Myślokracja, czyli from łeb to web

97. Day of the Tentacle 3 kwiecień 2008 (czwartek)

Zaszufladkowany do: Gry — HaeS @ 5:45 pm

Dzięki programowi SCUMM powróciłem po latach do gry, którą namiętnie przechodziłem w 1998 na moim pierwszym komputerze (P200MMX z 16 MB RAMu, dwumegową kartą graficzną bez akceleratora, monitorem 14′ CRT, kartą dźwiękową na ISA i dwugigowym twardzielem z Windowsem 95 na pokładzie). Właściwie tak na ścisłość, to cały czas mam ten sam komputer… Tyle tylko, że w międzyczasie wymieniłem wszystko – od monitora po obudowę i tylko stacja dyskietek się ostała (której i tak nie używam).

Ale, wracając do tematu, grą tą jest Day of Tentacle. Fabuła gry jest tak głupia, że aż śmieszna. Dwie tytułowe macki (tentacles) to żywe, świadome i inteligentne stworzenia, przypominające nieco macki ośmiornicy. Pewnego dnia udały się na przechadzkę nad pobliską rzekę. Jedna z nich napiła się wody, która okazała się zatruta jakimiś chemikaliami. Po wybiciu wody macka zmutowała (wyrosły jej ręce) i nagle postanowiła podbić świat i zniewolić rasę ludzką na zawsze. I w tym miejscu wkraczają nasi bohaterowie.

Głupie? Tylko z pozoru. Sam pomysł na grę jest fenomenalny, a absurd opisanej przed chwilą przeze mnie historii to najlepsza prezentacja tego, z czym będziemy mieli do czynienia. Wszak za chwilę wskutek awarii maszyny, która miała cofnąć bohaterów o dwa dni w czasie, aby nie dopuścili do feralnego zdarzenia, jeden z nich wyląduje w XVIII wieku, gdzie spotka m.in. George’a Washingtona, a drugi – w XXII wieku, w świecie zniewolonym przez macki, gdzie ludzie pełnią rolę służących i zabawek tych stworzeń. Gra jest pełna humoru, absurdalnych sytuacji, prześmiesznych dialogów, nawiązań do różnych innych wydarzeń i dzieł popkultury. Najlepiej zareklamuje chyba ją fenomenalne intro, świetnie wkręcające w klimat:

Jeżeli się spodobało, to przygotujcie się na to, że CAŁA GRA jest utrzymana w tym klimacie, a poziom humoru nie spada ani na chwilę.

DOTT z roku (chyba) 1993 jest kontynuacją przygodówki Maniac Manson – gry, której może lepiej w dzisiejszcyh czasach nie oglądać, aby nie popsuć sobie dobrego skądinąd mniemania niej, jakie mieli współcześni jej gracze. Notabene, Maniac Manson jest jakby częścią składową DOTTa – w jednym z pokojów stoi komputer. Wystarczy do niego podejść, włączyć i można spróbować przejść Maniaca. Sam w Maniaca próbowałem ok. 10 lat temu (czyli wtedy, kiedy przepaść między ówczesnymi, a dzisiejszymi produkcjami była dużo mniejsza niż teraz), ale ok. 2 godzinach gry poddałem się. Fatalna grafika, dziwaczny interfejs i wszechobecne poczucie staromodności gry odrzuciło mnie. Taki już los starych gier, niestety. Być może jakiś Maniac Manson Deluxe zrobiłby furorę, szczególnie, że pomysł na grę był rewelacyjny. Grało sie jednocześnie trzema postaciami – mogliśmy je wybrać spośród (chyba) ośmiu postaci. Każdy bohater miał inne zdolności i umiejętności, a w zależności od tego, którym bohaterem gramy, istniało wiele możliwości przejścia gry, a także wiele zakończeń, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.

