42. Święto Wszystkich Świętych Męczenników, co wytrzymali 1,5 godziny na cmentarzu.
Popełniłem dzisiaj coś strasznego. Ewakuowałem się dzisiaj z cmentarza podczas uroczystości z okazji Wszystkich Świętych. Nigdy mi się wcześniej nie przydarzyło, ale tym razem sytuacja była absolutnie wyjątkowa, a winny wszystkiemu jest nasz nowy proboszcz.
Uroił sobie bowiem ten człowiek, że zamiast robić - jak to przystoi normalnemu księdzu - półgodzinną uroczystość, zrobi on 20-minutową uroczystość, potem odwali msze (taką full-wypas - z dwoma czytaniami, kazaniem no i oczywiście komunią na grubo ponad 1000 osób), a ostatnie 10 minut poświęci na dokończenie uroczystości, czyli litanię. Brzmi zachęcająco? Nie, a szczególnie dla mnie, który na msze chodzi tylko wtedy, kiedy musi (czyli na śluby i pogrzeby, ewentualnie od wielkiego dzwonu na chrzciny czy komunię kogoś z rodziny). Mimo wszystko, chciałem dla dobra sprawy (i żeby nie wkurzać rodziny) przeżyć to jakoś do końca. Jednak jako że było zimno, wytrzymałem tylko do komunii i kiedy zrobił się tłok i zamieszanie, skorzystałem z okazji i ewakuowałem się jak najprędzej. Zresztą nie tylko ja taką taktykę przyjąłem. To było normalne barbarzyństwo! Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak ewidentnym przypadkiem nadgorliwości duszpasterskiej.
No i to byłoby na tyle w tej kwestii. Wyżyłem się nareszcie. Za rok na wszystkich świętych chyba zachoruję, albo skończę ze średniowiecznymi zabobonami i powiem wszystkim że na żadne rytualne stanie nad grobami chodził NIE BĘDĘ. Bo drugiej takiej mszy nie zdzierżę na pewno.