Przyznaję się bez bicia: lubię czasem myśleć o różnych rzeczach, o których żadna przeciętna osoba nie myśli. Analizuję nasz świat, zastanawiam się jaka jest jego natura i dlaczego coś jest urządzone tak, jak jest. I nie zawsze wszystko mi się zgadza. Czasem spotykam dwa wzajemnie sprzeczne zjawiska, które trzeba ze sobą pogodzić. Tak jest i tym razem. OSTRZEGAM – BĘDZIE HARDKOR. Kto jest humanistą i nie wyznaje się na fizyce co namniej na poziomie podstawowym, niech sobie daruje tekst, bo albo go znudzi, albo nic z niego nie zrozumie.
Ostatni mój problem brzmi następująco:
Mamy widmo elektromagnetyczne, a konkretnie jego część składającą się z fal świetlnych. Największe fale to te czerwone, najmniejsze – fioletowe. Dlaczego w takim razie kolor fioletowy odbieramy jako tak bliski czerwonemu, skoro leżą na przeciwległych krańcach widma świetlnego?
Inaczej: jeśli stworzymy koło barwne, w którym umieścimy wszystkie kolory w taki sposób, że płynnie przechodzą z jednego do drugiego (patrz rysunek), to czerwień przechodzi w fiolet w bardzo ładny, płynny sposób, równie zgrabnie jak np. zieleń przechodzi w żółć.
Dlaczego? Wszak kolor czerwony i fioletowy są teoretycznie skrajnie od siebie różne.
Oto wytłumaczenia, jakie udało mi się znaleźć w internecie i na grupach dyskusyjnych (dziękuję kolegom z pl.sci.fizyka za pomoc w rozgryzieniu problemu):
Hipoteza 1: Podwójny grzbiet
Fala czerwona ma dlugość ok. 0,38um, fioletowa – ok. 0,77um, czyli dwa razy dłuższą. Ludzki mózg widząc światło fioletowe, przetwarza wybiórczo co drugi grzbiet fali i dlatego światło czerwone tak bardzo wydaje sie być podobne do fioletowego.
Zonk: Wytłumaczenie bardzo ładne, ale byłoby do przyjęcia tylko wtedy, gdyby oczy działały tak, jak uszy. Niestety, w odróżnieniu od fal dźwiękowych, oczy (ani mózg) nie rejestrują i nie analizują długości fali. Fale określonej długości pobudzają określone receptory w oczach i sygnał o tym, które receptory zostały pobudzone idzie do mózgu. Mózg nie wie która fala jest krótsza, która dluższa, a jedynie które receptory aktualnie są pobudzone.
Hipoteza 2: Zdolny receptor
Receptory w oczach podzielić możemy na trzy grupy: L (odpowiedzialne za widzenie koloru czerwonego), M (widzące kolor zielony) i S (kolor niebieski). Odbierają one fale o konkretnej długości; jeśli do oka wpadnie światło innego koloru, wówczas kombinacja liniowa natężenia poszczególnych kolorów z tych trzech receptorów idzie do mózgu, gdzie mózg przetwarza tę informację na stosowny kolor – np światło pomarańczowe pobudza receptory czerwone i żółte jednocześnie; dopiero w mózgu informacja ta zostaje przekształcona na “TO JEST KOLOR POMARAŃCZOWY”. Hipoteza druga mówi, że receptory L są skonstruowane w taki sposób, że oprócz tego, że odbierają fale najdłuższe, mogą odbierać też i fale najkrótsze – czyli fioletowe. Ponieważ zarówno kolor czerwony, jak i fioletowy drażni ten sam receptor, mózg odbiera je jako kolory zbliżone.
Zonk: Teoria świetna i jak dla mnie doskonale tłumacząca problem. Zonk jest tylko jeden – nigdzie nie udało mi się znaleźć tekstu potwierdzającego, że receptory L naprawdę reagują na kolor fioletowy.
Hipoteza 3: Fiolet to… fiolet
Wracamy do receptorów (patrz hipoteza druga). Mamy trzy receptory – L (czerwony), M (zielony) i S(niebieski). Światło fioletowe możemy otrzymać nie tylko jako najkrótszą falę widma elektromagnetycznego, ale też jako mieszankę koloru czerwonego z niebieskim. Zatem fioletowe fale pobudzają zarówno receptory L, jak i receptory S, a mieszankę powstałą w wyniku tego pomieszania mózg odbiera jako kolor pośredni między czerwonym, a niebieskim, zatem fioletowy. Voila!
Zonk: Masło maślane. Hipoteza nie tłumaczy nic. Matematycy mawiają, że dwa najdebilniejsze dowody to przez założenie tezy i zaprzeczenie założenia. Tu mamy do czynienia z tym pierwszym. Zakładamy bowiem z góry, że kolor fioletowy jest to kolor między czerwienią, a niebieskim, a potem tłumaczymy dlaczego mózg odbiera fiolet jako fiolet. Nadal nie ma jednak odpowiedzi dlaczego fiolet jest w kole barw przed czerwienią i co on tam robi.
