Stało się to jakiś czas temu, piszę dopiero teraz – serial 4400 (o którym już raz pisałem) po wyemitowaniu czterech serii dostał cancela. Mówiąc inaczej – nie będzie kolejnych odcinków. Nie wiem jakie było zakończenie sezonu czwartego, wiem jedynie, że nie było ono definitywne – a kontynuacji już nie będzie
Z jednej strony nie mogę ukryć satysfakcji – pisałem już wszak, że serial ten nie zachwyca zbytnio i cieszę się, że wyszło na moje. Tandecie i produkcjom klasy C mówię zdecydowane NIE, a następny w kolejce winien być „Prison Break”. Z drugiej jednak – serial miał swoich fanów. I kiedy pomyślę, że ten sam los mógłby spotkać mojego ukochanego „Losta” (który też ma swoich przeciwników), to mnie krew zalewa. I jak sobie przypomnę, że taki „Farscape” czy „Twin Peaks” miały mieć kontynuację, a nie miały – to normalnie mnie kurwica bierze.
Co to jest za polityka? Telewizja rzuca widzom serial, który ci oglądają, emocjonują się losami bohaterów, czekają przez cztery lata tydzień w tydzień (no, z przerwami między sezonami) na ciąg dalszy, rozmawiają o nim, myślą o nim, szukają informacji w necie, oglądają czasem po kilka razy dany odcinek szukając smaczków, a tu nagle BUM – sorry, nie będziemy już kręcić tego serialu, jak chcesz to oglądaj naszą nową super-hiper-zajebistą produkcję, ale też nie gwarantujemy ci, że będzie miała zakończenie i czy za 3 lata nie przerwiemy jej.
Z bieżących produkcji aktualnie czekam na dalsze odcinki Prison Breaka, Jericho (co do tych dwóch – nie będę płakał jeśli ktoś da cancela) „Battlestar Galactica” i „Lost”. Ponieważ dwie ostatnie mnie wciągnęły, będę oglądał, ale od tego momentu ŻADNYCH NOWYCH SERIALI. Strach cokolwiek zaczynać. Lepiej chyba jednak skupić się na produkcjach ciut starszych, za to zakończonych. Przynajmniej wie się, że obejrzy się całą historię do końca, a nie będzie się zrobionym w balona przez producentów, dla których jakieś tam słupki są ważniejsze od zadowolenia widza.
A jeśli taka tendencja do ucinania seriali po kilku latach emisji się utrzyma – to można spodziewać się rychłego zakończenia ogólnoświatowego trendu popularności amerykańskich seriali. A szkoda by było, bo pośród kupy shitu a’la „Beverly Hills 90210” czy „Mody na Sukces”, zdarzają się także naprawdę ciekawe produkcje.