Oglądam od jakiegos czasu “Star Treka”. Przypominam, że nie mówię tu o Voyagerze, Enterprisie, Deep Space czy też tych odcinach z tym łysym kapitanem Pickardem, tylko o tym Star Treku z lat 60-tych, od którego wszystko się zaczęło. Poprzednio pisałem z umiarkowanym entuzjazmem i moje odczucia generalnie się nie zmieniły, jednak tym razem chciałem zwrócić uwagę na kilka szczegółów i niuansów, jakie wynikają ze zderzenia mnie, osoby wychowanej na przełomie wieków z tym wiekowym (no i wiekopomnym również) dziełem.
Po pierwsze – wizja przyszłości zaprezentowana w “Star Treku” nieco odbiega od dzisiejszej wizji. Nikt widocznie nie przewidział w jakim kierunku postąpi rozwój technologii. Co prawda bohaterowie korzystają z teleportów, phaeserów, gadających inteligentnych komputerów i napędów warp (i nie jest powiedziane, że tych rzeczy ludzkość wcześniej czy później nie wytworzy), a nawet mają przy sobie prymitywne komunikatory, podobne nieco w funkcji (a nawet z grubsza w wyglądzie) do telefonów komórkowych. Wówczas wizja posiadania osobistego komunikatora przy sobie była tak nieziemska i cudowna, że widzowie zapewne patrzyli z zachwytem na to cudo, wyobrażając sobie, że dopiero za kilkaset lat będziemy mieli dostęp do takiej technologii. Dzisiejsi widzowie patrząc na komunikatory, wzdychają jedynie z politowaniem, kwitujac “co za cegła!”. Podobnie ma się sprawa z innymi urządzeniami pełne one są wielgachnych diód, gałek i pokręteł, przypominając nieco radia żywcem wyjęte z PRL-u. Żadnych wyświetlaczy LCD, paneli dotykowych, żadnego pędu do miniaturyzacji – wszystko jest wielgachne i niezbyt estetyczne. Komputery pomimo tego, że gadają pełnymi zdaniami ludzkim głosem i rozumieją nawet najbardziej abstrakcyjne polecenia, wyposażone są w prymitywne wyświetlacze o jakości grafiki zbliżonej do komputerów ośmiobitowych. Widać więc, że wizja technologii scenarzystów nie do końca się sprawdziła – niektóre rzeczy poszły do przodu dużo szybciej, niż ci się spodziewali, innych jednak (jak np. teleportacja czy napęd warp) zapewne nie doczekamy sie nawet i w XXIII czy XXIV wieku. No cóż, jak ktoś za 50 lat będzie oglądał jakiś dzisiejszy serial, zapewne będzie miał dokładnie te same zastrzeżenia.
Po drugie – kosmici. Tutaj mamy wolną amerykankę i zupełny brak realizmu. Nie jest to jednak bolączka tylko “Star Treka”. To samo przecież było w Farscapie czy Babylon5. Założenie twórców jest mniej więcej takie: kosmici to humanoidalne dwunożne istoty o anatomii bardzo zbliżonej do ludzi. Są podobnej wielkości, przystosowani do podobnej grawitacji i temperatury, odżywiają się tym samym, co ludzie, a oddychają atmosferą tlenowo-azotową. Co więcej, zbieżnośc ta jest tak olbrzymia, że mają skórę tego samego koloru (chociaz zdarzają się u nich także rasy czarne – kosmicznych azjatów jeszcze nie zauważyłem, ale zapewne wszystko przede mną), podobny układ włosów, zębów, palców itd, a róznią się zazwyczaj mało istotnymi szczegółami (uszy u Spocka to najlepszy przykład). Dokłada się do tego potem jakąś ciekawostkę anatomiczną, której nie widać – zieloną krew, trzy wątroby albo zdolności psioniczne no i mamy kosmitę gotowego. Aha, jeszcze bardzo ważne, żeby mówił po angielsku (aby nie przesadzać, twórcy dokładają do tego jakąś filozofię z elektronicznymi translatorami, ale niesmak i tak pozostaje). Oczywiście, różnie oni szanują wolność, demokrację, hierarchię służbową, patriotyzm, prawo i miliony innych bzdur, które wymyśliła sobie ludzkość.
Bezczelność scenarzystów jednak sięga jeszcze dalej: otóż oni sobie po prostu krzyżują gatunki z różnych planet. Wszak Spock jest synem Ziemianki i Volcana. Jak to możliwe – nie mam pojęcia, ale zapewniam was o jednym: jeśli kiedykolwiek w kosmosie znajdziemy humanoidalną istotę, to łatwiej będzie zrobić krzyżówkę człowieka z marchewką niż z tym kosmitą, który składa się z zupełnie innych substacji. Inteligencji kosmici (o ile istnieją), wyglądają zapewne zupełnie inaczej. Oparci na węglu bądź krzemie, mogą być znacznie mniejsi bądź więksi. Różnić mogą się nie tylko kolorem zewnętrznej powłoki (niekoniecznie skóry – może być np. łuska bądź twarda skorupa) czy owłosieniem (o ile takowe mają). Mogą oddychać inną atmosferą (np. dwutlenkiem węgla, metanem czy parą wodną), być przystosowanymi do innej grawitacji. Składają się zapewne z komórek, ale białka, aminokwasy, tłuszcze i inne substancje organiczne zupełnie różnią się od naszych. Ich DNA (chociaż też nie jest powiedziane, że posiadają taką informację w swoich komórkach) jest zupełnie różne od ludzkiego. Nie musza być stałocieplni.Mogą mieć po sześć odnóży – na czterech chodzą, dwóch kolejnych używają jak ręce. Mogą nie mieć otworu gębowego – mogą wsysać pokarm całym ciałem. Mogą nie mieć oczu – na całym ich ciele znajdować się mogą komórki światłoczułe, zaś niektóre rejony byłyby szczególnie wrażliwe na światło. Ich uszy mogą znajdować się na stopach – w ten sposób odbieraliby drgania gruntu. Może być tak, że żyją tylko w tempetaturze kilkuset stopni. Albo też i na odwrót, być może do życia potrzebują ciekłego metanu tak, jak i my potrzebujemy ciekłej wody – wtedy żyją w ekstremalnie niskich temperaturach. Różnice między ich językiem, a naszym zapewne są gigantyczne – pomijając to, że większości ich głosek zapewne byśmy nie usłyszeli (ultra i infradźwięki). Nawet założenie o dwóch płciach niekoniecznie jest słuszne.