Hipoteza 4: Zamknięty cykl
Najśmielsza hipoteza (i chyba najlepsza) mówi, że ta cała afera z kolorami to po prostu zwykłe złudzenie, jakim mami naszą świadomość mózg. Jak wspomniałem przy okazji hipotezy 2., w oku następuje jedynie “odczyt” siły, z jaką promień światła działa na receptory L, M i S, a następnie w mózgu następuje analiza materiału. Mózg nie wie, że receptory L odbierają fale o najdłuższej długości, a receptory S – fale najkrótsze. Po prostu ma trzy kolory do dyspozycji i z ich różnych kombinacji tworzy pozostałe barwy w zależności od informacji otrzymanych w oku. Natura lubi symetrię. Mózg analizuje informacje i wie, że jest kolor pośredni między kolorami zielonym, a niebieskim oraz między kolorami czerwonym i zielonym. Ponieważ – podkreślam jeszcze raz – mózg nie wie, że kolor czerwony zaczyna, a fioletowy kończy pasmo światła widzialnego, przyjmuje, że między nimi też występuje jakieś płynne przejście i sprawia, że kolory te wydają nam się podobne – skrajny kolor czerwony (czyli ten o najdłuższej fali) i skrajny kolor fioletowy (ten o najkrótszej fali) zlewają się w jedno. W ten właśnie sposób wszystkie kolory tworzą zgrabny, zamknięty cykl. I właśnie to wytłumaczenie mi się wydaje najwiarygodniejsze.
Podobają mi się takie rozważania (hehehehehehehehe). To są niezwykłe “odjazdy umysłowe” kiedy się tak człek zastanawia o co tutaj chodzi…Mnie ciekawi jeszcze do tego w jaki “cholerny” sposób w mózgu tworzy się świadomość-wrażenie tych kolorów. W jaki sposób słuchając fal dźwiękowych ze słuchawek powstaje niezwykłe wrażenie muzyki wewnątrz głowy – bo w istocie to ta muzyka “gra” w naszym mózgu. Jeśli chodzi o oświatło to jest wogóle odjazd…czym są fale świetlne, co to są fotony i jakim cudem to coś co jest i nie ma pobudza nasze receptory? Czy fotony mają masę? Jeśli nie mają masy to jak mogą “poruszać” receptorami? Co to jest wogóle masa? E=mc2 ? Masa może znikać? Ta masa to może jakaś jedna wielka ściema jest? Może masa to tylko bąbelki? hehehehe A może mózg, połączenia neuronowe to tylko specjalne urządzenie podpinające do naszej prawdziwej świadomości tej która znajduje się w pozostałej przestrzeni nie zajmowanej przez atomy mózgu? Ile przestrzeni zajmują atomy mózgu? 1%? chyba przesadziłem..hehehehe…może ułamek procenta? Pozostała przestrzeń czyli ok 99,9 % należy do naszej prawdziwej świadomosci? ……..koniec,koniec, można dostać świra…na razie ;))))))))
P.S.: Mnie ciekawi jedna rzecz: dlaczego przez szkło przechodzi światło, a przez cieniutką folię aluminiową …nie? Jeśli ci się będzie chciało może będziesz mógł to jakoś wytłumaczyć? Zaglądne tu jeszcze…..
Uwielbiam takie komentarze. Stawiasz bardzo ciekawe pytania, szczerze mówiąc nie znam odpowiedzi na większość z nich, ale wcześniej czy później je zgłębię. Jeśli chodzi o przechodzenie światła przez szkło – wytłumaczę to za jakiś czas, bo to ciekawy problem.
Hej…Sprecyzuje dlaczego mnie interesuje troche światło. Nie jestem biegły w fizyce, ale żeby zadać “zaginające” pytania największym fizykom nie trzeba mieć tęgiego umysłu. Nawet dziecko kiedy spyta fizyka “dlaczego jak podskoczy to spada na ziemię” może takiego “zagiąć”. Takie proste pytanie, a jak na nie odpowiedzieć? Bo grawitacja? A co to grawitacja? Grawitacja moje dziecko to coś takiego, że kiedy sobie podskoczymy to w końcu spadniemy…hehehe Podobnie z przyciąganiem międzycząsteczkowym. Może kluczem do zrozumenia jest właśnie przestrzeń- ta przestrzeń, którą uważamy za próżnie czyli za coś czego niby nie ma, a jednak można to przecież zmierzyć. Światło rozchodzi się w próżni, ale dlaczego nie jest w stanie rozchodzić się w masie, gdzie większą cześć stanowi “próżnia”? A może chodzi o to,
że światło jednak rozchodzi się w masie (próżni jaką zajmuje), ale my widzimy tylko tą część promieniowania elektromagnetycznego, które odbija się od cząsteczek materii i w zależności jaką ma ta materia strukture to taką odbija częstotliwość, taki widzimy kolor. Ale dlaczego przez cieniutką folię aluminiową nie przechodzi nawet drobna część światła widzialnego, a przez grube szkło bez problemu prawie całe widmo? Tu pewnie znowu jest ten sam problem z przyciąganiem i odpychaniem się cząstek. Na czym polega odpychanie i przyciaganie? Zdrowy rozsądek podpowiada, że próznia jest pustką, a intuicja coś mi mówi że to właśnie przestrzeń rządzi przyciąganiem i odpychaniem cząsteczek. Folia choć jest dziurawą materią potrafi jakoś odepchnąć światło, a szkło przepuszcza je bez problemu choć zapewne dziurawość jednej materii i drugiej niewiele się różni. Więc czym jest przestrzeń? Specjalną super rzadką cieczo-gumą? Czym materia? Bąbelkami w super rzadkiej cieczo-gumie? Czym jest światło? Super falą w super rzadkiej cieczo-gumie? Gdzie my wogóle jesteśmy?….itd…itd….Wymyśliłem wzór, za który powinienem dostać Nagrodę Nobla: W=G , gdzie W= Wiedza ludzkości, G= zwykła kupa ….No, ale z tym szkłem i światłem może nie będzie tak źle? ;]]] Na razie….