Mało ostatnio piszę (podobnie zresztą jak R-Chee), ale jednak jakoś nie mam na to czasu. Mam nadzieję , że w najbliższym czasie coś ruszy w kwestii bloga i notki pojawiały się będą dużo częściej. Szczególnie, że z przerażeniem obserwuję statystyki i widzę, że między częstotliwością zamieszczania notek, a oglądalnością zachodzi korelacja polegająca na znaczącym spadku odwiedzin po długim okresie bez nowego posta (co chyba specjalnie nie dziwi).
W ciągu ostatnich kilku miesięcy obejrzałem 3. i 4 sezon serialu Nip/Tuck (po polsku: “Bez Skazy”). Przypomnę, że fabuła serialu kręci się wokół kliniki chirurgii plastycznej prowadzonej przez dwójkę przyjaciół – Chrisa i Seana. Chris to typ macho, ma za sobą setki epizodów seksualnych, kobiety za nim szaleją, on zaś sam oprócz jednonocnych przygód uwielbia pławienie się w luksusie i napawanie własną wspaniałością. Sean wydaje się być jakby jego przeciwieństwem – jest odpowiedzialny, stara się żyć normalnie – ma żonę, dzieci, nie zawsze podoba mu się styl życia Christiana. Z czasem jednak okazuje się, że przyjaciele mają na siebie wpływ – Sean od czasu do czasu pobuja się gdzieś na boku, Christian z kolei zaczyna rozumieć co to jest rodzina i odpowiedzialność za nią.
Trzeci sezon w stosunku do drugiego jest nieco słabszy (co nie znaczy, że kiepski), za to czwarty – rewelacja, najlepszy z dotychczasowych. Scenarzyści znakomicie i z wyczuciem połączyli wątki z poprzednich sezonów z nowymi pomysłami. Jeżeli ktoś stęsknił się za starymi znajomymi oznajmiam, że oprócz podstawowej ekipy (Sean, Chris, Liz, Matt, Julia, Kimber i kilku pobocznych) powróci stara znajoma pani Grubman, zobaczymy znów Escobara, Ginę i Bobolita. W 4. sezonie swoją rólkę dostaną Alanis Morisette oraz Brooke Shieds.
W jednym z odcinków do czynienia mamy z futurospekcją – posuwamy się 20 lat do przodu i widzimy co się dzieje z naszymi bohaterami. Troszkę szkoda, bo psuje to sporo z przyjemności oglądania serialu – po co wszak oglądać Nip/Tucka skoro się wie, że… Zresztą, nieważne. Sami dojdziecie wcześniej czy później do tego odcinka.
Scenarzyści wyraźnie wyhamowali z przegięciami z pierwszego i (szczególnie) drugiego sezonu – co prawda Troy nadal rucha na lewo i prawo, Matt co rusz wyskakuje z niemiłą niespodzianką, a to, co wymyślają pacjenci woła o pomstę do niebios, jednak śmiało można rzec, że mózgojebność serialu w dwóch omawianych seriach spadła do w miarę normalnego poziomu. Albo też i ja się przyzwyczaiłem. W każdym razie mnie osobiście już zbytnio nie razi w oczy ani nachalne sugerowanie homoseksualnej relacji Christiana do Seana, ani rzeźnik wycinający ludziom uśmiechy na twarzach, ani gang kradnący ludziom nerki, ani nawet zamężna kobieta z trójką dzieci zdradzająca męża z karłem, ani wiele innych rzeczy, o których nie chcę spoilerować. Wszak to Nip/Tuck i wszystko może się zdarzyć. Jedyne co mogę jeszcze dodać to tyle, że scenarzyści przestali się w końcu kręcić wokół seksu i pobliskich seksowi tematów, a zaczęli zauważać także inne rzeczy i wątki, których w poprzednich sezonach było jakby mniej i starają się teraz zamiast kolejnych ekscesów i orgii zaszokować morderstwami, okaleczeniami, nietypowymi zachowaniami w rodzinie i innymi patologiami. W sumie przypomina to troszkę Modę na Sukces – każdy z każdym juz był, a Kimber to taki odpowiednik Brooke Logan. Jeżeli jednak chcemy porównywąc serial z “Modą”, to dodajmy od razu, że nie ma 8000 odcinków, ale dużo mniej (za to przemyslanych), jest nieporównywalnie lepiej zrealizowany i o wiele bardziej wciągający.
Pomimo tego, że przeciętnego słuchacza wiadomego radia serial odstarszyłby po 30 sekundach, jak dla mnie Nip/Tuck to serial, który ogląda się znakomicie. Łyka się odcinek za odcinkiem i tylko czeka na następny i na następny i na następny. Pomysły są wciąż świeże, oryginalne i nie wywołują efektu znużenia, a widać, że scenarzyści wciąż mają pomysły na ciąg dalszy. Końcówka czwartego sezonu wyraźnie wkazuje na to, że w piątym sezonie formuła ulegnie zmianie, bo i sporo zmieniło się w życiu bohaterów. No, ale więcej nie powiem ani słowa. Napiszę jedynie że wierzę w to, że nadal będzie ciekawie.