
X-Files to jeden z tych seriali, którymi żyła swojego czasu cała Polska. Pamiętam jeszcze jak z wypiekami na twarzy co tydzień czekałem na odpowiednią godzinę (na ogół dość późną) aby obejrzeć kolejny odcinek. Serial wspominam bardzo dobrze i nie ma się co dziwić, że teraz, po latach, kiedy mam wreszcie dostęp do… no, nazwijmy to “nowoczesnych technologii”, postanowiłem powrócić do przygód jednej z nasłynniejszych par agentów FBI.
Nie muszę chyba mówić o czym jest “Z archiwum X”… a, powiem na wszelki wypadek. Do czynienia mamy z dwójką agentów FBI – Foxem Mulderem i Dana Scully, którzy pracują w specjalnej jednostce biura zwanej Archiwum X, gdzie którego trafiają wszystkie sprawy, które ciężko jest wyjaśnić normalnymi metodami. W trakcie swojej pracy agenci natrafiają na duchy, ślady UFO, uzdrowicieli, ludzi palących innych żywcem jedynie siłą woli, telepatów, telekinetyków, eksperymenty eugeniczne, tajemnicze gatunki zwierząt o zupełnie nietypowym zachowaniu, mutacje itd. Każdego człowieka w pewnym wieku fascynują zapewne takie rzeczy no i stąd zapewne wzięła się moja młodzieńcza fascynacja.

Zatem z przykrością muszę powiedziec, że konfrontacja moich (jak najbardziej dobrych!) wspomnień z rzeczywistością nie wypadła najlepiej. Pomijam już takie szczegóły jak śmieszne jak na dzisiejsze czasy stroje i fryzury. W serialu denerwuje głównie naiwność wymyślanych historyjek – przy niektórych scenarzystów wyobraźnia poniosła zdecydowanie za mocno i są one zupełnie niewiarygodne i nawet ludzie wierzący w różne dziwne rzeczy z pewnością ze mną się zgodzą, że nie każdy odcinek zasługuje na poważne potraktowanie. Największą wadą serialu jest jednak jego schematyczność, powtarzalność motywów i przewidywalność. Schemat każdego odcinka jest dość podobny: zaczyna się od scenki, w której niczego nie spodziewający się przeciętny amerykański obywatel ginie w tajemniczy sposób. Potem następuje czołówka (swojego czasu uważana przeze mnie za bardzo straszną i klimatyczną, dzisiaj – za nudną i okraszoną wkurzającą muzyką). Po czołówce do akcji wkracza Mulder i Scully, krótko debatują na temat różnych możliwości, udają się na miejsce zbrodni, natrafiają na opór miejscowej policji bądź niechęć świadków do mówienia czegokolowiek, koniec końców znajdują jednak jakiś trop – zazwyczaj jest to jakieś zjawisko paranormalne. Na pomysł wpada zazwyczaj Mulder, Scully jest wobec jego pomysłu pełna wątpliwości. Bohaterowie konsekwetnie idą swoim tropem na przekór ludzi, którzy z jakichś powodow chcieliby im w tym przeszkodzić. Ostatecznie jednak kiedy są tuż, tuż od wyjaśnienia zagadki, główny świadek umiera bądź ucieka, a koronny dowód gdzieś ginie, co sprawia, że zagadka pozostaje nierozwiązana. Nie każdy odcinek posiada wszystkie powyżej wymienione cechy; ale zdecydowana większość posiada chociaż ich połowę.
Smaczku do tej codziennej strawy , może i dobrej, ale brzydzącej się kiedy je się ją dzień w dzień, dodają liczne smakołyki od czasu do czasu w niej umieszczane. Najlepsze odcinki to te, które zawierają okruchy czegoś, co można nazwać głównym wątkiem serialu. Póki co wygląda to wszystko na bezładną mieszankę motywów, które nie mają ze sobą związku: porwana (prawdopodobnie przez UFO) w dzieciństwie siostra Muldera, siedzący na wysokim stołu człowiek będący informatorem Muldera (mówiący jednak mniej niż wie) oraz tajemnicze knowania jeszcze bardziej tajemniczego Palacza, będącego w bliskiej relacji ze Skinnerem, zwierzchnikiem naszej pary dedektywów. Te kilka motywów od czasu do czasu, raz na kilka odcinków, zaczynają tworzyć jakąś historię – póki co bezładną i w powijakach, ale z tego, co pamiętam z TVP i Polsatu, później się rozkręci.

Pierwszy sezon jest dość nierówny. Pierwszych kilka odcinków jest albo takich sobie, albo dobrych; środek sezonu to na przemian odcinki przeciętne bądź zwyczajnie słabe (żałosnych nie stwierdzono). No i wreszcie końcówka – dobra, ale bez rewelacji. Dlatego też serial dostaje ode mnie status “approved to watch”, ale daje ten status nieśmiało i niepewnie. Jeżeli w dalszych sezonach nie będzie widocznej poprawy – odpuszczę sobie bez większego żalu.
Hehe. Znowu mnie uprzedziłeś bo miałem w dalszych planach zabrać się za ten materiał. I nawet się cieszę, że to zrobiłeś ty, bo ja nie chciał bym sobie zacierać dobrych wspomnień na temat serialu.
Witam. Dla mnie ten serial to mimo wszystko klasyka serialu. wiadomo, że teraz bardziej to bawi niż straszy, ale w latach 90 to był na prawdę szok! Co do schematu. Masz rację wkurzające. Patrzę na minutę w serialu i wiem co teraz nastąpi. Przewidywalny, ale większość seriali tego typu tak ma. Pozdrawiam