Mam straszną ochotę na kimś/na czymś się wyżyć. I trafiłem chyba na wymarzoną ofiarę – książkę pod niesamowicie intrygującym tytułem “Ręce precz od tej książki!” niejakiego Jana van Helsinga.

Zanim zacznę się znęczać, spojrzymy może najpierw na reklamę tej książki:
Z pewnością zastanawiacie się, dlaczego nie powinniście brać tej książki do rąk. Czy to jedynie przemyślany chwyt reklamowy? Otóż nie! Z powodu prezentowanych treści zakazane zostały już dwie książki autorstwa Jana van Helsinga, którego niemieckie mass media zaliczyły do grupy “autorów niebezpiecznych”, przed którymi należy społeczeństwo chronić. Zamiarem Jana van Helsinga było wstrząśnięcie Waszym światopoglądem, stąd rada: Ręce precz od tej książki! Musicie, drodzy Czytelnicy, liczyć się z tym, że po przeczytaniu tej książki nie będziecie mogli żyć tak, jak żyliście do tej pory. Być może aż do dzisiejszego dnia myśleliście: “Nikt mi o tym nie powiedział, skąd więc mogłem o tym wiedzieć?!” Być może dziś jeszcze myślicie, że sami nie jesteście w stanie niczego zmienić… Dzięki tej książce zrozumiecie, że jest zupełnie inaczej!
Brzmi zachęcająco? I to jak! Jak dla mnie rewelacja. Globalny spisek, klika mająca na celu przejęcie świata, techniki jakimi cała arystokracja finansowa świata, od producentów pasty do zębów po twórców filmowych próbuje omamić nas, zmusić do śpiewania pod ich nutę i stworzyć idealne społeczeństwo tumanów, sterowane przez grupkę ludzi czerpiących z tego niebotyczne zyski ludzi, którzy myślą samodzielnie. Nieśmiale nawet marzyłem o tym, że ktoś nareszcie jawnie zdemaskuje kościół katolicki i jego prawdziwe zamiary. W każdym razie – taka reklama pokazuje mi ksiązkę otwierającą oczy i każącą strzec się na każdym kroku przed… no właśnie przed czym? Tego dopiero można się dowiedzieć po przeczytaniu owego wiekopolnego dzieła.
Coś mi jednak śmierdziało. Zbyt piękne żeby było prawdziwe… Tym razem, wyjątkowo, zamiast kupić książkę jak człowiekowi przystało na allegro bądź w księgarni, zassałem ją sobie najpierw w PDFie, aby przekonać się, czy na pewno warto zainwestować cenną gotówkę w cenną wiedzę. Całe szczęście, że tak zrobiłem, bo w życiu nie wybaczyłbym sobie wyrzuconych w błoto pięciu dych.
Jon Van Helsing jest w Polsce autorem raczej nieznanym (chociaż wielbiciele teorii spiskowych, którzy obejrzeli obie części Zeigeista po 15 razy, na pewno czytali też i jego dzieła w niemieckim oryginale). Kim on jest? To takie guru miłośników teorii spiskowych, dodatkowo wyposażony w bardzo przydatnego poszukiwaczom teorii spiskowych skilla polgającego na doszukiwaniu się wszędzie interwencji kosmitów. Popularny w Niemczech, jego sława jednak do Polski (na szcżęście) jeszcze nie dotarła.
Nienawidzę PDFów, a nie chce mi się dziadostwa drukować. Zaczynam czytać. Po łebkach, ale wystaraczająco uważnie, aby załapać o co chodzi. Przelatuję błyskawicznie klasykę wszystkich twórców teorii spiskowych, czyli wałkowane od 40 lat lądowanie na księżycu, a raczej jego fałszerstw. Zaczynamy od opowieści o hrabim Saint Germain. Dowiadujemy się pierwszych ukrywanych przez stulecia prawd. Ponoć żył ponad 200 lat. W czasie swojego żywota zaliczył podróże w czasie, kilka podróży kosmicznych (niestety, autor nie mówi jakim dokładnie sposobem to się odbywało), odkrycie kamienia filozoficznego i eliksiru młodości, a nawet zmartwychwstanie. Oczywiście ta historia wywołała u mnie, delikatnie mówiąc, niepokój. Ale czytam dalej.
