Myślokracja, czyli from łeb to web

94. The Thing Johna Carpentera 29 marzec 2008 (sobota)

Zaszufladkowany do: Film — R-Chee @ 9:39 pm

Antarktyda. Dookoła tylko śnieg i lód. W środku tego pustkowia znajduje się niewielka baza badawcza, w której pracuje dwunastu nieco zdziwaczałych facetów. Z powodu złych warunków atmosferycznych nie potrafią skontaktować się ze światem zewnętrznym. Mimo to, badacze starają się w miarę możliwości życ normalnie z dnia na dzień. Niespodziewanie w bazie pojawia się zabójca rodem z najgłębszych otchłani piekieł. Co gorsza, nikt tak na prawdę nie może być pewny, czy ów zabójca nie kryje się wśród nich. Jak zatem przetrwać, skoro nie możesz zaufać nikomu prócz sobie?

The Thing, znany u nas pod tytułem “Coś”, to kultowy już horror science-fiction, będący w istocie pierwszym filmem Johna Carpentera stworzonym dla dużej wytwórni filmowej. Co więcej, nakręcony w 1982 roku film jest przez wielu fanów uważany za najlepszy obraz tego reżysera, a także jeden z najlepszych horrorów w historii kina. I ja również podzielam to zdanie.
Jak wierzyć nieoficjalnym źródłom, The Thing jest pierwszym filmem z trylogii Carpentera, którą reżyser nazywa Apokaliptyczną trylogią. Pozostałe filmy to Książę Ciemności z 1987 roku i powstały rok później: Oni żyją. Pierwszego nie widziałem, drugi z kolei był filmem średnim, acz miał w sobie pewien niepokojący przekaz. Daleko mu jednak było do historii przedstawionej w The Thing.

Otóż fabuła The Thing skupia się na historii załogi amerykańskiej stacji badawczej (Stacja 31) gdzieś na śnieżnych pustkowiach Antarktydy. Pewnego, jak się okazuje feralnego dnia, dochodzi do niecodziennej sytuacji. W okolicach bazy pojawiają się uzbrojeni po zęby szwedzcy “badacze” z sąsiedztwa, polujący na uciekającego przed nimi psa. Dochodzi do konfliktu w skutek którego Europejczycy tracą życie. Jak się później okazuje, uciekające zwierzę nie było zwyczajnym psem, lecz pozaziemską formą życia potrafiąca niemal idealnie przybierać kształty zasymilowanych ludzi i zwierząt, a którą ów Szwedzi wykopali z zamarzniętego przed wiekami statku kosmicznego. Kolejni badacze padają ofiarą potwora. Co gorsza nikt nie ma stu procentowej pewności kto jest jeszcze normalnym człowiekiem, a kto został już zasymilowany przez obcego.

Jednym z najważniejszych atutów filmu jest bez wątpienia jego klimat – klaustrofobiczna atmosfera, brak zaufania do współtowarzyszy i nieznane zło czające się w ciemnościach i czyhające na nasze życie. Śmiało można rzec, że ów klimat przypomina ten z jakim mieliśmy do czynienia w serii filmów z Obcym w roli głównej. Do tego dochodzi nastrojowa, idealnie wpasowana w akcję ścieżka dźwiękowa, doskonałe jak na tamte czasy efekty specjalne, oraz całkiem niezłe aktorstwo, pomimo iż po za odtwarzającym główną rolę Kurtem Russelem, nie uświadczymy w filmie gwiazd pierwszego formatu.

Jak wierzyć anonimowym użytkownikom internetu, powstało alternatywne zakończenia filmu. Jednak nie mam żadnych pewności czy ów rzeczywiście istnieje. Wśród spamu, idiotyzmów i fan-fiction, najsensowniejsza wydaje się wersja, w której pokazana jest spalona na drugi dzień baza (kinowa wersja kończy się w chwili, gdy ów baza płonie), a chwilę później biegnący pies, który zatrzymuje się na chwilę, spoglądając za siebie na zgliszcza. Tym którzy film widzieli, nie muszę chyba tłumaczyć co ów scena sugeruje.

