Myślokracja, czyli from łeb to web

102. Star Trek: The Original Series – podsumowanie + Star Trek: Animated Series – pierwsze wrażenie 19 kwiecień 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Seriale — HaeS @ 4:34 pm

170 dni – tyle zajęło mi obejrzenie 80 odcinków serialu “Star Trek”. I dotarłem wreszcie do końca. Przygody kapitana Kirka, Spocka, McCoya, Scotty’ego, Uhury, Checkova i Sulu raz wciągały, raz irytowały – naprawdę, bardzo różnie to bywało. Zwiedziliśmy razem tak wiele światów, wybrnęliśmy z tylu opresji, spotkaliśmy tak wiele obcych form życia… sporo razem przeżyliśmy, załogo Enterprise i rzec muszę, że opuszczam was z żalem. Ale do was wrócę, na pewno. Nie wszystkie przygody przeżyjemy ponownie bo niektóre były jednak nudnawe i głupawe. Niemniej jednak do niektórych wrócę z przyjemnością.

Na pewno w pamięć zapadają postacie – i to każda jedna. Zawsze posłuszny i bez cienia wątpliwości mówiący “Aye, sir” Sulu. McCoy z sowią twarzą, wiecznie prowadzący miejscami naprawdę komiczne spory ze Spockiem, którego ulubionym gestem było robienie dziwnych min i stwierdzanie ze stoickim spokojem “fascinating”. Scotty – moja ulubiona postać – lekkoduch z wieczną miną idioty, ze świetnym szkockim akcentem i charakterystyczną fryzurą. C heckov – uwielbiam słuchać języka angielskiego z rosyjskim akcentem i zawsze lubiłem, kiedy ta postać brała udział w jakiejś debacie. Uhura – może nie idealnie piękna, ale jak zamrugała tymi swoimi oczętami… No i wreszcie kapitan Kirk. Zawsze nieskazitelnie pozytywny, dobroduszny i podejmujący najlepsze decyzje. Troszkę przerysowana postać, ale taka była konwencja serialu.

Zróżnicowanie poziomu odcinków, jak wspomniałem, różne. Od żałosnych, po fenomenalne. Od nudnych do tych, przy których 50 minut leci nawet nie wiadomo kiedy. Od wtórnych pod zupełnie oryginalne i nowatorskie. I tak dalej. Z jednym tylko zastrzeżeniem: rzadko kiedy widzieliśmy kosmos takim, jaki znamy z opowieści astronomów, kosmologów i astrofizyków. Naukowego spojrzenia na kosmitów w “TOSie” niestety nie uświadczysz. Twórcy założyli bowiem nie tylko, że galaktyka roi się od planet ziemiopodobnych, na których rosną niemal identyczne rośliny jak u nas, a kosmici różnią się od ziemian w najlepszym wypadku ilością wypustek na głowie, ale nawet że ich kultura jest identyczna jak nasza, a nawet rozwój cywilizacji jest zbliżony do naszego. Nasi bohaterowie trafiają na różne planety i tam spotykają tamtejszą ludzkość na różnych etapach rozwoju. Rzec muszę, że niestety fantazja ponosiła twórów, niestety, aż za bardzo. Gdzie to się nie przenosiliśmy! Był już Kirk ze swoją ekipą w Chicago z lat 20tych, był na dzikim zachodzie, we XVII-wiecznej Francji, w epoce jaskiniowej, XX-wiecznym amerykańskim mieście (to chyba nawet kilkakrotnie), starożytnej Grecji i kilku innych, równie absurdalnych jak za załogę statku kosmicznego, miejscach.

TOSa nie można zatem traktować w kategoriach czysto naukowych. Wbrew gadce z czołówki filmu (”These are the voyages of the star ship Enterpise, continuing its five year mission to explore strange new worlds”), pierwszy “Star Trek” to nie opowieść o statku kosmicznym, który wędruje poprzez przestrzeń kosmiczną i spotyka tam rózne rasy kosmitów. Tak naprawdę “TOS” to historia o nas samych. O ludzkości, o jej przyzwyczajeniach, przywarach, o jej problemach, rozterkach moralnych, o etyce i o zagrożeniach płynących z różnych technologii. Statek kosmiczny sunący poprzez kosmos to tylko pretekst do pokazania nam jakiejść historii, czasem fajnej i wciągającej, czasem nie, ale najczęściej (też nie zawsze) w jakiś tam sposób umoralniającej. I patrząc na Star Treka z tego punktu widzenia, dodatkowo przymrużając oko na efekty specjalne i pewne głupawe niedociągnięcia (np. teleportowanie się na mroźną planetę jedynie w tym głupawych obcisłych mundurkach), jest to serial całkiem ciekawy. Bo jeśli chcemy tylko patrzeć i nabijać się z naiwności scenarzystów, to wypalimy się już w okolicach 6-7 odcinka.

Próbowałem ruszyć “The Animated Series”, ale od samego początku trafiłem na potężne przeszkody. Największą jest brak dostępności tego serialu w necie. Kiedy wreszcie zdobyłem upragnione pierwszych 11 odcinków (z 22 istnejących), okazało się, że są one fatalnej jakości. Tak fatalnej, że prawie nie idzie tego oglądać. Jeden jednak obejrzałem i niestety nie powalił mnie na kolana.

Czym są “Animated Series”? Na fali popularności “Star Treka” nakręcono jego kontynuację, ale z różnych powodów w formie animowanej. Niemniej jednak głosy do postaci podkładali ci sami aktorzy, którzy grali w serialu. W “Animated Series” nie ma niestety Checkova, zamiast niego doszła dwójka kosmitów bliżej nieokreślonej rasy. Pomimo tego, że pomysł wydaje mi się genialny (szczególnie, że w TAS znajdujemy kontynuację wielu rozpoczętych w TOSie wątków – m.in. Mudda czy Tribbles). Z żalem muszę jednak stwierdzić, że TAS wygląda na niewypał. Oficjalnie mówi się, że zabiła go pora emisji (puszczany był w paśmie z kreskówkami dla dzieci), jednak mi się wydaje, że słabość TASa leży w zupełnie innym miejscu Mamy bowiem do czynienia z zepsuciem klimatu serialu przez dziwaczną muzykę w miejsce dobrze nam znanych trekowych motywów, z fatalną animacją postaci, z jeszcze gorszym ich designem (chyba tylko Spock wygląda naprawdę podobnie do siebie) oraz nudnymi scenariuszami – jedyny odcinek, jaki dotychczas obejrzałem miał 23 minuty, a co kawałek patrzałem na zegarek.

Tak więc, niestety TAS wędruje na wirtualną półkę, a ja się zajmę do czasu załatwienia lepszych jakościowo kopii piewrszymi sześcioma filmami z serii Star Trek. Zaś “TOSa” pomimo wszystkich wspomnianych wad (i tych niewspomnianych też) polecam jako kawał dobrej, solidnej klasyki SF.

 

One Response to “102. Star Trek: The Original Series – podsumowanie + Star Trek: Animated Series – pierwsze wrażenie”

  1. R-Chee Says:

    “No i wreszcie kapitan Kirk. Zawsze nieskazitelnie pozytywny, dobroduszny i podejmujący najlepsze decyzje.”

    Dobre sobie. Nie widziałeś jeszcze Star Trek XI The Wrath Of Kirk. Podaje link do trailera:
    http://pl.youtube.com/watch?v=-u7m7BiX1JI&feature=related

    Pzdr


Leave a Reply