Kolejną prawdą, której zatajenie przyczynia się do manipulacji mną (i całą populacją cywilizowanego świata), jego to, że wnętrze ziemi jest puste. W samym centrum znajduje się “słońce wewnętrzne”, a na wewnętrznej stronie ziemskiej skorupy żyje jakaś obca cywilizacja. Mój niepokój zaczyna się zwiększać. Ale dzielnie czytam dalej.
O kolejnym rozdziale… nawet nie wiem za bardzo co napisać. Może zatem podam żywcem cytat, będący jego esensją:
Wiadomym jest (potwierdzają to badania embiologiczne), że niegdyś, w zamierzchłych czasach, u ludzi występowało trzeciego oko. Homo sapiens posiada już tylko szczątkowy jego ślad w postaci gruczołu szyszynki (…). Przyjmuje się na ogół, że trzecie oko było organem bioenergetycznym (umożliwiającym telepatię itp.) i źródłem (…) zdalnego transferu myśli, wpływania na grawitację, leczenia chorób itp.
Podany powyżej fragment to już wystarczająco dużo dla inteligentnego człowieka, aby mógł wyrobić sobie pogląd na temat autora i jego książki. Ale ja niestrudzony (czyżby za mało inteligentny?) brnę dalej. A co mi tam. Pośmieję się.
W dalszej części książki autor w przebłysku geniuszu twórczego interpretuje na nowo Stary Testament. Odrzuca zarówno jego religijną interpretację, jak i powszechny (nie tylko w środowisku ateistycznym) pogląd, że większość ze starotestamentowych opowieści to zmyślane przez tysiąclecia historie, mające wartość mniej więcej taką, jak mity greckie. Nie, nie. Van Helsing wie lepiej. Najpierw sugeruje, że na Sodomę i Gomorę zostały zrzucone bomby atomowe (!), a następnie uważnie analizując słowa księgi Ezechiela wydobywa na wierzch ukrywaną przez tysiąclecia prawdę – Ezechiel spotkał latający spodek! Van Helsing ośmiesza się IMO jeszcze bardziej od profesjonalnych badaczy pisma świętego, którzy niejedną już bzdurę z tych ksiąg wywnioskowali – ale tak daleko nawet oni się jeszcze nie posunęli.
Później następuje jakieś bajdurzenie o Sumerach, którego nie chciało mi się czytać, ani komentować, następnie nieco klasyki (Area 51), coś o Arce Przymierza, Templariuszach i Nostradamusie , systemie gosopdarczym USA i celowo utrzymywanym zagrożeniu terroryzmem (tak jak zagrożenie wojną w “Roku 1984″), nadprzyrodzonych umiejętnościach chińskich dzieci i nawet sam nie wiem czym jeszcze. Nie czytałem już tego. Nawet ja, człek cierpliwy, mam swoje granice wytrzymałości. Szkoda czasu.
Ja zrozumiem niektóre mniej lub bardziej dziwaczne poglądy… krzyczcie sobie ile chcecie, że Jezusa wymyślili na soborze w Nicei, lądowania na księżycu nie było, WTC wysalidzili amerykańce, światem rządzi mafia masońsko-żydowska, Jarek Kaczyński jest kochankiem Tuska, a globalne ocieplenie to tylko postrach na ludzi, aby wyciągnąć z nich więcej kasy. Być może nawet któraś z powyższych teorii jest prawdziwa (chociaż poza globalnym ociepleniem żadna nie wydaje mi się prawdopodobna). Ale sianie bzdur i konfabulacji ma swoje granice. Które Van Helsing zdecydowanie przekroczył.
Zatem moi drodzy… RĘCE PRECZ OD TEJ KSIĄŻKI. Nie warto. Naprawdę.
