najlepszym serialem wszechczasów), niemniej jednak ja sam osobiście przekonany jestem, że zachwyty są co najmniej przesadzone, a oglądanie to jednak strata czasu.
ja sam jako zdecydowany zwolennik Farka mam na to jedną radę – przewijać tudzież czytać streszczenia. w ten sposób ominęło mnie sporo stresu, a zostało mi tylko to, co najlepsze – a to, co jest najlepsze w Farku, jest naprawdę bardzo fajne.
to jest taki typ serialu, że łatwo wybaczyć mu rozliczne wady, takie jak zbyt duża ilość wypełniacza czy chaos fabularny szczególnie widoczny w czwartym sezonie ze względu na moim zdaniem fantastyczne postacie (scorpius…), niezwykły klimat i pokręcone pomysły.
dlatego: oglądać, tylko nie bać się skipnąć odcinka czy dwóch.
Tak… żałuję niesamowicie, że nikt przed obejrzeniem serialu nie dał mi listy odcinków, które mogę sobie spokojnie darować. Na pewno oszczędziłoby mi to wiele nerwów, a recenzja byłaby na pewno przychylniejsza.
Ja osobiście zwariowałem na punkcie tego serialu, kupiłem nawet figurki z serialu przedstawiających bohaterów. Ponadto pomimo dostępności na stronach całości serialu, kupiłem cały oryginalny 44 płytowy zestaw wraz z dodatkami. WARTO!!! Pozdrawiam