Film Johna Carpentera to w istocie remake filmu “The Thing from Another World” z 1951r. Ten z kolei jest pierwszą ekranizacją opowiadania Johna W. Campbella Jr. pt.: “Who Goes There?”. Ponoć istnieje polskie wydanie ów książki, ale jest bardzo trudno dostępne. Powstała także nowelizacja napisana przez Alana Deana Fostera, która jednak nie zyskała zbyt pochlebnych recenzji.

Co ciekawe, coraz częściej można poczytać z nieoficjalnych źródeł, jakoby przymierzano się do nakręcenia kolejnej wersji filmu. Już w 2002 roku pojawiły się plany realizacji serialu na podstawie książki Campbella. Pomysł upadł, acz niedawno, bo w 2006 roku studio Universal przedstawiło swoje plany co do realizacji remake’u filmu Carpentera (a właściwie remake remake’u). Ponoć za scenariusz miałby odpowiadać związany z “Battlestar Galactica” Ronald D.Moore. Serial może nie byłby zły, ale pomysł stworzenia nowego filmu już nie napawa mnie zbytnim optymizmem.

Opisując uniwersum The Thing nie można nie wspomnieć o wydanej w 2002 roku grze na PC. Akcja gry rozpoczyna się w momencie, w którym skończył się film. Do bazy na Antarktydzie wyrusza oddział marines dowodzony przez kapitana Blake’a. Ekspedycja musi poznać prawdę o wydarzeniach, jakie miały miejsce w Stacji 31. Szczerze mówiąc nie grałem nigdy w tę grę (choć gdybym miał okazję, chętnie bym się zagłębił w jej świat). Widziałem jednak trailer ów produktu i muszę przyznać, że wyglądał całkiem nieźle (czuje się klimat filmu).

Niech się zatem chowają wszystkie współczesne pseudo-horrory, bo uczciwie mówiąc The Thing to jeden z najlepszych horrorów w historii kina, który widziałem już co najmniej 4-krotnie (ostatnio całkiem niedawno w TV). I aż dziw, że nigdy nie doczekał się kontynuacji (choć może to i dobrze). GORĄCO POLECAM!!!

 

12 Responses to “94. The Thing Johna Carpentera”

  1. Faktycznie jest to jeden ze straszniejszych horrorów, wymiata wszystkie pierdołowate masakry piłami i piły… ;]
    …Obejrzałbym sobie ten z 1951…

  2. haes Says:

    Hmm… dołączam do mojej listy “to watch”. Szczerze mówiąc, nie znam żadnych innych straszych horrorów. Uodporniłem się na nie, a wszystkie Piły, Krzyki, What U did last summer i inne takie wywołują bardziej śmiech aniżeli przerażenie. Nawet słynny Ring bardziej nudzi niz straszy.

    Dobrze jest ponoć “Lśnienie”, R-Chee polecił mi kiedyś piewrszego “Aliena” (pozostałe widziałem i chociaż dobre, nie zrobiły na mnie jakiegoś super wrażenia; za pierwszego musze sie wziac).

    Ktos zna jeszcze inny DOBRY horror?

  3. :) Says:

    The Thing przypomina bardzo pewna powiesc Lovecrafta “W gorach szalenstwa”. Nie zdziwilbym sie jakby sie okazalo ze film byl zrobiony na jej podstawie albo zainspirowal scenarzyste;] Aliena trudno uznac za horror jesli Haesa nie straszy Ring. Lsnienie tak samo. Klimat grozy, ale po obejrzeniu setek roznych horrorow budzi, co najwyzej usmiech, jednakze film jest niezly artystycznie imho. Szczegolnie muza slynnej Wendy Carlos rzuca sie w ucho:) Polecam za to “Brainded”, Martwice Mozgu :D Jak zwrocicie uwage kto rezyserowal to zrozumiecie dowcip :_)

  4. R-Chee Says:

    Peter Jackson o ile mnie pamięć nie myli. Właśnie m.in. z tego powodu wielu fanów Tolkiena nie wierzyło w to, że dobrze spisze się w ekranizacji LotR. Moim zdaniem spisał się bardzo dobrze.