DOTT też początkowo planowany był jako gra właśnie tego typu. Miało być sześć postaci, jednak w trakcie produkcji twórcy doszli do wniosku, że zdecydowanie lepiej będzie wstawić na sztywno jedynie trójkę bohaterów, za to grę dopieścić w najdrobniejszych szczegółach. I to się udało. Fabuła gry jest strasznie zakręcona, gra nie jest ani za łatwa, ani za trudna. To, co spodobało mi się w tej grze to też fakt, że cała trójka bohaterów, pomimo tego, że znajduje się w różnych czasach, cały czas przebywa w tym samym domu, w którym układ pomieszczeń z grubsza jest taki sam, jednak pomieszczenia te za każdym razem pełnią różne funkcje. Poza tym, czynności wykonane w jednym czasie mają wpływ na to, co będize w przyszłości… No, ale i już chyba zaczynam spoilerować.

Największą wadą gry jest, co tu dużo kryć, grafika. Pomimo tego, że komiksowe kształty, powykoślawiane linie i nieproporcjonalne elementy na ekranie tworzą niepowtarzalny klimat, postacie rysowane są z poczuciem humoru, a każda akcja bohaterów (np. przejście przez komin) pokazane w przekomiczny sposób, to jednak wszystkie te zalety giną w rozdzielczości rzędu 320×240 (tak!). Moim zdaniem, to olbrzymi błąd twórców LucasArt, bo w wyższej rozdzielczości (chociaż raczkującej wówczas i mało jeszcze popularnej 640×480) gra do dzisiaj prezentowałaby się znośnie. Oprawa dźwiękowa – to co prawda “tylko” muzyczki w formacie MID, ale kto spędzał niegdyś całe dnie przy grach z tamtego okresu, wie znakomicie, że to nie wada gry, tylko jej zaleta.

Co tu dużo gadać – jedna z najlepszych przygodówek wszechczasów. Za jakiś czas wezmę się za Indianę Jonesa i Monkey Island (to również bardzo wiekowe produkcje rodem z LucasArtu). Dla fanów gatunku pozycja równie kultowa, jak “Master of Puppets” dla wielbicieli metalu i “Odyseja Kosmiczna 2001″ dla tych, co lubią kino SF.

 

11 Responses to “97. Day of the Tentacle”

  1. R-Chee Says:

    “Właściwie tak na ścisłość, to cały czas mam ten sam komputer… Tyle tylko, że w międzyczasie wymieniłem wszystko – od monitora po obudowę i tylko stacja dyskietek się ostała (której i tak nie używam)”

    No nie mogę normalnie. Ja mam dokładnie to samo :D

    A co do gry, to nigdy w nią nie grałem. Jakkolwiek twój opis po delikatnych przeróbkach nadawał by się na opisanie wspomnianego przez Ciebie Course of the Monkey Island. Wiem, bo sam niedawno dzięki Scumm miałem okazję tę grę przejść. I nie pamiętam by w jakiejkolwiek innej grze było tyle wspaniałego humoru.

    Pzdr i czekam na kolejne relacje.

  2. Kub Says:

    Ach, stare genialne przygodówki… DOTT oczywiście rządził w swoim czasie.

    Polecam jeszcze “Sam And Max Hit The Road” Steve’a Purcell’a, też LucasArts, a także wydany właśnie u nas “Sezon 1″. No i wszystkie gry Tima Schafera: “Full Throttle”, “Grim Fandango” i “Psychonauts”. Te dwie ostatnie to, moim zdaniem, jedne z najlepszych gier jakie kiedykolwiek powstały.

    Have fun.

  3. frustrat Says:

    Chciałbym, żeby czasy, gdy w grze liczyła się grywalność, humor i klimat, nie obsługa DX19, Ati100000ProXTXCV, itp.
    Naprawdę, jeżeli gra ma ciekawą fabułę i dobry klimat, wystarczy grafika robiona w Paincie.
    W kwestiach przygodówek, zapomnieliście o Larrym ;]

  4. frustrat Says:

    “żeby wróciły czasy” – pominąłem słowo z rozpędu…
    Btw. macie jeszcze czas na gry?

