Wszystkie media dzisiaj bębnią, że gdzieś w Watykanie na wysokim stołku siedzi dupa używana niezgodnie z oficjalnym, jedynie słusznym i zalecanym przez KK przeznaczniem. Innymi słowy: jeden z wysoko postawionych w Watykanie księży przyznał się do bycia homoseksualistą. Człeka tego natychmiast odsunięto od pełnienia funkcji, bo jak wszyscy powszechnie wiemy, dupa jest otworem wylotowym, używanie jej zaś w innych celach aniżeli cel zasadniczy (ew. jakieś zabiegi/badania medyczne) niezgodne są z naukami Kościoła Katolickiego.
Jakkolwiek nie jestem w fanclubie ani Kościoła Katolickiego, ani tym bardziej lobby homoseksualnego, rację muszę przyznać, z bólem serca, pedziom. Jestem zażartym wrogiem legalizacji homomałżeństw, homoadopcji czy nawet homoparad, ale jednego prawa gejom odmówić zdecydowanie nie mogę: prawa do realizacji siebie w ramach własnej inności. Jeśli chcą walić się po dupach – niech się walą. Jeśli chcą razem zamieszkać i bawić się w męża i żonę – niech się bawią. Dla dobra sprawy, zniosę nawet widok dwóch pedałków chodzących po parku za rączkę i delikatnie się całujących (aczkowliek taki widok brzydzi i peszy). Myślę, że umiałbym zaprzyjaźnić (podkreślam: ZAPRZYJAŹNIĆ i nic więcej) z gejem czy razem z nim np. pracować. Nie uznaję sytuacji, w której pracodawca wywala człowieka z pracy tylko dlatego, że jest homosiem. Nie wypada ich dyskryminować czy odrzucać – nie są winni swojej inności i póki nikomu krzywdy nie robią, niech sobie pedałują do woli. Życzyć wypada jedynie orgazmu analnego i przyjemnych wrażeń zapachowo-smakowych podczas “minety”.
Ktoś może zarzucić mi, że w powyższym akapicie sporo jest złośliwości i aluzji, które w gruncie rzeczy homoseksualistów obrazaja – moze i tak jest. Patrze na działalność homolobby z pobłażaniem i politowaniem, troszkę mnie to drazni i denerwuje ich ciągłe apelowanie o “zrównanie ich w prawach” z normalnymi obywatelami no i wypada się jakoś im odgryźć. No, ale do rzeczy.
Wydarzenie będące zasadniczą treścią tego artykułu, czyli zawieszenie księdza tylko dlatego, że jest homosiem, jest dla mnie skandalem i kolejnym dowodem na to, jak wielką konserwą jest Kościół. No bo zapytajmy wprost – jakie są etyczne przeciwskazania do tego, aby człowiek będący homoseksualistą nie mógł być kapłanem kościoła Katolickiego? Oczywiście, zaraz możemy rzucić hasło, że żyje w grzechu, że taki człowiek nie może stać przy ołtarzu ani pełnić sakramentów – OK, niech będzie. Zapytam jednak inaczej: jaka jest różnica między żyjącym w celibacie homosiem, a żyjącym z celibacie “normalnym” księdzem? Jaka jest róznica między księdzem, który ma trójkę dzieci w trzech parafiach, w których niegdyś slużył, a i dziś buja się gzieś po bokach, a księdzem, który bywa u jednego z parafian z częstymi “wizytami duszpasterskimi”?
Człowiek, który utraciłby za swój homoseksualizm dowolną inną pracę, wygrałby w cuglach sprawę w dowolnym sądzie pracy chyba w całym cywilizowanym świecie i jeszcze dostałby ładne odszkodowanie. Oczywiście Kościół (nie tylko ten; każdy inny związek wyznaniowy również, ale KK szczególnie) jest inny, wyjątkowy i traktowany inaczej. Nie dotyczą go ani normalne podatki, ani składki na ZUS ani kodeks pracy czy cywilny.
I to byłoby na tyle. Homosie to temat-rzeka, Kościół Katolicki to druga rzeka, zaś miejsce w którym się scierają te dwa wrogie sobie nawzajem (a i mi niezbyt bliskie) nurty społeczne to istny ocean i nieraz będę miał zapewne okazję o tym napisać. Obecnie jedynie sygnalizuję problem.