  5. haes Says:

    W ostatnim czasie tak ostro to mnie wystraszyło tylko jedno: Jeepers Creepers – oczywiscie czesc pierwsza, bo druga to parodia.

    Film moze i jest glupi, smieszny i zalosny, ale piewrszych 30 minut – mniej wiecej do momentu, kiedy bohaterowie opuszczaja podziemia kościoła i trafiają do baru, gdzie dzwoni telefon to arcymistrzostwo grozy i zalowac jedynie, ze film nie utrzymal tego stylu i klimatu do konca, bo bylby horror wszechczasow.

    Bo nadmienic musze, ze niestety po pierwszych, mrozacych krew w zylach scenach, jest juz tylko gorzej. Niestety.

  6. :) Says:

    Moze Silent Hill? :) Blair Witch tez dobre, obie czesci.

  7. haes Says:

    O – tak, tak. Silet Hill mam i czeka cierpliwie na obejrzenie. Blair witch ogladalem – jestem nietypowym widzem, ale “jedynka” mnie wynudzila i bardziej wkurzyla niz zainteresowala, za to dwojka – pozytywnie zaskoczyla. Moze nie tyle poziomem gry aktorskiej, co pomyslem i koncowym spin-offem.

    No, ale jedno musze rzec: ani jedynka, ani dwojka mnie specjalnie nie przestraszyla. Niestety.

  8. R-Chee Says:

    Silent Hill był bardzo fajny. Zwłaszcza, że większość filmów na podstawie gier to zwykły shit.
    Resident Evil też dobry, ale tylko 1 część.

    Blair Witch obie części dobre. Jedynka bardzo mi się podobała i nawet nieco wystraszyła.

    Bardzo podobał mi się także inny film o potworze z kosmosu pt. Bloob. Naprawdę “wciągający”.

  9. haes Says:

    Jezeli chodzi o ten film w ktorym wielki glut pelznie przez miasto i pozera ludzi, to niestesty w moj gust nie trafiles. Film moze i smieszny z dzisiejszego punktu widzenia, ale straszny na pewno nie.

  10. KrzysiekH Says:

    Co do Szwedów. Cytaty z filmu.

    “Said Norge or something on the side.” “That’s Norwegian”.
    “Maybe we at war with Norway”.

    “You really wanna save those crazy Swedes, huh?”
    “Norwegians.”

    Jeden z bohaterów pomylił się i wspomniał o Szwedach co szybko zostało skorygowane przez jego towarzysza. To byli Norwegowie. Dwóch ludzi i…pies ;)

    pozdrawiam

  11. R-Chee Says:

    Masz rację Krzysztofie. To istotnie byli Norwegowie. Mój błąd.

    A tak przy okazji. Znalazłem niedawno bardzo ciekawą stronę dotyczącą uniwersum The Thing:
    http://www.outpost31.com/index2.html

    Na ów stronce możecie znaleźć wiele bardzo ciekawych rzeczy, takie jak usunięte sceny, plany bazy, informacje o autorach i aktorach, efekty specjalne od kuchni, fan-fiction, komiksy, książki, gry, humor. Jest tego naprawdę spor. Jako przykład podam taki ów ciekawy smaczek:

    http://www.outpost31.com/vistar/images/prequelcomic1.jpg
    http://www.outpost31.com/vistar/images/prequelcomic2.jpg
    http://www.outpost31.com/vistar/images/prequelcomic3.jpg
    http://www.outpost31.com/vistar/images/prequelcomic4.jpg
    http://www.outpost31.com/vistar/images/prequelcomic5.jpg

    Pozdrawiam.

  12. mat Says:

    Stronka fajna tylko ciekawi mnie jeden motyw z filmu a mianowicie co powiedzial ten norweg ktory przezyl po wybuchu smiglowca niewiem czy zna ktos norweski jezeli wie ktos prosze o odpowiedz


Leave a Reply