Mam straszną ochotę na kimś/na czymś się wyżyć. I trafiłem chyba na wymarzoną ofiarę – książkę pod niesamowicie intrygującym tytułem “Ręce precz od tej książki!” niejakiego Jona van Helsinga.

Zanim zacznę się znęczać, spojrzymy może najpierw na reklamę tej książki:
Z pewnością zastanawiacie się, dlaczego nie powinniście brać tej książki do rąk. Czy to jedynie przemyślany chwyt reklamowy? Otóż nie! Z powodu prezentowanych treści zakazane zostały już dwie książki autorstwa Jana van Helsinga, którego niemieckie mass media zaliczyły do grupy “autorów niebezpiecznych”, przed którymi należy społeczeństwo chronić. Zamiarem Jana van Helsinga było wstrząśnięcie Waszym światopoglądem, stąd rada: Ręce precz od tej książki! Musicie, drodzy Czytelnicy, liczyć się z tym, że po przeczytaniu tej książki nie będziecie mogli żyć tak, jak żyliście do tej pory. Być może aż do dzisiejszego dnia myśleliście: “Nikt mi o tym nie powiedział, skąd więc mogłem o tym wiedzieć?!” Być może dziś jeszcze myślicie, że sami nie jesteście w stanie niczego zmienić… Dzięki tej książce zrozumiecie, że jest zupełnie inaczej!
Brzmi zachęcająco? I to jak! Jak dla mnie rewelacja. Globalny spisek, klika mająca na celu przejęcie świata, techniki jakimi cała arystokracja finansowa świata, od producentów pasty do zębów po twórców filmowych próbuje omamić nas, zmusić do śpiewania pod ich nutę i stworzyć idealne społeczeństwo tumanów, sterowane przez grupkę ludzi czerpiących z tego niebotyczne zyski ludzi, którzy myślą samodzielnie. Nieśmiale nawet marzyłem o tym, że ktoś nareszcie jawnie zdemaskuje kościół katolicki i jego prawdziwe zamiary. W każdym razie – taka reklama pokazuje mi ksiązkę otwierającą oczy i każącą strzec się na każdym kroku przed… no właśnie przed czym? Tego dopiero można się dowiedzieć po przeczytaniu owego wiekopolnego dzieła.
Coś mi jednak śmierdziało. Zbyt piękne żeby było prawdziwe… Tym razem, wyjątkowo, zamiast kupić książkę jak człowiekowi przystało na allegro bądź w księgarni, zassałem ją sobie najpierw w PDFie, aby przekonać się, czy na pewno warto zainwestować cenną gotówkę w cenną wiedzę. Całe szczęście, że tak zrobiłem, bo w życiu nie wybaczyłbym sobie wyrzuconych w błoto pięciu dych.
Jon Van Helsing jest w Polsce autorem raczej nieznanym (chociaż wielbiciele teorii spiskowych, którzy obejrzeli obie części Zeigeista po 15 razy, na pewno czytali też i jego dzieła w niemieckim oryginale). Kim on jest? To takie guru miłośników teorii spiskowych, dodatkowo wyposażony w bardzo przydatnego poszukiwaczom teorii spiskowych skilla polgającego na doszukiwaniu się wszędzie interwencji kosmitów. Popularny w Niemczech, jego sława jednak do Polski (na szcżęście) jeszcze nie dotarła.
Nienawidzę PDFów, a nie chce mi się dziadostwa drukować. Zaczynam czytać. Po łebkach, ale wystaraczająco uważnie, aby załapać o co chodzi. Przelatuję błyskawicznie klasykę wszystkich twórców teorii spiskowych, czyli wałkowane od 40 lat lądowanie na księżycu, a raczej jego fałszerstw. Zaczynamy od opowieści o hrabim Saint Germain. Dowiadujemy się pierwszych ukrywanych przez stulecia prawd. Ponoć żył ponad 200 lat. W czasie swojego żywota zaliczył podróże w czasie, kilka podróży kosmicznych (niestety, autor nie mówi jakim dokładnie sposobem to się odbywało), odkrycie kamienia filozoficznego i eliksiru młodości, a nawet zmartwychwstanie. Oczywiście ta historia wywołała u mnie, delikatnie mówiąc, niepokój. Ale czytam dalej.
