Tylko taka króciutka refleksja. Spotykam się z poglądem/przesądem (niepotrzebne skreślić) sugerującym, że wyrzucanie jedzenia jest be. Poglądy są różne, różne są spojrzenia na życie, rózne myśli, rózne opinie – tak różne, jak różni ludzie, zatem zrozumiem każdy pogląd, o ile tylko ktoś potrafi go przekonująco uargumentować.
Argumentacja osób tak twierdzących jest jednak tak dziwaczna, że aż muszę o tym napisać. Argumentacja ta brzmi: nie wyrzucam jedzenia, bo dzieci w Afryce głodują (!). Tak twierdzi naprawdę sporo ludzi, głównie starszych, chociaż i co poniektóre młodsze jednostki przejmują ten pogląd w pakiecie z jego kuriozalną argumentacją i jedzą na umór czestwy chleb, wysychający ser i kończą na śniadanie niedojedzoną wieczorem kiełbasę, byle tylko nic się nie zmarnowało.
Pomimo całego mojego współczucia wobec ludności afrykańskiej, wciąż nie widzą korelacji pomiędzy głodującymi dziećmi w Afryce, a wciskaniem w siebie rzeczy, na które zwyczajnie nie mam ochoty. Gdybym miał pewność, że dzięki takiemu postępowaniu zyska coś Sudan czy Nigeria, może i sam bym zainteresował się niedojedzonymi resztkami dzisiejszego obiadu. Ale myślę, myśle i myślę i jakoś wciąż nie mam pojęcia jak tym biednym dzieciom pomóc opychaniem się ponad siły rzeczami, których jeść po prostu nie chcę.
O ile się orientuję, w chrześcijaństwie wyrzucanie jedzenia jest niepolecane (”I zebrano z tego, co pozostało dwanaście pełnych koszy ułomków”). Napchanie się, zamiast wyrzucania, jest rozwiązaniem niezłym, bo dodatkową energię można zużyć na coś pożytecznego. A zasadniczo, zamiast wyrzucić, dobrze byłoby oddać ubogim. “Dziecko w Afryce” jest szablonem, pozwalającym sobie wyobrazić kogoś bardzo potrzebującego takiej pomocy.
Chodzi też o szacunek dla czyjejś pracy i pieniądza. Wg mnie nie wyrzucanie jedzenia to bardzo cywilizowany zwyczaj.