  5. haes Says:

    Ach, Larry Ruchacz też był fajny, aczkolwiek o ile się nie mylę, pierwsze gry z tej serii miały najpaskudniejszy w świecie interfejs, w którym polecania wpisywało się… ręcznie, np. ‘pull lever’ bądź ‘give coin to shopkeeper’ (nienawidzę tego!)

    Ale pamiętam Larry’ego 7 – sam nie grałem, ale gra wyglądała dość sympatycznie i przyjaźnie. Może się kiedyś za nią wezmę.

    Jeżeli chodzi o czazs na gry – czas by się znalazł, ale chęci ku temu już nie ma. Nie te lata. Ale od czasu do czasu w coś tam porżnę, ale to nawet nie 10% tego, co się spędzało przy tym kiedyś.

  6. frustrat Says:

    A u mnie ochota by była, ale wiem, że jak usiądę, to będę musiał poświęcić na to 2-3 tygodnie, co wieczór, a to już mi się tak nie uśmiecha, jak za czasów szkolnych. Ale może kiedyś…
    Na pewno zagram w nowego Fallouta, oby nie spieprzyli sprawy. Ten FPP look mi już nie pasuje, ale dam mu szansę.

  7. :) Says:

    Wspominajac stare, dobre czasy przed oczami staja mi teksty redaktorow dawnych gazet komputerowych. Czesto mawiali jak sie w mlodosci bawili grajac w przygodowki tekstowe. Wyobraznia liczyla sie wtedy w 100%. Nie to, co te nowe, graficzne gry:) Teraz my mowimy tak samo na gry 3D, wspominajac starocie z grafika 2D. Wniosek – zestarzelismy sie. “Za moich czasow…..itp itd”. Anyway cos w tym jest, ze teraz wiecej wysilkow laduje sie w grafike i dzwiek zapominajac o sednie. W tej chwili jest to wielki przemysl, a mniej sztuka (jak kiedys). Btw. sam do dzis pykam w Nethacka =]

  8. haes Says:

    Frustrat – NOWY FALLOUT MA BYĆ W FPP? Ech, Fallout traci klimat. A tak w ogóle to ja niestety sobie nie pogram, bo mój komp jest za mało wypasiony. W końcu kupując (a w zasadzie to tworząc) go, nie myślałem o grach, tylko o filmach i pracy. Teraz to się na mnie mści. W grę Lost też sobie nie pogram…

    :) – Ano, zezgredzieliśmy. Ale na pocieszenie powiem, że jak swiat swiatem, zawsze bylo narzekanie “stare gry byly dobre… nie to, co te badziewia dzisiaj”. Bierze sie to stad, ze pamieta sie tylko stare dobre gry, a o chłamie zapomina. Patrząc na wspólczesne gry, zawsze widzi sie i ziarno, i plewy, co powoduje (mylne) wrazenie, ze kiedys bylo lepiej.

    Ale cos w tym jednak jest. Kiedys gry nie tworzyla grupa 60 specjalistow przez kilka lat, ale grupka 2-3 pasjonatów w kilka tygodni. Radosna twórczość, brak presji oraz pełna swoboda sprawiały, że było moze malo profesjonalnie, za to z głebi serca.

    Zreszta, wsrod sharewarow i freware’ow tez sie czasem jakas ciekawa, przypominajaca stare dobre czasy gra trafi – no, ale tak dobra jak DOTT to juz nie.

  9. bg Says:

    Faktycznie, wybitna gra. Ta sama klasa, co “Monkey Island” i “Fate of Atlantis”. Ale warto też obejrzeć “odświeżone” Maniac Mansion – wygląda tak ładnie, że zaszedłem w nim dalej, niż w oryginalnej wersji… http://new.bigbluecup.com/games.php?action=search&sterm=maniac+mansion+deluxe&submit=Search%21

  10. haes Says:

    No, no… z tym Maniac Manson Deluxe to ja tylko tak strzeliłem, ale widze ze faktycznie cos takiego istnieje. I nie powiem, wygląda całkiem zachęcająco.

  11. Fajna strona, znalazlem ja przypadkowo ale teraz bede tu wpadal czesciej, pozdrawiam


Leave a Reply