Kolejną prawdą, której zatajenie przyczynia się do manipulacji mną (i całą populacją cywilizowanego świata), jego to, że wnętrze ziemi jest puste. W samym centrum znajduje się “słońce wewnętrzne”, a na wewnętrznej stronie ziemskiej skorupy żyje jakaś obca cywilizacja. Mój niepokój zaczyna się zwiększać. Ale dzielnie czytam dalej.
O kolejnym rozdziale… nawet nie wiem za bardzo co napisać. Może zatem podam żywcem cytat, będący jego esensją:
Wiadomym jest (potwierdzają to badania embiologiczne), że niegdyś, w zamierzchłych czasach, u ludzi występowało trzeciego oko. Homo sapiens posiada już tylko szczątkowy jego ślad w postaci gruczołu szyszynki (…). Przyjmuje się na ogół, że trzecie oko było organem bioenergetycznym (umożliwiającym telepatię itp.) i źródłem (…) zdalnego transferu myśli, wpływania na grawitację, leczenia chorób itp.
Podany powyżej fragment to już wystarczająco dużo dla inteligentnego człowieka, aby mógł wyrobić sobie pogląd na temat autora i jego książki. Ale ja niestrudzony (czyżby za mało inteligentny?) brnę dalej. A co mi tam. Pośmieję się.
W dalszej części książki autor w przebłysku geniuszu twórczego interpretuje na nowo Stary Testament. Odrzuca zarówno jego religijną interpretację, jak i powszechny (nie tylko w środowisku ateistycznym) pogląd, że większość ze starotestamentowych opowieści to zmyślane przez tysiąclecia historie, mające wartość mniej więcej taką, jak mity greckie. Nie, nie. Van Helsing wie lepiej. Najpierw sugeruje, że na Sodomę i Gomorę zostały zrzucone bomby atomowe (!), a następnie uważnie analizując słowa księgi Ezechiela wydobywa na wierzch ukrywaną przez tysiąclecia prawdę – Ezechiel spotkał latający spodek! Van Helsing ośmiesza się IMO jeszcze bardziej od profesjonalnych badaczy pisma świętego, którzy niejedną już bzdurę z tych ksiąg wywnioskowali – ale tak daleko nawet oni się jeszcze nie posunęli.
Później następuje jakieś bajdurzenie o Sumerach, którego nie chciało mi się czytać, ani komentować, następnie nieco klasyki (Area 51), coś o Arce Przymierza, Templariuszach i Nostradamusie , systemie gosopdarczym USA i celowo utrzymywanym zagrożeniu terroryzmem (tak jak zagrożenie wojną w “Roku 1984″), nadprzyrodzonych umiejętnościach chińskich dzieci i nawet sam nie wiem czym jeszcze. Nie czytałem już tego. Nawet ja, człek cierpliwy, mam swoje granice wytrzymałości. Szkoda czasu.
Ja zrozumiem niektóre mniej lub bardziej dziwaczne poglądy… krzyczcie sobie ile chcecie, że Jezusa wymyślili na soborze w Nicei, lądowania na księżycu nie było, WTC wysalidzili amerykańce, światem rządzi mafia masońsko-żydowska, Jarek Kaczyński jest kochankiem Tuska, a globalne ocieplenie to tylko postrach na ludzi, aby wyciągnąć z nich więcej kasy. Być może nawet któraś z powyższych teorii jest prawdziwa (chociaż poza globalnym ociepleniem żadna nie wydaje mi się prawdopodobna). Ale sianie bzdur i konfabulacji ma swoje granice. Które Van Helsing zdecydowanie przekroczył.
Zatem moi drodzy… RĘCE PRECZ OD TEJ KSIĄŻKI. Nie warto. Naprawdę.