Różnice pomiędzy różnymi gatunkami na Ziemi w zależności od środowiska, w którym żyją, są tak olbrzymie, że powinno to dać do myślenia scenarzystom i pisarzom SF. Co bowiem jeśli organizm żywy rozwija się głęboko pod powierzchnią planety, bez dostępu światła, w esktremalnie niskiej/wysokiej temperaturze? Co jeśli przyszłoby im rozwijać się w atmosferze metanowej, czysto azotowej, chlorowej albo jeszcze innej? Co jeśli grawitacja jest dwanaście razy większa od naszej? No i co jeśli stworzenia te powstały w warunkiach, w których grawitacja jest praktycznie żadna? Czy muszą być porównywalnej wielkości z Ziemianiami, jeśli wychowali się na większej i cięższej planecie? Takie pytania można zadawać w nieskończoność i jedno wiem: na pewno żaden kosmit nie różni się od ziemian tylko spiczastymi uszami i zieloną krwią.
No i jeszcze różnice kulturowe – dla przykładu, Roddenbery za bardzo przejął się Romulanami (żyjącymi w okolicach gwiad Remus i Remulus) i potraktował temat dosłownie. Noszą oni zbroje i hełmy, pozdrawiają się jak Rzymianie, a dowodzą nimi pretorzy i centaurowie. Śmiech na sali. Brakuje tylko “Ave Cezar” w kierunku człowieka z wieńcem laurowym na głowie. Różnice w budowach mózgu sprawiły, że różnice kulutowe między Kalifornią, a Mozambikiem to pikuś przy różnicach kulturowych pomiędzy Ziemianami, a mieszkańcami drugiego końca galaktyki. Ale zanim to dotrze do twórców SF, sporo jeszcze czasu minie.
Póki co, oglądam ST (a także Farscape czy B5) dla rozrywki, bardziej traktując to jako “fiction” aniżeli “science”. A rozrywka jest, nie powiem, całkiem przyzwoita.
Człowieku – głupoty piszesz…
Komunikator – wielka cegła? Jest wielkości telefonu komórkowego. No i jaki telefon komórkowy pozwala Ci się komunikować z międzynarodową stacją na orbicie?
Nie masz LCD na mostku? A Main Viewing Screen to co?
Zgodzę się tylko co do wielkich klawiszy pokręteł i dźwigni =)
II sprawa: Dlaczego zakładasz, że życie na innych planetach tak bardzo musi się różnić od naszego. Planeta podobna do Ziemi może być domemem istot człekokształtnych… Czyżbyś był fanem Gwiezdnych Wojen, w których masz setki różnokolorowych, wielonożnych, wielookich itd. kosmitów?
Poza tym ludzie nie schodzą na planetę, gdzie grawitacja jest 20x większa od Ziemskiej, więc nie wiem jak mieliby spotkać istoty żyjące w takim środowisku.
III: Romulanie wywodzą się od Volcan, którzy przecież podglądali ludzi. Przecież po odejściu od ich filozofii Romulanie musieli znaleść sobie jakąś nową kulturę – No i wybrali rzymską.
Owszem – jest czego się czepiać, ale nie trafiłeś…
1. Może nie wielka, ale dzisiejsze telefony są zgrabniejsze i estetyczniejsze. Fakt faktem, komunikacja na linii statekplaneta to wielkie osiągnięcie, ale chodziło mi bardziej o estetykę.
Owszem, LCD na mostku jest – ale w pozostałych komputerach raczej nie ma.
2. Różnice między różnymi gatunkami na ziemi – od jamochłonów po ludzi, od porostów do eukaliptusów i od pantofelków po pogonophory są gigantyczne – a przecież wszystkie żyły na tej samej planecie! Nawet jeśli przyjmiemy, że warunki na innej planecie są bardzo zbliżone do ziemskich (o co byłoby naprawdę ciężko), to i tak prawdopodobieństwo że wytworzy się dwunożna istota niemal identyczna z człowiekiem jest bliskie zeru.
3. Jako początkujący fan ST o tym “podglądaniu” nic nie wiedziałem. Jeśli to o czym mówisz to prawda – to wówczas całkiem ciekawie to brzmi i faktycznie, nie wypada się tego czepiać. BTW – w którym serialu/filmie i mniej więcej na jakim etapie dowiadujemy się o tym podglądaniu?
Star Trek: First Contact – mówi się, że Volcanie postanowili skantaktować się z Ziemianami dopiero kiedy przeprowadzili pierwszy lot z napędem Warp. Wcześniej prowadzili jakieś badania w sektorze. A co ciekawgo dla takich Volcan mamy w naszym układzie słonecznym? Musieli nas podglądać.
Zgodzę się, że życie na Ziemi jest bardzo różnorodne, ale mimo wszystko my też tu jesteśmy.
Acha – sorx jeżeli mój post wydał się bardzo krytyczny =)