Jeremiah – serial w Polsce praktycznie w ogóle nie znany, nie emitowany w zadnej polskiej TV. Poza garstką fanów SF, którzy gdzieś tam ściągnęli to z internetu, niewielu o nim słyszało, jeszcze mniej oglądało. Często porównywany z Jericho, jednak jest między tymi dwiema produkcjami sporó różnic. No i dla mnie Jeremiah jest lepszy.
Jeremiah jest luźno oparty na belgijskim komiksie, jednak zwiazek jest ten tylko symboliczny. Producentem serialu jest Joe Michael Straczynski, znany głównie z “Babylonu 5″. Nie oglądałem jeszcze tego serialu (chociaż przymierzam się, bo recenzje ma więcej niż dobre). Plany odnośnie Jeremiaha były nieco ambitniejsze niż dwie serie, ale mając świadomość, że w każdej chwili serial może dostać cancela, Straczynski zdecydował zamknąć wszystko w dwóch seriach. Może troszkę szkoda, bo Babylon z tego co wiem, powoli się rozkręcał i na początku też nie był rewelacyjny. Kto wie, jak wyglądałby Jeremiah po czterech seriach?
Wszystkie (poza nielicznymi wyjątkami) odcinki pierwszego sezonu (20 odc.) to tzw. stand alone’y – każdy odcinek opowiada inną historię, w każdym zostaje zawiązana akcja i w każdym zostają zamknięte wszystkie wątki. Ogólnie jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania w serialach (wolę jedną długą historię pociętą na kawałki), ale aż tak mnie to nie drażni. Pod względem konwencji pierwszy sezon można porównać np. do Slidersów. Dwójka głównych bohaterów przemierza pustkowia nowego świata, przeżywa różne przygody, spotyka rózne dziwaczne sytuacje, udaje się w dziwne miejsca, gdzie zawsze wpadają w jakieś tarapaty i oczywiście zawsze jakoś z nich wyjdą. Pomimo wyraźnych oszczędności w scenografii, naciąganych i przewidywalnych niektórych scenariuszy i niezbyt udanej obsady aktorskiej (np. aktorka odgrywająca Theo to artystycznie dno totalne, estetycznie za to OK) pierwszy sezon oceniam pozytywnie. Postać Ezekhele wprowadza w serial troszkę nim tajemniczości, sporo jest klimatu przypominającego nieco Fallouta czy Mad Maxa no i niektóre (nie wszystkie, niestety) odcinki są naprawdę dobre pod względem akcji, napięcia i zaskoczenia.
Drugi sezon to (15 odc.) już zupełnie inna bajka. ZUPEŁNIE. Jakbym oglądał inny serial. Nawet czołówka jest inna (IMO lepsza). Raczej nie ma już stand alone’ów. Każdy odcinek posuwa mocno akcję do przodu, wciąż tworzą się i rozwijają nowe wątki, zaś całość nieubłaganie pędzi w niezłym tempie ku finałowi, w którym wszystkie ważniejsze wątki zostają rozwiązane. Tego właśnie mi brakowało w pierwszej serii – jakiegoś całokształtu. Niestety, druga seria ma też wiele buraków. Niemal wszystkie odcinki są zwyczajnie nudne, poza tym nie ma już klimatu. Nikt nie przemierza kolejnych miast w poszukiwaniu różnych cudów i dziwactw, sporo jest odcinków które niemal w całości rozgrywają się w Górze Grzmotów lub pobliskim miasteczku Millhaven. Tematem przewodnim jest wojna, wokół niej wszystko się kręci. Twórcy, niestety, pogubili się i chcąc pociągnąć serial dalej, poszli chyba w nie tym kierunku co trzeba. Można było rozwinąć wątek skinów, pokazać nowe miasta, żyjących w nim ludzi, ich słabości, ich problemy, ale i ich nadzieję i chęć do zmiany świata. Zamiast tego dostaliśmy taką sobie papkę. Serial tak przypomina serial wojenny, że momentami zapominałem że oglądam serial SF. Babole te zauważyli też amerykańscy widzowie. Drugi sezon zdjęto po wyemitowaniu ledwie 7 odcinków. Szybko jednak doemitowano go w Kanadzie, zaś w USA dopiero po ponad roku widzowie mieli szansę obejrzeć 8 ostatnich odcinków. I chyba jednak warto, bo pod koniec serial nieco przyspiesza i ciekawi.
Ostatni podwójny odcinek jest bardzo dobry, jednak końcówka, mimo że zamyka wszystkie wątki, pozostawia pewien niedosyt. Można było spokojnie pociągnąć z tego 3. sezon. Nie byłaby to pewnie żadna rewelacja, zwłaszcza że i pierwsze dwa nie powalały na kolana, ale większość produkcji SF prezentuje tak mierny poziom, że Jeremiah i tak wypływa ponad ten poziom. Czy polecić? No cóż, jest to typowy przeciętniak, ale osoby lubiących takie klimaty mogą z obejrzeć i zapewne im się nawet sposoba. Ale raczej nie zafascynuje.